Dariusz Olejniczak wsiada do kolejki podmiejskiej i snuje wizje.

Miejskie kung-fu

Szlakiem Kultury Miejskiej, czyli jazda po „trójmiejskim” zapleczu. Cz. 1: Graffiti

Jak już bijemy się o miasto, to może od razu powalczymy o trzy? A jak się bić o taką sprawę skutecznie? No chyba na tej linii frontu, która przechodzi przez każde z tych trzech miast. Gdzie ten front i jak go zwą? Ano zwą go trasą Szybkiej Kolei Miejskiej.

Jeśli kto spodziewa się na wstępie historycznego resume na temat dziejów SKM w „Trójmieście”*, tu go nie znajdzie. Odsyłam do czeluści Internetu. Tam zgromadzono całkiem sporo wiedzy na ten temat. Ja chcę poboksować się ze współczesnością.

Niech polem pierwszego starcia będzie to, co najważniejsze(?), czyli sama kolej – pociągi, wagony. I wcale nie chodzi mi o wyposażenie tychże, komfort jazdy, temperaturę kaloryferów, twardość siedzeń czy historie żywotów pasażerów podróżujących eskaemką. Na ten temat pisały już gazety i portale, powstawały prace magisterskiej (choć głównie wprawki z badań jakościowych rychtowane przez studentów nauk społecznych na zaliczenie), fotoreportaże i zestawienia statystyczne. Mnie interesują wagony oglądane z zewnątrz.

W poukładanym świecie jest tak, że wszystko ma swój numer, symbol i barwy herbowe. A przynajmniej ujednolicony kolor brandu. Nie inaczej jest w przypadku wagonów eskaemki. Barwy ich żółto-niebieskie i już w latach 60. minionego stulecia uważano, że ten wyróżnik lokalnej kolei jest jednym z głównych czynników „trójmiastotwórczych”. Swoja drogą, podobny argument usłyszałem kilka lat temu z ust pewnego znanego w Gdańsku autorytetu naukowego – że eskaemka (już jednak jako środek komunikacji, a nie nośnik określonych barw) czyni „Trójmiasto”. Nie bardzo się z tym godzę. Żółto-niebieskie wagony są, owszem charakterystyczne, ale w sferze symbolicznej dziś już tracą na znaczeniu. Moim zdaniem oczywiście.

Inaczej chyba uważają decydenci eskaemki. Oni zresztą urzędowo muszą być przywiązani do ustalonego brandu, zestawu kolorów i numerów, którymi oznakowano każdy pociąg, każdy wagon. Najpewniej dlatego, no i w trosce o ład estetyczny i dobre obyczaje, bronią żółto-niebieskich wagonów z użyciem wszelkich możliwych środków i służb mundurowych. Gdyby było inaczej może powierzchnia wagonów eskaemki stałaby się polem twórczym dla artystów ulicznych parających się malarstwem ściennym-elewacyjnym, zwanych nieco pogardliwie grafficiarzami.

Jak na razie każdy, kto nabazgrze cokolwiek na urzędowych barwach zółto-niebieskich i zostanie na tym przyłapany, karany jest grzywną i musi pokryć koszty usunięcia śladów jego własnej twórczości z wagonów. A nie musiałby, gdyby tylko decydenci SKM przetworzyli twórczy zapał grafficiarzy na pożytek własny, eskaemki oraz jej użytkowników. No i gdyby grupa artystów ulicznych została zaproszona do przemalowania wszystkich wagonów „trójmiejskiej” kolejki.

Jak to widzę? Ano prosto. SKM zaprasza ulicznych malarzy do pomalowania wagonów w sposób niemal dowolny. Jedyne zastrzeżenia – oszczędzone zostają okna wagonów i wszelkie oznakowanie, numeracja i oświetlenie. No i to, co zostanie namalowane nie może być sprzeczne z obowiązującym w Polsce prawem. Dodałbym do tego zakaz odnoszenia się do aktualnych haseł i ideologii politycznych, ale to już jak tam kto uważa.

Co byśmy wszyscy zyskali? Niepowtarzalną, może jedyną na świecie legalną Szybką Galerię Miejską, której każdy fragment byłby unikatowy a przy tym wywoływałby emocje, „zmuszał do myślenia”, dawał estetyczną radość, przykuwał uwagę itp., itd. Galerię, w której ekspozycja zmieniałaby się co kilka lat i zawsze byłany oknem na świat dla tych, którzy zwykle tworzą dla świata, ale w ukryciu przed nim.

Halo grafficiarze! Czy skorzystalibyście z takiej „sali wystawowej”?

*Istnienia publicystycznego tworu zwanego potocznie Trójmiastem nie przyjmuję do wiadomości od zawsze. Jest Gdańsk, jest Sopot i jest Gdynia. Dyskusja o tym, czy mam rację, to już rzecz na zupełnie inną okazję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here