Przywykliśmy do tego, że Gdynia jest miastem młodym, otwartym, pełnym energii, które wciąż jeszcze „się staje”. A przecież wystarczy chwilę zatrzymać się w tym pędzie, by skonstatować, że życie musi tu wybrzmiewać od dawna, już od … no właśnie – od kiedy? Zawsze żartuję, że najstarszego gdynianina spotkałem na orłowskiej plaży, pod klifem:

To trylobit, skamieniałe zwierzę liczące sobie ok. 0,5 mld lat, które żyło tu jeszcze przed zlodowaceniami. Takich znalezisk nad naszym morzem spotyka się sporo, ale przecież najbardziej interesują nas ludzie. Biorąc pod uwagę historię zlodowaceń dowiadujemy się, że pierwsi ludzcy osadnicy nie mogli przybyć na nasze tereny wcześniej niż 9–12 tys. lat temu. W 1937 roku „Tygodnik Ilustrowany”, zamieszczający wtedy całą serię artykułów o Gdyni, przedstawił to w taki sposób:

Gdynianie: Pomożecie? Zbieramy na książkę o Gdyni!

Pomorska archeologia jest stosunkowo młoda, długo nie było komu się nią zajmować. Zmiany przyniosła II poł. XIX wieku kiedy to Muzeum Etnograficzne w Gdańsku, mieszczące się w Zielonej Bramie, rozpoczęło systematyczne badania okolic. To badacze z nim związani pierwsi odkryli słynne urny twarzowe, nigdzie indziej nie spotykane, a charakterystyczne dla tzw. kultury pomorskiej pochodzące z VII–III w. p.n.e. Takie znaleziska trafiały się i w Małym Kacku, i w Redłowie, i Oksywiu. Były one jednak dość sporadyczne i nie obejmował ich żaden przemyślany system. Na dodatek w 1945 r. Niemcy wywieźli wszystkie zasoby tego Muzeum i dawniejsze znaleziska z naszego terenu po prostu przepadły dla polskiej nauki. Dziś późniejsze odkrycia takich urn możemy podziwiać w gdańskim Muzeum Archeologicznym:

Powstające w XIX w. w Toruniu Polskie Towarzystwo Naukowe, mające na celu m.in. dokumentowanie polskości tych ziem, postąpiło bardziej systemowo. Opracowano całościowy plan zadań badawczych i realizowano go także przy pomocy dobrze wykształconych gości. Jednym z nich był Gotfryd Ossowski – archeolog z Krakowa, który, oprócz licznych artykułów naukowych dot. naszego terenu, zasłynął opracowaniem „Mapy archeologicznej Prus Zachodnich” wydanej drukiem w Paryżu w 1880 roku:

Na tej mapie ciekawie wyglądają tereny, na których obecnie mieszkamy:

Na  mapie widać wyraźnie, że najstarsze osadnictwo w Gdyni to rejon Oksywia i biegu rzeki Kaczej od Bojana aż po Redłowo.
Przy okazji proszę zwrócić uwagę na toponimy, czyli nazwy miejscowe. To wtedy zachodził proces polonizowania tych nazw, często „na siłę”, przez co mamy na mapie takie „kwiatki” jak Kacyk w miejscu Małego Kacka i Sobótkę oznaczającą Sopot. Co ciekawe – nigdy nie próbowano zmienić nazwy Oksywia – nazwy pochodzenia skandynawskiego, a oznaczającej Głowę Wołu. Oznaczenia na mapie pokazują przede wszystkim odnalezione cmentarzyska i to z różnych okresów. Groby skrzynkowe, ciałopalne, urny twarzowe i inne.

Z późniejszych okresów mamy ślady świątyni pogańskiej w Redłowie i … Aleję Zwycięstwa. Tak, ten ciąg komunikacyjny, zwany dawniej Szosą Gdańską, ma,  lekko licząc, ponad tysiąc lat bez specjalnych zmian w kierunku, przez co możemy założyć, że ul. Świętojańska będąca częścią tego ciągu liczy sobie  tyle samo wiosen. Jednym z ciekawszych dowodów na to założenie jest znane sopockie grodzisko przy ul. Haffnera:

Okazuje się bowiem, że było ono w czasach wczesnopiastowskich jednym z całego systemu, a jego zadaniem było pilnowanie szlaków handlowych, których częścią była droga między dzisiejszymi ośrodkami Trójmiasta. Poszukiwania w Małym Kacku zaowocowały znaleziskami dość charakterystycznymi dla epoki żelaza, czyli grobami ciałopalnymi, urnami twarzowymi, a oprócz tego znajdowano biżuterię, narzędzia i inne przedmioty codziennego użytku. Najnowsze znaleziska to przypadek. Amator szukający śladów II wojny przy użyciu wykrywacza metali odnalazł trzy piękne bransolety, których wiek oceniono na 2,5 tys. lat:

W miejscu znalezienia bransolet archeolodzy odnaleźli dodatkowo fragmenty kamiennej konstrukcji o na razie nieustalonym przeznaczeniu oraz sporą ilość ceramiki. Ciekawostką był jeden z garnków zawierający bursztyny, ponieważ dowodzi to, że handel tym towarem jest być może starszy, niż nam się dotąd zdawało.

Jak widzimy – Gdynia to nie tylko „młode miasto”. Ziemia pod nim kryje jeszcze niejedną niespodziankę, którą warto się czasem zainteresować, ponieważ to po tych „niespodziankach” chodzimy codziennie, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. A czasem warto o nich pomyśleć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj