“Potop. Pieśń o końcu świata” na podstawie „Potopu. Poematu przewlekłego o końcu świata” Salci Hałas w reżyserii i adaptacji Ewy Ignaczak z Teatru Gdynia Główna w czasie Ogólnopolskiego Festiwalu Teatralnego „Pociąg do Miasta – Stacja Miasto”
W ramach Ogólnopolskiego Festiwalu Teatralnego „Pociąg do Miasta – Stacja Miasto” mieliśmy okazję zobaczyć spektakl „Potop. Pieśń o końcu świata” przygotowany przez Teatr Gdynia Główna w zupełnie nowej przestrzeni. Tym razem niezamknięty w ramach sceny teatralnej, ale na otwartym terenie, na boisku Zespołu Szkół Chłodniczych i Elektronicznych w Gdyni. Miejsce o tyle interesujące, że znajduje się w niedalekiej odległości od przedstawionego w „Potopie” Pekinu.
Napisany prozą poemat przewlekły o końcu świata Salci Hałas to opowieść trzech kobiet, które są świadkami rozpadu rzeczywistości, w której żyją. Z powodu „rewitalizacji przez likwidację”. Pekin to okolica Wzgórza Orlicz-Dreszera, którego strome zbocza porastały niewielkie domki postawione tam, każdy w ciągu jednej nocy, bez planu zagospodarowania terenu, bez pozwoleń, bez dokumentacji przez przybywających do Gdyni budowniczych portu i miasta. Sklecone z przypadkowych, będących pod ręką materiałów. Ukryte w cieniu gdyńskie fawele. Widok nieco wstydliwy w pięknym mieście „z morza i marzeń”. Z biegiem lat inne osiedla tego typu, jak Meksyk, Abisynia, czy Drewniana Warszawa powoli znikały z mapy miasta. Pekin był ostatni. Właśnie tam zaczyna się koniec świata, biblijna apokalipsa, potop. Z pękniętych rur leje się woda, ziemia pęka, a wraz z nią domy, mury zapadają się i walą, a przez podwórko jednej z bohaterek płynie rwący potok, niczym Styks. Każdy kolejny lej, rozpadlina, strumień to odczytywane przez kobiety znaki nadciągającego końca. To będzie kres istnienia Pekinu i dotychczasowego życia jego mieszkańców. To będzie kres istnienia świata. Oba z tego samego powodu. Chciwości i zachłanności. Tak, jak w strumieniach wody rozpadają się chatki na wzgórzu, żeby deweloper mógł postawić wysokościowce z apartamentami, tak rozpada się w trujących oparach i tonach plastiku oraz innych śmieci nasza Ziemia, bo ktoś chce wyprodukować więcej, taniej, z większym zyskiem.
W książce „Te, Które Wiedzą” są trzy: Lońka Szwajcerowa, zwana „babką” – współczesna czarownica z dyplomem, Halina Pigułowa – narratorka, która przepowiada potop i Zośka Nadzieja – cudownie ocalała z zawalonego domu, która ciągle płacze i cierpi na depresję. W adaptacji Ewy Ignaczak na scenie (a tym razem na murawie boiska) pojawiają się tylko dwie z nich – Halina (Ida Bocian) i Zośka (Małgorzata Polakowska). Wśród desek opartych na stolarskich stołkach rozpoczynają codzienną walkę z kapiącą z sufitów wodą, podstawiają miski i wiaderka, szukają miejsc kolejnego przecieku. Zajęte kobiety fotografuje Mężczyzna (Jakub Kornacki). To postać, której w książce nie spotkamy. W przedstawieniu staje się świadkiem, obserwatorem. Jest jednym z nas, widzów, bo siedzi między widzami i choć kilkakrotnie wkracza w przestrzeń sceniczną zawsze wraca na widownię. My też stajemy się świadkami nadejścia końca świata. Mężczyzna eksploruje rozpadającą się rzeczywistość Pekinu, powoduje, że kobiety zaczynają opowiadać, wyjaśniać, tłumaczyć. Chcą, żeby zobaczył i zrozumiał zarówno historię tego miejsca, jak i świata. Bohaterki oprowadzają, pokazują, czekają aż zatrzyma w kadrze to, co odchodzi, czekają aż zrozumie. Zwracają się bezpośrednio do niego, a czasem stają, jak przed kamerą – prostują się, poprawiają ubranie i kierują swoje słowa bezpośrednio do publiczności, do nas, żebyśmy też usłyszeli. Na ratunek jest zbyt późno, nic już się nie da zrobić, niczego ocalić. Budowana przez bohaterki na chybotliwej i niestabilnej konstrukcji z desek i stołków kolonia kartonowych, krzywych domków czeka na swój koniec. Rozpadają się kolejno na naszych oczach, w strugach wody, od przypadkowego wstrząsu, machnięcia ludzkiej ręki.
Adaptując „Potop” Salci Hałas Ewa Ignaczak dokonała trafnego wyboru „obrazków” z galerii zaprezentowanej w poemacie, który pozbawiony jest wyraźnej linii fabularnej, a stanowi zbiór drobnych opowieści o historii Gdyni, Pekinu i jego mieszkańców, czasem dramatycznych, czasem zabawnych. Adaptacja wydobywa to, co najważniejsze i ukazuje życie naznaczone rozkładem, nieuchronnym końcem i rozpaczą, a jednocześnie pełne jakiegoś ciepła wobec drugiego człowieka, czy zwierzaka. Świat się kończy, ale chociaż koty będą nakarmione. Mimo wyraźnego wskazania, że na naszych oczach umiera Pekin, a także cały zaśmiecony świat, że przez efekt cieplarniany topnieją lodowce, że świat się zapada i rozpada, to chyba właśnie wizja zagłady grupy domków na wzgórzu Orlicz Dreszera robi na nas największe wrażenie. Chyba dlatego, że umiemy sobie wyobrazić zburzone domy, a końca naszej planety nie…
Opowiadana przez bohaterki historia dobrze współgra z przestrzenią sceniczną. Chybotliwe stołki, uginające się deski, krzywe kartony, wieszane na rozciągniętym krzywo sznurku wyblakłe pranie, rozstawione wszędzie naczynia łapiące wodę z przeciekającego dachu – tworzą obraz świata, który w swej koślawości, niestabilności, prowizoryczności nie ma właściwie nawet prawa, żeby przetrwać. A pośród tego bohaterki wykonujące rytuały codzienności. Zmęczone jak Zośka, która nawet myśli o samobójstwie, ale nie, żeby umrzeć, tylko żeby odpocząć, bo ją to jej życie już zmęczyło. Pożyłaby jeszcze, ale innym, cudzym życiem. Uszkodzona w dzieciństwie na skutek karmienia jej przez skąpą babkę tylko zupą kartoflaną składającą się jedynie z kartofli i wody, przeżyła dzięki podjadaniu marchewek z ogródka Haliny. Obłożona klątwą. Bezdomna. Poruszająca w tej roli Małgorzata Polakowska.
Jest to przedstawienie interesujące, zaangażowane w historię Gdyni i jej mieszkańców, a jednocześnie nie pozbawione uniwersalnego przesłania. Wstrząsające obrazami rozpadu i końca, a jednocześnie dyskretnie ironiczne i żartobliwe. Świetnie zaadaptowany fantastyczny poemat.
Potop. Pieśń o końcu świata na podstawie powieści Salci Hałas „Potop. Poemat przewlekły o końcu świata”. Reżyseria i adaptacja Ewa Ignaczak. Światło: Marzena Chojnowska. Wystąpili: Ida Bocian, Małgorzata Polakowska, Jakub Kornacki. 5 sierpnia 2020, czas trwania: 1 h (bez przerwy).




![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)