Jak wiadomo, na Pomorzu od wieków zamieszkiwały różne narodowości. Od ręki można ich wymienić co najmniej kilka. Wśród nich byli przybysze z Niemiec, których obecność odnotowujemy już w XIII wieku. Powody ich przybycia były różne, z wyjątkiem ostatnich lat XIX wieku, kiedy to przybywali „osadnicy systemowi” z namowy Hakaty. Ci, którzy mieszkali tu „od zawsze”, nie znali innej ojczyzny i na ogół nie wdawali się w waśnie narodowościowe, bo nie było ku temu powodów.
Źle zaczęło się robić, kiedy mniej więcej od połowy XIX wieku politycy zaczęli „grać” kartą narodową i szczuć jednych przeciwko drugim. Wtedy zdarzały się nawet rodzinne tragedie. Jeden zły krok, niedobry wybór powodowany głupotą i emocjami potrafiły zniweczyć dorobek pokoleń na jaki zapracowała rodzina. O jednej z takich rodzin dziś opowiem. To bardzo znamienny przykład.
Chodzi o rodzinę o nazwisku Kűhl z Małego Kacka. Na Pomorze musieli przybyć bardzo dawno, bo w katastrze pruskim z r. 1772 znajdujemy ich całkiem sporo.

Nie wiemy dokładnie, kiedy jedna z rodzin osiedliła się w Małym Kacku. Z pewnością miało to związek z kupnem młyna na Kaczej w pobliżu kościoła luterańskiego. Młyn czynny był co najmniej od XIV wieku z tym, że początkowo służył innym celom, a mianowicie poruszał mechanizmy tzw. hamerni, czyli mechanicznej kuźni produkującej odkuwki. Młynów na Kaczej było co najmniej pięć w różnych okresach i tylko dwa służyły do mielenia zboża. Był między nimi także „młyn prochowy” poniżej kościoła. Były obiektami, na które zawsze było wielu chętnych. Ten nabyty np. przez p. Scheibe miał zostać przerobiony na tartak parowy.

Rodzina Kűhlów stworzyła nad Kaczą prawdziwe przedsiębiorstwo. W ciągu ok. 30 lat Kűhlowie, zaczynając od młyna, doszli do posiadania firmy „wielobranżowej”. Trzeba przyznać, że kierowali się we wszystkim wyjątkową logiką i przewidywaniem.
Ponieważ młyn mielił zboże na mąkę, założyli piekarnię, która z tej mąki piekła chleb i nie tylko.

Czytaj artykuły z działu Gdyńskie, arcygdyńskie
Sprzedaż odbywała się jednak nie w piekarni, lecz w specjalnie założonym sklepie, który oferował klientom coraz bogatszy asortyment towarów. Kolejnym krokiem była gospoda z pokojami dla szukających noclegu oraz stajnia, gdzie nocować mogły ich konie. Nie obca im była moc reklamy. Chcąc przyciągnąć gości, wykładali pieniądze na produkcję pocztówek z widokami Małego Kacka, co odnotowane jest na nich obok nazwy firmy wydawniczej. Pocztówka poniżej przedstawia magazyn i gospodę Kűhlów, część parku wokół pałacyku i widok na kościół i szkołę luterańską (po II wojnie umieszczono tam plebanię).

Firma rozrastała się z roku na rok. Przyszła I wojna, po niej odrodzona Rzeczpospolita Polska, ale Kűhlowie trwali nadal. Nie uciekli, wzorem innych, ani do Niemiec, ani na teren Wolnego Miasta. Uważali, że tu jest ich miejsce i z czasem stali się jednymi z zamożniejszych mieszkańców Gdyni, która wchłonęła Orłowo i Mały Kack. Rozwój był naprawdę imponujący. Tam, gdzie dziś stoją domki jednorodzinne nad Kaczą, widniały nawet trzypiętrowe zabudowania firmy.

Wszystko wydawało się układać idealnie. Jak świadczą o tym katastry pruskie, Kűhlowie mieszkali kiedyś w I Rzeczpospolitej i Julius Kűhl nie widział powodu, by teraz miało być inaczej. Rodzinie wiodło się coraz lepiej, a to przecież było najważniejsze. Na rodzinne uroczystości zjeżdżał prawdziwy tłumek.

Niestety. Pod koniec lat 20. dwudziestego wieku, kiedy w Niemczech coraz to większe wpływy zyskiwała partia Adolfa Hitlera, niektórzy mieszkający w Polsce Niemcy, szczególnie młodzi, ulegli wpływom jego propagandy. Legalnie istniejąca w Polsce Jungdeutsche Partei (Partia Młodoniemiecka) zaczęła z czasem przypominać hitlerowskie bojówki i występowała z coraz bardziej antypolskimi hasłami. To było zresztą powodem tragedii, która rozegrała się na jednym z ich spotkań (czyt. „Krwawa niedziela” w „Gazecie Świętojańskiej”) w 1935 r.
Hitlerowską propagandą zaraził się szczególnie wnuk Juliusa – Horst. Na próżno ojciec i dziadek starali się wybić mu ją z głowy, ukazując wszelkie możliwe korzyści i straty. Z czasem Horst doszedł do tego, że groził rodzinie, która usiłowała odwieść go od zajmowania się antypolską polityką.
Przyszedł rok 1939. Wydawało się, że to Horst jest górą. Zachowywał się zresztą jakby stał się panem wszystkiego dookoła. Wzywał sąsiadów do „uregulowania” spraw związanych z zajmowaną ziemią. Pisał w tej sprawie m.in. do Rosickich, właścicieli folwarku w Redłowie.

To on umieścił niemieckich dywersantów na wieży kościoła, z której strzelali oni do polskich żołnierzy wycofujących się na rozkaz płk. Dąbka z Kolibek. To on proponował współpracę z gestapo adwokatowi Roszczynialskiemu, a kiedy ten odrzucił „propozycję”, spowodował wysłanie go do Piaśnicy. Miał na sumieniu wiele takich spraw.
Efekt był taki, że kiedy w 1945 r. Niemcy zostali wyparci z Gdyni, cały majątek Kűhlów został skonfiskowany przez nowe władze, a z czasem, źle wykorzystywany (jak większość młynów na Kaczej), popadł w ruinę. Dziś poza Młynarzowym Dworkiem niewiele z niego zostało.
A szkoda, bo tylko tam można zobaczyć np. stare koła młyńskie, dość szczególnej konstrukcji wykorzystane jako wsparcie dla muru budynku gospodarczego, który zbudowano bez fundamentów.

Rodzina została deportowana do Niemiec, Horst uciekł wraz z niemiecką armią.
Taki był koniec rodzinnej fortuny budowanej długo, cierpliwie z ogromnym nakładem pracy. Może ta historia skłoni kogoś do zadumy nad tym, co w życiu jest naprawdę ważne. Nad tym, jak łatwo można zmarnować dorobek pokoleń w imię wydumanej i krzywdzącej innych ideologii. Bo to się zawsze tak kończy. W historii takich tragedii jest mnóstwo.



![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)
Zrobiłem streszczenie tego artykułu, ale z historycznym wnioskiem na nieruchomości w Gdyni. Link: https://gdynski.pl/maly-kack/