Od stycznia do stycznia.

Kilka migawek z biografii Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

Beata Lewicka

Już jest!

Stefania i Stanisław Baczyńscy długo czekali na kolejne dziecko (w niemowlęctwie umarła ich córeczka o imieniu Kamila). Po dziesięciu latach od zawarcia ślubu urodził się długo oczekiwany potomek. W sobotni poranek 22 stycznia 1921 r. pojawił się na świecie przyszły znany poeta – Krzysztof Kamil, w niemniej znanej rodzinie . Jego ojciec był historykiem literatury, wykładowcą akademickim i człowiekiem czynu. Matka pisała podręczniki, wiersze oraz opowiadania, głównie dla dzieci. Zajmowała się tłumaczeniami oraz działalnością pedagogiczną.

Sytuacja materialna Baczyńskich była nie najgorsza. Mieszkali przy ulicy Bagateli 10 m. 36 w ekskluzywnej kamienicy należącej do kupca Józefa Wildera, gdzie pokoje były przestronne i widne. Solidna stolarka okienna, żeliwne balustrady czy fasada z wykuszami, barokowo-secesyjny szczyt i niezwykle kunsztowne ozdobniki roślinne świadczyły o wystawności kamienicy.

Zimowe opowiadanie dla Krzysia

Mały Krzysztof miał matkę, która dla niego pisała wierszyki i opowiadania. Teksty Stefanii Baczyńskiej drukowano m.in. w „Płomyku”. Często bohaterami jej utworów byli mali chłopcy, otoczeni matczyną troską. Można domyśleć się, że tęskniący za miłością ojca.

Opowiadanie Baczyńskiej „Szklane serduszko” zostało wydane w dwóch styczniowych numerach „Płomyka” w 1928 roku. W tekście jest przedstawiony mały chłopiec, który otrzymuje od matki własnoręcznie wykonane lalki. Jedną z nich jest Lorcia (ze szklanym serduszkiem), która towarzyszy chłopcu w czasie różnorodnych zabaw – w wyprawach tramwajem, ale także na Mount Everest. Opowiadanie ma wydźwięk dydaktyczny. Zakończenie zawiera umoralniającą wypowiedź: „O gdybyż mogli ludzie uwierzyć w serca, co zbudzą się kiedyś, chociażby były z kamienia wykute, jakąż miłością rozgorzałby świat”. Ciekawszy jest jeszcze inny aspekt pedagogiczny.

Z tekstu można wywnioskować, że nie ma zabawek tylko dla chłopców lub tylko dla dziewczynek. W kontekście obecnych  dyskusji o gender opowiadanie wydaje się  nowatorskie. Nie powinno to dziwić, ponieważ Stefania Baczyńska była aktywnym i nowoczesnym pedagogiem, o czym może świadczyć jej artykuł na przykład w „Rodzina i Dziecko” (miesięczniku dotyczącym wychowania). W 1929 r. Baczyńska była  w Szwajcarii w czasie Pierwszego Międzynarodowego Kongresu Światowej Federacji Zrzeszeń Pedagogicznych. Nie wiadomo, czy brała udział w obradach, ale na pewno zapoznała się  z wystawami, które towarzyszyły temu wydarzeniu. W tę podróż zabrała ośmioletniego Krzysztofa.

Zawsze z mamą i wujem

Matka i syn byli długo nierozłączni. Zachowało się świadectwo Krzysztofa za pierwsze półrocze klasy trzeciej z 30 stycznia 1931 roku. Na dokumencie jest podpis kierownika Szkoły Ćwiczeń – Stefanii Baczyńskiej. Przy Seminarium Nauczycielskim Katolickiego Związku Polek (mieszczącym się przy Krakowskim Przedmieściu 36) funkcjonowała szkoła dla dzieci tzw. ćwiczeniówka, do której uczęszczał mały Baczyński. Jego matka była nie tylko kierownikiem szkoły, ale też nauczycielką metodyki w tymże seminarium. 

Później Krzysztof uczęszczał do Gimnazjum im. Stefana Batorego – jednej z najlepszych warszawskich szkół średnich. Wybór szkoły chyba nie był przypadkowy. W tej placówce uczył Adam Zieleńczyk (brat Stefanii Baczyńskiej) – wybitny filozof, autor wielu publikacji, wykładowca akademicki, który posiadał tytuł profesora nadzwyczajnego.

Można się rozstać

Młody Baczyński jednak stawał się coraz bardziej samodzielny. Już bez matki wyjeżdżał na zimowe szaleństwa w góry. Był kilka razy w Zakopanem. Ferie zimowe 1936/37 i 1937/38 spędził miło w pensjonacie „Bajka” Józefy Winnickiej, który poleciła Stefanii Baczyńskiej jej koleżanka Anna Oderfeldówna-Kowalczewska. Panie razem napisały kilka podręczników do języka polskiego. Można przypuszczać, że wybór miejsca był przemyślany. Matka czuwała. Chciała, żeby syn „wszystko zjadał i ciepło się ubierał” – tak swoje życzenia wyraziła Baczyńska w liście do właścicielki pensjonatu.

Krzysztof chyba nie narzekał na mróz. Na zdjęciach, w ośnieżonej scenerii, nie ma czapki na głowie, a obok niego pojawiają się młode piękne dziewczęta. Prawdopodobnie podkochiwał się w uroczej, lecz wyniosłej, Zosi Grelich, której poświęcił jeden ze swoich wczesnych wierszy zakończony słowami: „tak bym chciał Cię porwać na ręce i całować…/Ale się boję…”. Baczyński był kochliwy i wzdychał do niejednej rówieśniczki.

Z inną młodzieńczą miłością, poznaną latem nad Adriatykiem, Zuzanną Progulską, spędził miło czas w Zakopanem na przełomie grudnia 1938 i stycznia 1939 r., o czym nie omieszkał poinformować matki, pisząc pocztówkę z noworocznymi życzeniami i dodając, że „Bieg wypadków pomyślny”. Swojej Zuzieńce (tak Krzysztof nazywał ukochaną) napisał w wierszu jej dedykowanym: „ręce dasz mi wonne w ciepłym świcie”. Z tego wynika, że mróz nie imał się młodego poety, kiedy blisko niego była Zuzieńka.  

Na  Parnasie

Styczeń okazuje się płodnym miesiącem w biografii poety. Ukończył poemat „Bunt” 27 stycznia 1939 roku. Według Kazimierza Wyki (znawcy twórczości Baczyńskiego) był to pierwszy „poemat-mit”, „poemat-legenda”. W tym czasie Baczyński napisał groteskowe opowiadanie bez tytułu o Gimnazjum im. Boobalka I – niewątpliwie inspiracją dla Krzysztofa był opis szkoły w „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza.

A co się działo w styczniu 1942 roku! Nie było końca utworów poświęconych Barbarze Drapczyńskiej, którą poeta poznał 1 grudnia 1941 roku. Ożenił się z nią 3 czerwca 1942 roku.

Tworzył liryki dla Basi dniami i nocami, o czym świadczy zapis przy wierszu „Biała magia” – „4.I.42 r., 3 w nocy”. Już 16 stycznia powstaje „Piosneczka dla Basi”. Od 17 stycznia do 18 stycznia Baczyński napisał poemat „Wesele poety”, oczywiście  dedykowany ukochanej.

Inny charakter miał wiersz „Bohater” (w którym można zauważyć typowe dla Baczyńskiego nawiązania do dzieł Norwida) i ukończony także w styczniu 1942 r. „Poemat o Bogu i człowieku”. Teksty są w pełni dojrzałe i świadczą o wybitnym talencie. Twórczość Baczyńskiego zasługuje już na uwagę historyków literatury i pisarzy. W Nowy Rok 1942 r. poeta czyta swoje wiersze u Iwaszkiewiczów w Stawisku, gdzie pomimo wojny wielu ludzi sztuki znajduje schronienie i odpowiednią atmosferę, sprzyjającą rozwojowi kultury.

W styczniu 1944 r. odbywa się poranek poetycki Baczyńskiego, zorganizowany przez studentów polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Początkowo nieprzychylna poecie redakcja „Sztuki i Narodu”(w nr 14-15; z przełomu grudnia1943/stycznia1944) zamieszcza artykuł Tadeusza Gajcego, który napisał: „W wierszach jego [Baczyńskiego] dźwięczy świadomość poczucia odpowiedzialności artystycznej”. W lutym 1944 r. redakcja przygotowała wieczór poetycki poświęcony twórczości Baczyńskiego.

Powyżej wymienione spotkania i dzieła, stworzone lub ukończone w styczniu 1939 i 1942 roku, ukazują, jak aktywnym i płodnym poetą był Baczyński. Kwerenda z innych lat z miesiąca stycznia też jest imponująca. Biorąc pod uwagę, że poeta umarł w wieku 23 lat, liczba pozostawionych dzieł wzbudza podziw. Napisał 500 wierszy, kilkanaście poematów, około dwudziestu opowiadań i „Cudowne przygody pana Pinzla Rudego” (powieść fantastyczną), tekst, który niedawno odkryto w rękopisach przyjaciela Baczyńskiego – Jerzego Weintrauba. W 2017 r. książka została wydana przez Muzeum Literatury w Warszawie. Na osobny artykuł zasługuje działalność plastyczna Baczyńskiego, obejmująca kilkaset dzieł z zastosowaniem różnych technik.

Był taki styczeń

Niestety śmierć poety 4 sierpnia 1944 r. (jako uczestnika powstania warszawskiego) to ogromna strata dla polskiej literatury. Długo nie było wiadomo, gdzie konkretnie pochowano Baczyńskiego.

Matka nie wierzyła w śmierć syna. Czekała na swojego jedynaka. Tęskniła, płakała, ale dbała o spuściznę Krzysztofa. Tuż po wojnie nawiązała kontakt z Jerzym Turowiczem, redaktorem naczelnym „Tygodnika Powszechnego”. Dzięki temu  teksty Baczyńskiego pojawiały się dość często w tym krakowskim piśmie, m.in. 6 stycznia 1946 r. „Ballada o Trzech Królach”.

Rok później Stefania Baczyńska uczestniczyła w ekshumacji zwłok syna. Rozpoznała ciało po medaliku z inicjałami Krzysztofa. Napisała 7 stycznia 1947 r. do Kazimierza Wyki: „Ekshumowano groby powstańców  na Ratuszu. Znalazłam zwłoki Krzysztofa. Nie mogę i nie będę o tym pisała”. Nabożeństwo żałobne 14 stycznia 1947 r. rozpoczęło się o godzinie 8.00 w kościele ojców Kapucynów (przy ulicy Miodowej). Baczyński został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach we wspólnym grobie z żoną Barbarą, tragicznie zmarłą w czasie powstania warszawskiego. Trzy lata wcześniej – 14 stycznia 1944 r. – poeta napisał wiersz „Piosenka śnieżna żołnierza”. Niektóre wersy trafnie odzwierciedlają historię życia i śmierci Krzysztofa i Barbary: „Zapomniane będą i czasy/które miłość jak śnieg wypełnia/[…]/Pożegnane już, zapomniane”.

„Drugi” syn

Syna nie było już na świecie. Choć Baczyńska ubolewała z tego powodu, to miała do wypełnienia jeszcze ważne zadanie.

Stworzyła Fundusz Stypendialny im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego dla młodych utalentowanych poetów. Środki pozyskała z tantiem dzieł syna oraz swoich tekstów. Pierwszym i ostatnim stypendystą w 1948 r. był Tadeusz Różewicz, rówieśnik Krzysztofa. Niestety, zebranych funduszy nie wykorzystano w odpowiednim czasie i kwota się zdewaluowała.

Pozostały jednak listy (z Krakowa) Różewicza do Baczyńskiej. Pisali do siebie nie tylko na tematy literackie. Dzielili się swoimi kłopotami dotyczącymi zdrowia fizycznego i psychicznego. W liście (z 14 maja 1949 r.) młody poeta napisał, że jego matka „jest żywym obrazem Pani [czyli Baczyńskiej] – z sercem i w ogóle”. Matka Różewicza nazywała się Stefania, pochodziła z rodziny żydowskiej. Przeszła na katolicyzm, wychodząc za mąż. Miała dolegliwości natury kardiologicznej. Te wszystkie fakty występują także w biografii Baczyńskiej.

W dwóch listach (z 20 grudnia 1948 r. i 4 stycznia 1949 r.) Różewicz wspominał, że przyjedzie  do Warszawy, ponieważ 13 stycznia będzie jego wieczór autorski, na który zaprasza Baczyńską. Deklaruje, że dzień później może przyjechać do Anina, gdzie Baczyńska mieszkała od września 1942 roku. Czy Stefania była gotowa na to spotkanie? Wszak 14 stycznia przypadała druga rocznica pogrzebu jej syna na warszawskich Powązkach.

Wszystko dla Baczyńskiego

Okazuje się, że tuż po wojnie nie tylko matka, ale wielu przedstawicieli literatury pamiętało i ceniło twórczość zmarłego poety. Do tego grona można zaliczyć m.in.: Czesława Miłosza, Jarosława Iwaszkiewicza i … Stanisława Lema, który w styczniu 1948 r. zamieścił recenzję na temat twórczości Baczyńskiego w „Tygodniku Powszechnym”. Znamienna jest jego wypowiedź: „Zamilkły poeta. Ale to nie jest prawda. Bo Baczyński mówi: a bieg jego mowy jest jak odlot jakichś dziwnych, rozwijających się przed oczyma ptaków, które znikają z ostatnim słowem wiersza, poza granicę spojrzenia”.

I tak rok 2021 ogłoszony Rokiem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Stanisława Lema, Tadeusza  Różewicza i Cypriana Kamila Norwida jest nieprzypadkowy, nie tylko ze względu na setną rocznicę urodzin pierwszych trzech poetów i dwusetną rocznicę urodzin naszego późnego romantyka. Baczyński jest związany ze wszystkimi trzema twórcami. Łączy czasy i pokolenia. I tak od stycznia 1921 do stycznia 2021 minęło sto lat od urodzin poety, którego poezja nadal porusza ludzkie serca.

Beata Lewicka „Od stycznia do stycznia” (przedruk z: „Między Nami Aninianinami” 2021, nr1/121, s.6-7)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj