Zamieszczamy bardzo ważny tekst z kilku powodów.

Od pewnego czasu w niewielkim, ale ważnym dla higieny społecznej środowisku gdyńskich aktywistów trwa polemika z Martyną Regent, której zarzuca się działania nie licujące z etyką watchdoga. Powodem takich opinii jest jej nieczytelna postawa, przypisywanie tylko sobie zasług środowiska i ogólnie upolitycznienie nie pozwalające nazywać się strażniczką wartości bezwzględnych. Oliwy do ognia dodał jej raport finansowany przez Fundusz Obywatelski im. Ludwiki i Henryka Wujców i promowany mocno przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska. Mamy nadzieję, ze zamieszanie spowodowane zachowaniami Martyny Regent doprowadzi do utrwalenia jej nowego statusu w Gdyni i na Pomorzu oraz wznowi dyskusję nt. istoty, idei i etyki niezwykle trudnego i jeszcze bardziej potrzebnego działania, jakim jest strażnictwo.

Stowarzyszenie Bryza o raporcie Gdyńskie Standardy Jawności autorstwa Martyny Regent

Jako osoby prowadzące działania strażnicze uważamy, że raport Martyny Regent buduje nieprawdziwy i bardzo szkodliwy obraz osoby prowadzącej działalność strażniczą.

Stowarzyszenie Bryza od ponad 5 lat sprawdza, czy władze miasta działają „w granicach i na podstawie obowiązującego prawa” (Konstytucja RP).

W Gdyni to niestety nie jest standardem, dlatego zainteresował nas dokument Gdyńskie Standardy Jawności aktywistki Martyny Regent, który zawiera rekomendacje dla władz lokalnych w zakresie jawności ich działań.

Raport opisuje jednoosobowo prowadzone działania, w wyniku których rownież jednoosobowo „wypracowano” standardy jawności. W ramach sfinansowanych z Funduszu Obywatelskiego działań, odbyły się:

– 22 rozmowy z nieokreślonymi „osobami fizycznymi, które nie są osobami publicznymi”,

– 12 spotkań z prezydent, radnymi i urzędnikami (w tym podczas sesji rady miasta, festiwalu filmowego, festiwalu Open’er czy w Filharmonii w Wejherowie),

– 1 spotkanie w kawiarni z przedstawicielami 3 organizacji pozarządowych,

– 2 otwarte spotkania w kawiarni z udziałem około 30 osob, dotyczące ogólnie prawa do informacji, prowadzone przez prezesa Sieć Obywatelska – Watchdog Polska,

– kilkadziesiąt rozmów telefonicznych i wiadomości prywatne od nieokreślonych osób.

Opisany w raporcie dobór:

– metod (nieformalne rozmowy kuluarowe, prywatne kontakty),

– osób (większość to anonimowe osoby, władza i urzędnicy),

– miejsc spotkań (rozmowy „przy okazji” podczas wydarzeń poświęconych innym tematom i zorganizowanych przez inne osoby),

prowadzi do wniosku, że standardy jawności dla władzy, która zdaniem autorki nie funkcjonuje w tym zakresie prawidłowo, opracowano na podstawie nietransparentnych i NIEFORMALNYCH rozmów z tąże i z nieokreślonymi osobami fizycznymi.

Czy Martyna Regent jest (jeszcze) watchdogiem?

Założeniem autorki było „dotarcie do przedstawicieli nowej władzy, urzędników oraz osób zaangażowanych w lokalną politykę”.

Zdziwienie budzi więc zaliczenie do tego grona Stowarzyszenia Bryza (której członkowie nie są politykami, radnymi czy urzędnikami), a samo spotkanie było prywatną rozmową w kawiarni, nie o jawności, i wcale nie na zaproszenie czy z inicjatywy autorki raportu.

Podobnie absurdalna jest obawa autorki „Standardów Jawności”, że jej współpraca (której notabene nie było) z jednym stowarzyszeniem (Bryza) groziłoby upolitycznieniem jej dzialności (rzekomo z tego powodu, że jego członkowie mogliby wziął w przyszłości udział w wyborach).

Tu zauważmy, że współpraca autorki (która faktycznie miała i ma miejsce) z politykami KO, oraz innym stowarzyszeniem (Miasto Wspólne) obecnym w radzie i zarządzie miasta, nie stanowi już zagrożenia upolitycznieniem jej działań, nawet jeśli te osoby wezmą udział w kolejnych wyborach.

Czy zatem Gdyńskie Standardy Jawności nie prezentują podwójnych standardów autorki?

Jednocześnie podczas „wypracowywania” standardów jawności, przedstawiciele władzy lokalnej, z którymi autorka rozmawiała, podjęli wiele decyzji budzących szereg prawnych wątpliwości.

Oto co autorki zupełnie nie zainteresowało:

– nieformalnie powierzono współzarządzanie miastem klubowi radnych KO, który „wskazał 2 osoby” na stanowiska wiceprezydentów. Mowa tu o „umowie koalicyjnej” pani prezydent miasta z klubem rady miasta, którą zawarto niejawnie, o której to autorka została powiadomiona w uprzywilejowany sposób wobec innych mieszkańców, bezpośrednio przez członka „koalicji”, wraz z przesłaniem biogramów nowych wiceprezydentów.
(co jest absolutnym kuriozum bowiem wygląda to na wskazanie przez klub KO prezydentowi kogo ma mianować na swojego zastępcę)

– przeprowadzono nietransparentny nabór na 2 wysokie stanowiska urzędnicze: zarządzenia o zwiększeniu liczby wiceprezydentów i utworzeniu 2 nowych stanowisk opublikowano w BIP z ponad 2 tygodniowym opóźnieniem (po zakończeniu i rozstrzygnięciu naborów) co dawało możliwości manipulacji.

– „ustnie” powołano komisję w procedurze naboru na stanowiska „dyrektorów zarządzających”. Decyzje w sprawie powołania komisji podejmuje się zarządzeniem prezydenta a nie ustnie!
(Nie istnieje taka procedura). 😉

A uczestnikiem naboru był dotychczasowy wiceprezydent, który sam zrezygnował ze swojej funkcji, „poświęcając się” dla dobra umowy koalicyjnej i robiąc miejsce osobie wskazanej przez radnych KO. 😉

– utworzono 2 stanowiska „dyrektorów zarządzających”, którym przyznano uprawnienia wiceprezydentów (możliwe, że w ten sposób ominięto ustawowe ograniczenia liczby zastępców prezydenta do 4),

– przeprowadzono pozorny nabór na stanowisko dyrektora jednostki budżetowej. Dlaczego pozorny?
Otóż przewodniczący komisji konkursowej i jednoczesnie wiceprezydent, w czasie trwania naboru, jeszcze przed rozstrzygnięciem, wypowiedział się kto wg niego jest najlepszym kandydatem i kogo widziałby w roli dyrektora.
Oczywiście ta właśnie osoba wygrała konkurs. 😉

O jakości raportu i standardów świadczy również:

– przypisanie sobie przez autorkę jako sukcesu konkursów na stanowiska urzędnicze, co sukcesem nie jest, jako że konkursy na stanowiska urzędnicze to zwyczajnie wymóg wynikający z ustawy o pracownikach samorządowych,

– przypisanie sobie jako sukcesu rozpisanie konkursów na dyrektorów instytucji kultury – o co od lat z determinacją zabiegała nie ona, ale niezależne środowisko aktywistów, ujawniając nadużycia w tych instytucjach,
Wymóg organizacji takich konkursów również wynika z przepisów ustawy. 😉

– wniosek o informację publiczną, jaki autorka wysłała do Urzędu, aby poznać procedury naboru na stanowiska urzędnicze i wyłonienie dyrektora instytucji kultury.
Wniosek ten ujawnia brak wiedzy merytorycznej autorki. Autorka przystępując do „wypracowania standardów”, nie sięgnęła do podstawowych przepisów, które regulują sprawy, którymi się zajęła, w związku z czym odpowiedź urzędu była swego rodzaju korepetycjami dla 'watchdożki’ z przepisów,

– zaliczenie do sukcesów „wprowadzenia do umowy koalicyjnej zapisów o transparentności” – (zapisy o transparentości w niezgodnej z prawem i bardzo szkodliwej umowie między organem wykonawczym a stanowiącym gminy, należałoby zaliczyć do porażek, a nie sukcesów)

Dodatkowo, nieformalne kontakty ze środowiskiem władzy uzasadniają pytanie, czy autorka brała udział w tworzeniu „umowy koalicyjnej”?

Zaś sam zapis „o transparentności” brzmi:
„Strony zobowiązują się do wspólnego komunikowania kluczowych decyzji w mediach. Strony będą wspólnie informować opinię publiczną o wszelkich wykrytych nieprawidłowościach dotyczących zarówno aktualnej, jak i poprzednich kadencji gdyńskiego samorządu” – co w rzeczywistości nie powoduje żadnej zmiany.

Wydaje się wręcz, jakby autorka uważała za swój sukces pojawnienie się samego słowa „transparentność” w jakimkolwiek dokumencie, a nie rzeczywiste działania i zmiany,

– zaliczenie do spotkań w ramach „projektu” wydarzeń zorganizowanych przez inne osoby i w innym celu, jak np. Kongres Kultury czy spotkanie z inicjatywy i na zaproszenie redaktora Gazety Świetojańskiej. (za co Martyna Regent otrzymała osobne wynagrodzenie)

W wyniku projektu „wypracowano” 19 rekomendacji, których wdrożenie będzie zaledwie kosmetyczną zmianą wobec odnotowanych przez nas nieprawidłowości, jak: np.

1)podmienianie dokumentów w BIP,

2)brak zabezpieczeń przed nieuprawnioną zmianą informacji, możliwość ręcznego manipulowania datami w metryczkach dokumentu.
itd…

Poza tym rekomendacje nie odnoszą się w żaden sposób do specyfiki naszego miasta. Nie nawiązują do żadnych lokalnych problemów, nie są odpowiedzią na żadne specyficzne sprawy funkcjonowania gdyńskiego urzędu i jednostek gminnych.

Jednocześnie zabrakło ważnych rekomendacji, na przykład do opublikowania w BIP publicznego rejestru umów, czy do prowadzenia przez jednostki budżetowe gminy własnych BIP w ramach ich własnych stron podmiotowych, zamiast na stronie urzędu miasta (raport ogranicza się w tym zakresie wyłącznie do instytucji kultury).

Reasumując, bez zdiagnozowania i analizy stanu wyjściowego, niemożliwe jest rzetelne wypracowanie standardów jawności do wdrożenia przez lokalne władze samorządowe.

Do tego potrzebne jest określenie stanu faktycznego, zbadanie i analiza dokumentów, przyjęcie transparentnych i obiektywnych metod działania, porównania stwierdzonego stanu z pożądanym, zgodnym z prawem, i oczekiwanym przez społeczenstwo obywatelskie.

Tego nie znajdujemy w sprawozdaniu z działań na rzecz jawności życia publicznego w Gdyni, przygotowanym ze wsparciem Funduszu Obywatelskiego Ludwiki i Henryka Wujców, przez Martynę Regent.

Jako osoby prowadzące działania strażnicze uważamy, że działania opisane w raporcie budują nieprawdziwy i szkodliwy obraz osoby pełniącej funkcję lokalnego watchdoga – jako osoby spotykającej się formalnie i nieformalnie z osobami z władzy, bywającej na wydarzeniach i „załatwiającej” sprawy w kulisach.
Smutne.

Członkowie Stowarzyszenia Bryza

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj