Refleksje po inauguracyjnej debacie na Malta Festival Poznań 2021 i spersonalizowany komentarz nt. jednego z panelistów.

Debaty w parku im. H. Wieniawskiego stanowiły ważny punkt tegorocznej Malty. Już pierwsza, pt. „Wspólnota oburzonych”, zapowiadała się intrygująco, bo za stołem mieli zasiąść: Marta Lempart, Dorota Piontek, Krzysztof Podemski i Jakub Wygnański. Niestety, z powodów zdrowotnych, jak brzmiało oficjalne wyjaśnienie, nie pojawiła się przywódczyni Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Kameralne spotkanie, mimo niesprzyjających myśleniu warunków atmosferycznych (upał!) i nie najlepszego, infantylnego prowadzenia, było wartościowe i dostarczyło sporo refleksji. Poniżej ponad godzinny zapis, wybór myśli i refleksje słuchacza.

Od lewej: Jakub Wygnański, Krzysztof Podemski, Dorota Piontek, Karolina Lewicka

Więcej zdjęć w galerii Malta Festival Poznań: Debata „Wspólnota oburzonych”, 18/6/21

Krzysztof Podemski: Oburzenie pojawia się wtedy, kiedy coś nam zabierają. Najczęściej chodzi o wartość materialną (np. Polska 1970, 1976), mogą też odbierać nam wolność, tożsamość, niepodległość, podstawowe prawa człowieka. Dopóki oburzamy się indywidualnie, nie jest to żaden protest. Nasze oburzenie staje się politycznie istotne, gdy mamy możliwość podzielenia się naszym oburzeniem z innymi ludźmi, gdy widzimy, że inni myślą podobnie.

Dorota Piontek: Gdy inni myślą podobnie, mamy społeczny dowód słuszności, poczucie, że w naszym oburzeniu nie jesteśmy sami. Aby doszło do rewolucji, potrzebne są jeszcze dwie przesłanki. Po pierwsze, ludzie muszą uwierzyć, że zmiana jest możliwa. Po drugie, musi nastąpić jakaś instytucjonalizacja protestu. Szczególnie ważni są liderzy, ludzie lepiej i chętniej identyfikują się z osobami, a nie szyldami.

Jakub Wygnański: Kategoria godnościowa jest znacznie potężniejsza, ciekawsza i mocniejsza niż kategoria gniewu. Między gniewem, który daje nam poczucie moralnej supremacji, a przebudzeniem godnościowym jest gigantyczna różnica, to są zupełnie inne paliwa.

Samorządna Rzeczpospolita program uchwalony 7 października 1981 r. na zakończenie I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność”.

Bunty są bardzo różne. Są takie, które biorą się z tego, że coś nam odebrano, jak i takie, gdy nie mamy już nic do stracenia. Te bunty mają oczywiście kompletnie inną dynamikę. Pytanie zasadnicze brzmi: Gdzie jest cyngiel, który uruchamia bunt w dzisiejszych czasach? Internet (ACTA), moje ciało – tak, ale brakuje w tym transcendencji, są głównie emocje.

Oni generalnie odgrzebali lektury z lat 20., z końca epoki republiki weimarskiej (Carl Schmitt). Przejęli cały wokabularz (m.in. wola polityczna ważniejsza od instytucji, nienawiść do imposybilizmu), ale przede wszystkim podstawową doktrynę: Pokaż mi swojego wroga, a powiem ci, kim jesteś. To doktryna z równą ochotą czytana przez feministki i zwolenników prawicy.

Mam poczucie wstydu, gdy myślę, dlaczego jesteśmy tak bezradni w stosunku do tego, co się dzieje na Białorusi i Ukrainie. Wiem, co utraciliśmy, nie mam żadnej satysfakcji, że to państwo jest tak zdewastowane instytucjonalnie.

Być demokratą dzisiaj, to znaczy mieć wysiłek i zdolność do posiadania własnego poglądu, znoszenie ludzi, którzy mają poglądy niż my, zakaz prozelityzmu, uznanie, że tak po prostu musi być. To wszystko wymaga cnót, nad którymi trzeba bardzo pracować, a my nie mieliśmy na to czasu.

Królestwo za narrację
Przemysław Czapliński

Piontek: Dzisiejsze protesty są incydentalne. Żyjemy w czasach, w których nie wystarczy charyzma przywódcy, choć oczywiście wyrazisty lider jest potrzebny. Skutecznie można zaistnieć poprzez spektakularną akcję, jeśli ma się przeobrazić w skuteczne działanie, musi być kontynuowana profesjonalnie, cokolwiek to znaczy. I oczywiście mieć wsparcie finansowe. To są czynniki niezbędne, by myśleć o zmianach.

Podemski: Żelazne prawo oligarchii jest niepodważalne! Każda demokracja i autokracja traci z czasem swój demokratyczny i autokratyczny charakter i władzę przejmuje oligarchia.

Każde pokolenie musi mieć swój faszyzm
Madeleine Albright

Czy Jakub Wygnański jest odpowiedzialny za społeczeństwo obywatelskie w Polsce?

  • Gwiazdą spotkania był Jakub Wygnański, jeden z kilku (na pewno obok Edwina Bendyka i Przemysława Czaplińskiego) najciekawszych oratorów i objaśniaczy rzeczywistości. Nie znam człowieka, który nie lubiłby Jakuba, przesympatycznego człowieka, który imponuje erudycją i wzrusza uczuciowością, a wszyscy wiemy, że Jakub cały czas pracuje nad naprawą Polski. Kiedyś Jakub był wręcz moim idolem, zaczadzony pięknymi słowami czekałem na sygnał z Centrali.

Po Okrągłym Stole Jakub miał powiedzieć przyjaciołom: „Idźcie do parlamentu/polityki, my będziemy budować społeczeństwo obywatelskie”. Komitety obywatelskie zostały zlikwidowane, co osobiście uważam za największą przyczynę procesu rozpadu porozumienia społecznego i otwarcie drzwi polityki made in poland, znanej od czasów demokracji szlacheckiej. Jakub Wygnański był niepisanym liderem III sektora, na jego zew odpowiedziałyby tysiące aktywistów. Niestety, trąbka nie zagrała, Wygnański stał się politykiem i księciem (delfinem)/dygnitarzem pozarządowym oraz strażnikiem sytuacji. Efekt działalności naszych wybrańców po 30 latach jest porażający: społeczeństwo obywatelskie zostało zdewastowane, wszystkie ważne aktywności społeczne zostały zawłaszczone przez polityków, ngosy żebrzą w ramach grantozy i projektozy. Pewne drgnięcie nastąpiło poza systemem (ruchy miejskie, spontaniczne ruchy „tematyczne”). Oczywiście, przypisywanie Wygnańskiemu monopolu na rozwałkę systemu społecznego byłoby zbyt dużym wyróżnieniem, ale niewątpliwie jest odpowiedzialny szczególnie. Wygnański tak pięknie mówi o godności, ale nie zauważył w porę, jak wielu osobom godność zabrano i podeptano. Dla pełnej jasności: nie podejrzewam Jakuba ani przez chwilę o świadome działanie przeciwko ruchowi naprawiania Polski (tak czuliśmy wtedy, 30 lat temu, pięknie naiwnie, że jest jakiś ruch, że chcemy naprawiać świat). Chodzi raczej o zaniedbanie, brak wyobraźni, samozadowolenie wynikające z upojenia wolnością i nieograniczonymi możliwościami. Tak czy inaczej, rozczarowanie jest wielkie.

Bardzo nie podoba mi się działalność „naukowa” Jakuba. Nie chodzi o wiedzę, bo ta jest imponująca, ale o to, co najważniejsze: obiektywizm. Nie kokietujmy: Jakub jest politykiem! Jednoznacznie i jednostronnie opowiada się po konkretnej stronie. Jak każdy człowiek ma oczywiście do tego pełne prawo, ale opowiadanie się po jednej stronie dyskredytuje go jako naukowca, który, podobnie jak dziennikarz, musi być neutralny! To oczywiście w Polsce jest trudne, ale możliwe. Wygnański aktywista – 3 x TAK!

Spośród trojga panelistów najbardziej naukowa była bez wątpienia prof. Piontek, Wygnański i Podemski to politycy w stroju naukowca. Odnoszę wrażenie, że żaden z nich, podobnie jak większość „naszych” vipów, nie jest w stanie dokonać oceny sytuacji i potwierdzić tego, co zostało brutalnie, ale niezwykle skutecznie, wygrane przez wrogi im obóz polityczny. Wniosek jest prosty i ogólnie znany: „Wszystko zostało sp***e”.

Tytuł debaty był nietrafiony albo miał stanowić prowokację. Nie ma żadnej wspólnoty oburzonych, drugiej szansy nie będzie. Są jedynie momenty, które rodzą się na bazie protestu, który najczęściej jest bardzo konkretnie sformatowany. Najdłuższy i najbardziej spektakularny moment to oczywiście OKS (Ogólnopolski Strajk Kobiet). Debata potwierdziła, że strona przegrana nie wykonała zadania domowego i nie rozliczyła się ze swoją przeszłością. Dopóki tego nie uczyni, nie będzie można stworzyć nowej, wiarygodnej narracji i zadecydują wybory.

W 2015 r. w Polsce stało się coś ważnego, odnoszę wrażenie, że „badacze” i przegrani ciągle nie wiedzą co. Być może jest to rewolucja, bo przecież wszystkie pojęcia ulegają próbie czasu i to, co się dzieje w Polsce, jest rewolucją. Inną, specyficzną i opartą na mechanizmie wyborów politycznych i dotyczącą sektora publicznego, ale jednak rewolucją – popieraną lub akceptowaną/przyjętą do wiadomości przez blisko 2/3 ogółu, kiedy zliczymy wyborców Zjednoczonej Prawicy i nieobecnych na wyborach. Większość osób nie angażuje się politycznie poza wyborami, dlatego bunty są jedynie tematyczne. Ludziom żyje się lepiej, nigdy nie było tak dużo pieniędzy i jest super, więc o co chodzi?

Debata potwierdziła zagubienie przegranych i brak pomysłu na zmianę sytuacji. To przedziwne, kiedy się słucha tak mądrych ludzi i wiadomo, że jest ich w nadwiślańskim dystrykcie wielu a wszyscy są bezsilni. Kiedy o tym myślę, wychodzi mi jedno: że salon przegranych monopolizuje dyskurs publiczny i odrzuca wszelkie, niewygodne koncepcje, byle nie stracić przywództwa. Ale spokojnie, zmiany nastąpią…

Inauguracyjna debata była pouczająca, słuchało się tego mimo wszystko z przyjemnością, sporo myśli do wynotowania, kilka lektur odpadnie, bo paneliści esencjonalnie przywołali i można „odhaczyć” (uśmiech).

I to nie jest hejt na Jakuba Wygnańskiego, tylko pełna goryczy refleksja, że nie zauważono, że nie wykazano się empatią, wyobraźnią i wrażliwością społeczną…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj