Recenzja spektaklu pt. „Nosferatu” w Teatrze Wybrzeże.
W 1897 r. ukazała się powieść „Dracula” Brama Stokera, zaliczana nie tylko do klasyki gotyckich powieści grozy, ale szybko stała się czymś dużo większym. Tytułowa postać jest najsłynniejszym wampirem, co roku powstają przeróżne adaptacje, inscenizacje i ekranizacje – to zdecydowanie najżywszy wampir wszech czasów (uśmiech). Dracula stał się ikoną kultury masowej, po opowieść sięgają wybitni artyści, niezmiennie znajdując w niej inspiracje i nowe pokłady mroku. Do jej popularności przyczynił się także Polak, muzykę do filmu Francisa Forda Coppoli napisał Wojciech Kilar:
W 1922 r. po raz pierwszy po powieść irlandzkiego pisarza sięgnęło kino. Friedrich Wilhelm Murnau wyreżyserował film „Nosferatu – symfonię grozy”, który jest nie tylko arcydziełem niemieckiego ekspresjonizmu, ale także pierwszym, głośnym plagiatem w historii kina. Producenci nie zdobyli praw autorskich do ekranizacji, ale jako że chcieli zrobić film, scenarzysta Henrik Galeen dokonał zmian (zrezygnował m.in. z kilku postaci, pozostałym wymyślił nowe imiona i nazwiska), ale zachował główny wątek. To było za mało dla spadkobierców Stokera, były procesy, itd., itd. Dla przeciętnego odbiorcy opowieści mogą się nie różnić specjalnie, ale zainteresowani zauważą co nieco różnic, ale to temat na osobną opowieść (najogólniej „Nosferatu” jest uważany za bardziej mroczny, „Dracula” postromantyczny).
Mariusz Grzegorzek hoduje mrok od ponad 30 lat. Już jego kinowy debiut, klaustrofobiczna „Rozmowa z człowiekiem z szafy”, zapowiadał zainteresowania skrywanymi zakamarkami ludzkiej psychiki. Były rektor łódzkiej filmówki i wieloletni reżyser Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi powoli wchodzi do zespołu stałych reżyserów Teatru Wybrzeże, a „Nosferatu” z pewnością wzmocni jego pozycję.
Opowieść o najsłynniejszym wampirze jest przede wszystkim opowieścią o wielkiej miłości – większej niż nieśmiertelność. To neoromantyczne melo, w którym groza podsyca namiętność. Opowieść uwiodła wielu wybitnych twórców, dając pole do popisu aktorom tworzącym jedne z najlepszych kreacji w karierze (Klaus Kinski u Herzoga! Gary Oldman u Coppoli! Bela Lugosi, Christopher Lee), ostatnio uznanie zyskał film Eggersa. Seriali, horrorów klasy B, C itd. nikt nie zliczy. Jaki jest więc powód pokazywania nieszczęśliwej miłości wampira w Gdańsku?
Tak „prorokowałem” (uśmiech) po premierze „Wyzwolenia” w reżyserii Jana Klaty na otwarcie Dużej Sceny Teatru Wybrzeże:
„możliwości są imponujące, system zapadni, obrotówek i wielu innych czarów scenicznych to poziom europejski, zachęta lub wyzwanie dla realizatorów, którzy mogą dzięki najnowocześniejszej scenotechnice tworzyć spektakularne widowiska. (więcej tutaj)
Grzegorzek (reżyseria, scenariusz na motywach filmu F. W. Murnaua, opracowanie muzyczne, reżyseria światła, wizualizacje) podjął wyzwanie i stworzył bardzo autorski spektakl, wykorzystując wiele możliwości, które daje maszyneria Dużej Sceny. Widzów umieścił na scenie, a przestrzeń sceniczną rozszerzył o widownię, dzięki czemu widzowie wybrańcy (ok. 130 osób) są bardzo blisko wydarzeń i postaci. Największe wrażenie robią wizualizacje, reżyser dopowiada sensy obrazami, tworząc z nich najważniejszą warstwę widowiska. Monochromatyczne grafiki tworzą klimat, widzów przyzwyczajonych do pudełkowej sceny musi zachwycać skala projekcji obejmujących całą przestrzeń, ale po jakimś czasie pojawiają się trudne z początku do zrozumienia wtręty i dygresje.
Lekko parodystyczny pastisz
Zawiodą się ci, którzy oczekują symfonii grozy. Dzięki ostentacyjnemu udziałowi montażystów bardzo szybko następuje deziluzja. „Techniczni” są obecni nie tylko przy wymianie elementów scenograficznych, których nie trzeba wymieniać, ingerując w przestrzeń spektaklu, ale jeden z nich jest widoczny prawie przez cały przebieg, czekając na kolejne wejście skupia uwagę spectatorów. Tak ważne w przebiegu wizualizacje są „zabrudzone” wrzutkami z zupełnie innych znaczeniowo zbiorów (tablice tekstowe informujące o usterkach, przebitki współczesne i futurystyczne). Grzegorzek jest reżyserem doświadczonym i świadomym znaczeń komunikatów scenicznych, dlatego wyrywające z atmosfery grozy elementy są świadome.
Reżyser nie tylko bawi się gatunkowymi stereotypami, ale deromantyzuje opowieść o ponad nieśmiertelnej miłości. Trudno uwierzyć w namiętność i zauroczenie, małpie podskoki wampira w kierunku światła, które ma go unicestwić, śmieszą zamiast wzruszać poświęceniem kochanki i namiętnością kochanka. Pamiętni ostatniego spotkania Isabelle Adjani z Klausem Kinskim w arcydziele Herzoga poczują się w tym momencie co najmniej dziwnie.
Grzegorzek momentami niczym Bresson czy Haneke rezygnuje z efektów, co w przypadku horroru należy uznać za bardzo artystowską manifestację. A przecież jest tyle smaków do dygresowania! Choćby nawiązania do ikonicznych scen, obrazów czy rekwizytów (lenonki Gary Oldmana,
charakteryzacja Kinskiego czy artystyczne paznokcie obu). Scena skaleczenia, w której Dracula Oldmana wręcz eksploduje, jest zagrana za plecami wampira, widzowie nie obserwują twarzy wygłodzonego nieśmiertelnika. Spotkania z uzębieniem wampira nie pozostawiają choćby kropli krwi, bo to wampir, który opanował laparoskopię (śmiech). I tak dalej, i tak dalej, bardzo, wręcz ostentacyjnie, teatralnie, na domysły. Są też niebanalne pomysły, jak np. srebrne kule wysypujące się z trumien, z którymi Orlok przybył do miasta (zamiast szczurów znanych z literatury i filmu).
Spektakle zachwycające obrazem często rozczarowują narracyjnie. Z półgodzinnego intro przed wyprawą do Orloka warto zapamiętać tylko parówkową suknię Anny Harding (Katarzyna Z. Michalska) i zwoje biuralistów. Nie przekonuje metamorfoza Jonathana Harkera (Robert Ciszewski) ani uniwersalizacja zła. Aktorzy Wybrzeża, uznawani za jeden z najlepszych zespołów w Polsce, tym razem nie zachwycili. Na swoim poziomie zagrał tylko Robert Ninkiewicz (R.M. Renfield). Marek Puchowski w tytułowej roli wykazuje się dużą sprawnością ruchową, ale ani charakteryzacja, ani kostium a la mumia nie pozwalają na ukazanie głębi zła i miłości, modulowany głos to za mało.
W opisie nawiązuję do pierwowzoru literackiego, filmu Murnaua oraz ekranizacji Herzoga i Coppoli, bo autor scenariusza w czytelny sposób nawiązuje do wszystkich źródeł, choć z reguły je kontestuje i transformuje. Spektakl reżysera filmowego i teatralnego Mariusza Grzegorzka jest z pewnością wydarzeniem i warto go zobaczyć choćby tylko dla możliwości maszynerii teatralnej. To także spektakl endemiczny, prezentacja w innych teatrach z zachowaniem oryginalnej koncepcji przestrzennej jest w praktyce niemożliwa (może udałoby się pokazać „Nosferatu” we wrocławskim Capitolu, który dysponuje podobnym systemem zapadni). Mimo zastrzeżeń spektakl zdobędzie wiele nagród i będzie przebojem.
Zdjęcie Rafała Skwarka za stroną Teatru Wybrzeże
Nosferatu. Reżyseria, scenariusz (na motywach filmu F. W. Murnaua), opracowanie muzyczne, reżyseria światła, wizualizacje: Mariusz Grzegorzek, Scenografia: Jagna Janicka, Kostiumy: Hanna Wójcikowska-Szymczak, Asystentka kostiumografki: Zuzanna Kubicz, Koordynacja scen intymnych: Marta Zygadło, Kaja Wesołek-Podziemska, Asystent reżysera: Robert Ciszewski, Inspicjentka-suflerka: Zofia Tarłowska, Realizacja światła: Bogdan Gaczoł, Przemysław Kalemba, Realizacja dźwięku: Marcin Raatz, Joanna Gorycka, Realizacja multimediów: Filip Nadolski, Obsługa mechaniki sceny: Wojciech Cegiełkowski, Projekt plakatu: Szymon Szymankiewicz. Czas trwania: ok. 105 minut. Premiera: 12 grudnia 2025 r., Duża Scena Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Recenzowany pokaz: 4 lutego 2026 r.




![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)
