Greenwashing – termin, który coraz częściej pojawia się w mediach. Czym jest? Sztucznie tworzonym obrazem ponoć niezwykle eko firm i korporacji. Takich, co to niby walczą do ostatniej kropli krwi ze zmianami klimatycznymi.

Oto kilka przykładów bombardujących nas każdego dnia z ekranu telewizora na wszystkich możliwych kanałach (nazw firm nie będzie, bo reklamy im robić nie zamierzam):

Jeden z banków będzie taki fajny, że posadzi drzewa tlenowe. Po jednym za każde założone w owym banku konto.

Kolejny bank jest jeszcze fajniejszy. Jeśli weźmiesz w nim eko-kredyt na elektryczną hulajnogę, czy oszczędną energetycznie pralkę, to nawet gotów jest zwrócić Ci prowizję.

Z innej branży. Tym razem chemia gospodarcza. Kup nasz produkt w plastikowej butelce wykonanej z recyklatu, a uratujesz ziemię. Tylko nie pytaj co jest w środku.

Greenwashing – a short documentary

I oczywiście w reklamach nie brak dzieci, dla których dobra należy podjąć owe kroki. W końcu chodzi o ich przyszłość w obliczu nadchodzącej katastrofy klimatycznej.

Jeśli to ma być walka firm ze zmianami klimatycznymi, to jest już po nas. Jeśli dla naszego czystego sumienia ograniczymy się wyłącznie do ulegania takim manipulacjom, to lepiej zapisać się na jakieś kursy prepersowania, bo przyszłość jawi się zgoła tragicznie. Jeśli zamierzamy funkcjonować na zasadzie „weźmy się i zróbcie” i czekać, aż ci niby mądrzejsi i bardziej wpływowi od nas coś zrobią, to jako gatunek mamy przechlapane. Nasze dzieci też. I nasze wnuczki i wnuki. I nasze koty i psy. Bo nie mamy planety B.

Foto za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Greenwashing#/media/Plik:Greenwashingcard.JPG

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj