W serwisie wyborczym Gazety Świętojańskiej tym razem materiał autorski, czyli felieton naczelnego.

Od Redakcji:

Zapraszamy zainteresowane komitety i kandydatów do nadsyłania informacji, postaramy się w miarę możliwości prezentować je na naszych łamach. Będą oczywiście także nasze, autorskie przekazy, wyraźnie zaznaczone i oddzielone od informacji. Postaramy się, by było obiektywnie i niebanalnie, choć nie wszystkim będzie się to podobało (uśmiech).

Wybory samorządowe 2024 w Gazecie Świętojańskiej

Kilka dat

W 1990 r. z inicjatywy rządu Tadeusza Mazowieckiego rozpoczęła się reforma samorządowa, jedna z najważniejszych reform systemowych w nowej Polsce. Jak mówi Jerzy Regulski, jeden z jej autorów, było to „przełamanie pięciu monopoli totalitarnego państwa” (za i więcej m.in. tutaj). Warto przypomnieć sobie tamte czasy, bo chyba już nigdy nie wrócą – czasy wspólnego, szybkiego i skutecznego działania na rzecz dobra wspólnego. 1 stycznia 1999 r., w drugim etapie reformy, powstały powiaty i samorządowe województwa, a w 2002 r. wprowadzono bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. W 2018 r. nastąpiły zmiany w kadencyjności: wybory co pięć lat (wcześniej co cztery) i wprowadzenie limitu dla prezydentów, wójtów i burmistrzów (dwie kadencje). Ta ostatnia zmiana, jeśli zostanie utrzymana, spowoduje, że rządzący obecnie wybrańcy, niektórzy nawet ponad 25 lat, będą mogli pełnić swoje funkcje jeszcze maksymalnie przez najbliższych pięć lat. Ale nie bój, nie bój: słyszy się coraz częściej o pomysłach zniesienia limitu kadencyjności, więc spokojnie z tymi szampanami (uśmiech).

Kiedy samorząd gdyński stał się władzą

Nawet najwięksi kontestatorzy muszą przyznać, że reforma samorządowa zmieniła nasz kraj na lepsze, decentralizacja władzy i autonomia samorządów pozwala lepiej zarządzać dobrem wspólnym i mieć większy wpływ na lokalną rzeczywistość. Podniosła się jakość wszystkiego, urzędy dokonały skoku rozwojowego. Z czasem jednak w niektórych samorządach rozpoczął się niebezpieczny proces odchodzenia od szczytnych założeń reformy, samorządy przestały być reprezentacją społeczności działającą na rzecz dobra wspólnego. Samorząd stał się władzą, której nadrzędnym celem jest zachowanie panowania a nie stwarzanie jak najlepszych warunków dla rozwoju mieszkańców, nie wspominając o obywatelach, bo ten „gatunek”, czyli świadomych swoich praw mieszkańców, stał się największym wrogiem „zepsutych” samorządów. Na liście „zepsutych” samorządów poczesne miejsce zajmuje Gdynia. Wynika to z przepastnego rozziewu między promocją (czasami po prostu propagandą) a stanem rzeczy. Bo Gdynia to miasto z Morza i Marzeń.

Czy Szczurek zamówił już sreberka? Po deklaracji PO i ruchów miejskich w Gdyni

Nie potrafię wyznaczyć twardej cezury, która jest graniczną datą obecnego rozkładu. Proces psucia idei samorządowej w Gdyni trwa na pewno kilkanaście lat, a w ostatnim okresie wszedł już w fazę degrengolady. Będziemy o tym pisać na różne sposoby, ale najsmutniejszym efektem działalności gdyńskiego samorządu, oczywiście nie wszystkich urzędników, ale na poziomie ogólności, jest wytworzenie wszechogarniającej atmosfery strachu przed władzą.

Czego boją się gdynianie?

Oprócz lęków standardowych i uniwersalnych, które dotykają wszystkie istoty tego powoli schodzącego z areny dziejów gatunku, gdynianie boją się władzy. Oczywiście nie całe ćwierć miliona zameldowanych, ale ci, którzy są w jakiś sposób zależni od Miasta. Najbardziej i bez wątpienia: urzędnicy, pracownicy instytucji, firm i spółek miejskich od stanowisk kierowniczych po czasami najniższe, odważni aktywiści, organizacje „pozarządowe” (piszę w cudzysłowie, bo pozarządowość w Polsce to b. umowny termin i jakże często nieadekwatny).

Gdynianie i osoby związane z Gdynią, w zależności od rodzaju aktywności, boją się m.in.: utraty pracy, dofinansowania, przegranej w konkursie, gniewu szefa, utraty dobrych warunków korzystania z mienia publicznego zarządzanego przez Miasto, utraty gruntu, zniżek, preferencji, braku zaświadczenia, zezwolenia, zgody, przeciągania terminu decyzji, procesu sądowego i nieskończonego łańcucha wykluczeń i kar. Tak, tak – kar, bo Miasto potrafi też karać. O rodzajach kar, jakie stosowane są w samorządzie w stosunku nie tylko do niesfornych osobników, napiszę kiedyś osobno. Strach nie pozwala wypowiadać się publicznie w sposób odważny i szczery, komentować pod swoim nazwiskiem postów w mediach społecznościowych, brać udziału w wydarzeniach organizowanych czy z udziałem „podejrzanych” osób itd., itd. – zaiste długa jest lista „nie wolno”. Chyba najsmutniejsze jest to, że władza nie musi mówić, czego nie wolno – mieszkańcy już wiedzą doskonale sami i autocenzurują się już nawykowo. Sad, but true.

Pod linkiem i poniżej wideo nieadekwatne, ale trochę w temacie (uśmiech)

Dlaczego w Gdyni strach jest tak powszechny?

Oczywiście teza o strachu będzie wyśmiana albo najpewniej zlekceważona. Jeśli wyśmiana, to najbardziej przez w pełni świadomych sprawców tej sytuacji, bo przecież śmiech to najlepsze alibi. Dla nieskażonych propagandą proponuję analizę skarg na władze gdyńskie: Gdynia jest najczęściej zaskarżanym organem administracji publicznej na Pomorzu, są lata, gdy liczba skarg na gdyńskie władze jest mniej więcej równa wszystkim pozostałym skargom na Pomorzu! (źródło: Urząd Wojewódzki).

Miasto dysponuje armią prawników, wejście w spór prawny z Urzędem to długa batalia, szczególnie w przypadku racji po stronie skarżącego. Wtedy proces jest maksymalnie wydłużany przez prawników opłacanych przez… skarżących. Tak, tak, to jeden z wielu absurdów naszej rzeczywistości. Panuje przekonanie, że „Oni” zawsze wygrają, więc lepiej uważać…

Pod linkiem i poniżej wideo adekwatne

Nienawiść, zmęczenie i… nadzieja

Komunikacja społeczna coraz częściej nacechowana jest nienawiścią. Między władzą a obywatelami (nie mylić z mieszkańcami) toczy się nieprzyjemna gra, narasta zmęczenie, ale pojawiło się światełko w tunelu. Po wielu latach smuty, powstały ruchy miejskie nowej generacji. Aktywiści są dobrze wykształceni, jeżdżą po kraju i świecie, widzą, jak można inaczej i lepiej. Są odważni, stawiają władzy coraz lepsze, bardziej dociekliwe pytania, zbierają argumenty i dowody, zaczynają wygrywać w sądach. Działają ideowo, nie mają środków, by rozwinąć swą działalność, która jest tak potrzebna Gdyni, gdynianom – po prostu nam wszystkim, dla których Gdynia jest miejscem szczególnym, ale i codziennym.

Gdynianie mają wreszcie wybór. Czy kolejny raz zawierzyć sprawcom obecnej sytuacji czy dać szanse nowym: niewypalonym, kompetentnym i uczciwym? Odpowiedź poznamy 7 kwietnia, a być może ostateczną 21 kwietnia.

W następnym felietonie: Czy to dobrze, że ruchy miejskie startują w wyborach z list partii?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj