„Dżuma” Alberta Camusa w reż. Wojciecha Kościelniaka w Teatrze Kameralnym w Bydgoszczy.
Wojciech Kościelniak to mistrz adaptacji teatralnych literatury, która wydawałaby się wręcz niemożliwa do pokazania na scenie. Wielokrotnie słysząc zapowiedź kolejnej premiery zastanawiałam się, czy to się da zrobić? Musical na podstawie „Idioty” Fiodora Dostojewskiego, „Lalki” Bolesława Prusa, „Złego” Leopolda Tyrmanda? I każdy kolejny tytuł upewniał mnie i innych widzów, że jeśli weźmie się za to Wojciech Kościelniak, to się da i otrzymamy spektakl nietuzinkowy.
„Dżuma” Alberta Camusa to powieść paraboliczna, zaliczana do arcydzieł literatury egzystencjalnej, która opowiada o epidemii dżumy w algierskim Oranie w 194. r. Ten brak określonego dokładnie czasu podkreśla uniwersalność utworu, który staje się nie tylko dziennikiem przebiegu zarazy w mieście. Ze względu na czas powstania chorobę odczytywano jako metaforę wojny, która podobnie jak dżuma jest przyczyną śmierci, rozstania, zamknięcia i poczucia stałego zagrożenia. Dla nas pierwszym skojarzeniem staje się pandemia COVID-19, która osaczyła i zamknęła w domach ludzi na całym świecie, zabrała spokój i bezpieczeństwo, a wielu pozbawiła życia. Jednak powieściowa epidemia to przede wszystkim symbol zła, z którym stykamy się każdego dnia. To egzystencjalna opowieść o codziennych dylematach człowieka, zmaganiu się ze złem, a także świadomym dojrzewaniu do dobra w warunkach ekstremalnego zagrożenia.
Właśnie na tej uniwersalności oparł swój spektakl reżyser. Już wprowadzenie aktorów w przestrzeń foyer między oczekującą na spektakl publiczność sprawia, że stają się jednymi z nas, a my jednymi z nich. Ich rozterki mogłyby się stać naszymi i stają, bo jak w zakończeniu spektaklu mówi Jeanne Tarrou: „każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem, nikt na świecie nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka i żeby go nie zakazić. Mikrob jest czymś naturalnym”.
Na scenie zdominowanej przez szarość scenograf Mariusz Napierała zbudował szeregi wznoszących się i opadających schodów, które tworzą wąskie uliczki algierskiego miasta. Przebiegają po nich w nerwowym pośpiechu bohaterowie, uciekający, ale także ścigający zarazę, poszukujący ratunku i niosący pomoc. A kiedy zapada zmrok, a stopnie niczym domy rozjarzają się szeregami światełek, patrzymy jakby z oddali na rozłożone na stoku wzgórza miasto. I znowu raz jesteśmy wewnątrz, na wąskich uliczkach Oranu, ale też mamy szansę spojrzeć na to miejsce z innej perspektywy, która pozwala nam zachować obiektywizm. Dopełnieniem scenografii stają się rekwizyty, oszczędne, a jednak wymowne – stryczek, gotycka rozeta kościoła, która po chwili pojawia się jako wahadło zegara odmierzającego czas epidemii, a przede wszystkim prześcieradła – roznoszone, zbierane, rozwieszane, stające się symbolem szpitalnego łóżka, jak również całunu pogrzebowego. To przez rozpostartą białą płachtę patrzymy na śmierć syna sędziego, na wyginające się w spazmach ciało, które jest tylko cieniem człowieka, jednocześnie realne i nierzeczywiste. Po prawej stronie sceny leżący w łóżku stary astmatyk, Hiszpan (Witold Szulc) liczy godziny ziarnami fasoli przekładanej z garnka do garnka. Rytmiczny stukot nasion o metalowe ścianki naczyń odmierza czas epidemii.
W szarości zadżumionego miasta pojawiają się bohaterowie. Świat powieści Alberta Camusa jest światem mężczyzn, ale w spektaklu część męskich postaci została zastąpiona kobiecymi. Czy ma to znaczenie? Czy we współczesnym świecie, analizując czyjeś działanie powinniśmy zwracać uwagę na jego płeć? Standardy moralne nie są odmienne dla kobiet i mężczyzn. Można tylko być dobrym lub złym człowiekiem. Doktor Bernarda Rieux (Sara Lech) zdecydowanie stoi po stronie dobra i z ogromną determinacją od pierwszej chwili walczy z zarazą, którą niektórzy boją się nawet nazwać wprost. Przeżywa swoją osobistą tragedię choroby ukochanej, ból rozłąki spowodowanej jej wyjazdem na leczenie i zagrożenie stratą, bo zdaje sobie sprawę z nikłej szansy na uzdrowienie, ale nie osłabia to jej woli poświęcenia swojej uwagi chorym. Sarze Lech udało się zbudować postać silnej kobiety mierzącej się z chorobą, ale także procedurami i zaniechaniami urzędników. W jej działaniach obok zaangażowania i pewności wyczuwamy też niezwykłą delikatność, wręcz czułość wobec cierpiących. To złożona i bardzo piękna rola.
Równie interesująco została poprowadzona przez Katarzynę Chmarę postać Jeanne Tarrou. To kolejna silna kobieta, a może po prostu silny człowiek. Organizatorka oddziałów sanitarnych, wspierająca działania Rieux i będąca wnikliwą obserwatorką dni zarazy. Song, w którym opowiada historię swojego życia, porusza do głębi, ujawniając ogromną wrażliwość bohaterki na cierpienie i śmierć. Warto też wspomnieć o ogromnej sile głosu aktorki, który wspaniale współgra z przejmującą treścią.
Trzecią kobietą i niezwykle interesującą osobowością jest wykreowana przez Katarzynę Kłaczek Régine Rambert. To dziennikarka przeżywająca przemianę – ze skupionej na sobie i swoich potrzebach kobiety, myślącej przede wszystkim o ucieczce z ogarniętego chorobą miasta, zmienia się w pełną empatii wojowniczkę, która postanawia zostać, bo jak sama mówi: „Może być wstyd, że człowiek jest sam tylko szczęśliwy”. Katarzynie Kłaczek z wielką wiarygodnością przedstawia złożoność tej postaci.

foto za stroną spektaklu
Leszek Andrzej Czerwiński jako ojciec Paneloux, rewelacyjnie oddał złożoność tej postaci. Jest wstrząsający jako pełen pychy kaznodzieja grzmiący o winie i karze, tak jak później wzruszający w swej pokorze. Dodatkowo grę aktorską wspierał świetnym głosem i jego song wybrzmiał z wielką mocą.
Ciekawą postać Józefa Granda stworzył Nikodem Bogdański. Nieco neurotycznego samotnika skupionego na cyzelowaniu jednego zdania, doświadczenie epidemii wydaje się na nowo włączać w społeczeństwo. Paradoksalnie zamknięcie otwiera go na życie. Warto też wspomnieć o świetnie zarysowanej postaci bezwzględnego i cynicznego doktora Richarda w wykonaniu Filipa Łacha, a także o pięknie zbudowanej przez Błażeja Chorobińskiego roli Sędziego Othona. W wyrazisty sposób nakreślona została przez Adriana Wiśniewskiego postać Cottarda, dla którego zaraza w przewrotny sposób jest synonimem wolności, bo odracza aresztowanie i jednocześnie tworzy okazję do kolejnych świetnych interesów.
Wszystkie postaci są w tym spektaklu ważne i tworzą zbiorowość, która zwielokrotnia siłę wyrazu. Jak w obliczu walki z epidemią, ważne jest działanie wspólne, bo przynosi największe korzyści i zespół Teatru Kameralnego w Bydgoszczy udowadnia, że wspólnie udało im się stworzyć coś wyjątkowego.
Prawdziwą wisienką na torcie jest w przedstawieniu postać Anioła dżumy, w którego wcielił się Mateusz Pietrzak, jednocześnie twórca fantastycznej choreografii do całego spektaklu. Pojawia się cicho jak szczur i przejmuje władzę nad miastem i nad sceną. Wdziera się na ulice scenicznego miasta, krąży, atakuje i walczy, bez jednego słowa mówi do nas, budzi lęk i zapada w pamięć na długo.
A do tego zachwycająca (jak zawsze) muzyka Mateusza Obijalskiego, która może nie jest łatwa i prosta, ale w idealny, wręcz organiczny sposób jest zintegrowana z całością spektaklu. To brzmienie wyraziste i mocne, a jednocześnie zróżnicowane, dostosowane do postaci i dramaturgii spektaklu.
„Dżuma” w Teatrze Kameralnym w Bydgoszczy to przedstawienie, które porusza w trakcie oglądania, ale też pozostaje z widzem na długo po zakończeniu, wypełniając podobnie jak powieść pytaniami o sens i konieczność walki ze złem. Zaraza pokazuje swoją twarz, ale zło potrafi się ukrywać, zakradać cicho jak szczur i niepostrzeżenie przejmować świat we władanie. Czy jak doktor Rieux zauważę je od razu i stanę z nim do walki? Czy będę potrzebować czasu, żeby podjąć decyzję? A może wykorzystam sytuację dla własnej wygody i zysku?
Albert Camus, Dżuma. Tłumaczenie: Joanna Guze. Scenariusz i reżyseria: Wojciech Kościelniak. Muzyka: Mariusz Obijalski. Scenografia: Mariusz Napierała. Kostiumy: Anna Adamek. Choreografia: Mateusz Pietrzak. Reżyseria świateł: Tadeusz Trylski. Multimedia-wizualizacje: Zachariasz Jędrzejczyk, Veranika Siamionava. Występują: Sara Lech (Doktor Bernarda Rieux), Julia Witulska (Ona), Katarzyna Chmara (Jeanne Tarrou), Katarzyna Kłaczek (Régine Rambert), Nikodem Bogdański (Józef Grand), Adrian Wiśniewski (Cottard), Błażej Chorobiński (Sędzia Othon), Leszek Andrzej Czerwiński (Ojciec Paneloux), Zofia Gołaj (Infdok), Michał Rybak (Michel), Filip Łach (Doktor Richard), Judyta Wenda (Matka), Witold Szulc (Hiszpan), Radosław Garncarek (Doktor Castel), Łukasz Lenart (Prefekt), Mateusz Pietrzak (Anioł dżumy). Premiera 28 marca 2026, czas trwania: 2 godziny 40 minut (jedna przerwa).


![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)
![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]T: Dłoń King Konga i mrugnięcie braci Marx, czyli jak Faruga z Borkowską chcieli odświeżyć ramotkę](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/kawaler-218x150.jpg)










![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Mikołaje na motocyklach 2025](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2025/12/DSC00090-Copy-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)


![[wideo, foto] Narodziny hipopotamka karłowatego w Gdańskim Ogrodzie Zoologicznym](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/03/hipopotamek-karlowaty-fot.-Anna-Zylko-ZooGdansk-218x150.jpg)
