Zdrowie i higiena w dawnym Gdańsku

0

Wejście jest mocne. Postać w długiej, ciemnej szacie, z charakterystyczną maską na twarzy. Dziób sprawia upiorne wrażenie, ale niegdyś pełnił dość istotną funkcję – wkładano do niego zioła, które miały chronić przed morowym powietrzem. Nim doktor Radość zacznie w Wiedniu leczyć dusze, po ulicach zadżumionych miast będzie snuł się doktor Dziób, zwany też doktorem Plagą.

„Zaraza, ciągnąca od wschodu, dotarła przez Czechy do Niemiec. Wędrowała bez pośpiechu, przy dźwięku dzwonów, niby cesarzowa. Pochylała się nad kieliszkiem pijaka, gasiła świeczkę uczonemu, siedzącemu wśród ksiąg, służyła do mszy księdzu, kryła się jak pchła w koszulach rozpustnych dziewek, wnosząc w życie wszystkich ludzi element bezczelnej równości, ostry i niebezpieczny ferment hazardu.  Dzwony rozlegały się w powietrzu natrętnym zgiełkiem żałobnego święta” – tak było w Kolonii w roku 1549.

W 1709 w Gdańsku i na przedmieściach zmarło na dżumę około 30 tysięcy ludzi (według szacunków – prawie połowa ludności miasta). O dziwo, bramy miejskie nie zostały wówczas zamknięte, nie odwołano nawet Jarmarku Dominikańskiego. Wydano jednak specjalne rozporządzenie, by nikt nie ważył się napomknąć w liście o tym, że zaraza spadła na Gdańsk. Nie wolno było takich wieści rozprzestrzeniać. Tym, którzy zlekceważyli zakaz, groziły surowe kary.

Kontakty ze światem zewnętrznym sprawiły, że w ślad za Morową Dziewicą nie pojawiło się widmo śmierci głodowej – dostawy żywności regularnie docierały do miasta, a najuboższym rozdawano chleb za darmo. Nie było też syndromu uwięzienia, który tak dotkliwie odczuwali mieszkańcy Oranu w roku 1940.

„Odmówiono nam nawet drobnej przyjemności pisania listów. […] Telefoniczne rozmowy międzymiastowe, dozwolone z początku, wywołały takie przeciążenie kabin publicznych i linii, że przerwano je całkowicie na kilka dni, a potem ograniczono surowo do tego, co nazywano pilnymi wypadkami, jak śmierć, narodziny i ślub. Telegramy stały się wtedy naszym jedynym ratunkiem”.

Listy mogły przenosić  infekcję, pałeczki dżumy zaś są wyjątkowo zjadliwe. Dziś unicestwia się je antybiotykami, a lepsze warunki sanitarne pomagają zapobiec epidemii.

Pomyślałam o tym przy gablocie z nocnikami. Niegdyś korzystali z nich wszyscy, nie tylko małe dzieci. Nocne naczynie stało sobie pod łóżkiem, bo przecież nikt w środku nocy nie będzie biegał do ustępu. A rankiem – za okno. Specjalne koryta uliczne, przykryte dylami, odprowadzały ścieki i deszczówkę prosto do Motławy albo do Kanału Raduni. Ależ musiało pachnieć…

Aż trudno w to uwierzyć, że miejski system wodociągowo-kanalizacyjny powstał dopiero w XIX wieku, i to w drugiej jego połowie. Nadburmistrz Leopold von Winter uznał, że jedną z głównych przyczyn wysokiej śmiertelności w czasie epidemii cholery w 1849 roku jest brudna woda, czerpana z fos miejskich lub z Kanału Raduni. Po doprowadzeniu czystej wody do mieszkań i założeniu instalacji kanalizacyjnych sytuacja rzeczywiście się poprawiła – mniej osób chorowało na tyfus, a kolejne epidemie cholery na początku lat siedemdziesiątych XIX stulecia zebrały dużo mniejsze żniwo.

Łazienka wciąż była luksusem, ale trzeba przecież czyścić zęby i paznokcie, czesać się i golić. Służą temu rozmaite utensylia i przybory, a niektóre nie zmieniły się od wieków. Kilka jednak mnie zauroczyło.

Grzebienie, nożyczki, pędzle do golenia, szczoteczki do zębów, pęsety, czyściki toaletowe – na wystawie "Zdrowie i…

Opublikowany przez Muzeum Archeologiczne w Gdańsku Piątek, 20 grudnia 2019

Zobacz więcej na stronie wystawy

Powinnam również wspomnieć o tajemnicach aptekarzy, o roli fizyków miejskich (w istocie lekarzy – to taki odpowiednik angielskich physicians, ale chyba się przyjęło takie właśnie tłumaczenie słowa Stadtphysicus), o balwierzach i cyrulikach – lecz nie sposób napisać o wszystkim.

Tym, którzy się wybiorą do Domu Przyrodników na Mariackiej, by obejrzeć wystawę poświęconą zdrowiu i higienie w dawnym Gdańsku, chciałabym jeszcze gorąco polecić film, który towarzyszy ekspozycji – to zaledwie 14 minut, w dodatku przed ekranem jest ławeczka dla strudzonych, a można zyskać wiele cennych informacji, które dowodzą, jak fascynująca jest historia medycyny.

Przypis:

W tekście przytoczyłam fragment powieści Marguerite Yourcenar „Kamień filozoficzny” w tłumaczeniu Eligii Bąkowskiej oraz fragment „Dżumy” Alberta Camusa w przekładzie Joanny Guze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here