Gdybym był Picassem, a chyba raczej już nie będę, namalowałbym „Pijącą absynt” (ja ją nazywam „Pijaczką”), inaczej. Wychudzona, zziębnięta, wystaje przed wejściem do Żabki. Pewnie, jak każda wieloletnia alkoholiczka, jest młodsza o 20 lat niż można by sądzić po wyglądzie. Może nawet kiedyś była piękna.

W sklepie tłum, typowe zakupy wigilijne: bocian, małpka, jakiś słodki napój na popitkę – generalnie mocne trunki, raz tylko piwo i czipsy. Czuję się głupio z mlekiem i kakao, po które musiałem wyskoczyć, bo Magda robi sernik i zabrakło. Tuż przede mną nietypowy zakup, może pomyłkowo, może to jakiś szyfr był jak niegdyś zakupy w „Misiu”?

– I płyn do kąpieli – tak tajemniczo rzekł mężczyzna przede mną

– Nie ma – odparła, trochę nerwowo, młoda Ukrainka za ladą i spojrzała na zegarek

– To papierosy

– Jakie? – ponownie spojrzała na zegarek

– Cienkie – jakoś kobieco czy artystycznie zabrzmiało, bo wiadomo, że cieniasy to tylko kobiety i artyści albo miękiszony, a przede mną stał true man

– Ale jakie? Elemy? Czesterfildy?

– Cienkie – zamawiający był konsekwentny i lakoniczny

– Wszystkie są cienkie. Może elemy?

– A są cienkie?

– Wszystkie są cienkie

– To czesterfildy poproszę.

Ukrainka szybko obsłużyła true mana i wyskoczyła zza lady, rzucając coś do zmieniającego ją przy kasie dobrze odżywionego, młodego mężczyznę.

– Mleko i kakao. Coś jeszcze?

– To wszystko – wycedziłem, bo wzrokiem podążałem za uciekającą Ukrainką

– Na pewno?

– Na pewno. Dzisiaj wigilia, dlatego wszyscy bez maski? – rzuciłem zaczepnie, licząc na jakąś skruchę, wyrzut, uwagę – cokolwiek.

– No! Wesołych Świąt – rozradowany, dobrze odżywiony ekspedient rozładował mnie na starcie.

Wyszedłem ze sklepu. Alkoholiczka paliła cienkiego czesterfilda, spojrzałem jej prosto w oczy. Nie tylko wytrzymała mój wzrok, ale zagłębiła się w nim i trwała.

Tak, na pewno była kiedyś piękna.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj