Jedziemy dalej z Darkiem Olejniczakiem.

Miejskie kung-fu

Szlakiem Kultury Miejskiej, czyli jazda po „trójmiejskim” zapleczu. Cz. 2: Rudery

Szybka Kolej Miejska to nie tylko pociągi i perony. To także, a może nawet bardziej, pejzaż widziany z okien wagonów. A jest co oglądać. Nowe biurowce w gdańskiej „City-Oliwie”, galerie handlowe, dzielnice mieszkalne, ogródki działkowe, rudery i pustostany. Przejawy miasta w każdym odcieniu i formie. Wąwóz murów, płotów, miejskich nieużytków.

Zaczyna się już od Dworca Głównego w Gdańsku. Po prawej stronie mijamy stary magazyn kolejowy, dziś opuszczony i czekający nie-wiadomo-na-co. Jeszcze kilka lat temu służył za kwaterę główną „Armii Dawida”. Ktoś słyszał o takiej armii? Zbór zielonoświątkowy z gdańskim rodowodem, którego twórca jest na co dzień… wziętym urologiem.

A dalej? We Wrzeszczu miniemy po lewej kolejny opuszczony magazyn. Zdewastowany i zasiedlony przez bezdomnych. W środku, poza ich mieszkaniem, znaleźć można stery zużytych opon – widać wnętrze zamieniono na podręczny magazyn pobliskich szrotów, góry plastikowych butelek, a w głębszych zakamarkach na wyższych piętrach porozrzucane puste walizki. Najpewniej stanowiące łup wyciągnięty bardziej nieuważnym podróżnym z peronów czy z pociągów przejeżdżających przez ten dworzec.

Foto: Autor

Są dawne budynki kolejowe, są działki na Żabiance i jest jeszcze cmentarz, który przy odrobinie dobrej woli można dostrzec z okien pociągu w Orłowie. A właściwie w Kolibkach, bo jak głosi mocno zdezelowana tablica informacyjna zawieszona na płocie, to cmentarz katolicki w Kolibkach.

Foto: Autor

A Sopot? Przez Sopot przejeżdżamy niemal dotykając mijanych domów. Prawie na wyciągnięcie ręki. Budynki, drzewa…

Więcej zdjęć w galerii

A wszystkie te miejsca to dużo historii, kawał niejednego życia. Jadąc kolejką warto to wszystko obserwować. Nawet jeśli jeździ się między Gdańskiem a Gdynią codziennie. Ta trasa nie może się znudzić.

To ciekawe, że ten kawałek miasta, oglądany od zaplecza, od kuchni, od wstydliwie skrywanych kulisów, nie najpiękniejszy przecież, został wyparty ze zbiorowej pamięci mieszkańców Gdańska, Sopotu i Gdyni oraz przyjezdnych. Jakby go nie było, jakby stał się „niemiejscem”. Taki los przelotnych tras kolejowych, że nie chce się o nich pamiętać, bo ich istnienie jest tylko użytkowe. Nie służą żadnym emocjom, nie mieszczą się w żadnej urbanistycznej estetyce. Jakby nie żyły, a przecież żyją, są, przeobrażają się zgodnie z ludzką wolą, albo jej wbrew.

Mam taki plan, żeby te wszystkie lokalizacje udokumentować, sfilmować, sfotografować, opisać. Zachować „dla potomnych” i dla nas samych. Może udałoby się stworzyć galerię miejsc, a najlepiej – jeśli się da, wspomnień tych, którzy te miejsca znają, mieszkali w nich, pracowali, albo tworzyli.

Internet jest miejscem, które nadaje się do tego idealnie. Można tu pomieścić wszystko. Całą trasę SKM-ki w te i z powrotem.

Jak myślicie? Warto? Ktoś chciałby spróbować?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here