Artur Nowaczewski nie tylko chodzi i czyta, ale także pisze. Najnowsze jego dzieło, efekt siedmioletniej pracy, to Challenger. Metamorfozy poety w twórczości Krzysztofa Karaska. Zaskoczeni wyborem i tytułem zapytaliśmy autora prosto z mostu: Dlaczego Karasek?
Artur Nowaczewski dla Gazety Świętojańskiej:
Posłużyłbym się analogią do gór – spojrzał na wyzwanie, jakie stoi przed literaturoznawcą z perspektywy wspinacza. Są góry wysokie, ale takie, na które ścieżki są przetarte, gdzie na szczyt ustawia się wręcz kolejka, zdarzają się jednak szczyty trudne, jakby na uboczu, gdzie można liczyć tylko na siebie, trzeba wynaleźć „swoją drogę”. Tomasz Burek napisał kiedyś taki tekst o poetach Nowej Fali, w którym porównał ich do Skamandra, Skamander to jak wiadomo – pięciu poetów, nie licząc akolitów. I w tej grupie pięciu nowofalowców, plejadzie pięciu twórców (Barańczak, Krynicki, Zagajewski, Kornhauser) widział Karaska. Tylko, że cały czas, mówiąc o Nowej Fali badacze piszą przede wszystkim o czwórce. Jakby Nowa Fala musiała być jak zespół The Beatles.
Zatem napisałem książkę o piątym beatlesie Nowej Fali, który zniknął literaturoznawcom z oczu, którego przeoczyli albo uznawali, że jest drugorzędny w stosunku do wymienionej czwórki. Zrobiłem to, bo chciałem gdzieś być pierwszy. Nie było monografii akademickiej o Karasku, tylko jedna niewielka książka krytycznoliteracka, były jakieś niewydrukowane doktoraty, ale nie było monografii (może uzurpuję sobie to miano) założycielskiej, która nie tylko zajęłaby się jego twórczością, ale ukazała ją na tle epoki. Wspinaczka na górę Karasek okazała się trudna. Gdy stanąłem pod tą ścianą, pomyślałem: O Jezu! Ale właśnie dlatego zacząłem wspinaczkę. Tu było gdzie się chwycić, tam postawić stopę. I tak krok po kroku, przez siedem lat, to pisałem. Wróciłem żywy, został ślad w postaci książki. Więcej tłumaczę się w środku, nie chcę się powtarzać albo spojlerować.
Aha – i nigdy jeszcze nie napisałem książki literaturoznawczej poświęconej jednemu bohaterowi;)
Artur Nowaczewski: pisarz na Facebooku
Ciekawie prezentuje się także wyjaśnienie tytułu oraz wybór ilustracji na okładkę.
<<Co mnie niszczy, to mnie stwarza. Edmund Niziurski powiedział kiedyś do mnie: ty jesteś challenger. Challenger to taki facet, który wyzywa mistrza>> – opowiadał kiedyś Krzysztof Karasek. Bardzo mi się ta charakterystyka spodobała. Słowo challenger oznacza pretendenta, który staje do walki o mistrzostwo. To jeszcze nie mistrz, ale ktoś mogący mistrzem się stać. W boksie równie dobrze challengerem może być też dawny mistrz, który kiedyś stracił tytuł albo po zakończeniu kariery powrócił na ring. W challengerze – są więc równocześnie – i (potencjalne) mistrzostwo, i niespełnienie.
W zasadzie od początku pracy nad monografią, tak gdzieś około 2014 roku, wiedziałem więc, że chcę napisać książkę o Karasku, która będzie nosiła tytuł challenger. Po kilku latach z biografii Herberta dowiedziałem się, że w papierach po poecie znajduje się wiersz autora Pana Cogito dedykowany Karaskowi, wiersz, hmmm… bokserski. Obecność boksu w książce uzasadnia więc Herbert. Lepiej być nie mogło.

Na koniec trzeba było obmyślić, co znajdzie się na okładce. Wybór nie był trudny, gdy tylko zobaczyłem po raz pierwszy dzieło Gericaulta Boxeurs z 1818 roku, wiedziałem, że muszę ich mieć na okładce, tych dwóch bokserów białego i czarnego, na ubitej ziemi, w typowych dla czasów napoleońskich portkach. Nie wiadomo, kto zwycięży, jeszcze wszystko się może stać. Dzisiaj zastanawiałem się, kto właściwie jest – na tej litografii – czy jacyś konkretni bokserzy, czy to tylko artystyczna wizja malarza? Poszperałem – i szybko wszystko stało się jasne.
Książka do nabycia także w internecie, m.in. w sklepie Wydawnictwa Uniwersytetu Gdańskiego
Walka odbyła się 18 grudnia 1810 roku. Biały zawodnik to Tom Cribb (39 lat, 175 cm, 91 kg), mistrz Anglii w walkach na gołe pięści. Czarny bokser to natomiast urodzony w Wirginii Tom Molineaux, (26 lat, 170 cm, 91 kg), który przedstawiał się jako mistrz Ameryki. Raczej był to czempion samozwańczy, ale wielkiej lipy w tym nie było, bo tłukł wszystkich, którzy na Wyspach Brytyjskich mieli odwagę się z nim zmierzyć.
Wedle ówczesnych zasad walka nie mogła się skończyć, póki obaj zawodnicy mieli siłę, aby walczyć. Nie było ograniczenia liczby rund. A te nie miały stałej długości – jedna runda mogła trwać kilka sekund albo na przykład godzinę (aż ktoś padł na ziemię). Gdy ktoś padł, robiono przerwę 30 sekund, a potem (jeśli delikwent był w stanie) wszystko zaczynało się od nowa. Walkę mógł przerwać też sekundant zawodnika, przez poddanie.
Cribb przygotowywał się do walki cztery miesiące. Za jego formę fizyczną odpowiadał słynny kapitan Robert Barkley, piechur, który przeszedł 1 000 mil w 1 000 godzin. Anglik postawił więc na wytrzymałość i kondycję. Amerykanin przed walką zjadł gotowanego kurczaka, szarlotkę i wypił pół galona piwa (około dwóch litrów – miara studencka cztery browary), przyjął zatem plan, aby zmiażdżyć przeciwnika swoją siłą i pozbawioną komplikacji taktyką „seek and destroy”.
Jak to się skończyło? W sumie mogę wam powiedzieć…

Dzień był chłodny, deszczowy. Ale od samego rana fani ściągali do Oxforfshire. Podobno zebrało się ich dziesięć tysięcy. Molineaux przypuścił atak na Anglika, silniejszy, bardziej muskularny dominował nad Cribbem. W drugiej rundzie z ust białego popłynęła krew. W trzeciej jednak powalił przeciwnika mocnym ciosem w żebra. To jednak tylko rozjuszyło Amerykanina. W piątej rundzie rozbił Cribbowi oko, w szóstej Anglik znów znalazł się na ziemi. Wstał jednak i walka trwała dalej. Po pierwszych ośmiu rundach siły zaczęły się wyrównywać. Mordercze treningi, które zaaplikował Cribbowi kapitan Barkley zaczęły odnosić skutek. Trwała jednak wymiana ciosów. W 28 rundzie Cribb zamachnął się obszernym sierpem, ale chybił i nadział się na kontrę Molineaux. Wydawało się, że jest po walce, bo zwalił się na ziemię jak bezładna kłoda. Ale czujny był narożnik Anglika, jeden z ludzi Cribba zaczął awanturę, że Amerykanin ma jakiś przedmiot w pięściach, odciągnął tym uwagę sędziego, przez co Cribb otrzymał więcej czasu niż zwyczajowe trzydzieści sekund. W następnej rundzie Anglik rozbił rywalowi oko, które zaczęło mocno krwawić i ograniczać mu pole widzenia.

W jednej z kolejnych rund Amerykanin wpadł na słupek okalający ring. Nie rezygnował jednak. Walka trwała 44 rundy i 55 minut, aż Molineaux jęknął, że nie ma już siły walczyć i padł wyczerpany na ziemię. Cribb też miał dość – udał się na pięściarską emeryturę. Molineaux jednak wyzwał go znowu, 28 września 1811 roku spotkali się ponownie w ringu…
Artur Nowaczewski (1978 Gdańsku). Absolwent gdańskiego III LO – „Topolówki”. W 2003 roku ukończył filologię na Uniwersytecie Gdańskim. W 2008 roku obronił z wyróżnieniem pracę doktorską pt. Figura ulicy w literaturze polskiej po 1918 roku (promotor prof. dr hab. Zbigniew Majchrowski). Od 2009 r. adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej na UG – wpierw w Zakładzie Antropologii Literatury i Krytyki Artystycznej, a obecnie w Katedrze Teorii Literatury i Krytyki Artystycznej. Od wielu lat aktywny jako pisarz, poeta, eseista, krytyk literacki i podróżnik. za: www.fil.ug.edu.pl
Challenger. Metamorfozy poety w twórczości Krzysztofa Karaska. ISBN: 978-83-8206-168-0, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego 2021, liczba stron: 432, format: A5.



![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)
Oho! Środowisko „Toposu” rośnie w siłę. Dopiero co okładkę tomiku Krzysztofa Kuczkowskiego „Sony Liston nie znał liter” zdobiła fotografia dwóch bokserów, teraz toposowy poeta i autor ciekawych esejów poświęconych współczesnej literaturze wydaje książkę „Challenger” z okładką utrzymaną w równie bojowym nastroju. Pytanie: „Dlaczego Artur Nowaczewski napisał książkę o Krzysztofie Karasku jest pytaniem retorycznym, bo taką książka musiała powstać. Pytaniem zasadnym jest: dlaczego dopiero teraz?Artur Nowaczewski zdążył: jeszcze może się uważać za Challengera, ale już, nie tylko potencjalnie,i za Mistrza. Brawo!