Recenzja spektaklu Teatru Powszechnego.

Czy jest gdzieś bezpieczny dom? Lupa na Wybrzeżu Sztuki

W dniach 11–16 listopada odbyła się XI edycja przeglądu teatralnego Wybrzeże Sztuki, na którym zaprezentowane zostały cztery przedstawienia sezonu i jedno starsze. Na zakończenie przeglądu na scenie Teatru Wybrzeże widzowie obejrzeli spektakl „Capri – wyspa uciekinierów” w reżyserii Krystiana Lupy, najbardziej oczekiwaną premierę sezonu. Fantastycznie zrealizowane przedstawienie o współczesności i człowieku, który ten obecny świat stworzył i musi w nim żyć. Scenariusz powstał na podstawie powieści „Kaputt” i „Skóry” Curzia Malapartego, a sam autor stał się bohaterem Odyseuszem wędrującym przez czas i przestrzeń w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania związane z kondycją świata.

Przedstawienie rozpoczyna projekcja końcowej sceny z filmu „Pogarda” Jeana-Luca Godarda. Kręcone są właśnie ostatnie ujęcia adaptacji „Odysei” Homera, którą reżyseruje słynny niemiecki reżyser, Fritz Lang (grający w filmie Godarda samego siebie). Na ujęciu tym pojawia się patrzący na morze Ulisses, który właśnie zobaczył, po wielu latach, swą rodzinną Itakę. Ale kiedy kamera przesuwa się w stronę morza, widzimy tylko pusty bezmiar wody. Nic tam nie ma. Ale czy to, że my tego nie widzimy oznacza, że to nie istnieje…

Scena „Pogardy” kręcona była na dachu Casa Malaparte – wspaniale położonej, modernistycznej willi zaprojektowanej przez Curzio Malapartego na Capri. Budynek miał być jego azylem, ale w spektaklu staje się schronieniem nie tylko dla niego, ale także dla Jezusa Chrystusa, Jeana-Luca Godarda, Fritza Langa, Brigitte Bardot i wielu innych postaci, których nie zawsze potrafimy rozpoznać. W Casa Malaparte spotykają się poza czasem i szukają ratunku przed … No właśnie, przed czym?… Przed wojną, polityką, religią, przed dyktaturą, demokracją… Ukryci, a może uwięzieni, zamknięci w zmurszałych murach willi, patrzą z poczuciem beznadziejności na pustkę morza za oknem, pozbawieni jedzenia, rozmawiający, a jednak niesłuchający się nawzajem, mówią jednocześnie, czasem aż trudno wyłowić ich słowa, skupić się na jednej mówiącej postaci.

Curzio Malaparte (w tej roli Grzegorz Artman) to postać prawdziwa. Włoski pisarz zafascynowany faszyzmem, a potem komunizmem, staje się naszym przewodnikiem po świecie wojny. Zabiera w podróż po miejscach, przez które toczy się historia, jak lawina zostawiająca za sobą tylko zgliszcza, a z offu towarzyszą mu komentarze reżysera. Wędrówkę rozpoczynamy od spotkań z „niemieckim królem Polski”, gubernatorem Hansem Frankiem i Ludwigiem Fischerem, aby w pełnych przepychu wnętrzach obserwować rozmowy, które prowadzą przy suto zastawionym stole zadowoleni z siebie, elegancko ubrani demiurgowie zniszczenia. Sceny te są adaptacją opartych na faktach dialogów z „Kaputt” i obnażają przerażające oblicze wojny, którą uczestnicy traktują jak dobrą zabawę, jakby ich nie dotyczyła, jakby oglądali spektakl krwi i cierpienia w krzywym zwierciadle, przez co nie mogą zrozumieć jego prawdziwego sensu. Ujawniają jednak niezwykle prostą prawdę – pogardzamy tymi, z którymi walczymy. Pogarda to pierwsze ostrze kierowane w stronę przeciwnika, to ona rodzi wojnę. „Nie nazywam się Hohenzollern, ale też czuję się odpowiedzialny za to, co dzieje się w Europie” – odpowiada Malaparte księżniczce Luizie Hohenzollern zastanawiającej się, czy jej rodzina przyczyniła się do tego, co ich otacza. Bo każdy przyłożył rękę do zbudowania świata takiego, jaki jest, przez swe działania lub ich zaniechanie.

Odyseja Curzia Malapartego po wielu zakamarkach Europy, od pałacowych salonów nazistów do nędznych pokoików młodych, włoskich marksistów, przez spotkania z pracownicami seksualnymi żydowskiego pochodzenia w burdelu na froncie wschodnim czy amerykańskimi żołnierzami wyzwalającymi Włochy, ukazuje różne oblicza świata pogrążonego w wojnie. Samozadowolenie jednych przeplata się z udręką drugich, a zmęczenie cierpieniem prowadzi do rezygnacji. Pojawia się jednak cień nadziei, że kiedy już wojna wszystko zniszczy, to na ruinach będzie można budować od nowa, bez wykluczeń i pogardy. Tak uważał sam Malaparte – spustoszenie jest szansą, aby zbudować nowy, lepszy świat. Ale czy tak będzie?… Krystian Lupa patrzy na sytuację z innego punktu niż Curzio Malaparte, on już wie, że nadzieje autora „Kaputt” się nie spełniły. Współczesność w Polsce i Europie ujawnia nacjonalistyczne i ksenofobiczne sympatie, które nie sprzyjają poczuciu bezpieczeństwa członkiń i członków mniejszości, znów marginalizowanych i czynionych przedmiotami pogardy. Jedyną odpowiedzią może być sceniczna afirmacja. Reżyser w punkcie kulminacyjnym spektaklu umieszcza zainscenizowany rytuał Figliata dei Femminielli, opisany przez Malapartego w „Skórze”, książce przedstawiającej Neapol w ostatnich latach wojny. Ceremonia to dawny neapolitański rytuał płodności, w którym homoseksualny mężczyzna w kobiecym stroju odgrywa scenę porodu. Na scenie w otoczeniu oszalałych z emocji rodzi drewniane niemowlę z ogromnym penisem. Po porodzie następuje orgia, którą kończy przyniesienie garnka spaghetti. Trans zostaje przerwany przez  codzienność.

„Wygrać to wstyd” słyszymy kilkakrotnie ze sceny. A może wstydzić się powinno prowadzenia wojny? To najgorsze ze wszystkich rozwiązań, które niesie ze sobą tylko straty. Nie poznajemy żadnej idei, przekonania, poglądu usprawiedliwiającego działania wojenne. Minął już czas zastanawiania się, czy wojna wybuchnie, bo ona toczy się nieustanne na świecie. Choć zwykle nie chcemy o tym pamiętać, bo to nas nie dotyczy bezpośrednio. W historię odwołującą się do II wojny światowej włączona zostaje projekcja wideo prezentująca zrujnowane Aleppo. Bo wojna jest wojną, nieważne kto, gdzie i z kim ją toczy. „Ja zastanawiam się, czy jako Niemka mam obowiązek kochać naród niemiecki” – mówi jedna z bohaterek. Czy bowiem musimy akceptować bezrozumne decyzje bawiących się w okrutną grę władców? Jednak nikt tego nie oczekuje, bo decyzje podejmują rządzący, a my mamy jedynie szansę stać się ofiarami kolejnej hekatomby.

„Capri – wyspa uciekinierów” to spektakl pełen odniesień, metafor i symboli, ukrytych sensów, które się przed nami pojawiają, a których nie sposób omówić w sposób skończony. Imponujący pod względem realizacji scenicznej, która przeplata fragmenty projekcji wideo ze scenami rozgrywającymi się pośród ścian pokrywających się za sprawą techniki adekwatnymi do miejsca malowidłami. Wszystkie nawiązywały klimatem do włoskich fresków, różnie oświetlonych, lecz pełnych uroku, a jednocześnie stawały się symbolicznym obrazem upadku. Wyblakłe od deszczu i słońca, jakby były umieszczone na ocalałych resztkach muru, w pozbawionych stropu ruinach. Nie są to też piękne, gładkie malowidła, pojawiają się na nich liszaje pleśni, plamy wilgoci, piętna rozkładu i śmierci. Projekcje stają się realną przestrzenią, w którą wchodzą bohaterowie lub z niej się wyłaniają. A prawdziwym majstersztykiem jest scena, gdy homoerotyczni włoscy komuniści tańczą „Mambo Italiano” za półprzezroczystym ekranem, na którym szaleje Brigitte Bardot. Nie zabrakło w scenografii słynnej, czerwonej obwódki Lupy, czyli ramy zamykającej świat gry.

Przedstawienie, choć wymagające wobec widza, i to nie tylko intelektualnie, ale również fizycznie (330 minut w teatralnym fotelu), jednak warte uwagi. Może warto zastanowić się nad współczesnym światem, który choć niedoskonały, a jednak jest najlepszym, co człowiek stworzyć potrafił. No cóż – człowiek jest tylko człowiekiem…

Zdjęcie wyróżniające: Natalia Kabanow za stroną Teatru Powszechnego https://www.powszechny.com/spektakle/capri-wyspa-uciekinierow,s1657.html?ref_page=controller,index,action,spektakle-aktualne

Teatr Powszechny @ Wybrzeże Sztuki: Capri – wyspa uciekinierów / oklaski ukłony

Capri – wyspa uciekinierów” Scenariusz na podstawie utworów Curzio Malaparte „Kaputt” i „Skóra”, reżyseria, scenografia: Krystian  Lupa. Kostiumy: Piotr Skiba. Muzyka: Bogumił Misala. Wideo: Natan Berkowicz, Adam Suzin. Obsada: Karolina Adamczyk, Grzegorz Artman, Jacek Beler, Michał Czachor, Anna Ilczuk, Michał Jarmicki, Andrzej Kłak, Magdalena Koleśnik, Mateusz Łasowski, Vova Makovskyi, Monika Niemczyk, Filip Orliński, Halina Rasiakówna, Maria Robaszkiewicz, Nikodem Rozbicki, Piotr Skiba, Ewa Skibińska, Julian Świeżewski, Paweł Tomaszewski, Wojciech Wójcik, Julia Wyszyńska, Michał Zieliński, Wojciech Ziemiański, Michalina Żemła oraz statyści: Karol Helewski, Maciej Kobiela, Ignacy Martusewicz, Tomasz Mechowicki, Olaf Staszkiewicz, Mariusz Urbaniec, Filip Warot. Teatr Powszechny Warszawa na scenie Teatru Wybrzeże w Gdańsku, 15 października 2019, czas trwania: 330 minut (dwie przerwy)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here