Między wykładem a uroczystością – Zbigniew Radosław Szymański o twórczości Olgi Tokarczuk: osobiście, ale wnikliwie i obszernie.

Nobel dla Pani Cogito?

Czy artysta, człowiek pióra, musi być mądry? A czy mądrym musi być szewc, tak porównywany z poetą przez Witkacego: Poeta to nic innego jak szewc. Szyje takie same buty, tyle że z własnej skóry. Nie mądrość więc a znajomość wykonywanego rzemiosła jest ważna dla szewca i nie mądrość dla literata, ale umiejętność pisania. Mądrość w byciu artystą nie przeszkadza, chociaż niektórym tępi pióra, zaraża wirusami laptopy, plącze języki w Wieżę Babel publicznych wypowiedzi. Taką Wieżę Babel próbuje się zbudować naszej nowej Noblistce, przy jej, trzeba to przyznać, owocnej współpracy.

Twórca piszący powinien mieć czytelnika, a czy czytelnik powinien być mądrym? Gdyby był, zapewne książek by nie czytał, a zajął się tworzeniem piramid finansowych lub wraz z innymi, którym do takiej „twórczości” brak talentu, przynajmniej ciągnął na linie, jakiś niewielki samolot. Czy czytelnik powinien być głupi? A co głupiemu po literaturze, sztuce, muzyce, po wszystkim, co się choćby ociera o kulturę, jeśli nie jest to kultura spod znaku disco polo i nie może służyć jako przekąska do grilla?

Nobel Lecture: Olga Tokarczuk, Nobel Prize in Literature 2018

Kiedy kilka tygodni temu staliśmy się bogatsi o kolejną noblistkę, zaczęto przypominać jej mądre niewątpliwie, chociaż jakby mądre inaczej, publiczne wypowiedzi. Nie, nie cytaty z jej książek, ale to, co się w białej główce białogłowy rodzi, gdy na chwilę oderwie się od pisania i wyjrzy przez okno, widząc to, co nie dorasta do jej, noblistki, rozumu, więc zgodnie z zasadami logiki wychodząc z błędnych przesłanek, do mądrych konkluzji doprowadzić nie może. Na szczęście Nobla przydzielają nie za mądrość, a za dzieła literackie, bo w przeciwnym wypadku noblistą zostałby prof. Stefan Chwin a nie Olga Tokarczuk.

Przez całe, słusznie/niesłusznie (niepotrzebne skreślić) minione lata PRL-u, próbowano jakoś osoby piszące dowartościować. Władze, które wiedziały dzięki swoim sprawnym, „protokamińskim” służbom o obywatelu wszystko, jak mogły, tak powiększały twórcom IQ i ich dobre o sobie mniemanie, obficie nagradzając (ach te rauty w Oborach pracy twórczej), czasem tylko z przymrużeniem oka karząc, wszak potrzebna była jakaś opozycja, za co twórcy odwdzięczali się masowym udziałem w pochodach pierwszomajowych. A że bzdura po tysiąckroć powtarzana staje się rzeczywistością, twórcy w swoją mądrość i w swoje posłannictwo uwierzyli. My zaś, szarzy konsumenci kultury, wciąż nie chcemy zrozumieć, że takiego tworu jak „inteligencja” i intelektualiści, o których słusznie Andrzej Bobkowski pisał: Intelektualiści, to są niestety w przeważającej ilości k…, nigdzie w cywilizowanym świecie, do którego usilnie zmierzamy, nie było i nie będzie. Są (bywają?) co najwyżej ludzie inteligentni (chociaż coraz rzadziej).

Zaraz po ogłoszeniu wyboru Komitetu Noblowskiego Polaków ogarnęła histeria. Trochę podobna do tej, z jaką mieliśmy do czynienia po wyborach parlamentarnych 2015 roku i później.

Z jednej strony mieliśmy więc euforię, próby wyartykułowania własnej ciasnoty umysłowej. Z drugiej strony lament bezwstydników.,  którym obca jest polityka wstydu, i uparcie próbują przekonać świat, że trzymają ręce na kołdrze. Wszystkich ich połączyła międzynarodówka nieznajomości tego, co Noblistka napisała. Tokarczuk rzeczywiście wypowiada się publicznie na przeróżne tematy, tyle, że nie te wypowiedzi (mam nadzieję) stały się bodźcem do przyznania jej prestiżowej nagrody. Tuż po ogłoszeniu werdyktu noblowskiego zostałem zasypany mejlami ze zdjęciem, do którego nagrodzona pisarka pozuje na tle  olbrzymiej swastyki. Gdyby ci, którzy widzą w tym zdjęciu jakąś nieprzyzwoitość, zaglądnęli do książki „Bieguni”, znaleźliby wyjaśnienie takiego zachowania pisarki: W pewnym dalekowschodnim mieście restauracje wegetariańskie zwykło się oznaczać czerwonymi swastykami, pradawnymi znakami Słońca i Siły Życiowej. Po kilku dniach jestem uwarunkowana jak pies Pawłowa – ślinię się na widok swastyki. Wyjaśnienie zgodne z werdyktem białostockiego sądu, który już kiedyś genezę swastyki swoim werdyktem przypomniał i jej wizerunek usankcjonował

Portal „wPolityce.pl”, opierając się na wypowiedzi pisarki: Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości, piórem swojej autorki Marzeny Nykiel wysnuwa wniosek, zapewne oparty na plotkach z magla po pobieżnej lekturze „Ksiąg Jakubowych”: Taka wizja Polski podoba się światu! Taka jest promowana i nagradzana najwyższymi nagrodami. Nobel dla Olgi Tokarczuk wpisuje się w ten nurt. Z międzynarodowym mandatem będzie mogła sprawniej pisać naszą historię na nowo, jako kraju kolonizatorów, właścicieli niewolników, morderców Żydów.

Proponuję, portalowa białogłowo, byś przeczytała książki Noblistki i znalazła miejsca, w których pisarka, wbrew temu, co wiemy już po próbach odkłamywania naszej historii przez IPN, mówi tej wiedzy na przekór. Gdzie byłaś, rozdająca razy pomówień zakończonych wykrzyknikiem, autorko internetowego donosu, gdy jeszcze niedawno, przez 8 lat, właściciele nas, niewolników, kazali pracować na umowy śmieciowe za głodowe stawki? Czy Olga Tokarczuk pisze gdzieś o mordowaniu Żydów przez Polaków? Owszem, pisze o splamionych krwią współziomków rękach  jednostek, ale czyż z faktu  pacyfikacji polskich wsi na Kresach (Koniuchy, Naliboki) przez uzbrojone grupy ukrywających się w lasach Żydów, czy też denuncjacji polskiej inteligencji przez Żydów w miastach zajmowanych przez Armię  Czerwoną (co wiązało się zwykle z ich śmiercią) można wyciągać wniosek, że Żydzi mordowali Polaków? Nie gdzie indziej, jak w biuletynie IPN, możesz paniusiu przeczytać sobie o znalezionych dotychczas 60 000 przypadków donosów do Gestapo na ukrywających się Żydów. Czy uważasz, że te 7 tys. nagrodzonych medalem Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata to wystarczający listek figowy, by przysłonić wstyd?

Pol’and’Rock: Olga Tokarczuk na ASP

Zgadzam się z tobą, portalowa autorko, że jesteśmy narodem aniołów, tyle że bardziej krewnych stróża Anioła z filmu Stanisława Barei „Alternatywy 4”, niż tych nieskazitelnych bielą swoich czystych duszyczek. Więcej myśleć (wiem, to trudne i wyczerpujące), więcej czytać, bym nie poznał cię po oczach, gdy przypadkiem minę na ulicy, bo jak pisze Olga Tokarczuk w „Księgach Jakubowych”:

A są i tacy, całe mnóstwo, co  nie czytają  wcale, ci mają umysł uśpiony, myśli proste, zwierzęce, jak owi chłopi o pustych oczach.

Nie będę przytaczał tutaj wypowiedzi na temat tegorocznego Nobla Stanisława Michalkiewicza. Kto zna radosną twórczość redaktora „Najwyższego Czasu”, pewnie domyśla się, co mógł napisać. Dobrze stan takiego umysłu scharakteryzowała Olga Tokarczuk w powieści „Bieguni”:

Wielu mężczyzn z wiekiem zapada na autyzm testosteronowy, który przejawia się w powolnym zaniku inteligencji społecznej i umiejętności międzyludzkiej komunikacji; a także upośledzeniem formułowania myśli.

Histeria po przyznaniu Oldze Tokarczuk nagrody może być wywołana wypowiedziami publicznymi pisarki, co świadczy, że wciąż nie potrafimy oddzielić szewca od jego dzieła, antropomorfizując wykonany przez niego but. A między butem i szewcem, nawet jeżeli istnieje jakiś związek, to niekoniecznie but musi przyjmować na siebie skutki „szewskich poniedziałków”. Gdy czytamy przejmujący wiersz innej noblistki o kocie pozostawionym w pustym pokoju przez zmarłego właściciela, zachwycajmy się samym wierszem i starajmy się zapomnieć, na tę chwilę przynajmniej, że owa „miła starsza pani”, jak gdzieś przeczytałem kilka dni po jej śmierci,  dopuściła się zbrodni, popierając  wyrok śmierci na księży kurii krakowskiej. Henryk Sienkiewicz, który uważany był za drugiego po Mickiewiczu gloryfikatora polskich uczuć narodowych, właśnie za te „wartości narodowe”, za którymi, często wyimaginowanymi, tak wielu z nas tęskni, został skrytykowany przez Olgierda Górkę, lwowskiego historyka i przez Stanisława Brzozowskiego. Zarzucano Sienkiewiczowi niezrozumienie psychiki Stefana Chmielnickiego, tego „męża buntu” i brak krytyki pychy wobec mniejszości narodowych. Tokarczuk wydaje się bardziej dociekliwa niż jej wielki poprzednik, a mimo to, polemizując z Sienkiewiczowską wizją Polski i Polaków, podobnie jak i on taką wizję utrwalający, staje się obiektem ataków. Pisarka zapewne dobrze te ataki rozumie, skoro w powieści „Bieguni” pisze:

Wiesz, że tutaj nie ma mowy o czymś takim. Tradycja nie sprzyja podobnym pomysłom, do tego dochodzi wrodzony brak skłonności do jakiejkolwiek refleksji moich (czy wciąż jeszcze twoich?) rodaków. Zwykle tłumaczy się to bolesną historią, która zawsze była dla nas niełaskawa, wyprowadzała nas w pole – może stąd nazwa kraju? Po największym entuzjazmie przychodziła zawsze zapaść – i stąd ustalił się, jako norma, jakiś poziom lęku i braku zaufania do świata, wiara w zbawczą moc silnych reguł i jednoznacznie skłonność do niepodporządkowywania się temu, co się samemu wymyśliło.

Histeria jest bezmyślna, i obie strony histerycznego zawłaszczania Biało-Czerwonej, rwą sukno aż trzeszczy, zamiast przynajmniej raz na sto lat (stulecie odzyskania Niepodległości było dobrą ku temu chwilą) urządzić w naszym rodzimym maglu pranie brudów. Tylko, czy trzeba z tymi brudami zaraz biec do Brukseli? Oni tam mają dość do prania swoich własnych brudów, a prezydent kraju, który wymordował milion własnych obywateli w Wandei, nie jest z pewnością właściwym autorytetem do pouczania innych narodów.

Niechaj nas Olga teraz poprowadzi do wyborów. Olga (powinien chyba być użyty wołacz „Olgo”, ach te lekkomyślnie rozdawane profesury) wykorzystaj to dla Polski. Możesz posłać do urn tysiące ludzi…

proponował Noblistce prof. Jan Hartmann, nie bacząc, że w naszej historii mieliśmy już kilku takich, którzy posłali „do urn tysiące ludzi” i słowa jego brzmią dwuznacznie. Tokarczuk zdaje się posłuchała, i poskutkowało. Wielka jest wciąż wiara Polaków w pisarzy kreowanych na sumienia narodu. Niespecjalnie chciało mi się ruszać z mojej bezludnej wyspy, bo co mnie tutaj obchodzi, kto rządzi? W mym leśnym szałasie nie ma czego ukraść, a na duszę dawno już podpisałem cyrograf, więc powrotu mafii się nie lękam, ale widać i moja wiara w słowo pisane i wypowiadane godnymi usty jest wielka. Poszedłem, zachęcając przy tym i tych z drugiego brzegu okalającego wyspę oceanu. I mamy teraz swoją szóstkę w tym wyborczym totolotku. Dziękujemy Noblistko za zachętę! Mieliśmy opowiedzieć się za demokracją, więc się opowiedzieliśmy. Niech nadal rządzą prawi i sprawiedliwi. Niespecjalnie kocham demokrację, wolałbym logokrację, ale gdzie teraz poza wspomnianym już Stefanem Chwinem znajdziemy człowieka mądrego?

Nobel się Polce należał. A jeśli dostała ją autorka tak kontrowersyjna, jak chcą ją odmalować histerycy przeróżnych orientacji, to tylko dobrze świadczy o wolności głoszenia swoich przekonań, jaka panuje w naszym kraju. Nobel dla Tokarczuk ma także właściwości terapeutyczne. Inny, koniunkturalny pretendent do tych najwyższych literackich laurów, być może przestanie wreszcie błaznować, pouczać z krakowskiego zaścianka rząd i obrażać rodaków, a zacznie wreszcie pisać wiersze, do czego ma niewątpliwie talent.

Być może Tokarczuk zrozumie, że jej siła tkwi w pisaniu i nie pozwoli sobą manipulować przeróżnym autorytetom wychowanym na Wikipedii i internetowym „Pudelku”, wszak świadoma już jest tego, że gazetom zależy na tym, żeby utrzymywać nas w stanie ciągłego niepokoju, żeby kierować nasze emocje nie ku temu, czego naprawdę powinny dotyczyć, o czym pisała wBiegunach”. Jak słusznie Noblistka w tej samej książce pisze: Bo najlepiej rozmawia się samemu z sobą. Przynajmniej nie dochodzi do nieporozumień, więc na dalszy ciąg tak świetnie rozpoczętego monologu, mam nadzieję, że my, czytelnicy, możemy liczyć. Czy już znalazła się na rozstajach o których tak pisze w „Księgach Jakubowych”: I mam przed oczyma te rozstaje, rozwidlone drogi, z których jedna, ta najprostsza, środkowa, jest dla głupców, druga, z prawej, dla zadufanych w sobie, trzecia zaś dla odważnych albo nawet dla straceńców – ta będzie pełna pułapek, wybojów, złych czarów i fatalnych zbiegów okoliczności.

Proponuję wszystkim oponentom Noblistki, by przeczytali, zanim obrzucą autorkę błotem pomówień, jej książki. A jeśli już czytali, to niech czytają po raz drugi, i trzeci. Aż do skutku, gdy nareszcie zrozumieją to, co ma pisarka im do przekazania. Zarzut antypolskości, ciężki, i nietrafiony, jest szczególnie kuriozalny wobec autorki, która tak pisze o polskim mesjanizmie, wkładając te słowa w usta mędrca z Wilna:

Heszel Coref, mędrzec z Wilna, nauczał, że według geometrii istnieje numerologiczna identyczność między słowami Polin, czyli Polska, a imieniem biblijnego wnuka Ezawa – Zefo. Opiekuńczy anioł Ezawa i jego rodziny to Samael i on jest także opiekunem Polski. Imię Zefo ma takie same litery jak hebrajskie Zafon – północ, i mają taką samą wartość jak Polin – Lita, czyli Polska – Litwa. A Jeremiasz (1,14) mówi: kiedy przyjdzie zbawienie, zacznie się od kraju na północy, to jest od Polski i Litwy.

„Księgi Jakubowe”, odważnie penetrujące te zakamarki polskiej historii, które teraz, w stulecie odzyskania Niepodległości chcielibyśmy przemilczeć, bo nie pasują do naszego własnego osądu siebie samych, są bardzo dojrzałym podsumowaniem tego, do czego Tokarczuk dochodziła od początku swojej literackiej drogi. To sedno poszukiwań Noblistki, próba ukazania metafizyki ludzkiego istnienia widzianej przez pryzmat jungowskiej reinterpretacji hiobowego cierpienia w połączeniu z  gnostycką, pesymistyczną wizją świata, buddyjskie pochylenie się nad ludzkim i zwierzęcym cierpieniem. To zbyt wiele dla mieszkańców kraju, którego największą chlubą jest wyrosła na tej ziemi świętość papieża Jana Pawła IIi mądrość Jego pontyfikatu. Tyle, że chlubiąc się, i słusznie, naszym wielkim Rodakiem, zbyt rzadko sięgamy do Jego głębokich przemyśleń zawartych w tekstach literackich i encyklikach. Myśli świętego krążą jako obiegowe hasła, jako tarcza przed potrzebą własnego myślenia, bo psychika ludzka jest tak skonstruowana, że jak pisze Tokarczuk:

Uważam mianowicie, że ludzka psychika powstała po to, żeby nas obronić przed zobaczeniem prawdy […] Bo nie dałoby się unieść tej wiedzy, każda najmniejsza cząstka świata składa się bowiem z cierpienia.

Idź, dokąd poszli tamci do ciemnego kresu/po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę wzywał ustami Pana Cogito Herbert, a że było to jeszcze w czasach, gdy my, Polacy, wierzyliśmy twórcom, poszliśmy. Większość metaforyczne „złote runo” zrozumiała bardzo merkantylnie. Niektórzy liczą tę nicość w średnio wygodnych celach zakładów karnych. Ci, którzy mieli więcej szczęścia, w ciepłych krajach podatkowych rajów. Jednostki wydeptują swoją ścieżkę, by zrozumieć, inni, by poczuć drogę wszystkimi cząstkami swojego jestestwa. Ruch, nie samo dojście, staje się dla wielu celem życia, bo jak głosił Zenon z Elei: Biegacz nie dogoni żółwia.

Tokarczuk łączy ruch z poczuciem wolności, pisząc w „Księgach Jakubowych”:

Istnieje w Ein Sof, czyli w samym Nieskończonym, w boskim źródle, absolutne dobro, które jest początkiem i źródłem wszelkiej doskonałości i dobra na świecie. Jest doskonałością, a doskonałość nie potrzebuje zmiany, jest dostojna i nieruchoma, nie ma w niej żadnego ruchu…[…] Doskonałość wyklucza ruch, tworzenie, zmiany, więc samą możliwość naszej wolności. To dlatego mówi się, że w głębinach absolutnego dobra ukryty jest korzeń zła, który stanowi zaprzeczenie każdego cudu, każdego ruchu i tego, co jest możliwe i co może się jeszcze zdarzyć.

Tokarczuk, przejmując pałeczkę w pokoleniowej sztafecie, którą zapoczątkował Pan Cogito, jednocześnie dokonuje przebiegunowania celu podróży, tak, by zwariowały wszystkie GPS-y, czyniąc samo dojście niemożliwym. Noblistka, owa Pani Cogito, następczyni słynnego poprzednika i Herbert, Pana Cogito ojciec, nie mieli złudzeń. U poety kresem wędrówki była nicość, u pisarki – antychryst, o czym tak mówi słowami Galiny, jednej z postaci „Biegunów”, dla którego to odłamu prawosławnych starowierów jedynym sposobem ratunku przed złem jest podróż, ruch:

Kiwaj się, ruszaj się, ruszaj. Tylko tak mu umkniesz. Ten, kto rządzi światem, nie ma władzy nad ruchem. […]Wiec ruszaj się, kiwaj, kołysz, idź, biegnij, uciekaj, gdy tylko się zapomnisz i staniesz, pochwyci cię jego wielkie ręce, zamienią cię w kukiełkę.[…] On zamieni twoją barwną duszę w małą, płaską duszyczkę.[…] Oznaczy cię i wpisze w swoje rejestry, da ci dokument tego upadku. Zajmie ci myśli nieważnymi rzeczami, co kupić a co sprzedać, gdzie taniej, a gdzie drożej.[…]Bo wszystko, co ma swoje stałe miejsce w tym świecie, każde państwo, kościół, rząd ludzki, wszystko, co zachowało formę w tym piekle jest na jego usługach.[…]Wynieś się daleko, poza zasięg jego oddechu.[…]Kto się zatrzyma – skamienieje.[…] To dlatego tyrani wszelkiej maści, piekielni słudzy, mają we krwi nienawiść do nomadów.[…] To dlatego przymusowo osiedlają wszystkich wolnych ludzi, naznaczają adresem, który dla nas jest wyrokiem. Chodzi im o zbudowanie zastygłego porządku, o uczynienie upływu czasu pozornym. O to, żeby dni stały się powtarzalne i nie do odróżnienia, o zbudowanie wielkiej machiny, w której każde stworzenie będzie musiało zająć swoje miejsce i wykonywać pozorne ruchy. […] Przyszpilić świat za pomocą kodów kreskowych, każdej rzeczy dać etykietę, niech będzie wiadomo, co to za towar i ile kosztuje.[…] Ruszaj się, ruszaj. Błogosławiony, który idzie.

Czy Pan i Pani Cogito mówią o tym samym? Herbert, zdawałoby się, gustował w świecie stałych reguł a ruch był mu bardziej potrzebą estetyczną niż egzystencjalną. Tyle, że podobnie jak i u Tokarczuk, był ucieczką. Uczmy się od Noblistki mądrego anarchizmu, bolejąc jednocześnie, że nie widzi, jak próbują ją opleść macki antychrysta, podsuwając do podpisania przeróżne cyrografy. Ostatnia taka próba to wciągnięcie pisarki w bezsensowny spór o wybór nowego dyrektora Muzeum Sztuki Współczesnej. Bezsensowny, bo nowemu nominatowi niczego konkretnego poza brakiem akcesu do salonów tzw. „warsiawki” zarzucić nie można. Z tego powodu tytuł mojego noblowskiego artykułu po dłuższym wahaniu zakończyłem znakiem zapytania, bo zaczynam mieć wątpliwości, czy łaciński czasownik cogito do naszej laureatki pasuje, czy nie jest ta cała Jej mądrość jedynie przeklejką z Wikipedii, którą tak bardzo poważa:

Wikipedia wydaje się najuczciwszym projektem poznawczym człowieka. Przypomina wprost, że cała wiedza o świecie pochodzi z jego głowy, jak Atena z boskiej głowy. Ludzie wnoszą do encyklopedii wszystko, co sami wiedzą.

I także to, czego nie wiedzą. To właśnie Wikipedia uśmierciła mi już 10 lat temuTatusia, który żyje do dzisiaj, właśnie po raz tysięczny opowiadając mi jak uciekał przed niemieckim Messerschmittem, ostrzeliwując się ze sztucera i doprowadzając niemiecki samolot do katastrofy, po której już się wroga armia nie podniosła.  Mam nadzieję, że laureatka pokona w sobie syndrom „Leniwej Wenus”: Taka Wenus to dziwny rodzaj lenistwa. Tu następuje opis tego wszystkiego, co owo lenistwo ze sobą przynosi, a w tym: Niechęć do każdej władzy i do podporządkowywania się, milczące leniwe chodzenie własnymi drogami.

Uważam, że Tokarczuk powinna dostać Nobla już za „Prawiek i inne czasy”. Późniejsze książki: „Bieguni” i „Księgi Jakubowe” tylko mnie w tej opinii utwierdziły. Rozumiem, że ani klęska, ani największy sukces nie sprzyjają pisaniu o czym zdążyła już się przekonać Noblistka, ale próbować warto, bo potrzebna jest nam autorka, która ma dużą samoświadomość swoich wad i zalet:

Miałam skłonność do zamazywania oczywistości, poddawania w wątpliwość niezbitych argumentów. […] Nie chciałam mieć stałych poglądów, byłyby niepotrzebnym bagażem.

A wszystkich powierzchownych krytykantów przestrzegam, by nie doprowadzili do tego, że w 100 -lecie odzyskania Niepodległości znów staniemy się na mapach białą plamą, gdyż z Noblistką nie ma żartów:

To co mnie rani, wymazuję ze swoich map. Miejsca, w których mnie uderzono, dotknięto do żywego, gdzie zabolało, przestały dla mnie istnieć. W ten sposób wymazałam kilka dużych miast i jedną prowincję. Może kiedyś zdarzy się, że wymażę cały kraj?

Noblistce życzymy wielu sukcesów a ten znak zapytania w tytule Redakcja za jakiś czas wymaże, bo każdy z nas kiedyś grafomanił, wierząc, że Nobel już blisko, więc rozumiemy dobrze,że:

Każdy, kto kiedykolwiek próbował pisać powieści, wie, jakie to ciężkie zajęcie[…] Trzeba cały czas pozostawać w sobie, w jednoosobowej celi, w całkowitej samotności.

Olga Tokarczuk. Foto: Fryta 73 from Strzegom (Wikimedia Commons account: Fryta73)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here