Kolejna wycieczka do krainy gdańskich koincydencji i dygresji.

O mistrzach niegodnego rzemiosła

Podobnie jak Zbigniew Sajnóg, weszłam na taras, ale zeszłam dopiero po chwili – piękno Bramy Wyżynnej bowiem działa jak balsam na zranione uczucia estetyczne. Pomachałam jeszcze jednorożcom, obejmującym herb Prus Królewskich, i przeszłam na drugą stronę.

Historia Bramy Wyżynnej w Gdańsku

Gdy mijałam Wieżę Więzienną wraz z przylegającą do niej Katownią, przypomniałam sobie o egzekucjach, które się tu niegdyś odbywały.  Szlachetnie urodzeni tracili głowy (dosłownie) w miejscu bardziej reprezentacyjnym, bo przed Dworem Artusa. Ci, którzy wywodzili się z niższych stanów lub nie byli obywatelami miasta, oddawali życie katu właśnie tutaj, tuż obok Targu Węglowego.

Za mniejsze przewinienia groził pręgierz – na wschodniej ścianie można jeszcze zobaczyć kamienną konsolę, do której przywiązywano skazańców.

Wykonawcą kary był oczywiście kat. Nie wiadomo, skąd wziął się wizerunek postaci w czerwonym odzieniu i w kapturze przysłaniającym twarz. Zwykle nasze wyobrażenia o czasach dość odległych opierają się na filmach. Może więc kat, jakiego sobie wyobrażamy, to ten z Krzyżaków  Aleksandra Forda? ( „Mój ci jest, nie dam go katu!” – tym okrzykiem i nałęczką zarzuconą Zbyszkowi na głowę Danuśka ratuje chłopaka przed karą śmierci). Ale i  twórcy filmowi skądś czerpią inspirację. Może natchnęła ich rycina Jana Matejki?

Scena figuralna. Cechy w latach 1228-1333. Dwie grupy mężczyzn. Po lewej: murarz, cieśla, giermek – widoczni w całej postaci, zwróceni ¾ w lewą stronę. Dalej: górnik, kat, dwaj strażnicy miejscy – widoczni w całej postaci, zwróceni ¾ w prawą stronę. Tło cieniowane u dołu. [Ubiory w Polsce 1200-1795. Przez J. Matejkę, 1228-1333, ryc. 9]. za: https://www.bibliotekacyfrowa.pl/dlibra/publication/1934/edition/6373/content

Historycy twierdzą, że kat ani nie zasłaniał twarzy, ani się nie ukrywał. Miał być rozpoznawalny dla obywateli i mieć ich wszystkich na oku, by tym bardziej odstraszać potencjalnych zbrodniarzy wizją nieuchronnej kary. W niektórych miastach ubierał się zwyczajnie, w Gdańsku wyróżniał go niebieski strój przepasany żółtym pasem. Poza karą chłosty zakres jego obowiązków zawodowych obejmował egzekucje poprzez ścięcie, powieszenie, łamanie kołem i spalenie na stosie. Pobierał pensję z kasy miejskiej, ale część musiał poświęcić na niezbędne wydatki, takie jak sznur na szubieniczne stryczki czy drewno na stos. Zatrudniał też pachołków w roli swoich pomocników. Jego praca wymagała sporych umiejętności, a błędy w sztuce mógł przypłacić utratą posady.  W 1714 roku po czterech nieudanych ciosach mieczem kat wreszcie nożem obciął głowę nieszczęsnej dzieciobójczyni, a czynił to na oczach zgromadzonej gawiedzi, której gniew rychło mógł się przenieść ze skazanej na nieudolnego rzemieślnika.

Praca ta wymagała więc znajomości anatomii, dzięki czemu, choć pokątnie, kat mógł także świadczyć usługi medyczne, nie zważając na protesty chirurgów, którzy skarżyli się, że odbiera im pacjentów. Ponadto dorabiał do wynagrodzenia, chwytając bezpańskie zwierzęta, głównie psy, i je zabijając. Niewykluczone, że w ten sposób nabierał wprawy w zadawaniu śmierci. Uprzątał też padlinę z ulic miasta, wywoził nieczystości, opróżniał ustępy na tyłach mieszczańskich kamienic, zajmował się również zwłokami samobójców. Targnięcie się na własne życie było grzechem śmiertelnym – taki człowiek nie zasługiwał na pochówek w poświęconej ziemi. Wedle gdańskiego obyczaju kat musiał zapakować zwłoki nieszczęśnika do worka, wyrzucić przez okno, wywlec poza miasto, aż pod szubienicę, i dopiero tam pogrzebać.

Wszystkie te czynności były, rzecz jasna, konieczne, lecz nie przynosiły chluby. Status mistrzów małodobrych sytuował ich zatem poza marginesem społeczności. Ale kat też człowiek i nie chce żyć samotnie… Niełatwo było jednak znaleźć żonę. Zdarzało się, że jakaś zbrodniarka ocalała głowę, oddając rękę niedoszłemu egzekutorowi. Zazwyczaj jednak mógł on się ożenić jedynie z córką kata albo wdową po nim. W 1618 roku na przykład Rada Miejska oferowała kontrakt, w którym zawarła klauzulę, że nowo zatrudniony mistrz katowskiego rzemiosła musi się ożenić z wdową po swoim poprzedniku. Ta dość szczególna postać lewiratu przywodzi na myśl biblijnego Onana, który nie chciał  poślubić Tamar, wdowy po swoim bracie, a jeszcze bardziej nie chciał mieć z nią dzieci, ponieważ zostałyby uznane za potomstwo jego zmarłego brata, Era (grzech Onana to w istocie coitus interruptus,a nie masturbacja).

Spoglądam na mury Katowni, za którymi niegdyś torturowano skazańców, zmuszając ich, by przyznali się do winy. Tego wymagała Constitutio Criminalis Carolina i zawarte w niej zasady procesu inkwizycyjnego. Skojarzenie z Sanctum Officium jest trafne, ponieważ ten model procesowy wywodzi się z prawa kanonicznego i dopiero z czasem przeniknął do prawa świeckiego.

Wieżę Więzienną wzniesiono pod koniec XIV wieku, Katownię – u schyłku XVI stulecia, więc mogłoby się zdawać, że torturowanie więźniów to kwestia odległej przeszłości. Ale czy rzeczywiście?

Wydawałoby się również, że z biegiem dziejów stajemy się mniej okrutni. Ale i to czasem budzi wątpliwości. Może tylko nie chcemy patrzeć na cierpienie?

Obrazek wyróżniający za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Brama_Wy%C5%BCynna_w_Gda%C5%84sku

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here