Trwa triumfalny pochód dzieł Józefa Chełmońskiego.

Po Warszawie (27.09.2024-26.01.2025 przedłużenie do 2.02, ponad 200 tys. odwiedzających co jest rekordem wszech czasów Muzeum Narodowego w Warszawie), wystawa kontynuuje sukces w Poznaniu (6.03-29.06. 2025, przedłużenie do 13.07, do 20.06 już ponad 100 tys. widzów). Tournee zakończy się w Muzeum Narodowym w Krakowie (8.08-30.11.2025), niewykluczone że z przedłużeniem i kolejnym rekordem.

[foto] Józef Chełmoński 1849-1914, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Co ciekawe, każda wystawa jest trochę inna, zestawy różnią się kilkoma tytułami, jednak na obu dotychczasowych zabrakło słynnej „Czwórki”, a to dlatego, że trzeci najsłynniejszy, obok „Bocianów” i „Babiego lata” obraz Chełmońskiego nie ma zgody na opuszczanie Sukiennic, mimo że zakończyła się już jego kolejna konserwacja. W krakowskiej odsłonie wystąpi jako rozbudowane dopełnienie ekspozycji w gmachu głównym w ramach prezentacji O konserwacji i badaniach obrazu Józefa Chełmońskiego. W Poznaniu jest jednak wiele „końskich” obrazów, w tym „mała” „Czwórka”

Chełmoński nie jest moim szczególnie ulubionym malarzem, ale wystawa potwierdza, że polskie malarstwo przełomu XIX i XX wieku prezentuje europejski poziom. Szkoda, że tylko niektórym pracom udaje się przebić do szerokiego wyboru malarstwa światowego (na pewno „Szał uniesień” Podkowińskiego czy „Dziwny ogród” Mehoffera) a przecież Malczewski, Wojtkiewicz i na pewno jeszcze kilku zasługują na większe, globalne zauważenie.

Tłumy na wystawach potwierdzają też, że mamy wielki boom na pokazy sztuk wizualnych artystów rodzimych. Prezentacje Fangora w Gdańsku, czy Łempickiej  w Villi la Fleur i w kilku miejscach w Polsce były mega przebojami. Skąd taki skok popularności? Z jednej strony na pewno rosnąca zamożność rodaków (świadczą o tym rzesze przyjezdnych w ramach turystyki kulturalnej) a z drugiej chyba… łatwość. Tak, tak – łatwość: w kontakcie, w odbiorze, brak większego skomplikowania – nic tylko podziwiać i się chwalić na Facebooku, że się było i widziało (uśmiech). Troszkę sobie dworuję, ale mamy na pewno do czynienia z fenomenem, którego źródła są pewnie różne.

To, co szczególnie zainteresowało mnie na wystawie, to kompleksowość i procesualność. Porównując szkice z efektem finalnym można prześledzić historię powstawania dzieła i doskonały warsztat artysty.

„Bociany”: szkic i detal.

„Wszyscy” już pewnie byli lub będą na Chełmońskim, dlatego tym razem skoncentrowałem się na detalach, które same w sobie są skończonymi dziełami.

Zobacz zdjęcia w galerii: [foto] Józef Chełmoński 1849-1914, Muzeum Narodowe w Poznaniu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj