„Mała Miss” w reż. Agnieszki Płoszajskiej w Kujawsko-Pomorskim Teatrze Muzycznym w Toruniu.

           Film „Little Miss Sunshine” pojawił się na ekranach 20 lat temu i okazał się nie lada zaskoczeniem, bowiem ta niskobudżetowa, niezależna produkcja stała się jedną z najważniejszych w sezonie. Wyreżyserowany przez Jonathana Daytona i Valerie Faris na podstawie scenariusza Michaela Arndta film szybko zyskał uznanie zarówno widzów, jak i krytyków, co potwierdziły liczne nagrody, w tym dwa Oscary – za scenariusz i rolę drugoplanową dla Alana Arkina. Historia rodziny Hooverów przemierzającej rozklekotanym busem długą drogę z Albuquerque do Redondo Beach, aby Olive mogła wziąć udział w konkursie „Miss Sunshine”, wzbudzała zainteresowanie publiczności, która doceniła emocjonalną autentyczność bohaterów, jednocześnie wzruszających i zabawnych, zmagających się z problemami, traumami, niepowodzeniami, ale potrafiących wspierać się w trudnych momentach.

          Zainteresowanie filmem niewątpliwie stało za przełożeniem opowieści o rodzinnej podróży na język musicalu. Dokonali tego James Lapine (libretto) i William Finn (muzyka i słowa). Premiera „Little Miss Sunshine” odbyła się w 2011 r. w La Jolla Playhouse w Kalifornii, a już dwa lata później spektakl trafił na Off-Broadway, zaś teraz zawędrował nad Wisłę, na scenę Kujawsko-Pomorskiego Teatru Muzycznego w Toruniu. Choć od premiery minęło już nieco czasu, to problemy poruszane w przedstawieniu nic nie straciły na aktualności. Rodzinne relacje, ludzkie ambicje, marzenia i nadzieje skonfrontowane z często nieprzyjazną rzeczywistością, to tematy zawsze ważne w naszym życiu.

          Szkoda, że wersja teatralna nieco odbiega od filmowej, a zastosowane skróty fabularne nie zawsze wpływają korzystnie na wymowę spektaklu. Tak jest na przykład w scenie z lodami, kiedy Richard odradza Olive ich zjedzenie, bo przez nie pojawia się oponka na brzuszku. Dziewczynka nie otrzymuje wsparcia rodziny, a Miss California nie rozwiewa jej wątpliwości. Podobnie niejasna jest sprawa konieczności pchania busa, bo zerwana linka sprzęgła dla większości widzów chyba oznacza brak możliwości jazdy. Twórcy jakby liczą na to, że oglądający musical znają jednak film.

          Rodzinę Hooverów poznajemy już w pierwszej scenie. Widzimy ich zgromadzonych przy wspólnym posiłku i nie jest to wykwintny obiad, tylko kubełek kurczaków z sieciówki z niedbale rzuconym pudełkiem najtańszych lodów na deser. Trudno nie zauważyć, że jedzenie nie budzi zachwytu, ale co najważniejsze – są tam razem. Rodzina przy stole, wspólny posiłek, to symboliczny obraz więzi, które łączą, dają wsparcie i czynią silnym. Tak jak razem jedzą, tak wspólnie wyruszą w drogę, aby Olive mogła wziąć udział w konkursie piękności. Salon zmieni się w busa, którym odbędą konkretną, a jednocześnie alegoryczną podróż. Bardzo oszczędna scenografia Wojciecha Stefaniaka jest niezwykle funkcjonalna, a wspierana wizualizacjami Mateusza Kokota tworzy czytelne tło dla przebiegu akcji. Choreografia Michała Cyrana skupia się w dużej mierze na wspólnym pchaniu busa przez członków rodziny, a pościg Dwayne’a (Jędrzej Czerwonogrodzki) za samochodem, to prawdziwa perełka.

          Spektakl niesie ze sobą dużo emocji i aktorzy dobrzy poradzili sobie ze swoimi rolami. Każda z postaci zmaga się ze swoimi problemami, są nieidealni, czasem denerwujący, czasem zabawni, ale często odnajdujemy w nich cząstkę siebie. Przede wszystkim świetnie wypadła Olive (Zofia Zacharek) – pełna radości życia dziewczynka, która marzy o występie w konkursie piękności, co staje się przyczyną całej rodzinnej wyprawy. To prawdziwe „słoneczko”, rozświetlające rodzinę, zaś młodej wykonawczyni udało się rozświetlić całą scenę. Poruszającą rolę stworzyła Katarzyna Walczak jako Sheryl Hoover dźwigająca odpowiedzialność za całość rodziny, a jednocześnie mająca coraz mniej siły do walki z przeciwnościami losu, choć chciałaby je pokonać, a jej marzenie przepięknie oddają słowa piosenki: „Niech nam lepiej będzie lepiej”. Marek Richter wcielając się w postać Dziadka wyrzuconego z domu spokojnej starości denerwuje, rozśmiesza, ale przede wszystkim wzrusza głęboką miłością do wnuczki. Sebastian Machalski zagrał z dużą wrażliwością postać Wujka Franka, który przeszedł załamanie nerwowe i próbę samobójczą z powodu złamanego serca. Choć scena spotkania z byłym ukochanym bardziej denerwuje niż porusza, w przeciwieństwie do filmowego oryginału. Maciej Podgórzak jako Richard pokazał, jak wygląda zmotywowany do działania człowiek, któremu w dotarciu do celu nie przeszkodzi ani zepsuty samochód, ani szpitalne formularze, a nawet śmierć ojca.

          Oczywiście w spektaklu muzycznym niezwykle ważna jest muzyka. Tym razem wymagająca, momentami trudna i mało melodyjna, wręcz atonalna. Mamy wrażenie, że słyszymy fałszywe nuty, a aktorzy nie trzymają się linii melodycznej. Czytając obsadę miałam nadzieję na fantastyczne wykonania piosenek przez Macieja Podgórzaka, Sebastiana Machalskiego czy Jędrzeja Czerwonogodzkiego, ale niestety spektakl nie dał na to szansy. Piosenki są częścią opowieści i sposobem budowania postaci, więc ich brzmienie współtworzy bohaterów. Jasny głos Zosi Zacharek niesie ze sobą dziecięcy optymizm Olive, a ciepły wokal Katarzyny Walczak siłę Sheryl – są to jedyne postaci, których piosenki brzmią czysto i melodyjnie. Muzyka zmienia się, podobnie jak relacje w rodzinie podróżującej żółtym Volkswagenem. Wreszcie wszystkie tworzą zgodnie brzmiący chór, w którym każdy głos jest ważny i potrzebny, jak w rodzinie, gdzie każdy ma swoje istotne miejsce, co znajduje odbicie w finałowej piosence.

          Ten spektakl, podobnie jak film, bawi i wzrusza, a także budzi pozytywne nastawienie i na zakończenie mamy ochotę jak Hooverowie zawołać: „Nie zatrzymuj się na drodze swej, ruszaj tam, gdzie twój cel!”.

Mała Miss. Scenariusz: James Lapine. Muzyka i słowa: William Finn. Reżyseria: Agnieszka Płoszajska. Tłumaczenie: Anna Wołek. Tłumaczenie piosenek: Anna Nowak, Sebastian Machalski. Scenografia: Wojciech Stefaniak. Kostiumy: Wanda Kowalska. Kierownictwo muzyczne: Bartek Staszkiewicz. Choreografia: Michał Cyran. Przygotowanie wokalne: Paulina Stekla. Wizualizacja multimedialna: Mateusz Kokot. Występują: Zofia Zacharek (Olive Hoover), Katarzyna Walczak (Sheryl Hoover), Maciej Podgórzak (Richard Hoover), Marek Richter (Dziadek), Jędrzej Czerwonogrodzki (Dwayne Hoover), Sebastian Machalski (Wujek Frank), Wojciech Daniel (Joshua Rose, Buddy, sanitariusz), Ameli Delaure (Wredna dziewczynka, kandydatka na miss), Małgorzata Regent (Miss California, Linda), Berenika Staszkiewicz (Wredna dziewczynka, kandydatka na miss), Michał Zacharek (Larry Sugarman, Kirby, Doktor). Polska prapremiera 10 lipca 2026 r., czas trwania: 2 godziny (jedna przerwa).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj