Nazwy geograficzne potrafią czasem zaskakiwać. Historia toponimów bywa czasem ciekawą przygodą dla poszukiwacza nieruszającego się z fotela. Na starych mapach Nowej Gwinei znajdziemy takie ciekawostki jak Nowe Pomorze łącznie z nazwami znanych nam miast jak Nowy Lębork i in. Każdy z takich przypadków ma swoje uzasadnienie i historię. Kiedy więc życiowy przypadek zaniesie nas do małego miasteczka w Holandii o nazwie Axel i zobaczymy w nim nazwę Gdynia na tablicach informacyjnych, zaczynamy szukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Tym bardziej, że ta nazwa widnieje przede wszystkim na skromnym, ceglanym budyneczku na prywatnej posesji.

Czytaj artykuły z działu Gdyńskie, arcygdyńskie

Całkiem niedaleko od budynku, na jednym z kanałów, jakich pełno w tej okolicy, znajdujemy most i tablicę wyjaśniającą co nieco.

Takich tablic jest zresztą na drogach prowadzących do mostu kilka.

Kiedy armia gen. Maczka szykowała się do natarcia, musiała zbudować liczne mosty na dziesiątkach tutejszych kanałów, by przeszły przezeń czołgi i inne pojazdy mechaniczne. Aby dowódcy poszczególnych pododdziałów lepiej orientowali się co do położenia innych, każdemu mostowi nadano nazwę któregoś z polskich miast. Ten w Axel otrzymał właśnie nazwę „Gdynia„.

Niby rzecz czysto umowna i techniczna, ale… Mieszkańcy już wtedy okazywali nadzwyczajną wdzięczność swoim wyzwolicielom.

I w odróżnieniu od „wielkich” światowej polityki, nie zapomnieli tego, co im zawdzięczają. Jeden z właścicieli typowych, tutejszych domków, przy okazji budowy nowego postanowił przeznaczyć stary na muzeum upamiętniające polskich żołnierzy.
Zaczęło się od gromadzenia eksponatów o charakterze militarnym, co zrozumiałe.

Kiedy muzeum stało się znane, eksponaty doń nadsyłali m.in. byli żołnierze Maczka.
Czas upływał, a muzeum stawało się coraz popularniejsze. Do jego organizacji i działalności dołączali młodsi mieszkańcy.

To oni właśnie doszli do wniosku, że samo upamiętnienie wyzwolicieli to za mało i postanowili zainteresować się miastem, od którego nazwę wziął ich most. Zorganizowali specjalną wystawę przedstawiającą Gdynię przedwojenną i współczesną. Było to o tyle łatwiejsze, że muzeum zaczęli coraz częściej odwiedzać wędrujący po Europie Polacy, także mieszkańcy Gdyni. Polska i Gdyni zaczęły w Axel żyć własnym życiem. Gdynia Museum stało się wylęgarnią pomysłów o znaczeniu i zasięgu daleko przekraczającym jego pierwotne założenia.

Muzeum organizuje akcje dobroczynne, akcje pomocy seniorom i in. Z okazji Oldtimer Festiwal zorganizowano zbiórkę funduszy na rzecz muzeum, ale w dość niezwykły sposób. Darczyńcy otrzymywali nagrody, które… spadały z nieba na spadochronach! W ten sposób młodzi wolontariusze chcieli przypomnieć polskich spadochroniarzy, którym tak wiele zawdzięczają. Zebrane pieniądze posłużą bowiem do sfinansowania budowy pomnika Polaków.

Polskie flagi łopoczące na wietrze w czasie festiwalu stanowiły piękny i budujący widok. Każdy uczący się historii w szkole musiał tego dnia dostrzec różnicę między reakcjami tych ludzi, a zachowaniami polityków, którzy bardzo szybko o tych żołnierzach zapomnieli. A całej tej inicjatywie patronować będzie nazwa naszego miasta. Niby Holandia, a jednak Gdynia!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj