Już tytuł wystawy jest intrygujący i… mylący: Gdzie wszystko można, nic nie trzeba. Pierwsze skojarzenie: będzie interwencyjnie i krytycznie. Debiutująca solówka sopockiej malarki zaprezentuje koncept społeczny, smagający batem sztuki egoizm płatków śniegu – tak myślałem przed oglądem. Potem kilka dostępnych w internecie prac i zmiana pola widzenia pod wpływem zauważonych motywów architektonicznych a co za tym idzie – zmiana skondensowanego opisu: Chirico na Ibizie. Po obejrzeniu na żywo całej kolekcji pojawiły się zupełnie nowe sensy i odczytania, które sprawiły, że malarstwo sopocianki Marty Rynkiewicz (1983) zaskoczyło mnie różnorodnością uprawnionych interpretacji, co zdarza mi się nieczęsto, a ostatnio prawie w ogóle.

Indywidualna wystawa Marty Rynkiewicz w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie (22.04-6.06) to 16 wielkoformatowych prac z lat 2019-2021. Akryl na płótnie, ciepłe, intensywne, przyjazne, czyste, kontrolowane kolory. Odważne zestawienia, liczne odwołania (m.in.: renesans, sztuka klasyczna i starożytna, pointylizm, surrealizm, sztuka metafizyczna) i podobieństwa.  Wielość inspiracji i odniesień nie wyklucza konsekwencji w obrazowaniu świata – no właśnie: jakiego?

O szczęściu

Postanowiłam, że będę utrwalać chwile zastygnięte w cieple słońca, soczystej zieleni, harmonijnej, dostojnej architekturze. Będę wnikliwie przyglądać się temu, co działa na mnie kojąco, spokojnie i wzbudza we mnie pozytywne emocje.
Marta Rynkiewicz

Jeden z obrazów nosi tytuł Szczęście. Przedstawia dwa motylki na tle egzotycznej przyrody. Po prostu dwa motylki, piękne dwa motylki, ale to przecież tylko dwa motylki. Czy mogą być synonimem szczęścia? Przy odpowiednim nastawieniu oczywiście, także dwa motylki mogą być synonimem szczęścia i piękna. Ale może to tylko relaks, oddech terapeutyczny, wygoda, chwilowa przyjemność, bo szczęście to chyba coś więcej? Piszę chyba, bo przez kilkanaście miesięcy byłem bardzo daleki od rozważań nad istotą piękna i szczęścia, przeważały strach i niepewność. Czuję, że wszystko jest inne, także chyba szczęście. Może faktycznie dwa motylki wystarczą?

Niezwykle ujęła mnie szczerość wyznania malarki, która nie obawia się mówić wprost o tak elementarnych zagadnieniach. Przecież to… nieartystyczne i nieartystowskie, współczesna sztuka nie może być „pozytywna” i uszczęśliwiająca, ma budzić sumienia i penetrować ciemne zakamarki duszy! Albo być nowatorska formalnie i absolutnie nieoczywista w odbiorze, bo jak mówi prof. Poprzęcka, i wszyscy się jej słuchają, „Sztuka jest wtedy, kiedy się nie wie”. Rzecz w tym, że niekoniecznie, współczesna sztuka może być także „pozytywna” i „piękna”, komunikatywna i przejrzysta. I choć to niezwykle trudne, może uniknąć posądzenia o współczesny kicz. To niezwykle trudne w czasach, gdy poczucie piękna jest tak wieloznaczne i konsekwentnie podgryzane przez nieskończone miliardy „pięknych” zdjęć na Instagramie i tym podobnych. Oczywiście poczucie piękna jest subiektywne, ale trochę po dziadersku chcę wierzyć, że piękno obiektywne, choć zmienne historycznie, istnieje nadal.

A że tak może być, próbuje udowodnić malarstwo Marty Rynkiewicz. „To skarby ukryte w ruinach klasycznej architektury” – mówi autorka, ale nie możemy nie zauważyć, że te „ruiny” są w bardzo dobrym stanie (uśmiech). Fantastyczne i piękne obrazy architektury oraz przyrody niosą ze sobą nie tylko określony efekt estetyczny, ale także radość odbiorcom wtajemniczonym, znającym historię sztuki, wychwytującym inspiracje wizualne i odniesienia. Cieszy również poczucie humoru autorki, widoczne choćby w tytule pracy Za górami, za lasami.

Za górami, za lasami

 Czujemy się zaproszeni do ogrodu sztuki. Jednak nad wszystkim góruje inna refleksja.

Lubię malować ciszę. Cisza wydłuża czas, a gdy czas się wydłuża, wydłuża się życie. Chciałabym wyciągać z dobrych chwil, ile się da. (…) Gdzieś przegapiliśmy moment, by utrwalać przekonanie, że przyjemne lekcje uczą nas tak samo mądrze. Przeżywanie dobra, ciepła, czułości uczy nas prawdy tak samo jak smutek, złość, samotność.
Marta Rynkiewicz

Wypędzeni z raju

16 obrazów z cyklu Gdzie wszystko można, nic nie trzeba przedstawia świat bez ludzi. Jedynie na wybranym przez kuratora jako obraz przewodni dziele pt. Bujanie w obłokach, widzimy przedmiot należący do człowieka. Jeszcze przed chwilą kapelusz był pewnie na jego głowie, ale nagle wszyscy… zniknęli. I nie jak w serialu „Pozostawieni” 2% populacji, tylko wszyscy. Może przyleciał Wielki Połykacz i wessał wszystkich? Może Matka Natura pozbyła się swych beznadziejnych lokatorów? Może powszechna pandemia wyeliminowała nasz gatunek? Świat bez ludzi w dziełach Rynkiewicz wzbudza refleksje nad sprawami najważniejszymi, może być ostrzeżeniem i bodźcem do działań.

Bujanie w obłokach

Na dobrej drodze

Malarstwo Marty Rynkiewicz świadomie czerpie z licznych inspiracji sztuką, literaturą i filmem. Niektóre z prac są jakby hołdem ku czci. Pierwsza indywidualna wystawa powinna być cezurą w twórczości obiecującej artystki. Teraz, odciąwszy pempowinę świadomych nawiązań, warto poddać się instynktowi i szlifować oryginalny styl, którego zalążki widać już bardzo wyraźnie. Solidny warsztat otwiera pełną skalę możliwości, ale może warto ograniczyć liczbę elementów na rzecz szczegółu? Najciekawsze wydały mi się obrazy z mniejszą liczbą elementów, śmielsze operowanie przestrzenią daje chyba ciekawsze efekty. Odwaga w poszukiwaniu nowej definicji piękna i niespotykany we współczesnej sztuce liryzm w wypowiedzi Marty Rynkiewicz jest wart kontynuacji i szerszego zainteresowania.

Po Sopocie obrazy jadą do Warszawy. Tam, w prestiżowej Galerii Katarzyny Napiórkowskiej, obejrzą je najlepsi być może adresaci. Bardzo jestem ciekaw tamtejszej recepcji i… sprzedaży. Obrazy Marty Rynkiewicz, oprócz intrygującej treści i wysokiej jakości technicznej, mają duży potencjał komercyjny.

Marta Rynkiewicz, Gdzie wszystko można, nic nie trzeba. Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie, 22.04-6.06.2021

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj