Małgorzata Jaworska przemyka się po Gdańsku. Nostalgicznie.

Do widzenia, do jutra – na Targu

Jesień sprzyja spacerom. To pora ostatnich ciepłych dni, jesiennego festiwalu chmur na sopockim molo i powietrznych żeglarzy na nitkach babiego lata. Pora zbierania kasztanów i szurania liści. Potem przychodzi czas wczesnych zmierzchów, wichrów i słot, które lodowatą laksą biją w twarz bez litości. I też jest pięknie, tylko inaczej, a koc i herbata zaczynają wodzić na pokuszenie nawet wytrawnych flanerów.

Kiedy jednak zaświeci słońce, można wybrać się na przechadzkę, na przykład szlakiem targowym.

Po drodze do Głównego Miasta najpierw mijam Targ Rakowy, który nosił też miano placu Zamszowego, ponieważ nad Radunią stał niegdyś folusz, młyn do obróbki skór. Tuż obok Targ Sienny, od siana, bo handlowano tu bydłem i końmi, którym podawano taką właśnie, sienną przekąskę. Nie zaglądam do Forum, żeby westchnąć nad wodami Raduni 3D – kiedy ostatnio tam byłam, ujrzałam płachty z wydrukiem (w dwóch wymiarach) przedstawiającym fragment plaży obmywanej przez morskie fale. I wyznam szczerze, że zabrakło mi narzędzi interpretacyjnych, które pozwoliłyby mi odgadnąć sens tej instalacji.

https://dziennikbaltycki.pl/forum-gdansk-dumne-z-instalacji-3d-na-kanale-raduni-zostal-zakryty-zdjeciami-wody-mieszkancy-bardziej-to-krytykuja-niz-chwala/ar/13938501?fbclid=IwAR2RmAW1KfY62ezSTxHJOrVRGIAv2jvA4EVqMPKbIVC4Ici5c-ciEEh-X7s

Przemykam szybko do Bramy Wyżynnej, po lewej stronie mam już Targ Węglowy, a przed nim – budynek LOT-u. Wyburzą czy nie wyburzą? Oto jest pytanie. Jak potoczą się losy „szklanego pałacu”?

https://dziennikbaltycki.pl/konserwator-zabytkow-wstrzymal-decyzje-o-rozbiorce-budynku-lot-w-gdansku/ar/c1-14409373

Za Złotą Bramą otwiera się Trakt Królewski, czyli Długa i ten najważniejszy, najpowszechniej znany, Długi Targ. Kamienica w Długim Rynku Józefa Ignacego Kraszewskiego tego właśnie miejsca dotyczy, ale czy ktokolwiek w Gdańsku umówiłby się na Rynku?

Rozbieżność nazw przypomina o specyficznej linii demarkacyjnej: polskie stany południowe po zakupy wybierają się na targ, a po rynku w centrum miasta spacerują, północne zaś – odwrotnie: zakupy robią na rynku, a targ jest dla nich miejscem reprezentacyjnym. Co ciekawe, żaden spośród mędrców ogłaszających Polskę podzieloną nie wspomniał o tym, ważkim przecież, szczególe.

Kiedy schodzę do Głównego Miasta przez Hucisko, obok starego Żaka, docieram na Targ Drzewny. Witam się grzecznie z Janem III, dumnym z nowego makijażu, i zerkam w prawo, w stronę parkingu dla aktorów Teatru Wybrzeże – chyba tam właśnie mieścił się Targ Poziomkowy, gdzie sprzedawano runo leśne: poziomki, jagody i grzyby, na przykład syrojuszki, które w roku 1810 miały przyciągnąć stacjonujących w mieście polskich żołnierzy.

Poziomkowego już nie ma, podobnie jak Kaszubskiego – choć ten został upamiętniony tablicą na Galerii Madison przy Rajskiej – a także Wąchanego, w rejonie ulic Piwnej i Chlebnickiej. Ten ostatni był targiem łakoci, oprócz pieczywa sprzedawano tam słodycze. W XVI wieku pojawiły się na nim warzywa i ryby, a ich woń uzasadniła wąchaną nazwę targu.

Podobne poczucie humoru podyktowało imię ulicy biegnącej tuż za Halą Targową, Lawendowej, którą dawnymi czasy trudno było przemierzyć bez chusteczki przysłaniającej nos. Dziś nie odstrasza zapachem, wręcz przeciwnie, przyciąga w ramiona gdańskiego trójkąta bermudzkiego, którego wierzchołki oprócz pubu Lawendowa stanowią Lamus i Pułapka. To prawdziwy raj dla miłośników piwa, miejsce tętniące życiem o każdej porze i w każdej godzinie, a przede wszystkim radosne, wolne od sztywnych granic. Można tam przysiąść na krawężniku i popatrzeć w gwiazdy, zupełnie tak samo, jak na krakowskim Kazimierzu.

Podwalem Staromiejskim wędruję jeszcze na Rybny, ale pejzaż po drugiej stronie Motławy, piłą gdańską zdobiony, sprawia, że nie zatrzymuję się tam nazbyt długo.

Na nieco dłuższym spacerze mogłabym także zajrzeć w rejony Dolnego Miasta, na ulicę Lastadia, do której przylega Targ Maślany. Aż trudno uwierzyć, że u schyłku XIX stulecia znajdował się tam najelegantszy plac w mieście, Winterplatz, od nazwiska gdańskiego nadburmistrza Leopolda von Wintera. Na poświęconej temu targowi stronie w Gedanopedii poza zdjęciem fontanny Wintera widnieje też intrygująca rycina Carla Röhlinga, przedstawiająca taniec handlarek masła przed Dworem Artusa. Ciekawe, jaka muzyka towarzyszyła pląsom maślanych przekupek.

https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=TARG_MA%C5%9ALANY

Wracam jednak na Lawendową, gdyż pokusa jest silna. Nie, nie chodzi o piwo, lecz o moją ulubioną kawę, bo na ulicę Lawendową, dwa kroki od trójkąta bermudzkiego, jakiś czas temu przeniosła się również kawiarnia W Starym Kadrze. Urzeczona kawowym aromatem, a jeszcze bardziej rozmarzona smakiem, wpatruję się w mury kościoła Świętego Mikołaja. Przymykam oczy i nasłuchuję dźwięku końskich kopyt oraz skrzypiących kół dorożki, która przejeżdżała tędy w roku 1960, gdy powstał film Janusza Morgensterna Do widzenia, do jutra. Po chwili z dorożki wysiądzie Teresa Tuszyńska, a za nią – Zbyszek Cybulski. Za bohaterami w tle widać mroczną sylwetę kościoła Mariackiego. Minęło z górą pół wieku, lecz nietrudno rozpoznać to miejsce. Zapisane w starym kadrze, wciąż trwa w rzeczywistości. Tylko dorożek już nie ma, ale może to i dobrze, bo przecież koni byłoby nam bardzo żal.

„Do widzenia, do jutra”/”See You Tomorrow”:

fot. Gosia Drewa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj