Naród online

0

Jak wiele aktywności, tak i szeroko pojęta działalność kaszubska przeniosła się na czas obostrzeń do świata wirtualnego. To, jak dobrze sobie radzimy w nowej sytuacji, wynika między innymi ze struktur, które istniały w internecie przed wystąpieniem okoliczności zmuszających nas do zalogowania swojego życia do sieci. Jak to z naszymi strukturami wygląda?

Zasada Pareta mówi o tym, że 20% obiektów związanych jest z 80% zasobów w określonych sytuacjach. Upraszczając na przykładzie – dużo rzeczy produkowanych jest przez mało podmiotów. Reszta producentów bierze ochłapy. Podobnie jest z treściami w internecie – niewielka liczba kategorii budzi duże zainteresowanie, dla pozostałych komunikatów radością jest każde kliknięcie. Nie ma sprawiedliwego podziału subskrypcji. W związku z tym trudno istnieć i regularnie wzbudzać zainteresowanie, posługując się jednocześnie rzadko spotykanym językiem i mówiąc o rzeczach, które nie są płytkie i dające się ogarnąć rozumem w pierwszych trzech sekundach. Zasady jednak są po to, żeby je łamać, a tym samym sprzeciwiać się dyktaturze lajków. Okazuje się, że na tym polu mamy spore sukcesy.

Nasza obecność w internecie może być liczona od czasów powstania portalu naszekaszuby.pl. Strona nie tylko informowała o ważnych wydarzeniach, ale także była forum wymiany myśli. Wielu późniejszych działaczy kształtowało swoje poglądy, polemizując i zapoznając się z argumentami uczestników dyskusji. Było to jeszcze przed nastaniem ery portali społecznościowych, kiedy odwiedzanie stron internetowych innych niż YouTube, Facebook i Gmail nie było jeszcze zboczeniem. Pojawiały się również witryny z literaturą, czy blogi (nie, nie vlogi, tylko blogi). Z czasem formuła forów internetowych się wyczerpywała, a internauci coraz chętniej dzielili się opiniami pod postami na Facebooku. Pamiętam, że pewne próby podejmowania dyskusji pojawiały się także na staruszkach: naszej klasie i epulsie. Nie udało się jednak zgromadzić chętnych uczestników dysput aż do czasów wygaszania wspomnianych portali.

Na terenie Imperium Marka Zuckerberga próba założenia kaszubskiej kolonii wydawała się na początku również nieudanym eksperymentem. Swego czasu popularność w kraju i nie tylko zdobyły grupy dyskusyjne anarchokapitalistów, w nazwie mające słowa “Jak będzie w akapie?”. Powstawały kolejne, często absurdalne sekcje (np. “Jak będzie w akapie – sekcja domowego wyrobu alkoholi”, czy “(…) sekcja przyjaciół konserw”). Nietrudno się domyślić, że kolejne grupy z założeniami politycznymi pierwowzoru nie miały już nic wspólnego, stała się to zbiorcza nazwa wszelakich grup dyskusyjnych. Tak właśnie zrodziła się sekcja kaszubska, która oprócz zdjęcia i kilku postów nie miała żadnej treści. Ktoś z internautów w opublikowanym na niej poście ogłosił jej śmierć. Jak się okazało, pogłoski o zgonie były grubo przesadzone. W krótkim czasie nastąpił rozkwit, poszerzyło się grono administratorów, a zawiązane znajomości przenosiły się do świata rzeczywistego. W końcu również nazwą oderwano się od akapowskich korzeni i dzisiaj “Jakô mdze Kaszëbskô” liczy 691 członków (stan na 06.04.2020 18:55).

Językiem oficjalnym naszego małego królestwa jest kaszubski, polski funkcjonuje jako język pomocniczy. Oba są dopuszczalne w dyskusjach. Tematy rozmów są przeróżne – od oceniania polityki II RP wobec Kaszubów po świąteczne potrawy.

Dzień Jedności Kaszubów po raz pierwszy odbył się w okolicznościach nie pozwalających na imprezy masowe. Nie było to jednak pierwsze świętowanie online. Przypadające 18 sierpnia Święto Flagi Kaszubskiej zawsze jest okazją do fotografowania się z naszymi barwami narodowymi (furorę robią fotki z egzotycznych wakacji z gryfem w tle) i dzielenia się tym na portalach społecznościowych. Kaszëbskô Jednota organizuje z tej okazji konkursy. Podobnie 19 marca pojawiały się filmiki z wykonaniem hymnu. Materiały wideo pojawiają się także przy okazji Dnia Języka Ojczystego, mając kaszubskich znajomych możemy podobne materiały oglądać również na co dzień.

Od czasu do czasu szersze kręgi zatacza jakiś kaszubski viral. Najbardziej znanym przykładem jest fragment filmu “Shrek” z dubbingiem.

Nie zmieniono tutaj tekstu, po prostu powiedziano go w naszym języku i to wystarczyło. Co sprawiło, że akurat ta produkcja zdobyła więcej wyświetleń niż jest Kaszubów? Trudno powiedzieć, taka natura virali. Był to również dowód na to, że młodzi ludzie jednak chcą robić coś ze swoim językiem.

Jeżeli chodzi o zainteresowanie wyrażane lajkami, to poza takimi strzałami nie jest aż tak dobrze. Możemy wręcz wpaść w kompleksy. Produkujemy się, dzielimy się czymś, a nie zbliżamy się nawet trochę do gigantów mediów społecznościowych. Z drugiej strony, mam okazję brać udział w przedsięwzięciach o różnej tematyce z podobnymi możliwościami i muszę przyznać, że kaszubskie treści w tych podobnych sytuacjach generują czterokrotnie większy ruch. Jesteśmy zwartą grupą, której siłą jest to, że nie odpływamy przy pierwszym lepszym zabawnym filmiku konkurencji, raczej poszukujemy treści rodaków. Duży wpływ na to ma także diaspora – pracujący w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy USA Kaszubi w ten sposób zaspokajają potrzebę obcowania z językiem ojczystym i kontaktu ze swojakami.

Żeby nie było aż tak różowo – nie doczekaliśmy się vlogerów z prawdziwego zdarzenia. YouTube już dawno temu powinien być zasypany najróżniejszymi treściami – od filmików z kotami, relacji z gier, przez kanały satyryczne, po analizy geopolityczne w języku kaszubskim.

Co jest dla nas ważniejsze – jednostrzałówki, czy mniej wyświetlane, ale głębsze treści? Trudno to ze sobą zestawiać, z pewnością wspomniany Shrek, czy Nótë na dzysniową chërã (https://www.facebook.com/watch/?v=1441953999342798) potrafią poszerzyć grono odbiorców i zaciekawić. Jeśli jednak nie damy tym zaintrygowanym odbiorcom treści głębszych, szybko znajdą sobie nowe bodźce w bezkresie internetu. Konsekwentna praca Dariusza Szymikowskiego przy Internetowym Podręczniku Historii Kaszubów, Romana Drzeżdżona, twórcy belok.kaszubia.com, czy redakcji pismiono.com z Maciejem Bandurem na czele są pomnikami naszej obecności w rzeczywistości wirtualnej.

“Umiemy w internety” głównie dzięki naszej specyfice. Młodzi aktywiści działają w rozproszeniu – w mieszanych kulturowo dużych ośrodkach miejskich, lub swoich małych środowiskach, w których nasze pokolenie jest niemal zupełnie wynarodowione. W związku z tym niczym nadzwyczajnym nie jest to, że spędzamy swoje święta przed ekranem monitora, czy smartfona, wywieszamy flagi na zdjęciach profilowych, odśpiewany w domowym zaciszu hymn wrzucamy na stronę. Jako dość zwarta społeczność widzimy też wzajemnie swoje poczynania i pomagamy sobie w dyskusjach, które są toczone w przestrzeni internetowej i ożywiają się przy okazji umieszczania kaszubskich tablic z nazwami miejscowości, czy obchodów mniej lub bardziej kontrowersyjnych rocznic. Z tego wynika względnie dobra klikalność naszych treści. Z pewnością pozwoli to nam lepiej przetrwać czas zamknięcia przestrzeni publicznej dla zgromadzeń i manifestacji. Mam przy tym nadzieję, że, kiedy wszystko wróci do normy, będziemy jeszcze silniej zaznaczali swoją obecność w realu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj