Weronika Mazurkiewicz w Gazecie Świętojańskiej po raz wtóry.

Margin call

Tak brzmi oryginalny tytuł filmu, którego polskie tłumaczenie jest tylko trochę mniej wymyślne od naszego inwencyjnego mistrza wszechczasów tj. „Orbitowania bez cukru”, a brzmi: „Chciwość”… Recenzent filmu stwierdza nawet, że wybrany przez polskiego tłumacza termin bardziej oddaje przebieg fabuły… Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym, ale dlaczego, nie powiem, bo może jeszcze ktoś poczuje się zaintrygowany na tyle, by obejrzeć ten, bez wątpienia dobry, film.

Wideo: Chciwość – oficjalny polski zwiastun


Specyficzne okoliczności, opisane frazą, którą najchętniej niezmienioną w tytule bym pozostawiła, oznaczają w żargonie giełdowych graczy sytuację związaną z pojawieniem się poważnego ryzyka niewypłacalności: margin call stanowi zarówno powiadomienie o wystąpieniu niebezpiecznych warunków, jak i wezwanie do wdrożenia środków zaradczych. Wezwania alarmującego przedsiębiorcę niegdyś dokonywał makler, poprzez wykonanie telefonu. I choć współcześnie, piszą – inaczej już to trochę wygląda, to trafny ten termin pozostał, jako oddający powagę ryzyka i konieczność interwencji. Wyobrażam sobie, że takiemu maklerowi wobec pojedynczego biznesmana czy średniej wielkości inwestora, stosunkowo łatwo zakomunikować bez pardonu, że tamten obstawiał ze zbyt wielkim rozmachem i musi zadziałać – uzupełnić kapitał, bo inaczej pokpi sprawę…


Ale jeśli w grę wchodzi jakiś kolos? Potentat? Firma, na której stoi giełda? Bank, na którym opiera się krajowa gospodarka? Tutaj już włączają się mechanizmy wszelakie (homeostatyczne regulatory wewnętrzne plus presja z zewnątrz), które mają za zadanie nie dopuścić z wielu powodów do niewygodnej świadomości, że… król jest nagi. Gdzie szukać jednostki, która ma odwagę publicznie przeciwstawić się dyktatowi iluzji?


Istniał ktoś taki. Jak głosi legenda – najpierw dokonał inwestycji takiej, jaką zaleca się przy obracaniu niewielką ilością kapitału – inwestycji w siebie. Spędził 10 lat na samodzielnym, nieskrępowanym zgłębianiu wybranych materiałów. Zabieg ten musiał, a więc i spowodował samodzielność oraz oryginalność myślenia. Ceną za to był brak pożądanych w formalnym i ustrukturyzowanym świecie tytułów – laurów: potwierdzających obiektywną wartość i sytuujących wygodnie w hierarchii. Zdarzało się Jego rozmówcom z powodów właśnie wymienionych, rozpoczynać rozmowę z Nim, serwując ton wyniośle nonszalancki, by, usłyszawszy kilka zdań, za chwilę – poprawić się w krześle, wyprostować, by przepona w stresie lepiej pracowała i chcąc nie chcąc – uznać Go za przeciwnika co najmniej godnego…


Wiem, dopuściłam się kontrowersji, bo, zmarły przed dwoma laty Krzysztof Karoń*, bo o Nim tu jest mowa, wiele czasu poświęcił także na niewesołe rozważania nad naturą spekulacji… Nie stronił również od spotkań z ludźmi zawodowo giełdą się zajmującymi, np. traderami… Rzucał im uroczo, prosto w twarz, że tego, co robią, pracą nazwać nie można, bo nie wytwarzają dóbr, które zaspokajają potrzeby innych, a oni… A oni wcale się za to na Niego nie obrażali, bo taki był Karoń – potrafił natchnąć swoją refleksją i pobudzić do namysłu każdego.


Szalałam za Nim. Jego głos towarzyszył mi podczas wielu, wypełnionych prozaicznymi obowiązkami wieczorów, Jego myśl w dużej mierze przyczyniła się do aktualnego stopnia mojego rozumienia dziejących się na arenie czasu wydarzeń.

Wideo: Krzysztof Karoń – Błąd perspektywy

Wszystko, co napisał i co powiedział Pan Krzysztof to apel do naszej cywilizacji, że oto nadchodzi czas (a może nawet już jest) jej końca. Istotą margin call oprócz tego, że jest wskazówką, zawezwaniem, odezwą, jest to, że jest wykonywany w chwili, gdy jeszcze nie jest za późno na działanie i danie odporu siłom, które zaprowadzić chcą czarny scenariusz.


Gdybym miała wskazać na te ze słów Karonia, które stanowią Jego ostatnią wolę, wspomniałabym o tych, które wymówił rok przed śmiercią, rzadziej, już się niestety, z powodu choroby udzielając. Sens tych słów jest mniej więcej taki: czytając np. Orwella, doświadczamy satysfakcji, płynącej z konstatacji, że żył ktoś taki, kto tak idealnie oddał rzeczywistość, która zaczyna nas dotykać… Ale, ale: to nie może być wszystko, na co nas stać! Jeśli zatrzymamy się na etapie pięknoduchostwa; czerpania przyjemności z poczucia wspólnoty myśli, będziemy przypominać współczesnego barbarzyńcę, który dał się przekonać, że kultura składa się tylko i wyłącznie z uniesień i tego ciepełka, które czujemy wokół serca, gdy algorytm YouTube’a, prześwietlając nasze preferencje, podesłał nam właśnie gościa, który swoimi ustami wypowiada nagle nasze najskrytsze poglądy…


Kwintesencją wieńczących twórczość Karoniową myśli jest nauka mająca taki, mniej więcej kształt:

by karta odwróciła się na naszą korzyść (trwania łacińskiej cywilizacji), trzeba będzie, być może trochę popracować – może nawet popracować… razem.

*Krzysztof Piotr Karoń (ur. 3 lutego 1955 w Tomaszowie Mazowieckim, zm. 22 kwietnia 2023 w Warszawie) – polski publicysta, bloger, youtuber, autor cyklu wykładów „Program Wiedzy Społecznej”. Za i więcej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Karo%C5%84

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj