Bardzo prywatny i kontrowersyjny głos autora w polemice z innym autorem Świętojańskiej. Czy takich głosów jest więcej? Co na to Kaszubi? Zapraszamy do dyskusji.

Redakcja

Czy Adam Hebel odkupi Alaskę?

„Mamy zatem swoje prawa, ale traktowane z przymrużeniem oka” pisze Adam Hebel w felietonie „Samowola pisowniana”.

Adóm Hébel, Samowola pisowniana

Nie za bardzo szanuję i znam prawo, znacznie wyżej cenię sprawiedliwość, a nawet  poprzedzający ją spójnik „i”, niewykluczone więc, że rzeczywiście nasi beztroscy parlamentarzyści stworzyli jakieś ustawy, które obligują urzędy do posługiwania się językiem kaszubskim. Ba, tylko pytam w jakich urzędach? W urzędowym rejestrze języków pomocniczych zarejestrowało się tylko kilka gmin: Parchowo, Sierakowice, Linia, Żukowo i Luzino. Czy ustawa z 2005 roku o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym taki obowiązek na urzędników nakłada? Nie wiem.

Gdyby jednak taki obowiązek rzeczywiście istniał, to zastanawiam się, czy wobec powszechnej znajomości przez obywateli III RP własnego, polskiego języka, nie prościej byłoby nauczyć posługiwania się nim Kaszubów? Zresztą, czy Kaszub udający się do urzędu w celu załatwienia jakiejś sprawy, może nie znać języka polskiego? Wszak istnieje w Polsce obowiązek szkolny.

Adam Hebel z faktu, że w ostatnim spisie powszechnym 225 tys. osób przyznało się do narodowości kaszubskiej, uzurpuje dla tej grupy szereg przywilejów: dwujęzyczne urzędy, dwujęzyczne szyldy, znaki drogowe, tablice informacyjne. Mnie to nie przeszkadza, chociaż poprzez nadmierne nagromadzenie takich dwujęzycznych napisów, stają się one znacznie mniej czytelne. Mogę się z felietonistą natomiast zgodzić, że jeśli już musimy się takiemu dyktatowi Kaszubów poddać, to niech te informacje będą przynajmniej pisane bez błędu.

Wciąż jednak mam wątpliwości, gdzie taka dwujęzyczność powinna występować. Kaszubi rozrzuceni są po całej Polsce. Wiele jest gmin śląskich i miejscowości podgórskich, gdzie spotkać można osiedlone tam od lat osoby, które uważają się za Kaszubów. Czy i tam ustawiać znaki drogowe dwujęzyczne? A gdyby o taką dwujęzyczność zabiegali Łemkowie, to gdzie ma ona być realizowana? Czy w miejscowości Patoka, czy też Przemków, leżących na terenach, do których uzurpują sobie prawo Kaszubi, a których mieszkańcami są potomkowie ofiar akcji „Wisła”?

Nawet jeżeli dwujęzyczność polsko-kaszubską zawęzimy tylko do województwa pomorskiego, to i tak pozostaje zasadnym pytanie: dlaczego? Województwo pomorskie liczy 2,5 mln mieszkańców. Gdybyśmy przyjęli, że wszyscy, którzy przyznają się do narodowości kaszubskiej, mieszkają na tym terenie (a wiemy, że nie wszyscy, bo oprócz tych, którzy osiedlili się w innych regionach kraju, około 1/3 Kaszubów przebywa na robotach w Niemczech), to owe 225 tys. zadeklarowanych Kaszubów stanowi zaledwie 10 proc. tutejszej ludności. Nieco mniej niż Kaszubów żyje na tym terenie Szymańskich, czy więc i oni mają prawo domagać się dwujęzycznych urzędów i innych gadżetów?

Czy jest sprawiedliwe ustanawianie takiej dwujęzyczności na terenach, które niegdyś były własnością Kaszubów, ale wskutek przemian dziejowych stanowią dzisiaj mniejszość? Etnicznie też nie są to tereny wyłącznie kaszubskie, bo zanim Kaszubi tutaj się pojawili, już istniały osady z ludnością tubylczą, np. etruską, jak w okolicach dzisiejszego Tczewa. Sam znam kilka osób przyznających się do narodowości etruskiej. A co będzie, jeśli i oni zechcą skorzystać z dwujęzyczności? Większość ziemi, pól, lasów, wód, domów, należy dzisiaj do obywateli nieprzyznających się do kaszubskich korzeni. W miejscu, gdzie mieszkam, pod Kościerzyną, tylko przy niektórych domach, można je policzyć na palcach jednej ręki, zauważyć da się w święta państwowe i kościelne flagi kaszubskie. Za to nie brakuje niemieckich, holenderskich, polskich a nawet pojawiła się jedna ukraińska.

Sprzedaliście Szanowni Kaszubi swoją ojcowiznę, zamieniliście swoje marne, bo marne poletka na wieśwageny i kolorowe telewizory. Czasem jeszcze jakieś ugory czekają na odrolnienie, by znaleźć się w niekaszubskich rękach. Żądanie teraz jakiś przywilejów i uzurpowanie sobie prawa do ziem, niegdyś waszych, lecz roztrwonionych przez Was samych, to tak, jakby Rosja rościła sobie prawo do sprzedanej Ameryce Alaski. Za rządów cara Putina takiej możliwości nie da się wykluczyć, tylko, czy Kaszubom potrzebna jest ta imperialna putinizacja? Czy nie wystarczy folklor, cepelia, i kaszubskie disco w Radio Kaszebe?

Oczywiście, jeśli tylko Adam Hebel chciałby odkupić lekkomyślnie sprzedane w obce (moje) ręce hektary – zapraszam! Tylko z dużym workiem pieniędzy, bo jako potomek praojca Noego, a dokładniej linii wywodzącej się od jego syna, oczywiście Chama, umiem się targować. Póki co, występuję do władz o ustanowienie na moim terenie dwujęzyczności polsko-aramejskiej.

Kochajmy się jak bracia, ale liczmy jak… Krakusy?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj