Emil Reszczyński o bardzo ważnej książce, dzięki której lepiej zrozumiemy nowe procesy społeczne, które w stopniu większym niż nam się wydaje, wpływają na nasze życie w szerokim rozumieniu oraz na kulturę, dlatego tekst włączamy do repozytorium kultury pomorskiej, które powstaje w ramach II Kongresu Kultury Pomorskiej.

Nie powinieneś o tym mówić, czyli słowo o „Rozpieszczonym umyśle”

Rok 2015, jak co roku Uniwersytet Yale w Stanach Zjednoczonych przygotowuje się do hucznie obchodzonego Halloween. Tym razem jednak na skrzynki mailowe studentów trafiają oficjalne zalecenia dotyczące doboru strojów, nieodłączonego elementu święta. Władze uniwersyteckie przestrzegają w nich przed przebraniami, które mogą zostać uznane za niepoprawne politycznie. Przykuwa to uwagę Eriki Christankis, wykładowczyni Yale. Podaje w wątpliwość, czy halloween’owe przebrania powinny być przedmiotem wskazówek kierowanych do uczestników zabawy i wysyła w tej sprawie wiadomość do władz Yale. Christankis stwierdza, że przyjmowanie kryterium odpowiednich politycznie strojów stoi w sprzeczności z misją Uniwersytetu. Na wiadomość gniewnie reagują jednak… sami studenci. Po tym, gdy mail do nich dociera stwierdzają, że Christiankis popiera ubieranie kostiumów mogących uchodzić za obraźliwe na tle rasowym, co oznacza, że jej wiadomość podszyta jest rasizmem. W konsekwencji grupa kilkudziesięciu osób zbiera się pod jej domem, wygrażając Christiankis oraz mężowi autorki maila. Na zamieszanie reagują władze uczelni. Studenci otrzymują od rektora Uniwersytetu wiadomość, która utrzymana w przepraszającym tonie zawiera zapowiedź podjęcia działań, „dzięki którym wszyscy poczujemy się lepiej”. Ze względu na oskarżenia i kroki podjęte przez studentów Christankis wraz z mężem rezygnują z pracy.

Tymczasem na drugim końcu Stanów Zjednoczonych Olivia, studentka Claremont McKenna College w pobliżu Los Angeles, publikuje w gazecie studenckiej esej, w którym stwierdza, że ze względu na swoje meksykańskie korzenie czuje się marginalizowana i wykluczana ze społeczności akademickiej. Słusznie zauważa, że osoby jej pochodzenia nie zajmują stanowisk we władzach uniwersytetu, lecz głównie pracują tam jako ogrodnicy czy woźni. Sugeruje przy tym, że nie wpasowuje się w standard osoby typowej dla koledżu, ponieważ „Kampus uniwersytecki i uczelnia zdominowane są przez cis-heteronormatywnych ludzi rasy białej, z klasy wyższej i średniej, wyznających zachodnie wartości”. Na esej Olivii szybko reaguje dziekan do spraw studenckich – Mary Spellman, która w prywatnej wiadomości dziękuje jej za zabrany głos i proponuje spotkanie, argumentując, że „Sprawy te są dla mnie bardzo ważne, ponieważ [władze uniwersytetu] cały czas starają sięjak najlepiej służyć studentom, zwłaszcza tym, którzy nie są w typie Claremont McKenna College”. Odpowiedź nie podoba się jednak Olivii. Publikuje ona treść maila Spellman na Facebooku, skutkiem czego na kampusie wybuchają protesty. Studenci domagają się obowiązkowych szkoleń poświęconych różnorodności i ustąpienia Spellman ze stanowiska. Dwoje z nich rozpoczyna strajk głodowy. Okazało się, że końcowy fragment maila został odebrany za przejaw rasizmu i, mimo przeprosin Spellman, kampus ogarnęły protesty. Presja oraz brak wsparcia ze strony władz uczelni zmuszają ją do ustąpienia ze stanowiska.

O II Kongresie Kultury Pomorskiej tutaj

Wrzesień 2016 r., Reed Collage w Portland. Studenci Uniwersytetu zapowiadają bojkot zajęć z zakresu nauk humanistycznych dot. filozofów starożytnej Grecji. Powodem bojkotu jest kolor skóry starożytnych myślicieli – wszyscy byli biali, co nie zapewnia odpowiedniej reprezentacji pozostałych kolorów skóry w toku prowadzonych zajęć. Pomimo bojkotu jedna z wykładowczyń, Lucina Martinez Valdivia, szukając nici porozumienia z protestującymi, podejmuje próby omówienia twórczości starożytnej poetki Safony, uważanej przez niektórych za jedną z pierwszych feministek. W odpowiedzi przychodzi jej się zmierzyć z oskarżeniami o bycie antyczarną, albeistką oraz o stosowanie gaslightingu (manipulacji, poprzez kwestionowanie zdolności poznawczych manipulowanego), a ponadto studenci rozpoczynają bojkot wszystkich prowadzonych przez nią zajęć.  

Charlottesville, Wirginia, sierpień 2017 r. Członkowie ugrupowań neonazistowskich i Ku Klux Klanu maszerują przez teren tutejszego Uniwersytetu. W rękach trzymają pochodnie, skandując neonazistowskie hasła. Dzień później tłum niosący flagi ze swastyką maszeruje pod pomnik generała wojny secesyjnej Roberta E. Lee. Kanonada neonazizmu. Uczestnicy marszu masakrują przypadkowo napotkanego czarnoskórego mężczyznę, łamiąc mu kości metalowymi rurkami i pałkami. W pewnym momencie jeden z białych supremacjonistów zatrzymuje swój samochód przed tłumem kontrmanifestantów i z dużą prędkością cofa wjeżdżając w tłum. Zabija jedną osobę, raniąc dziewiętnaście kolejnych.

Historie, które w sposób mniej lub bardziej dosadny, unaoczniają przemiany społeczne zachodzące na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat w Stanach Zjednoczonych – kraju powszechnie uważanego za kolebkę wszelakich swobód obywatelskich, z wolnością słowa na czele. Johnathan Haidt oraz Greg Lukianoff (znany psycholog społeczny oraz dziennikarz i prawnik) rozkładając je na części pierwsze, poszukują w swojej najnowszej książce odpowiedzi na pojawiające się pytania o ich przyczyny. Mając na względzie entuzjazm towarzyszący importowi amerykańskiej kultury, a przede wszystkim siłę jej oddziaływania na kolektywny świat zachodni, warto pochylić się nad ich pracą również za oceanem.

Autorom w ich poszukiwaniach towarzyszy myśl Emila Durkheima, francuskiego socjologa przełomu XIX i XX wieku. Zaproponował on termin homo duplex, jako określenie dualistycznej natury ludzkiej. Stwierdził, że na jednym poziomie podążamy za codziennymi celami i realizujemy się na polu rodzinnym – co zdefiniował jako poziom zwykły, przyziemny. Jednak już na poziom drugi składa się nasza „natura wyniosła”, którą osiągamy jedynie na płaszczyźnie kolektywnej. Jest to stan emocjonalny, który potrafimy osiągnąć jedynie w grupie. Durkheim nazywa go „kolektywnym uniesieniem”, „elektrycznością społeczną” aktywowaną w grupie osiągającej stan wspólnoty (chóry, drużyny piłkarskie, grupy religijne itp.). Owo „kolektywne uniesienie”ma dla omawianych wydarzeń znaczenie kluczowe.

Co prawda rozpoczynam od ledwie czterech z grupy kilkunastu przytoczonych w książce podobnych historii, jednak nietrudno zauważyć ich wspólny mianownik – w centrum opisywanych wydarzeń znajdują się amerykańskie wspólnoty akademickie. Haidt i Lukianoff dla wyjaśnienia źródeł problemu proponują cztery następujące terminy. Są to; sejfityzm, wtórna plemienność, polityka tożsamości oraz zwiększanie stopnia wewnętrznej spoistości. Sejfityzm to  tworzenie w ramach uniwersytetów bezpiecznych przestrzeni, które pozostają jednak bezpieczne przede wszystkim pod kątem przyjętej linii ideologicznej. Autorzy wskazują tu np. rok 2017, który był rekordowym pod względem liczby zablokowanych prelekcji, zapraszanych na amerykańskie uczelnie gości. W myśl koncepcji bezpiecznej przestrzeni bojkotowani są ci, którzy nie mieszą się w ramach przyjętego światopoglądu, określanego arbitralnie przez studentów. Konsekwencją przyzwolenia na tworzenie się zamkniętych społeczności jest  więc zjawisko kolejne, określone w książce jako wtórna plemienność.  

Być może najbardziej znanym jest jednak termin polityki tożsamości, czyli tworzenia się podziałów politycznych na linii kryterium rasy, płci czy orientacji seksualnej, mających definiować nasze postępowanie i poglądy, w zastępstwie tych wyznawanych na podstawie merytorycznych kryteriów, jak wspólne interesy, poglądy gospodarcze itp. Z kolei popularne wśród społeczności akademickich zwiększanie stopnia wewnętrznej spoistości, termin którego tłumaczyć nie trzeba, wytworzyło; call-out culture, czyli kulturę nagłaśniania, wyciągania na wierzch wszelkich odstępstw od przyjętej normy, które nierzadko przyjmuje postać polowania na czarownice oraz cancel-culture, kulturę unieważniania, izolowania osób głoszących „szkodliwe” dla grupy idee. Występujące razem wytwarzają mechanizm polaryzacyjny, silnie rezonujący na amerykańskich akademiach. Cechy politycznego polowania na czarownice wyróżnia przytoczony w książce socjolog Albert Bergesen, są to szybko formułowane oskarżenia, które przyjmują formę występków przeciwko kolektywowi, najczęściej jednak błahe lub zwyczajnie sfabrykowane. Haidt i Lukianoff uzupełniają to o powszechny strach przed bronieniem oskarżonego i dodają, że call-out culture stała się już niejako celem samym w sobie. Więcej splendoru spływa bowiem na kogoś, kto nagłośnił przypadek naruszenia reguł we własnym środowisku.

Oczywistym jest, że stosunki społeczne na przestrzeni wieków ulegały mniej lub bardziej gwałtownym zmianom. Autorzy wskazują tu jednak przede wszystkim na ewolucję zakorzenionej niegdyś głęboko tzw. kultury honoru, gdzie każdy dyshonor wiązał się ze społecznym poczuciem obowiązku rewanżu (rzecz jasna dotyczyło to głównie mężczyzn), w tzw. kulturę godności, ugruntowaną stosunkowo niedawno, czyli powszechne przekonanie o głębokim poczuciu własnej godności, centralnym pojęciu, niezależnej od czynników zewnętrznych i w związku z tym trudniejszej do naruszenia niż honor. Wieszczą oni przy tym narodziny nowego paradygmatu, czyli tzw. kultury bycia ofiarą, będącą skutkiem pielęgnowania głębokiej wrażliwości na wszelkiego rodzaju bodźce. Przywołani w książce socjologowie Bradley Campbell i Jason Manning zdefiniowali jej trzy cechy, są to cyt.: „przejawianie wysokiej wrażliwości na zniewagi” (analogicznie jak w kulturze honoru), „tendencja do radzenia sobie z konfliktami poprzez skargi kierowane do osób trzecich” oraz „pielęgnowanie wizerunku ofiary, która potrzebuje wsparcia”. Haidt i Lukianoff uzupełniają o wiodącą rolę tzw. kultury terapeutyzowania, cechującej się m.in. obniżaniem poprzeczki dla diagnozowania depresji oraz zachęcaniem do szerszego korzystania z języka terapii i chorób psychicznych. Podkreślają, że depresja, która staje się częścią tożsamości, wytwarza następnie korespondujące schematy na temat swojej osoby i życia społecznego.

Emanacją kultury bycia ofiarą jest kolejny pojawiający się w książce termin, czyli koncept mikroagresji, zdefiniowany przez Deralda Winga Sue, profesora Teachers College, Columbia University – jako cyt.: Przelotne, występujące na porządku dziennym werbalne, zachowawcze lub środowiskowe, zarówno celowe, jak i niecelowe, wrogie, obraźliwe zniewagi na tle rasowym, wymierzone w osoby rasy innej niż białą. Dziś jest on już jednak używany także w szerszym niż kolor skóry kontekście. Autorzy wskazują, że koncept mikroagresji produkuje tzw. trigger warning (ostrzeżenie o skutkach), czyli nadwrażliwość na treści mogące powodować traumę. Ochroną przed mikroagresją jest również wspomniana już bezpieczna przestrzeń, którą jak widać mogą stać się uczelnie wyższe w swej masie.

W szeregu przyczyn głębokiego wzrostu społecznej polaryzacji i spadku kondycji zdrowia psychicznego u najmłodszych oprócz rewolucji społecznej autorzy podkreślają również rolę rewolucji technologicznej. Wskazują tu na bardzo ważną datę, czyli rok 2007, gdy koncern Apple wypuścił na rynek pierwszego IPhone’a, jednego z najpopularniejszych smartfonów.  Upowszechnienie się IPhone’ów zbiegło się w czasie ze wzrostem popularności mediów społecznościowych, które oprócz ambitnych i niewątpliwie udanych planów „połączenia” ludzi, uproszczenia wymiany informacji i wiadomości, mają swoją ciemniejszą stronę w postaci silnie uzależniających algorytmów, których sposób funkcjonowania polegający na ciągłym dostarczaniu interesujących treści w dużej mierze fabrykuje potrzeby użytkownika, wiedząc że największe zaangażowanie przyciągają materiały wywołujące emocje skrajne. Autorzy podkreślają, że mniej więcej od czasu wzrostu popularności mediów społecznościowych możemy mówić o pokoleniu iGen, czyli jak trafnie zauważają, generacji, która przez dziesięć swoich najbardziej kształtujących lat pochłonięta jest przez ogromny eksperyment społeczno-komercyjny”. Cytowany w książce Sean Parker pierwszy prezes Facebooka w wywiadzie sprzed 7 lat mówił w kontekście modeli biznesowego Facebooka o projektowaniu wykorzystywania słabości ludzkiej psychiki”.

Do zmian stricte społecznych autorzy dorzucają jeszcze obecny styl wychowywania dzieci. Powszechny spadek ilości czasu na nieskrępowaną zabawę, pozbawienie ich możliwości podejmowania ryzyka, przesadna troskliwość i nadmierna kontrola, które pozostają według nich w ścisłym związku z mniejszą samodzielnością i zwiększoną wrażliwością społeczną. Podkreślają oni, że kontakt z zagrożeniami w małych dawkach uodparnia, a przesadna reakcja, nadmierna regulacja stosunków akademickich i promowanie bezpieczeństwa emocjonalnego przynosi niepożądane społecznie skutki, sięgające znacznie dalej niż mury uniwersyteckie. Trudno się z tym nie zgodzić.

Dobre intencje, a więc potrzeba ochrony przed zagrożeniami, większa partycypacja studentów w procesie podejmowania decyzji na kampusach, chęć podążania za najnowszymi trendami, jednak nieznające granic, zamknięte na krytykę, bezrefleksyjne, podszyte szkodliwymi ideami. Czy systemowa nadopiekuńczość, z całym bagażem skutków społecznych zdefiniuje obraz kolejnych generacji? Zastanówmy się przy tym, jak opisane problemy rezonują już na polskich uczelniach i szerzej, w polskiej świadomości. Zachęcam do samodzielnej lektury „Rozpieszczonego umysłu”.

Greg Lukianoff, Johnathan Haidt,Rozpieszczony umysł. Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę (The Coddling of the American Mind). Premiera polska: 2023-01-31, Wydawnictwo: Zysk i S-ka; data 1. wydania: 2019-06-06.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj