Tysiące stron przeróżnych tekstów opisują sposoby pozyskiwania środków, metody nauczania, działanie mediów, kolejne tyle to pięknie, lub kiczowato wykonane zaproszenia na przeróżne wydarzenia kulturalne – produkujemy tego całą masę. Być może zapisanym papierem chcemy zakryć wychylające się zza tego stosu pytanie – po co to wszystko?

Owszem, mamy na to pewne odpowiedzi. Trochę mnie bawią pragmatycy przekonujący, że znajomość kaszubskiego pomaga w życiu zawodowym, czy rozwoju intelektualnym. Jest to oczywiście prawda, bawi mnie nie tyle teza, co sposób jej prezentowania. Kaszubski daje możliwość zarobkowania w mediach, szkole, domach kultury, można robić karierę sceniczną, czy być rzecznikiem prasowym gotowym do kaszubskojęzycznych wywiadów. Po drugie znajomość i używanie kaszubskiego to szansa na zdrowsze życie. Naukowcy odkryli, że bilingwalizm opóźnia o kilka lat objawy Alzheimera, pozwala lepiej prowadzić samochód, wspomaga pamięć. Ponadto kaszubski przydaje się w nauce angielskiego, rosyjskiego, czeskiego, serbskiego, niemieckiego, szwedzkiego… Wszystko to prawda, z tym, że nie wiem, czy to przekonuje kogokolwiek. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś marzący o pracy inżyniera, informatyka, czy kafelkarza przekonał się, że dzięki kaszubskiemu dostanie pracę w szkole. A ci, którzy chcą pracować np. jako katecheci, czy angliści niekoniecznie zmodyfikują swoje ambicje i staną się kaszubistami.

Kaszubski jak piwo

Złoty trunek jest dobry na nerki. Ile razy to słyszałeś/aś? A ile razy sam/a użyłeś/aś tego argumentu? Jest to prawda, ale, umówmy się – istnieje wiele skuteczniejszych sposobów zapobiegania kamieniom nerkowym. Chmielowy napitek, nie oszukujmy się – spożywamy dla przyjemności. A, że przy okazji wyjdzie nam to na zdrowie… no to na zdrowie! Właśnie takie powinno być podejście do naszego dziedzictwa – trzeba najpierw przekonać do kaszubskiego, a potem ukazać możliwości zawodowe, nie odwrotnie. Chyba, że chcemy aby kaszubcy aktywiści kojarzyli się z chcącymi się dorobić na naszej kulturze cwaniakami.

Czym jest to „coś”?

Co zatem jest czynnikiem uzasadniającym „siedzenie w kaszubskim”? Jeśli nie najczęściej składane życzenia – zdrowie i pieniążki to co? Kiedyś ograniczyłbym się do stwierdzenia „i właśnie to jest piękne, że nie da się tego określić”. I nadal tego się trzymam – nie musimy w żaden sposób uzasadniać, po co nam kaszubski – on jest nasz i koniec. Jest jednak pewna rzecz, którą również osiągamy wybierając własną, przyrodzoną tożsamość. Tym czymś jest wolność.

Klatka wolności

Jak to? Wolność to możliwość wyboru, a nie decydowanie się na coś co i tak jest już z nami od urodzenia, prawda? To paradoks – mówimy o wolności jednocześnie wybierając coś, na co nie mamy wpływu. W dzisiejszym świecie jednak tylko to jest gwarantem jakiejkolwiek niezależności. Po lekturze tego tekstu się o tym przekonasz.

Każdy człowiek ma tożsamość. Pewne rzeczy wrastają w nas i stają się naszą częścią – na zawsze, na dłuższy czas, lub na chwilę. Możemy wybrać je sami, lub ktoś może je nam narzucić. Te elementy budują naszą wrażliwość, poglądy, punkt widzenia. Każą w określony sposób odnosić się do obserwowanych wydarzeń, kształtują nasze reakcje, ustalają priorytety, to z nimi konsultujemy swoje plany na przyszłość. Nie da się nie mieć tożsamości. Można mieć własną, albo obcą.

Dalszą część tekstu można potraktować jako wypociny świra, dlatego należy się słowo wyjaśnienia. Nie wierzę w światowy rząd, długie macki masonerii, czy to, że jakiś człowiek u władzy ma plan totalnego podporządkowania sobie ludzkości. To jednak nie znaczy, że świat bezwładnie może dojść do takiego dramatycznego momentu. Ponadto każdy z nas indywidualnie może stracić na pewnych mechanizmach rządzących współczesnym światem i właśnie tymi obawami pragnę się podzielić.

Alfabet kaszubski w wersji Ceynowy z 1850. Za wikipedia.pl https://pl.wikipedia.org/wiki/Alfabet_kaszubski#/media/Plik:Alfabet_kaszubski_1850.jpeg

Dlaczego Bismarck, II RP, Hitler, czy polscy komuniści w różnym stopniu niszczyli kaszubską tożsamość? Gdybym był dyktatorem i miał władzę nad ludem o innym języku i kulturze, teoretycznie nie powinienem marnować energii na niszczenie ich kultury, tylko skupić się na tym, by pracowali na mój reżim, prawda? A jednak oni kładli nacisk na niszczenie odrębności. Oczywiście w różnym stopniu, trudno porównać władzę Hitlera do Sanacji, chodzi mi o samo podejście. Dlaczego to robili? Bo tak najłatwiej kontrolować ludzi. Znamy ich mentalność, obawy, wiemy, co ich wzrusza, przewidujemy ich reakcje. Pojęliśmy ich. Dwuznaczność tego słowa jest wymowna – można pojąć, czyli zrozumieć, można pojąć, czyli pojmać. Bo tak naprawdę to jedno i to samo. A łatwo zrozumieć (i pojmać) kogoś, kogo się wyjałowiło i zbudowało mu od nowa tożsamość skrojoną na własne potrzeby.

Dzisiaj tacy dyktatorzy są coraz mniejszym zagrożeniem dla wolności, przynajmniej w naszej szerokości geograficznej. Ale czy nikt nie narzuca nam obcej tożsamości? Czy nikt nie niszczy naszej własnej?

Jesteś tym, co Ci wyświetlą algorytmy

Reklama napoju gazowanego o czarnej barwie. Młodzi, piękni ludzie na plaży piją wypełniony bąbelkami płyn, a lektor mówi „żyj na całego”, „bądź sobą” i inne banały. Kupujesz napój. Brawo, właśnie stałeś się sobą, wyraziłeś swój indywidualizm… jak miliard ludzi na tej planecie. Wydawałoby się, że algorytmy pomogą nam w walce z wyjaławiającą globalizacją. Ludzie są wolni, mogą klikać co chcą, więc ich wybory będą bardziej różnorodne, niż np. wybory telewidzów. Okazuje się, że nie. Żyją w iluzji indywidualizmu. Stają się podatni na te same bodźce, co jest bardzo niebezpieczne. Wyobraźmy sobie, że ktoś mając w ręku tak potężne środki przekazu chce podporządkować sobie ludzi. Zrobi to, a oni będą przekonani, że dokonali wyboru. Różnicą między tożsamością kreowaną przez totalitaryzm, a tą tworzoną przez współczesne media jest jej mobilność. Dawniej uniformizowano społeczeństwo, teraz tworzy się iluzję różnorodności połączoną z ciągłymi zmianami. Wierzymy w coś innego, niż jeszcze miesiąc temu, ale nadal kapłanami tej wiary są osoby stojące za wyświetlanymi treściami. Chyba, że nasza tożsamość ma punkt odniesienia poza tym systemem. I tym punktem odniesienia jest przyrodzona tożsamość. Wybraliśmy życie w zgodzie z samym sobą, więc nikt nie ukształtuje nas od zera na swoje potrzeby.

Podkreślam, nie twierdzę, że ktoś chce nami manipulować, żeby uczynić z nas zombie na usługach systemu. Celem tych prywatnych ośrodków władzy są pieniądze. Zatracenie własnej tożsamości i uzależnienie się od nich jest jedynie skutkiem ubocznym. Własna tożsamość to taka ręka, która odpycha nas, gdy stoimy na drodze walca globalizacji, który jedzie po swoje, a nas po prostu nie zauważa.

Kashubian keyboard layout (GNOME/Ubuntu Linux) Autor: Kaszeba  , za: wikipedia.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here