Żeby nas widzieli takimi, jacy jesteśmy

Czego sobie możemy życzyć na początku lat dwudziestych? Formułka z tytułu to chyba jedno z największych marzeń i jednocześnie wyzwań społeczności kaszubskiej.

Bycie w mniejszości ma swoje plusy i minusy. Do drugiej grupy zaliczyć należy to, że nas nie rozumieją, choć być może ta cecha jest pozytywem? Całkiem fajnie jest mieć inną perspektywę, inne doświadczenia i móc korzystać z nich jednocześnie znając perspektywę i doświadczenia większości – dzięki temu mamy szerszy i bardziej szczegółowy obraz rzeczywistości, niż ci, którzy nie znają alternatywnych sposobów widzenia świata. Na tym również polega wolność – na prawie do bycia niezrozumianym. Czasem jednak to bycie niezrozumianym wprawia w irytację. Tak jest zawsze, kiedy mierzymy się ze stereotypami na nasz temat. Zadziwiająca jest ich powtarzalność – podziela ją duża część społeczeństwa, mimo iż głoszone poglądy są absurdalne dla kogoś, kto swój żywot spędza wewnątrz kaszubskiego uniwersum. Oto kilka stereotypów na nasz temat:

Starzy Kaszubi

„Stôri Kaszëba”, nie wiedzieć czemu, jest synonimem „prawdziwego Kaszuby”. 12-latek mówiący płynnie po kaszubsku mówi „jak stôri Kaszëba”. Bo co, jak się nie ma sześćdziesiątki na karku to nie można władać kaszubszczyzną? Niestety, ten stereotyp podzielany jest nawet przez nas, często nieświadomie. I niepotrzebnie, ponieważ młodzi mają w naszych sprawach dużo do powiedzenia. Przykładem są Zjazdy Młodych Kaszubów, obecność naszej kultury w sieci i wiele innych. Myślenie „co kaszubskie to dla seniorów” może wprowadzać w błąd. Niejednokrotnie tłumaczyłem ludziom na czym polega nasz sport narodowy – bùczka. W grze chodzi o to, by przy pomocy kija (czidlôka) wbić piłkę w okrągłe pole punktowe przeciwnika i nie dać wbić sobie. Korzenie gry sięgają XIX-wiecznej zabawy z kijami, kamieniem i wykopanymi dołami. Mogę tłumaczyć najdokładniej jak się da. I tak znajdzie się ktoś, kto zobaczy relację z meczu, bądź przyjdzie na boisko zagrać, zdziwi się.  Jak to?! To tutaj trzeba biegać? Ja myślałem, że to jest takie kulanie piłki dla starszych osób!” No tak, bo przecież jak ktoś jest młody, to nie może uprawiać sportu nazywanego „kaszubskim”. Przecież sto lat temu grali w to młodzieńcy bo, uwaga, młodzi ludzie też są Kaszubami!

Język polsko-niemiecki

Co z tego, że kaszubski nigdy nie był częścią języka polskiego, co z tego, że fonetycznie bliżej mu do języków połabskich, cóż z tego, że wiele cech językowych jest bardziej archaicznych niż polskie odpowiedniki? Dla wielu osób historia kaszubskiego przedstawia się następująco: dawniej mówiło się po polsku, potem przyszli Niemcy, nawrzucali nam pełno swoich słów, wykrzywili wymowę i tak powstał kaszubski. Otóż nie. Germanizmów mamy około 10% Dla porównania – polszczyzna ma ich około 5%. Nie wiem dlaczego, ale często spotykam się z opinią, że znając kaszubski można dogadać się z Niemcami. Owszem, da się wychwycić sporo słów, na pewno łatwiej przyswoić gramatykę, ale nie ma mowy o płynnej komunikacji kaszubsko-niemieckiej. Kaszubski ze względu na swoją słowiańską odrębność pomaga za to w zrozumieniu Serbów, Chorwatów, Czechów, czy Łużyczan. I to w tych elementach, w których polski nie pomoże. Mamy zatem własne, odrębne, słowiańskie dziedzictwo językowe.

Separatyści!

Trudno wymagać od społeczeństwa kształtowanego przez lata w duchu PRL-owskiej monoetniczności, by zrozumiało w mig, czym jest narodowość i co różni ją od obywatelstwa. Zatem kiedy mówię, że nie jestem Polakiem, ponieważ mam narodowość kaszubską od razu mówią: czyli chcesz się oderwać od Polski? Wtedy tłumaczę, że nie – ponieważ można mieć narodowość kaszubską i jednocześnie być obywatelem RP, podobnie jak można być Kozakiem, Żydem, Romem czy Tatarem i mieć polski paszport. W II RP, która nie była dla nas życzliwa, jednak łatwiej było to ogarnąć rozumem, co trzeci obywatel miał inną narodowość. Komunizm to zniweczył i najzabawniejszym dowcipem, który stworzyła historia, jest zachowanie tych, którzy najgłośniej krzyczą: „precz z komuną!”. Otóż właśnie oni najbardziej kochają to dziedzictwo PRL, którym jest monoetniczność.

foto: Roman Drzeżdżon

Tożsamość robiona na siłę

Na siłę mówią po kaszubsku, na siłę walczą o te tablice, na siłę chcą pokazać, że są odrębni, zatem cała ta kaszubszczyzna jest sztuczna i wykreowana ze względu na płynące z Unii pieniądze.

Zacznijmy od pieniążków. W większości idą ze środków ministerialnych, a nie z Unii, choć i te dotacje wspierają rozwój naszej tożsamości. Czy istnieje ona dla pieniędzy? W takim razie po co było walczyć o kaszubskość, ryzykując przeniesieniem, zwolnieniem, czy więzieniem w czasach przed- i powojennych? Jakie profity mieli Zrzeszińcy z tego „robienia kaszubszczyzny na siłę”? Myśmy walczyli o to, by dzisiaj nas szanowano, a teraz z tego szacunku (jakikolwiek by był) korzystamy. Normalne.

A co do twierdzenia, że my kaszubszczyznę robimy „na siłę”, to zgadzam się w stu procentach. Wszystko, co wartościowe, robi się na siłę. Czy to jakiś zarzut? Czy będziemy lepsi, kiedy przyjmiemy mainstreamowy język, zaczniemy słuchać prostej i przyjemnej muzyki? Zamiast wyjść do teatru, zapatrzymy się w seriale, zamiast książek będziemy studiować tandetne cytaty dołączane do roznegliżowanych zdjęć użytkowniczek Facebooka? Nic na siłę? Ja Wam życzę, żebyście w tym roku jak najwięcej robili na siłę, bo tylko to ma sens!

Lista stereotypów na tym się nie kończy. Oczywiście samo narzekanie nic nie da – nie mamy co oczekiwać, że całe społeczeństwo nauczy się o nas wszystkiego. To jest nasze zadanie – informować o sobie. Najważniejsze jednak, byśmy sami przestali wierzyć w te krzywdzące obrazy samych siebie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here