Zbigniew Sajnóg bardzo osobiście o odwadze i Solidarity of Arts.

ECS Courage und seine Kinder

Tadeusz Szczepański od roku 1979 działał w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża, kolportował niezależną prasę, ulotki. Zaginął 16 stycznia 1980 roku. 17 marca jego nagie ciało, strasznie okaleczone, wyłowiono z kanału Na Stępce.

Tadeusz Szczepanski

   17 grudnia 1981 roku, na samym początku stanu wojennego, w śródmieściu Gdańska, w okolicach siedziby KW PZPR, zginął od postrzału w głowę Antoni Browarczyk, młody działacz „Solidarności”.

Również w stanie wojennym i również w czasie demonstracji, w tej samej okolicy, na skrzyżowaniu Hucisko, zatrzymani zostali przez ZOMO Antoni Kozłowski z dwoma kolegami. Jednemu z nich zomowiec przykładał do głowy pistolet grożąc, że go zastrzeli. W środku miasta, w publicznym miejscu, na ulicy.

Dawny gmach KW PZPR w Gdańsku

Marcin Antonowicz w roku 1985 był laureatem Ogólnopolskiej Olimpiady Chemicznej. Wybrał studia w Gdańsku, na Wydziale Chemii Uniwersytetu Gdańskiego. 19 października 1985, w swoim rodzinnym mieście Olsztynie, szedł z dwoma kolegami ulicą Kaliningradzką (obecnie Dworcowa). Zatrzymał i wylegitymował ich patrol ZOMO. Kolegów puścili – Marcina Antonowicza zatrzymali. Kilkanaście minut później znaleziono go na tej samej ulicy nieprzytomnego, w ciężkim stanie, przewieziono do szpitala, gdzie zmarł nie odzyskawszy przytomności.

(Wikimedia Commons – Uznanie Autorstwa CC BY)

                                                         *   *   *

W roku 1981, w czasie strajku studentów w ówczesnej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu, strajkujący mieli do dyspozycji sprzęt nagłaśniający i perkusję. Każdy, kto miał ochotę mógł z nich korzystać. Tam spotkali się po raz pierwszy muzycy, którzy stworzyli wkrótce bodaj pierwszy w Polsce reaggowy zespół – Miki Mousoleum. Grali w nim: Artur Gouy Gołacki, Piotr Kłosowicz, Krzysztof Kaman Kłosowicz, Krzysztof Kubiak i Marek Suchocki. Śpiewały panie: Violetta Kubiak, Grażyna Wrońska-Modrzyńska i Marzena Wrońska-Gołacka. 

31 sierpnia 1982 roku, w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych doszło we Wrocławiu do demonstracji i zamieszek. Stały się one inspiracją do napisania utworu „ZOMO na Legnickiej”.

Miki Mousoleum – Zomo na Legnickiej (z dokumentalnymi zdjęciami z Wrocławia z 31.08.1982)

Bo Miki Mousoleum to nie był zespół jak wiele innych w tamtym czasie. Nie ukrywali się za metaforą, nie pisali bezpiecznie o jakimś ogólnym Babilonie – pisali bezkompromisowo, wprost. Nie ugładzali słów, aby ich utwory mogły być puszczane  w reżimowych rozgłośniach. Wydawali swoim nakładem kasety magnetofonowe, które wędrowały po całej Polsce, które kopiowano. (Kasetę „Białe murzynostwo” wydał Ruch Wolność i Pokój.)

Teksty Kamana były znakomite. Świetnie frazowane, wyczute, pasujące do – z natury okoliczności – chropawych, brudnych, garażowych dźwięków.

Polityka kulturalna

Rano budzik wierci świadomość,
odrzucasz kołdrę i zwlekasz się,
zapalasz radio poranna wiadomość:
w Chile znowu jest całkiem źle.

Jest środek dnia, wszyscy są w pracy,
w radiu leci stary Vivaldi,
przecież w końcu zwykły robot-nikt
nie musi słuchać muzyki poważnej.

Zapada zmierzch, chwila refleksji,
teraz się przyda tomik poezji,
lektor czyta urocze wiersze,
żebyś nie schamiał do jutra doszczętnie.

Polityka kulturalna
słodka płukanka mózgowa.
Polityka kulturalna
dyskretna presja radiowa.

Nasza rzeczywistość

Dzisiaj jest czas prawdziwego realizmu
sam musisz, kiedy w łeb oberwiesz, przyznać to
(…)
dziś system oferuje już nie tylko zło:

Trochę zimnych wstrząsów,
trochę telewizji,
trochę ślepej wiary,
dużo złych decyzji.

Ruski ketchup.

Kto dowiedzieć zechce się kogo przymknie dziś SB.
Kto dowiedzieć zechce się kogo przymknie dziś SB.
Gazy buch! Babilońska maszyneria w ruch!
Gazy buch! Babilońska maszyneria w ruch!
Długo nie trzeba czekać: ruski ketchup, ruski ketchup, ruski ketchup!
Długo nie trzeba czekać: ruski ketchup, ruski ketchup, polski ketchup!

   W krótkim filmie dokumentalnym autorstwa Mirosława Jasińskiego:

Kaman mówi o muzyce w czasach PRL, że najmocniejszym środkiem wyrazu był wówczas protest song, ale był to protest ugładzony, raczej, owszem o tym, że imperialiści są źli, a ogólnie to śpiewano o miłości i pomniejszych kwestiach. „A myśmy walnęli Ruski keczap, taką piosenkę o tym jak strzelano na ulicach. (…) mówiliśmy wprost o tym, co się dzieje dookoła”

W tym samym filmie Wiesław Cupała, matematyk, dawniej w Pomarańczowej Alternatywie, powiedział: „To były zjawiska na teraz, robione spontanicznie w teraźniejszości (…). To miało być teraz, miejsce wyzwolone od komunizmu, odbywał się koncert Kamana. I słuchając piosenki: Kto dowiedzieć zechce się, kogo weźmie dziś SB – nie myślało się o tym SB, właśnie dlatego, że to zostało powiedziane. W tym momencie to SB nie istniało. (…) Następowało poczucie wolności, dawało energię. Po wyjściu na ulicę człowiek stawał się odważny.”

Kiedy pierwszy raz usłyszałem Miki Mousoleum, szczególnie – oprócz oczywiście „ZOMO na Legnickiej” – poruszył mnie utwór „Brytyjscy górnicy”. Wtedy, w tamtej ciemności, tekst tak celny. Zarazem – rzec można, tak „związkowy”. Wyłożona na bieżącym, chwyconym z rzeczywistości przykładzie, refleksja o łajdactwie tego świata. Klarowna lekcja.

Miki Mousoleum – Brytyjscy górnicy

Miki Mausoleum i Kaman mieli bez wątpienia potencjał by zrobić karierę. Zresztą – na przykład – na początku lat osiemdziesiątych śpiewali chorały na sposób podobny temu, którym tak wielką sławę zdobył chór Gregorian:

„Psalm 1 (Allelujah)” (Studio nad Odrą 1983)

Można znaleźć dwa przykłady także tutaj

Kaman, Miki Mousoleum zapłacili cenę za podążanie w zgodzie, ze swoim przekonaniem, za swoją bezkompromisowość. Było wiele zespołów skrzętnie pilnujących, aby czegoś wprost przeciwko komunie nie powiedzieć. Nie wypominam, nie potępiam, robili jak uważali. Problem jest w czym innym, chodzi o to, że nie oddano Kamanowi i jego przyjaciołom szacunku po 1989 roku.

 W niewielkim videozapisie koncertu, z roku bodaj 2010, Kaman przywołał swój utwór „Białe murzynostwo”. Powiedział: śpiewam to już trzydzieści lat i ciągle jest aktualne.

Białe murzynostwo

Mafia trzyma wszystkie urzędy
z każdym człowiekiem w gumę grają,
a ja się tym nie przejmuję, o nie,
jestem murzynem, jestem białym murzynem w swoim kraju.


I dalej:

Zapraszają nas do trójki, dwójki
Zapraszają nas do trójki, dwójki

W roku 2010 IPN wydał książkę „Artyści władzy, władza artystom”. Była ona plonem projektu badawczego „Aparat bezpieczeństwa wobec środowisk twórczych, dziennikarskich i naukowych”. W ramach tego projektu przeprowadzono także panel dyskusyjny w Studio Koncertowym im. Agnieszki Osieckiej, wyemitowany przez Program 3 PR. Do książki dołączona jest płyta z zapisem, zilustrowanym kilkoma utworami. Jakże znamienne – do rozmowy nie zaproszono Kamana. W zestawie utworów nie ma „ZOMO na Legnickiej”.

W kwietniu 2017 roku, w programie 2 TVP wyemitowano audycję z cyklu „Przybliżenia”, pod redakcją Piotra Goćka i Rafała Ziemkiewicza. Bohaterem tego odcinka był pan Kornel Morawiecki, a szerzej ujmując – Solidarność Walcząca. Program był zilustrowany muzycznie: usłyszeliśmy „Szklaną pogodę” Lombardu, „Nie pytaj o Polskę” Ciechowskiego, „Ta zabawa nie jest dla dziewczynek” Lecha Janerki.

Pomyślmy – audycja była o Solidarności Walczącej, organizacji bezkompromisowej, nadto wywodzącej się ze środowiska wrocławskiego. Ale nie zilustrowano programu utworami Kamana, a utworami, które były na co dzień obecne w reżimowym Polskim Radio, co znaczy, że komuna uznawała je za niegroźne, za mieszczące się w ich polityce kulturalnej.

W czasie rozmowy Kornel Morawiecki powiedział: „Chcieliśmy lepszej Polski, nie tylko w tym sensie, że niekomunistycznej, ale i lepszej od tego, co się działo wokół nas, lepszej od kapitalizmu.” I : „Solidarność Walcząca miała też koncepcję innego ustroju, solidaryzmu, myśmy wtedy też inne granice sobie kreślili (…) marzenie zawsze musi być większe od tego, co jest.” Przecież te słowa wprost domagały się zilustrowania utworem Miki Mousoleum: „Brytyjscy górnicy”.

Ale i przecież sama nazwa Miki Mousoleum jest zestawieniem symboli dwóch rodzajów totalnych oddziaływań. Mickey Mouse – imperialnej popkultury, narzędzia polityki, co jakże wyraźnie widzimy w produktach hollywoodu (hollyvoodoo), narzędzia uwodzenia i kształtowania. Z kolei mauzoleum Lenina – bałwochwalczy kult człowieka, który uwiódł ludzi w dziesiątki lat niewoli, cierpień i bezprzykładnej rzezi. Jakże bardzo więc i w tym sensie przywołanie Miki Mousoleum dokładnie pasowało do tematu audycji, zarówno do postaci i organizacji, jak i okoliczności. Pod jakże wieloma względami!

Ale niestety – nie. Dokonano wyboru innego, chociaż wydawałoby się, że redagowali audycję dziennikarze świadomi rzeczy – i widać było, że przykładali do tej ilustracji muzycznej wagę, podkreślali, że muzyka w latach 80 była lepsza itd.

 Niestety, niestety, jakże to smutne, bo po 1989 zwyciężyła jednak sowiecka polityka kulturalna i kultura ominięcia – skutek sowieckiej niewoli i po prostu wdrożony ludobójczy plan odcięcia głowy Polakom. I to do dziś jest serwowane w publicznych mediach, podawane do wierzenia z certyfikatem IPN.

                                                            *   *   *

 Na początku artykułu przywołałem przykłady popełnionych w PRL zbrodni, aby przypomnieć, jak niewiele wtedy było trzeba, aby ktoś został zamordowany. Wystarczyła choćby legitymacja studencka Uniwersytetu Gdańskiego. Tak, taki tylko pretekst wystarczył, by kogoś zatłuc na śmierć. Ale zatem zestawmy sobie to z działalnością Miki Mousoleum, z tekstami Kamana. Ci ludzie – niewątpliwie – tworząc swoją sztukę, grając swoją muzykę, kolportując ją po kraju – robiąc to z otwartą przyłbicą, narażali swoje zdrowie i życie. Doprawdy – nie za takie rzeczy w PRL mordowano. A zatem ta ich postawa powinna była zostać po roku 1989 uszanowana.

A tym bardziej jeszcze, że byli świadomi ryzyka, możliwych konsekwencji. Znów przytoczę kilka zdań z wypowiedzi Kamana w filmie Mirosława Jasińskiego: „Wyprodukowaliśmy kasety i rozesłaliśmy po wszystkich możliwych kanałach, po całym świecie, bo strach był taki, że jak nas zamkną… Wiesz, różne wypadki się zdarzały, spadało się ze schodów… Po prostu – zostawić ślad. I że, jakby chcieli, wiesz… zabawić się jak w Chile, taki pinoczetowski reżim tutaj, to nie mogą cię tak zabić bez śladu…”

Jak to zatem możliwe, że zespół Miki Mousoleum po roku 1989 nie został objęty patronatem „Solidarności”, szczególną opieką instytucji będących jej emanacjami – jak właśnie ECS. I oczywiście IPN. O co chodzi, co się stało? Co się dzieje?

O Miki Mousoleum powinien powstać solidny film dokumentalny – zresztą miałby wielkie szanse na popularność, zważywszy na co najmniej kilka znakomitych utworów. Powinna powstać profesjonalna monografia zespołu, bogata w skrzętnie zebrane archiwalia i z wydaniem archiwalnych nagrań. Powinno się zrobić notacje. Powinno się im zapewnić odpowiednie warunki do pracy, do tworzenia. Zespół powinien być – przynajmniej na okoliczność wielkich solidarnościowych rocznic – zapraszany z honorami na koncerty, a jeśli nie grają już, to powinni być zapraszani do rozmów, na spotkania. Powinni zostać odznaczeni.

Tymczasem przez 30 lat „Solidarność” nie zaprosiła Miki Mousoleum choćby na jeden mały występ. Zapraszali boneyemy – naszych bohaterów nie, to jest szokujące. To wygląda jak celowe działanie na zniszczenie. Oczywiście ECS również nie zaprosiło, oczywiście nie.

Co zrobić? Chciałoby się usposobić bombardę epitetyczną i zmieszać winowajców z kałomułem Motławy. Ale – w tych bardzo poważnych okolicznościach – nie godzi się jednak tego uczynić. Z uwagi na powagę sytuacji. Bo pilnie potrzebna jest o tym wszystkim bardzo poważna Rozmowa, to jest poziom alertu – co się z nami dzieje, dlaczego tak niszczymy siebie – jako społeczeństwo, jako naród? (Naród – to, co się narodziło, szeroki wymiar rodziny.) Jakie są przyczyny tej sytuacji? Najwyższa, bodaj ostateczna pora na zadanie jak najbardziej zasadniczych pytań i docieczenie odpowiedzi.

                                                            *   *   *

Nie powinno więc dziwić, że o tym piszę, a piszę i mówię o tym od lat. Ale dziś poruszyła mnie też ku temu przygotowywana przez ECS impreza z cyklu Solidarity of Arts, w tegorocznej edycji poświęcona odwadze. Przez 30 lat miasto nie zaprosiło Kamana z Miki Mousoleum na solidarnościowe uroczystości, na licznie organizowane koncerty, ale dziś prezentuje się jako wyspecjalizowane w kwestiach odwagi. (Podkreślę to: przez trzydzieści lat!) I właściwie już to wystarczyłoby, aby doszczętnie skrytykować ten festiwal.

Niemniej zapoznałem się z programem i tak jak – nie orientując się wystarczająco w tych sprawach – nie wypowiadam się ani o zaproszeniu Pussy Riot, ani też o nagrodzeniu więzionego w Rosji reżysera ukraińskiego, Olega Sencowa, to jednak uznaję zaproszenie Tangerine Dream za działanie kuriozalnie nie na temat i wyzywająco nie w porządku – wobec nie zaproszenia, na przykład, Miki Mousoleum. Bo to jest znów po prostu urągowisko, zamiast pielęgnowania co nasze – wydawanie pieniędzy za granicę. To ci dopiero lekcja solidarności i sensu – świństwo i niedorzeczność.

Podobnie niedorzecznością jest przedstawianie jako wzoru odwagi kogoś, kto „walczy o klimat”, dzisiaj, gdy jest to zwykły temat obrabiany na co dzień przez media, polityków i papieża. A z kolei – w obliczu rzeczy opisanych powyżej, i wiedzy jaką mamy już dziś o Okrągłym Stole, a w tym także i szczególnie widząc jego skutki w sferze kultury – organizowaną na okoliczność imprezy o odwadze Orkiestrę Okrągłego Stołu uczciwie byłoby nazwać raczej: Kiszczak Orchestra. Trudno o tym coś więcej pisać.

I tak, z owych różnych względów odkreślając tematy spośród tych, którymi chciałbym się zająć – zwróciłem uwagę na duo Siksa i poświęciłem ileś godzin na zapoznanie się ze zjawiskiem.

Zaczynając od kwestii gatunkowych, rzeczywiście niewiele ma ono wspólnego z muzyką, a raczej z teatrem, więc nazwa koncert jest nieco myląca.

 Idąc dalej, teraz ogólnie kobiety tak się rozklęły, a właściwie tak rozbluzgały, że chyba należałoby zacząć kwestię od wyjaśnienia im jak bardzo jest to odstręczające. Używając obrazu: nie chce się całować ust, z których wypływa rozwolnienie. Więc i środek artystycznego wyrazu to jest żaden, bo odstręcza i z góry sygnalizuje, że nie będzie się tu czym posilić, bo cóż to za duch tam mówi… Przełamując więc niechęć odsłuchałem ileś płyt, koncertów, zapoznałem się z wywiadem, i nieco poczytałem, ale zrobiłem to wyłącznie z uwagi na okoliczność pisania tego artykułu. Inaczej nie zatrzymałbym się nad tą twórczością ani chwili.

 Więc odkreślając na ten czas kwestię owego bluzgobrudu, mamy do czynienia z ekspresją, bo nie jest to też stricte aktorstwo i raczej nie performance jako gatunek. Są tu narracje, nieraz długie ciągi, odgrywane sekwencje dramatyczne, aczkolwiek głównie chodzi o ekspresję. Moglibyśmy więc chyba mówić o ekspresji per se, samej przez się, czyli jako o gatunku.

 Trudno rozczytać, co w tych potokach ekspresji jest wyrazem poglądów, czy myśli pani Aleksandry, jest to raczej dygocący podmiot liryczny, ale jednak wypowiada pewne kwestie (na przykład w „Poljestrowym ścierwie”) drażniące, bolesne i głupie, których nie ogrywa tak, abyśmy je rozumieli jako przedstawienie, raczej zdaje się z nich zadowolona, zidentyfikowana z nimi – takie wrażenie robi szczególnie występ w ramach pokazu mody.

Pamięć o tysiącach bohaterów,
co gwałcili, się nie myli,
śmierdziały im skarpety i gacie.

Wie pani, pani Aleksandro, przywołałem na początku artykułu tych trzech chłopaków, młodych mężczyzn zamordowanych przez sowieckich pachołów. Na ile możemy dziś wiedzieć, zdaje się w ogromnej większości żołnierze wyklęci właśnie nie chcieli, aby tego rodzaju rzeczy się działy, nie chcieli aby najeźdźcy gwałcili Polki (pani Aleksandro – ta wiedza jest dostępna) nie chcieli aby sowieckie pachoły okaleczały i mordowały naszych chłopaków. Po części znaleźli się w sytuacji bez wyjścia, bo sowieci po prostu nie dali im wrócić do życia. I ta wiedza jest dostępna.

Śmierdziały im skarpety? Pewnie nieraz tak, o ile je w ogóle mieli. Uważa się pani za artystkę, ok, wyłowione z Motławy ciało Tomasza Szczepańskiego miało odcięte obie nogi na wysokości kolan. Ten młody człowiek kolportował ulotki, chciał żeby była tu wolność. W tym – pewnie – aby artyści mogli grać i śpiewać. Grać i śpiewać na pożytek nam, nie na chwałę turpistycznego kultu wiecznie żywej mumii.

Wspomniałem Antoniego Kozłowskiego, to był mój szczery przyjaciel, już nie żyje. W dzieciństwie przebył chorobę Heinego-Medina, miał jedną nogę krótszą, ale mimo tego w czasie demonstracji stanu wojennego, tu w Gdańsku, szedł na pierwszą linię. Pewien człowiek mu mówił: „panie Antoni, pan jest do innych rzeczy, pan jest mądry, niech pan pisze, nie musi się pan tu tak angażować”. A wie pani czemu się tak angażował w te uliczne demonstracje? Zwierzył mi się – bo miał takie wyrzuty sumienia, że jako kaleka, na rencie, jest obciążeniem dla innych i powinien się z tego wypłacić.

Pewnego razu ZOMO go tak skatowało, że miał przetrącony kręgosłup i stracił wzrok w jednym oku. I tak już do końca życia – kulawy cyklop. Sam tak o sobie mówił, miał świetne poczucie humoru. No i nieraz trzeba mu było pomagać sprzątać mieszkanie, nieładnie pachniało, pani Aleksandro. I wielu ludzi mu chętnie pomagało.

Wie pani jak to jest trudno z jednym okiem – ciężko nawet na przykład nalać sobie wody do szklanki, bo człowiek ma zaburzone postrzeganie przestrzeni. Do tego kręgosłup, krótsza noga…

A wie pani, co Antek zrobił przed śmiercią? Miał tętniaka, wie pani jak to jest – nagle pęknie i po człowieku. Antek czekał w kolejce na operację, ale ktoś był, jak mówiono, w cięższym stanie i Antek mu ustąpił. Nie żyje Antek.

Pani Aleksandro, przyglądałem się wywiadowi przeprowadzonemu z waszym duetem w klubie eNeRDe w Toruniu. I z pewnym nawet zaskoczeniem zobaczyłem, że jesteście mądrzejsi niż to, co robicie. Proszę się nie obrażać. 

Tyle emocji wkłada pani w rzeczy dość potoczne. Cóż, doprawdy interesuje panią życie pań Cichopek i Rozenek? Że co, złości panią, że takie bzdury są w telewizji, że te panie sobie słodko żyją opylając koszmarną tandetę a ludzie to łykają? Mnie to też nieraz denerwuje. No ale wie pani – gwałcili, nie myli się, gacie im śmierdziały – i przegrali.

Ale to nie jest, bynajmniej, odpowiedź, o nie. No, ale to właśnie trzeba się tym natychmiast zająć! Trzeba naprawdę pytać, naprawdę drążyć – tu jest o co pytać, tu jest z czym się zmagać – ho, ho! No ale to trzeba wejść na jakiś poziom, pani Aleksandro. Ile można bełkotać i bluzgać. Nie wolno być poniżej siebie. Bo dokąd to prowadzi?

Więc pani przyjeżdża tu na festiwal odwagi. ECS zaprosił, miasto zaprosiło duet Siksa. Zapewne wie pani, że w ECS ma swoje biuro pan Lech Wałęsa? A zauważyła pani, że nie mają tam swojego biura inni ludzie, z Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, z których przecież „Solidarność” się wykluła? Na przykład pan Andrzej Gwiazda – lider WZZW – i jego żona, pani Joanna? I bracia Wyszkowscy, Błażej i Krzysztof. I pan Lech Zborowski. Nie powinni mieć? Przecież narażali swoje życie. Czemu nie mają swojego biura, swoich sekretarzy, tłumaczy etc, etc.? Nie należy się to im od nas?

Wie pani, można się różnić poglądami, normalna to rzecz w tym świecie, ale – wie pani – „bohaterów prądem”? Tego pani nie zauważa?

 A wie pani, że Antek Kozłowski, przyjaciel, o który wspomniałem był performerem, poetą, dziennikarzem, eseistą, pisarzem, fotografikiem (z jednym okiem)? I wie pani, że też nie był zapraszany do ECS? Tchórzem to on nie był.

A myśli pani, że Miki Mousoleum powinno być zapraszane przez ECS? Myśli pani, że dział filmowy ECS nie powinien z muzykami Miki Mousoleum nagrać notacji, zarchiwizować, opowiadać ich historię?

Nic mi do Tangerine Dream – niech przyjeżdżają co tydzień i grają po pięć godzin, jeśli kto chce ich słuchać. Ale – nie za pieniądze osób tym niezainteresowanych. Nie za pieniądze z podatków. I nie kosztem (to jest koszt dużo poważniejszy!) naszych bohaterów – wypchniętych poza historię, poza kulturę i w ogóle poza życie naszego kraju. Myśli pani, że to jest odwaga brać w tym udział? W takich imprezach?

Wie pani, jest wiele potężnych spraw, którymi należy się zająć, do których potrzeba odwagi i pasji – ale nie zauważyłem, by ktokolwiek z zaproszonych gości tegorocznej edycji festiwalu Solidarity of Arts, edycji poświęconej odwadze, wspomniał o nich choćby słówkiem. Na przykład w Chinach działa od roku system kredytu społecznego. I już miliony ludzi za jego przyczyną jest poważnie wykluczanych! Na przykład nie mogą kupić biletu na samolot, na pociąg. Na naszych oczach, w naszej przytomności(?) rośnie potężny system niewoli, niewoli jakiej świat nie znał. W zeszłym tygodniu usłyszałem newsa, że zakupem tego systemu od Chińczyków zainteresowana jest Australia. A więc już cywilizacja zachodnia. A pani o czym odważnie krzyczy? O pani Cichopek? Wybaczy pani ten śmiech, trudno się powstrzymać, doprawdy.

   I tak na koniec – niech pani poszpera, co tak naprawdę znaczy słowo siksa. Warto się dowiedzieć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here