11 listopada – święto narodowe ustanowione z okazji odzyskania niepodległości przez Polskę po 123 latach zaborów. Rzecz wydaje się tak oczywista, iż mało kto zagłębia się w szczegóły. Jeśli jednak to zrobi, odkryje zupełnie inną oczywistość – odzyskanie niepodległości nie obejmowało terenów, na których mieszkamy, a które pod zaborami tkwiły nie przez 123 a 148 lat. Dobrze, że chociaż w mniejszych miejscowościach Pomorza przypomina się o tym najmłodszym.

Pomorze zostało zajęte przez Prusy już po I rozbiorze w 1772 r. Inna oczywistość to różny stosunek do problemu odzyskania niepodległości. Nie wszyscy w to wierzyli, nawet kiedy wybuchła I wojna światowa i o „sprawie polskiej” zaczęło być głośno. Było coraz głośniej ponieważ rekruci polscy znajdowali się w trzech armiach – Austro-Węgry i Prusy stanęły przeciwko Rosji, a wszyscy zdawali sobie sprawę, że od lojalności żołnierzy na froncie może zależeć los wojny. Stąd mnożące się obietnice „uzyskania niepodległości”, oczywiście zawsze pod czyjąś „opieką”. Codzienne życie zmuszało też zwykłych ludzi do pójścia na różnego rodzaju kompromisy czyli, jak to dziś nazywamy, „urządzania się” w realnej rzeczywistości. Bywało to czasem powodem sporów między mieszkańcami najmniejszych nawet miejscowości.

Tego rodzaju sporów było wiele. Dotyczyły także poczucia tożsamości Kaszubów i ich statusu w przypadku przewidywanego odzyskania suwerenności przez Polskę. Ostatnie lata przed I wojną, czas Hakaty i tłumienia wszelkich przejawów polskości, były też latami propagandy i manipulowania statystykami w celu udowodnienia przewagi etnicznej Niemców na obszarze Pomorza. Po zakończeniu wojny i rewolucji berlińskiej, która obaliła cesarza, te spory nie zanikły. Tym razem ich siłą napędową byli polscy działacze, którzy oczekując przyłączenia Pomorza Gdańskiego do Polski starali się w ten sam sposób dowodzić supremacji żywiołu polskiego na tym terenie.

Póki co, były to jednak spory jałowe, ponieważ politycy warszawscy pozostawili sprawę przynależności Pomorza w rękach konferencji wersalskiej. Wprawdzie wszyscy mówili o 13. punkcie planu Wilsona, ale ten mówił tylko o dostępie Polski do morza, nie precyzując, gdzie miałby być on realizowany. Piłsudski, co przyznawał potem w pamiętnikach, w ogóle nie brał pod uwagę Pomorza Gdańskiego, widząc polskie porty raczej w Kurlandii. Pod koniec grudnia 1918 r. wybuchło powstanie wielkopolskie, które nie doczekało się spodziewanej pomocy ze strony rządu warszawskiego i tym samym nie było w stanie rozszerzyć planowanej początkowo akcji zbrojnej na Pomorze. Grupy Organizacji Wojskowej Pomorza ograniczały się więc do okazjonalnego przemytu ludzi i broni w Poznańskie. Tymczasem na Pomorzu coraz gorzej wyglądały sprawy codzienne.
Już w czasie I wojny dały się odczuć braki zaopatrzeniowe. Brak było przede wszystkim pszenicy sprowadzanej dawniej z Rosji. Powodowało to zmiany nawyków żywieniowych inspirowanych przez władze, jak np. chleb z nawet 30% dodatkiem mąki kartoflanej. Pomorze, którego nie objęły działania wojenne, żyło względnie spokojnie, ale niedogodności związane z życiem codziennym stopniowo zwiększały niepewność co do dalszych losów ludności. Już w czasie wojny okazało się, że pruska machina państwowa staje się coraz bardziej niewydolna, co spowodowało brak zaufania do wszelkich instytucji z Bankiem Cesarskim na czele. Pojawiły się wtedy tzw. notgeldy czyli pieniądze zastępcze ważne dla wymiany towarowej, ale na bardzo ograniczonym terenie i gwarantowane przez władze miast i powiatów.

Dramat nastąpił po rewolucji berlińskiej w 1918 r. Społeczeństwo Prus podzieliło się pod względem politycznym. Jedni uznawali wciąż cesarza za władcę, inni kolejne rządy republikańskie, jeszcze inni wyłącznie Rady Robotnicze i Żołnierskie. Podobnie było na Pomorzu. Jadąc z miejscowości do miejscowości czasami „zmieniało się świat” niemal dosłownie. Chaos decyzyjny powoli zmieniał się w anarchię.
Dziś trudno sobie nawet wyobrazić taką sytuację. Społeczeństwo przez wieki przyzwyczajone do jakiejś jasnej struktury władzy, musiało nagle żyć bez tego nieodłącznego dotąd elementu. Nie wiadomo, kto rządzi, nie wiadomo kto za co odpowiada, nie ma do kogo iść na skargę w razie poniesienia szkody na skutek przestępstwa. A przestępstw było coraz więcej. Celowali w tym przede wszystkim zdemoralizowani wojskowi, którzy w coraz większej liczbie przestawali uznawać nad sobą władzę dowództwa XVII Armee Korps w Gdańsku i działali tak, jak im było wygodnie w danym momencie. Na dodatek na Pomorze zaczynały napływać oddziały tzw. Grenzschutz i Heimatschutz rekrutowane nawet w odległych stronach Niemiec hasłami „Tam jeszcze mają co jeść!”. Teoretycznie podległe władzy wojskowej, władz cywilnych w ogóle nie uznawały, a tacy dowódcy jak słynny porucznik Rossbach potrafili nawet posuwać się do aresztowania rad miejskich, niezależnie kogo one uznawały za władzę zwierzchnią w Berlinie.
Czytaj artykuły z działu Gdyńskie, arcygdyńskie
Po czasie względnego spokoju na polu waśni narodowościowych, teraz wybuchły one ze zdwojoną siłą. To już nie była wojna władz pruskich z Polakami. To była walka sąsiadów Niemców z sąsiadami Polakami, wojna o przetrwanie. Nękanie rekwizycjami, które z czasem zmieniły się w zwykłe rabunki, napady, gwałty, a nawet wyrzucanie z domów stało się codziennością. Rok 1919 na Pomorzu to był po prostu koszmar.
Polacy zaczęli tworzyć własne rady usiłując przejąć kontrolę tam, gdzie ze względów etnicznych było to możliwe. Takie próby były solidarnie zwalczane przez Niemców niezależnie od ich orientacji politycznej. Wszechobecna przemoc wywoływała odruchy protestu. Czasem zdarzało się tak jak w Kartuzach, gdzie ludność postanowiła powiesić na latarni żandarma uprzykrzającego jej życie, a czasami, jak np. w Borach Tucholskich, bywała impulsem do tworzenia oddziałów partyzanckich. Do dziś żywa jest tam legenda braci Gnacińskich, których oddział, liczący ok. 100 osób, potrafił zajść za skórę niemieckim władzom, nie obawiając się konfrontacji nawet z wojskiem czy Grenzschutzem. Do walki z nimi Niemcy zgromadzili oddziały w sile ok. 6 tys. ludzi. Bez większych sukcesów.
W Wersalu trwały negocjacje. Problem przynależności Pomorza był dyskutowany długo, a jego wynik niepewny. Wpływ na to miał m.in. fakt, że tzw. Legiony Polskie walczyły w ramach wojska austriackiego, a więc były „siłą wrogą” wobec aliantów, którzy teraz decydowali o obrazie powojennej Europy. Niemcy wykorzystywali ten argument, usiłując nie dopuścić do przejęcia przez Polskę dawnej prowincji Westpreussen. Wszystko to odbywało się przy dość biernej postawie polskiego rządu w Warszawie, którego oczy zwrócone były wówczas głównie na wschód, na dawne kresy. Charakterystyczne, że kiedy Antoni Abraham i Tomasz Rogala wybrali się do Paryża, by wspomóc działaczy polskich, rząd polski odmówił im pomocy, a udzieliła jej ambasada angielska.
Ostatecznie Pomorze Gdańskie przypadło Polsce. Jego przejęcie miało stać się faktem po 1 stycznia 1920 r. Wojska Polskie pod dowództwem Hallera wkroczyły na Pomorze.

Oczywiście nie był to koniec problemów, z jakimi na co dzień borykała się miejscowa ludność. Samo przejmowanie władzy też napotykało trudności, głównie organizacyjne. W wielu miejscowościach nie było nikogo z Polaków, którzy mogliby zastąpić niemieckich urzędników. Dlatego były przypadki, że zostawiano ich na dotychczas zajmowanych stanowiskach ze stanowiskami burmistrzów włącznie.
Podobnie z finansami. Polski bank centralny dopiero się organizował, a życie nie chciało czekać. Kontynuowano więc wypróbowane metody posługiwania się notgeldami.
Wiele problemów, i to całkiem nowych, dostarczali przybywający na Pomorze kandydaci na urzędników. Szczególnie ci, którzy uważali, że na tym terenie nie ma „prawdziwych Polaków”, ale to już zupełnie inna historia.

Język niemiecki nie od razu został zastąpiony polskim, szczególnie w drukach urzędowych czy sądowych. Likwidacja tych problemów trwała kilka lat. A jednak było to już polskie Pomorze, odzyskane po 148 latach pruskiego zaboru. Dla tutejszych mieszkańców 11 listopada niewiele znaczył. Tego dnia nic dla nich się nie zmieniło. Czekali na Polskę jeszcze prawie półtora roku.
11 listopada jest datą czysto symboliczną, dziś uznawaną powszechnie. Warto wszakże pamiętać, że Pomorzanie czekali na swoją wolność dłużej, niż inni.



![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)