Nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że niewiele mamy źródeł, z których moglibyśmy czerpać informacje o dawnej Gdyni. Mała kaszubska wieś, poza nielicznymi wyjątkami, nie zaprzątała uwagi ludzi spoza Wybrzeża niemal do samej I wojny światowej. Tym bardziej powinniśmy znać i doceniać te źródła, które cokolwiek o niej nam mówią, choć nie zawsze są to „recenzje” jakie chcielibyśmy czytać.

Mniej więcej od połowy XIX wieku notujemy nasilenie tego, co dziś nazwalibyśmy „ruchem turystycznym”, a wśród osób „z towarzystwa” zaczynają być modne ośrodki takie jak Baden Baden, Ostenda czy Biarritz. Polacy z Kongresówki także hołdowali tej modzie i rzadko przyjeżdżali nad Zatokę Gdańską, a jeśli już…
Czytaj artykuły z działu Gdyńskie, arcygdyńskie
Pod koniec XIX wieku pisma warszawskie prowadziły zorganizowaną akcję mającą na celu przekonanie czytelników, by w czasie letniej kanikuły nie pojawiali się nad Bałtykiem, ponieważ „wspomaga to Prusaków”, czyli jest zachowaniem niepatriotycznym. Wspomaganie przedsiębiorców z Francji, Belgii czy Anglii zachowaniem patriotycznym wg tych pism było jak najbardziej. Na przełomie wieków pruska rodzina cesarska zaczęła zachowywać się podobnie, preferując własne letniska i odtąd letni wypoczynek obowiązkowo odbywał się nad naszą zatoką, który to fakt uwieczniano na licznych pocztówkach, na których wprawdzie pisano nazwę Sopot, ale robione były w różnych miejscach.

Polaków z Kongresówki przyjeżdżających nad zatokę zaskakiwało przede wszystkim to, że spotykali tu ludzi mówiących po polsku! Nam może to wydawać się dziwaczne, ale jest świadectwem tego, co wiedział przeciętny Polak o Pomorzu w tamtych czasach, a zostało to odnotowane w pamiętnikach i opisach podróży. Opisy bywały zresztą różne. Hrabia Tarnowski jak rasowy snob narzekał, że tutejsze plaże nie umywają się do Biarritz czy Ostendy (pisał bzdury, bo gdyby spróbował poleżeć na piasku w Ostendzie i w Gdyni poczułby różnicę na korzyść naszej plaży). Inaczej podchodziła do sprawy Zofia Hartingh, która opublikowała w 1909 roku książeczkę „Przewodnik po ziemi kaszubskiej” odznaczającą się, jak na tamte czasy, dużą i dość rzetelną znajomością tematu.

Zamieściła też w swojej książce uwagi dotyczące języka kaszubskiego, co zważywszy datę i miejsce wydania (Warszawa) należy uznać za chwalebny wyjątek bez względu na dostrzegane dziś nieścisłości.

We wspomnianej książeczce jest też opis wycieczek łodzią motorową, w czasie których można było odwiedzić okoliczne wsie – Adlerhorst, Gdingen i Oxhoeft,czyli Orłowo, Gdynię i Oksywie.

Ze wsi składających się na dzisiejszą Gdynię znajdziemy tam jedynie krótki opis Oksywia wraz z jego historią. Książeczka pani Hartingh kończy się bardzo ciepłym wezwaniem.

Ta książka jest pisana z pozycji człowieka z zewnątrz, turysty (przy okazji zagadka – skąd w języku polskim wzięło się słowo „turysta” w miejsce dawnego „wędrowca”?) odwiedzającego nasze okolice okazjonalnie.
A jak widzieli tutejsze stosunki ludzie także z zewnątrz, którzy spędzili tu więcej czasu i to nie w celach wypoczynkowych?
Jest jedno źródło, na które warto zwrócić uwagę – pamiętniki księdza Dembieńskiego z Oksywia, który w latach 1909–1910 pełnił tam kapłańską posługę. Ksiądz Dembieński był postacią bardzo barwną. „Filomata pomorski” w latach szkolnych w Chełmnie, skazany na procesie młodzieży polskiej w Toruniu otrzymał zgodę na wyświęcenie pod warunkiem, że nigdy nie obejmie stanowiska proboszcza. Umowa ta była honorowana przez Kościół aż do jego śmierci w 1962 r., mimo że rządy pruskie dawno już odeszły w niepamięć.

W 1909 r. został skierowany do parafii oksywskiej, co przyjął z ogromną radością, ponieważ zawsze marzył o pracy nad morzem. Jego relacja z Oksywia i okolicy ma inny niż u poprzedników charakter. Dembieński zwracał przede wszystkim uwagę na lokalny patriotyzm mieszkańców i ich postępującą germanizację. Opisywał kłopoty z założeniem Towarzystwa Ludowego, kiedy to mieszkańcy Oksywia i Gdyni odmawiali współpracy w obawie nie tylko przed władzami pruskimi, ale i własnymi sąsiadami. Przy okazji kolędy miał okazję porobić prywatne statystyki co do używanego przez wiernych języka. Np. W Orłowie odnotował jedynie dwie rodziny, które posługiwały się jęz. polskim. Zaskakujące? Nawet bardzo, ale przecież pisał to ktoś, kto tych ludzi znał i odwiedzał w ich domach.
O Gdyni pisał: „tu było trochę lepiej, ale i tu było sporo małżeństw mieszanych pod względem narodowościowym. Albo mąż mówił trochę po polsku, albo żona, lecz dzieci odmawiały pacierz już tylko po niemiecku”. Wspomina Antoniego Abrahama, który jednak rzadko przyjeżdżał do Gdyni, będąc zatrudniony w „Gazecie Grudziądzkiej” i miał za zadanie werbować abonentów. W Gdyni jednak większość czytywała „Westpreussische Volksblatt”.
Opisał też jako ciekawostkę wizytę turystów z Warszawy, którzy bawiąc w Sopocie chcieli zetknąć się z „prawdziwą” wsią kaszubską. Ksiądz zorganizował huczne powitanie łącznie z odegraną fraszką kaszubską, co spotkało się z… milczeniem gości. Wyjaśniali mu potem, że nie reagowali entuzjastycznie, bojąc się donosu do władz rosyjskich, a wycieczka składała się z pracowników, jakbyśmy to dziś powiedzieli – budżetówki. Jedynym zyskiem była późniejsza dostawa „Gazety Świątecznej” wydawanej po polsku w Warszawie.
Wspomnienia księdza Dembieńskiego zawierają mnóstwo takich opowieści. Warto do nich zajrzeć, a znaleźć je można w książce „Radości mało – goryczy dużo” dostępnej w gdyńskich bibliotekach. Ksiądz przeniesiony później w Bory Tucholskie miał w końcówce I wojny do czynienia z tamtejszymi partyzantami, m.in. słynnymi braćmi Gnacińskimi. Ciekawostką jest fakt, że po wojnie legendarny przywódca tamtejszej partyzantki przeniósł się do… Gdyni, gdzie zajmował się pośrednictwem w handlu nieruchomościami. Historia czasem robi takie niespodzianki.
Oczywiście – żadnej z wymienionych wyżej relacji nie można uznać za całkowicie obiektywną. Pokazują jednak one Gdynię i okolice w oczach ludzi z zewnątrz, co stanowić może ciekawy przyczynek dla zrozumienia czym Gdynia stała się później.



![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)