Dlaczego Kaszubi głosowali, jak głosowali?

Kaszubski krajobraz powyborczy

Znamy już nasz polityczny los na najbliższe cztery lata. Politycy, jak to oni, ładnymi słowami próbują zaczarować liczby, te jednak na magię są odporne. Odnośnie nas, Kaszubów pojawiło się też interesujące zjawisko wśród dziennikarzy. Bawią się oni w poszukiwaczy zaginionego plemienia, które wbrew wszystkim popiera Platformę.

Taka zabawa z rzetelnością dziennikarską ma niewiele wspólnego. Zestawili sobie mapę województw, z której wynika, że Pomorskie wyróżnia się, niczym wyspa otoczona Morzem Bałtyckim z jednej strony, a Oceanem PiSowskim z pozostałych. Z tego wynika – a jakże! – iż dzielni Kaszubi są bardziej otwarci i niepodatni na socjalne przekupstwo. Wszystko to układa się w piękną opowieść, ale jest w niej tyle prawdy ile w tym, że mamy włosy między zębami i czarne podniebienia.

Wystarczy sięgnąć głębiej, spojrzeć na mapki powiatów, by przekonać się, że tam, gdzie mieszkają osoby utożsamiające się z kaszubskim etnosem, Prawo i Sprawiedliwość triumfuje. Jak to możliwe, że partia, która nie przepada za mniejszościami, swego czasu wypominała dziadków w niemieckiej armii, a jej przedstawiciel we władzach powiatu kościerskiego mówi, że kaszubski to gwara, bo „różni Niemcy i Ślązacy… bo tu jest Polska… bo to jest zagrożenie” zdobyła u nas zaufanie?

Takie coś może dziwić dziennikarzy z Warszawy, ponieważ na zasadzie głuchego telefonu docierają do nich nieprawdziwe komunikaty. Jest sobie lud kaszubski. Są działacze, którzy wypowiadając się do mediów przekazują mieszankę faktów i życzeniowego myślenia na temat  własnego narodu. Potem lokalni dziennikarze przesyłają zniekształcony temat dalej, do mediów ogólnopolskich. One przetwarzają go nakładając własne filtry. I tak mamy bajkę o tolerancyjnych Kaszubach, wśród których łatwo spotkać ewangelika, ateistę i buddystę i wszyscy oni się kochają i popierają liberalne środowiska polityczne. Znam Kaszubów przedstawicieli każdej z wymienionych religii, ale to głównie świadomi działacze kaszubscy. Mówienie, że Kaszubi wcale nie są katoliccy jest brednią. Twarde liczby mówią coś innego. Znam Kaszubów, wyborców PO, którzy są za nimi, bo ci „nie są lewicowi” i tracą zaufanie do swojej partii, kiedy ta źle wypowiada się o Kościele. Albo startuje z jednej listy z tymi, którzy takie komunikaty wysyłają.

PO nie przejawiając swego dawnego, chadeckiego charakteru nie budzi tak dobrych skojarzeń, jak kiedyś. Od PiS ludzie dostali wizję społeczeństwa, jego wartości, przeciwieństw, które wspólnie należy pokonać i taki pomysł na życie przemówił do Kaszubów. Dlaczego przemówił do naszej społeczności program, w którym nie ma miejsca na naszą tożsamość? Bo słaba samoświadomość przekłada się na to, że nie mamy potrzeby posiadania własnej tożsamości. A bez własnej tożsamości przyjmujemy inną, atrakcyjną z naszego punktu widzenia. I to tłumaczy taki, a nie inny wynik wyborów na Kaszubach.

To, co trzeba zrobić, to wytworzyć własną myśl polityczną. Szukanie drobnych druczków na ulotkach kandydatów, z których wynika, że chcą o nas pamiętać po wyborach nic nie da. Mieliśmy kilku kandydatów, którzy obiecali walczyć o uznanie nas za mniejszość etniczną. Życzę im powodzenia, ale wiem, że dopóki nie przekonamy samych siebie, że nasza tożsamość jest nam potrzebna, żaden polityk nie będzie nas zbawiał na siłę. Trzeba określić, czego chcemy i przekonywać kolejne osoby, że właśnie ta wizja jest dla nas korzystna. My Kaszubi jesteśmy narodem paradoksów. Z jednej strony twardo stoimy przy swoim, z drugiej stawiamy na innowacje. Z jednej strony jesteśmy nieufni, z drugiej przyzwyczajeni do wielonarodowości na naszych terenach. Z jednej strony mocno katoliccy, z drugiej mający doświadczenia kontaktu z innymi religiami. Niełatwo zbudować na tym program, ale to jedyne wyjście. Potem, mając własną myśl, możemy rozmawiać z różnymi środowiskami politycznymi i wybrać najbardziej korzystne, poprzeć, a potem patrzeć im na ręce, czy realizują to, na co się umówiliśmy.

To szalony plan zbudowania silnika, który napędzi naszą tożsamość i pozwoli jej stać się siłą, z którą w Polsce będą się liczyć. Trudny do realizacji, rozłożony na lata, ale jedyny sensowny dla narodu, który z braku własnej wizji bezinwazyjnie przyjmuje obcą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here