Recenzja tomiku poetyckiego.
To już drugi tomik Pawła Baranowskiego, po „London Eye”, wydanym krótko po powrocie do kraju, na którym jego emigrancki okres życia odcisnął niezatarty ślad, a o którym to okresie tak pisał:
Emigracja jest jak wojna
pozbawia swoją ojczyznę dzieci
eksterminuje więzi
atakuje na wszystkich frontach
Emigracja s.18
To tomik, w którym ta niewypowiedziana wojna trwa nadal. Wciąż jeszcze emigracja jest tym, co „Obchodzi”(tytuł najnowszej książki)poetę. Otwierają się nowe fronty – sam niedawno ze zdziwieniem dowiedziałem się, że nie ruszając się z domu zostałem emigrantem, w kontaktach z którym głośna kaszubska mniejszość pozwala jeszcze urzędnikom na używanie języka polskiego. Do czasu, oczywiście, do czasu. Już trwa moja przyspieszona edukacja nowego języka rozpisanego na dwujęzyczne znaki drogowe.
Emigracją jesteśmy zainfekowani, ona wdziera się w życie każdego z nas. Emigrantem w swoim własnym kraju jest pani Nitek-Płażyńska, codziennie rano emigrująca do pracy, w której musi wysłuchiwać rasistowskich wypowiedzi niemieckiego pryncypała. Jesteśmy pokoleniem zainfekowanym fałszywym pięknem właściwych emigracji błyskotek:
Ona
jest zgrabna i ponętna
niektórzy szaleją za nią wydając
ostatni grosz na bilet w jedną stronę
pisze poeta w swoim najnowszym tomiku, od tematyki emigracyjnej zaczynając swoją poetycką spowiedź (Ona s. 6). Spowiedź, bo są to wiersze mocno zanurzone w naszej zmierzającej do szybkiej katastrofy egzystencji, pisane z nadzieją na właściwe za szczerość rozgrzeszenie.
Emigracja kojarzona jest zazwyczaj z ruchem, podróżą, szukaniem swojego miejsca, porzucaniem dotychczas zajmowanego. Dzisiaj, gdy wystarczy kliknąć w internet, by zabukować sobie miejsce w tanich liniach lotniczych w dowolnym kierunku, prezentowany przez poetę dotychczas model emigracji wydaje się anachroniczny. Dlatego słowo emigracja coraz częściej zastępuje słowo migracja. Baranowski już zrozumiał, że w wirtualnym, współczesnym świecie emigrantem może być tylko uchodźca, uchodzący z miejsc wydrenowanych przez „londyńskie oko”, ku samemu sercu owej globalnej źrenicy. Przyjdzie czas, gdy i ta źrenica zacznie się karmić sama sobą, ale współczesny uchodźca jeszcze o tym nie myśli.
Trwa poetycka wylinka. Już nie emigrant, a e-migrant migruje:
w toalecie amerykańskiego Boeinga węgierskich linii lotniczych
lecąc ponad granicami państw na trasie Polska-Anglia
wywracam koszulkę t-shirt kupioną na wietnamskim straganie
z prawej na lewą stronę bliższą ciału.
Migracja s.7
Czy możliwa jest emigracja w czasach internetu? Pewnie jest nią codzienna e-migracja ze świata realnego w wirtualny sztetl, ale ta, w stylu Sienkiewiczowskiego „Latarnika”, możliwą już nie jest. Próbuje się nam wmówić, że w miejscach, które zasiedlamy, które sobie kulturowo przyswoiliśmy, jesteśmy tylko obcymi przybyszami, których wyłapią bojówki zapomnianych autochtonów biegające po mizernych lasach z paint ballem, ale my sobie z tymi zielonymi ludzikami poradzimy. Gdy już się zachłysną słoną wodą zawłaszczanego przez nich naszego wspólnego Bałtyku, gdy zmarginalizują swoją ciekawą kulturę do językowego getta, i haftowanych stringów, pojmą być może, że wybrali marsz w tył.
Emigracja to także nostalgia za własnym dzieciństwem, młodością. Baranowski próbuje wytłumaczyć ją sobie i czytelnikom, obserwując przez pryzmat wydarzeń historycznych. Z fałszywym patriotyzmem, skrywającym nacjonalistyczne lęki, rozprawia się w wierszu Ambicje (s.8):
w rękach chłopców ożywają[..]
w rękach dziewczynek ożywają[…]
w rękach dorosłych ambicje nie są
zabawkami można oberwać
gdy rzucone w czyjąś stronę.
Nie da się podskoczyć ponad miarę dwujęzycznych znaków drogowych, i chociaż, jak pisze poeta:
dorośli sięgają po broń
i strzelają ostatnią literą alfabetu,
może pojmą, że język służy do budowy trwałych pomników swojego na tym świecie pobytu a nie jest tanim gadżetem do internetowych pyskówek. Przewalczyć w sobie syndrom emigranta, to zmierzyć się z własną historią. Baranowski symboliczny jej zapis znajduje w szańcach Westerplatte:
już koniec września a ja nadal walczę
odpieram natarcie za natarciem
choć odnoszę rany i straty.
Poeta widzi:
jak z przeciwległego brzegu mierzą do mnie
z dział pancernika Schleswig Holstein
tuż przed ostatnią salwą
już koniec września.
Znajomość historii, mentalne przetrawienie jej niekoniecznych konieczności, pozwala poecie zmieniać jej nieoczywiste ścieżki, odsuwać katastrofę. Pozwala też lepiej czuć paralele wzajemnych powiązań, zbrodni katyńskiej z tym, co stało się w tym miejscu siedemdziesiąt lat później:
1940
ktoś stał za uderzeniem
piasku w oczy i usta
iglicy w spłonkę
2010
samolot jak szpadel spulchnił ziemię
piach wypełnił klepsydry ciał
we mgle wciąż
słychać echo uderzeń.
*** s.19
Baranowski niczego nie wyjaśnia, nie przesądza, ale owo „echo uderzeń” zdaje się wyraźnie sugerować, że w obu przypadkach ktoś za nimi stoi. Nie jest poetą śledczym, więc tylko kieruje naszą uwagę na wydarzenia niewyjaśnione. Od zawsze pochylał się nad losem tych, którym za transformację ustrojową przyszło najwięcej zapłacić. W krótkich, zaledwie kilkuwersowych wierszach, poeta dotyka problemu, by zamiast jego rozwiązania, pozostawić nas z refleksją, zamkniętą krótkim, ale dosadnym aforyzmem. W tomiku poprzednim taką myślą, która przetrwała i może być niezmiennie, używaną także i dzisiaj, po zmianie władzy, była sentencja:
Prezydent i rząd w kraju
naród na emigracji.
W tomiku najnowszym:
kiedyś porozumienia dziś przetargi
wytyczają „Drogę do wolności”
Stocznia Gdańska 2 s.23
Zazwyczaj kres poetyckich peregrynacji wyznacza poecie Gdańsk i okolice, czasem Gdańsk emigrancki, czyli Londyn. Ale Baranowski potrafi spojrzeć szerzej, poza nasze tubylcze opłotki. Widzi jak psuje się nasza głowa, nasza Stolica, oplatana przez węża permisywizmu:
bezszelestnie prześlizguje się po
woli jak po swojej dzielnicy
w zakamarkach ochoty
przechwytuje komendy
Upadek stolicy s. 25
Baranowski zręcznie wychwytuje wszelkie dwuznaczności słów i sensów. Nasze uniesienia są także nazwami dzielnic Warszawy i, tak jak te psychiczne stany, podlegają atrofii.
Pokusa
kusa po
pisze w wierszu Pokusa (s.28), malując smutny obraz tego, co po wszelkich uniesieniach. W innym z wierszy prosi:
wiedź mnie
od mętnej wody
od niedoczekania […]
przejdź poprzez tłum
i mnie stąd
spowiedź
Spowiedź mnie s.29
Ten niemal litanijny ton, spowiedź jako droga ku jednoznacznie przedstawionym zaświatom, wyraźnie wskazuje na miejsce wiary w życiu poety. Dlatego śmieszne wydaje mi się naginanie myśli Baranowskiego ku ateizmowi, co próbowała uczynić prowadząca spotkanie z poetą w gdańskiej bibliotece „Pod Żółwiem” Barbara Piórkowska. Wiersz Ateizm 2 (s.16) bardzo jednoznacznie wskazuje, którą stronę wybiera autor:
ateizm wierzy w grawitację
i sztuczki zręcznościowe
supła sznur z pętlą
i wiesza się na własnym twierdzeniu.
Daleki jest na szczęście od moherowych, jednoznacznych deklaracji, które poezji zwykle szkodzą. Baranowski stara się być poetą koncyliacyjnym:
Niesiemy razem wiadro pełne
wody trzymamy za uchwyt
z obu stron jak małe dziecko za ręce
ostrożnie aby nie uronić ani kropli
*** s.12
To postawa trudna, wymagająca od poety i czytelników wzniesienia się ponad doraźne poglądy i merkantylne uwarunkowania, ale mam nadzieję, że właśnie taka postawa jest siłą tej poezji.
Baranowski jest wnikliwym obserwatorem otaczającej jego i nas rzeczywistości. Nie oszczędza też swoich przyjaciół, dyskretnie wytykając im błędy, być może zaniechania, a może i zwykłe etyczne lenistwo. Dobrze wiemy, że z poetą Wojtkiem Borosem stanowią interesującą parę literackich prosumentów. Zrobili, i wciąż robią wiele dla poszerzenia zainteresowania poezją coraz to nowych czytelników. Boros niejednokrotnie deklarował publicznie swój ateizm i swoje wiersze próbuje ubogacić pewną dawką światopoglądowego cynizmu. Nie uszło to uwagi Pawła, który w wierszu: Smycz (zamiast recenzji zbioru wierszy pt: „Pies i Pan” Wojciecha Borosa) tak strofuje Przyjaciela:
Pies i Pan patrolują teren
[…] oswojeni z pustką zdaje się
że nie wierzą w nic,
jakby dali się nabrać,
że serce nabija ich w butelkę.
Myślenie sercem, niestety prowadzi na manowce, dlatego to:
włóczą się pomiędzy stronami monidła
nie wiedząc kto ciągnie
za smycz.
Smycz, s. 30
Baranowski potrafi zażartować z kolegów po piórze, jak w wierszu Wiersz na nagrodę literacką (s.33), w którym tak pisze:
kupiłem tom wierszy
nagrodzony sporą sumą
pieniędzy wydałem dużo
mniej, po lekturze wiem
że nie
przepłaciłem
Autor tego kupionego przez poetę zbioru wierszy pewnie uzna ów zwrot „nie przepłaciłem” za pochwałę, uznając, że wiersze są warte zapłaconej sumy, ale gdy dokładnie przyjrzymy się myśli Baranowskiego, to zauważymy, iż jest tu wyrażona ulga, że za tomik zapłacił na tyle mało, że nie przepłacił. Taka zabawa dwuznacznością słów i pojęć jest właściwa poetom dojrzałym i takim dojrzałym poetą jawi się w świetle najnowszych wierszy autor.
Wydawane obecnie tomiki wierszy są coraz szczuplejsze. Autorzy już nie starają się czernić stron od lewej do prawej i od góry do dołu. Coraz więcej akapitów, coraz krótsze strofy, coraz oszczędniej wyrażane myśli i uczucia. Ten trend dążenia do lapidarności, na który zwracałem już wielokrotnie uwagę, pisząc o wierszach Jerzego Stachury, podjął też i Baranowski. Tomik składający się z zaledwie 25 wierszy (tu duże uznanie dla redaktora tomiku Radosława Wiśniewskiego) kończy utwór Obchodzi (s.35) składający się zaledwie z dwóch słów, ale ileż znaczeń z sobą przynoszących: „obchodzę Boga”. To mogą być słowa poety, który deklaruje swój ateizm, owo „obchodzenie Boga” szerokim łukiem, ale może też znaczyć ostrożne zainteresowanie Bogiem, takie wzajemne obwąchiwanie się, próbowanie, doświadczanie. Może też być przeświadczeniem, że to, co robi poeta, co pisze, to, jak reaguje na rzeczywistość, jest Bogu bliskie. Tej nadziei, że „obchodzę Boga”, życzę Pawłowi Baranowskiemu i nam, czytelnikom, na wiele jeszcze twórczych lat życia.
Paweł Baranowski, Obchodzi. Stowarzyszenie Żywych Poetów, Gdańsk 2019, stron 36.

Paweł Baranowski 1972 r. urodzony w Gdyni. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej 1994-97 r. związany z Inicjatywą Poetycką „Almanach” 2004 r. Uczestnik spotkań Sopockiego Klubu Pisarzy i Przyjaciół Książki. Inicjator Poetyckiej Przystani „Strych”, współinicjator Przeglądów Połowy Poetyckie w Gdyni. 2005 r. Honorowa nagroda Prezydenta Miasta Gdyni za animację kultury. 2007/2008 r. działalność w Grupie Literackiej „Polaris” w Londynie. Publikacje m.in. Autograf, tygiel Kultury, RzeczPospolita Kulturalna, Dziennik Polski (Londyn), Poezja dzisiaj, KA Bliza, Biblioteka Rekopisów GTPS, Trójmiejska Antologia „Galeria Poetów” (1999r.), Antologia: „Na krańcu świata napisane” (2008r.). Wydane zbiory wierszy: „Przedświty” (2005r.), „Ziemia Obiecana” (2007r.), „London aj.” (2011 r.)



![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)
