Złożoność relacji kulturowych Kaszubów jest zaskakująca.

Znając dzieje trwania naszego narodu nad południowym brzegiem Bałtyku uświadamiamy sobie, jak nieprawdziwe jest przekonanie o linearnym wzroście poziomu wymieszania ludów. Niektórzy twierdzą bowiem, że wychodzimy od jakiejś pierwotnej monoetniczności do rosnącej różnorodności, która na zawsze przekreśla charakter zasiedziałych narodów. My, Kaszubi, jesteśmy przykładem wiecznego współtrwania z innymi.

Dlaczego nie zostaliśmy nigdy najechani przez Wikingów mimo bliskiego położenia? Po tym pytaniu uwielbiam zanudzać znajomych żartem o tym, że najeźdźcy ze Skandynawii zawsze atakowali latem i nie mogli przebić się przez parawany… Prawda jest jednak taka, że nie walczy się z tymi, z którymi robi się interesy. A myśmy te wspólne interesy mieli. Jomsborg to największy, ale nie jedyny przykład grodów, w których żyli obok siebie Słowianie i Skandynawowie. Przeczytać możemy również o kupcach – Frankach, Rusinach (nazwanych w źródłach Grekami), Germanach, którzy stale przecierali szlaki wiodące na Pomorze w jego historycznych granicach. Co ciekawe, osady były wymieszane zarówno etnicznie, jak i religijnie. Należy również odróżnić pojęcie Wikingów od Skandynawów. Wiking to raczej zawód i styl życia, nie narodowość. Wśród wojowników, którym później w popkulturze dorobiono rogi do hełmów. z pewnością spotkać mogliśmy wielu naszych rodaków. Ostatnie kontakty ze Skandynawami nie są tak miłe jak te pierwotne. “Jak pò Szwédach” to określenie ogromnego bałaganu. Bo taki też pozostawili po potopie szwedzkim.

Kontakty z Niemcami silne były zarówno na Pomorzu Zachodnim, jak i Wschodnim, zarówno pozytywne jak i negatywne. W przeciwieństwie do Ślązaków, my w swoim języku zachowaliśmy również pamiątki po kontaktach z osadnikami posługującymi się dolnoniemieckim. Stąd słowa takie jak “bùten” i “bënë” w naszym języku. Nie da się ocenić jednoznacznie roli Państwa Krzyżackiego. Z jednej strony ich polityka nastawiona była na niszczenie kultur pogan oraz innych niesprzyjających im ludzi, z drugiej strony pozostawili niebywale rozwiniętą infrastrukturę. Prawdą jest, że niejednokrotnie stawaliśmy ramię w ramię z obleczonymi w białe peleryny rycerzami w obronie swoich ziem (np. Bitwa pod Świecinem), z drugiej strony nasz książę Świętopełk II Wielki musiał się mierzyć z Krzyżakami sprzymierzonymi z polskimi władcami i mimo przeważających sił wroga radził sobie dobrze.

W XIX wieku poza nielicznymi wyjątkami osoby mogące stanowić elity intelektualne narodu kaszubskiego germanizowały się, bądź polonizowały. Przez to z siłą germanizacji postanowił walczyć Florian Ceynowa, jednocześnie licząc daremnie na sojusz z polskimi działaczami niepodległościowymi. Tym nie było po drodze z głoszącym odrębność narodową Kaszubów i przyjaźniącym się z rosyjskimi słowianofilami lekarzem ze Sławoszyna. Chęć walki z germanizacją jednak nie znalazła wyraźnego odbicia w relacjach etnicznych. Sąsiedzi różnych narodowości żyli obok siebie nadal.

Mówiąc o przynależności narodowej w czasach “starych Niemców” trzeba wiedzieć, że bycie Polakiem, Niemcem i Kaszubą znaczyło coś innego niż obecnie. Utożsamiano często narodowość z religią. Idący na nabożeństwo do pastora był zatem Niemcem, a chodzący na mszę do księdza – Polakiem. I nie miało tu znaczenia, jakim językiem się posługuje. To dziwiło badających te kwestie Polaków krótko po odzyskaniu niepodległości. Osoby stąd, czuły, że są stąd, nie Polakami, nie Niemcami. A tutaj tak zawsze było i nie widziano potrzeby zmiany tego stanu rzeczy. Mało tego – do czasu poprzedzającego okropieństwa II Wojny Światowej żyło się w zgodzie.

Dzisiaj w języku kaszubskim istnieje powiedzenie “ò stôrëch Miemcach pògadac”, co znaczy “odbyć miłą rozmowę”, “powspominać”. Tak naprawdę ci przysłowiowi “starzy Niemcy” to nie tylko ludzie innej narodowości, albo państwo i jego ustrój panujące przed laty, ale także świat relacji międzyludzkich. Pozostałością po tym świecie jest szacunek, który okazuje się miejscom spoczynku ewangelików. Siłą rzeczy czasy PRL trwały zbyt długo, aby cmentarze miały pozostać w dobrym stanie, ale zawsze znajdowali się ludzie, którzy pilnowali, by nie traktować źle tych miejsc. W Barłominie ostatnio staraniem mieszkańca odsłonięto kamień i poświęcono w ekumenicznym nabożeństwie krzyż na miejscu spoczynku szlacheckiego rodu Żelewskich. To kaszubski ród, który miał w swoich szeregach zarówno czujących się Polakami jak i Niemcami. Przy okazji tej uroczystości dowiedziałem się, że cmentarz ewangelicki w niedalekim Luzinie, do niedawna zupełnie zaniedbany, w czasach komunizmu miał być zupełnie zapomniany. Powstało tam miasteczko ruchu drogowego. Rodzice zabraniali jednak bawić się tam dzieciom właśnie ze względu na szacunek wobec leżących tam dawnych sąsiadów.

Na Kaszubach żyli także Żydzi. Wprawdzie niewiele mamy po nich pamiątek i nie stanowili tutaj licznej społeczności, jednak zapisali się w naszej pamięci. Nie brakuje w naszej kulturze wątków antysemickich, czy prześmiewczego traktowania starozakonnych. Jedna z tradycyjnych zabaw weselnych polega na przebraniu się za żydowskiego kupca i próbie kupienia Panny Młodej kończąca się wypędzeniem chciwego handlarza. Nie brakuje jednak przykładów przyjaźni wyrażonej choćby w powieści “Żëcé i przigòdë Remùsa”, w której Żyd Gaba okazuje się być jednym z największych przyjaciół głównego bohatera.

Warto wspomnieć o relacjach z Ukraińcami, które są starsze, niż trwający od kilku lat napływ pracowników ze wschodu. W ramach Akcji Wisła przesiedlono na teren Bytowszczyzny wielu Ukraińców, a relacje układały się różnie, co jednak ważne – komunistom nie udało się zniszczenie poprzez wymieszanie. Oba etnosy żyją na tamtych terenach po dziś dzień.

Wreszcie czas na opisanie trwających nadal relacji z Polakami. Z narodem polskim wiąże nas sporo ze względu na pokrewieństwo oraz wspólną historię. W najdawniejszych czasach raczej toczyliśmy ze sobą boje. Trafniej byłoby może powiedzieć – boje prowadzone z plemionami polskimi doprowadziły do tego, że nie tworzyliśmy do końca wspólnej z pozostałymi grupami kultury, tylko zachowaliśmy odrębność, także językową. W tym czasie pozostałe plemiona unifikowały się. Oczywiście później i tak polska kultura nas nawiedzała i do chwili obecnej wpłynęła na tożsamość większości Kaszubów. Zwłaszcza szlachta opowiadała się po stronie kultury mającej własną państwowość, a tę w naszej części Pomorza utraciliśmy w XIII wieku. Utrata państowości wynika z Układu w Kępnie, który zakładał połączenie państw, należy więc powiedzieć, że nasza obecność w Polsce jest dobrowolna. Próba bratania się z Polakami na zasadzie “równy z równym” podjęta została przez ojca narodu Floriana Ceynowę i jak już wspomniałem, nie spotkało się to z pozytywnym odzewem. Podobnie Zrzesz Kaszëbskô starała się podkreślać, że odrębność narodowa nie zakłada wrogości, co w realiach II RP im się nie udało. Ten okres jest ważny z perspektywy relacji kaszubsko-polskich. Z jednej strony wymownym symbolem tych stosunków stała się niedawno scena z filmu “Miasto z Morza”, gdzie narzekano, że po przyjeździe budujących Gdynię Polaków zabrakło w Wejherowie kłódek, które dotychczas nie były potrzebne. Z drugiej strony omawiany okres to rozwój kaszubskiego życia scenicznego, które bez Polaków pewnie nie istniałoby prawie w ogóle.

Jakkolwiek tym tekstem nie próbuję silić się na ocenę udziału poszczególnych grup w procesie niszczenia lub rozwijania naszej tożsamości, w przypadku Polaków i naszych współczesnych relacji pozwolę sobie na wyjątek. Polacy nie są dla nas wrogiem i nie stanowią zagrożenia. Mówiąc krótko, Polacy nas nie spolonizują. Niestety polonizujemy się sami i sami musimy sobie z tym poradzić.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj