Proza, jaką bezceremonialnie i urokliwie uprawia poeta Jerzy Stachura, skłoniła redakcję do niezamieszczania pytań, które były tylko bodźcem dla gdyńskiego artysty.

Świat dzisiaj, to wielki szpital przemienienia.

1.

Jak powiedział grecki poeta Simonides: „Poezja to mówiące malarstwo, a malarstwo – milcząca poezja“. Więc robię dalej jedno i drugie. Czasami uskrzydlam gitarę jakąś mimowolną melodią. Nic zatem nowego, ale jednak wszystko inaczej.

Odwołane zostały moje dwie wystawy i kilka wieczorów autorskich. To tak, jakby obrazy włożyć za szafę a wiersze do szuflady. Odnoszę wrażenie, że ubyło mi kilkadziesiąt lat. Czuję się, jak początkujący poeta i próbuję swoich sił w malarstwie. Musiałem odłożyć farby olejne i wrócić do pasteli. W domu nie mam możliwości malowania na płótnie. Koloruję więc te kartoniki, ale przy moim rozmachu to żadne malowanie. Bo jak nie zachlapię w pracowni metra podobrazia, to jakbym w ogóle nic nie stworzył. A pastele to taka twórczość na trzy czwarte.

W poezji też się miotam. Co innego w głowie i w sercu, a co innego na świecie za oknem. Nie chcę popełnić tego samego błędu, jaki zrobiłem kiedyś w stanie wojennym. Otóż napisałem sporo wierszy o karabinach, czołgach na ulicy, przemocy, żołdakach i milicjantach, i całej tej czerwonej zarazie. Chciałem nawet wydać tomik w jednym z podziemnych wydawnictw, ale na szczęście spaliłem to wszystko. Myślę, że najwyższy czas na poezję senilną. I żaden patogen tego nie zmieni.

2.

Nigdy nie mierzyłem czasu, więc i strat nie będę liczył. Chociaż są takowe. Zawsze byłem niewolnikiem wolności a teraz oglądam świat przez okno, jak zza krat albo przez dziurkę od klucza. Teraz nie mogę chodzić do pracowni albo jeździć na plenery. Owszem, popełniam „pastelki“, ale to tylko takie ozdobniki ścienne. W olejnym malarstwie jest siła i prawda. A jeśli chodzi o straty, to jak tak dłużej będzie, to czekają mnie mandaty.

3.

Nadzieja umarła dla mnie pierwsza i to już dawno temu. Ale to może nie nadzieja, to bardziej wiara, że jest coś więcej, gdzieś tam, za horyzontem zdarzeń. Może zostawmy to. To taka moja filozofia na użytek własny.

A jeśli chodzi o pomoc, to w swoim życiu spotkałem wiele osób, które mi pomogły w trudnych sytuacjach. Mam kilkaset obrazów, których nie mogłem sprzedać w „normalnych czasach“, a dzisiaj to już szkoda mówić. Sklep, który przez lata kredytował mi farby i podobrazia, dzisiaj chce gotówki. Jestem wdzięczny za pomoc i też nie dziwię się – mam swoje lata a choroba szaleje.

Mam też gotowy wybór wierszy o moim Grabówku, pt. „Opowiem ci Grabówek“. Miasto zawsze pomagało mi finansowo w wydaniu tomików wierszy, ale dzisiaj rządzi proza, więc poczekam, jak poezja weźmie górę. Chciałem to zrobić na wiosnę. Na rogu Mireckiego i Morskiej, ładna, słoneczna sobota, Januszek Pierzak z gitarą, ja z tomikami na stoliku, jakaś puszka na symboliczną złotówkę na karmę dla bezpańskich kundelków. Podpisuję tomiki dla mieszkańców Grabówka… Przecież to moja dzielnica, tu się urodziłem i tu pewnie umrę.  Może jeszcze zdążę.

4.

Coś jednak robię. Może za mało jak na czas, którego już coraz mniej. Potrafię tworzyć w zamknięciu: maluję morza i oceany niebotyczne, patrząc na podrapaną ścianę starego magazynu przesłaniającego mi słońce w oknie pracowni. Ale plener to potęga – błękit, jakiego nie wymieszasz na palecie i zieleń, co ją tylko natura potrafi stworzyć. Tego mi brakuje i nie wiem, kiedy rozstawię sztalugę na jakiejś łące.

Wierszy też już nie muszę szukać na ulicy. Trochę przeżyłem. A jeszcze tyle „komunikatów lirycznych“ warto by wysłać do miłośników poezji. Z piosenkami i gitarą trochę gorzej. Może i byłoby z kimś przełamać się poezją meliczną, ale niestety, nie ma gdzie i nie wolno. Nakazy i zakazy. I nie wiem, kiedy znów wspólnie zaśpiewamy „Piosenkę, której nie można przestać śpiewać“.

5.

Trudno zapomnieć Grudzień 70. czy stan wojenny w Polsce. W grudniu za brudne od kamieni ręce zabrali mnie do wojska. W stanie wojennym można było walczyć albo wyjechać na emigrację, także wewnętrzną. Znałem kilku poetów, którzy widząc bezduszność żelastwa, zwątpili w siłę poezji. Ja pisałem, chociaż, jak wspomniałem, spaliłem te wiersze. To nie była dobra poezja, jak czas, w którym przyszło żyć. Dzisiaj jest jeszcze gorzej, bo doszła zaraza i ludzie umierają.

Staram się przestrzegać zakazów i nakazów. Siedzę w domu, piszę, maluję pastelki, czasami coś pobrzdąkam na gitarze. Wieczorami czytam. Jest komputer, więc dzielę się od czasu do czasu jakimś nowym wierszem czy zamieszczam pastelkę na fejsbuku.

Nie mam specjalnego pomysłu na przetrwanie. Robię to, co robiłem zawsze. Może wolniej, może nie w zachwycie, ale bez wątpienia z większą pokorą. Bo świat dzisiaj, to wielki szpital przemienienia.

Jerzy Stachura

Foto: Twoja i moja nadzieja, olej na płótnie ,70 x 90, 2020 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj