Arkadiusz Frania
Baśń w miodzie i gorczycy.
Motywy alkoholowe w poezji Jerzego Stachury
Życie to niekończąca się podróż, a może lepiej powiedzieć tułaczka. Człowiek pielgrzymuje, z każdym kilometrem głębiej i boleśniej poznaje siebie. Najpierw prawda o sobie rani, jest nie do zniesienia. Potem stan ten ustępuje, pozostaje (samo)wiedza, ułatwiająca podejmowanie mądrzejszych (?) decyzji. Podmiot liryczny w wierszach Jerzego Stachury również „poniewiera się” po świecie w poszukiwaniu swojego jestestwa, właściwych proporcji i miar, którymi należy odmierzać każdy dzień. Boleśnie doświadcza życia: „Opiekuję się sobą / jak psem potrąconym przez życie / na skrzyżowaniu Mireckiego i Morskiej” (***(Opiekuję się sobą) – Ś19)[1]. W relacji Fundacji Pomysłodalnia z wernisażu poetyckiego zorganizowanego w Stacji Kultura w Rumi 9 czerwca 2016 roku z okazji edycji tomu O jedną miłość za daleko odniesiono się do wypowiedzi artysty:
Dwugodzinne spotkanie w Stacji Kultura w Rumi stało się okazją do podsumowań, nierzadko gorzkich, z przeszłości, której mroki często poeta przywołuje w swoich wierszach. Otwartość Stachury skłoniła go do wyznań o Bogu, przemijaniu, cierpieniu, samotności oraz artystycznej ekspresji. I choć wydawać by się mogło, że słowa „nadzieja” nie ma w słowniku Stachury, to jednak zapowiedział kolejny, rozrachunkowy tomik[2].
Żywot jest także żeglowaniem, o czym przekonują liryki stworzone przez autora podczas pobytu w szpitalu. To był czas mierzenia się, konfrontowania i oswajania z myślami ostatecznymi, nadawania sensu zjawiskom, zdarzeniom nieuchronnym. Krzysztof Wiśniewski pisał o spotkaniu z poetą: „Usiedliśmy przed wejściem do szpitala i rozmawialiśmy przez godzinę o Edwardzie Stachurze, muzyce i planach na przyszłość. Pochwalił mi się też tym, że w szpitalu powstało kilka nowych wierszy”[3]. Zacytujmy zatem rozliczeniowy utwór Na wiatr:
Może to nie koniec
przecież chłopaki z Grabówka
nie umierają w łóżkach
ale jak kolorowe żagle
odpływają na zawsze
za martwy horyzont
Ale jeśli już i dla mnie
wieczne żeglowanie
to niech ten wiersz –
na wiatr
(Na wiatr – Ś38).
W innym tekście z tomu Ślepy justunek pojawia się motyw „białych żagli” zakotwiczony wprost w kontekście hospitalizacji, szpitalnych korytarzy: „Białe żagle / jak szpitalne wiersze // Bo jaki poeta / nie żeglował nocą / po korytarzach” (***(Białe żagle) – Ś41).
Zbigniew Radosław Szymański, poeta i wrażliwy obserwator rozwoju liryki Jerzego Stachury, omawiając wybór Akacje z Grabowej (2011), zauważył, że „Poezja Stachury to poezja drogi. Nawet jeśli jest to droga wokół grabówkowych alei, czy też droga do »Baryłki«”[4], potem we wstępie do książki Listy, których nie ma do kogo wysłać (2012) skonkludował: „Stachura […] niejedną dróżkę wydeptał. Być może tę do piwiarni »Baryłka« najbardziej”[5], a kilka lat później, w recenzji tomu O jedną miłość za daleko (2016), zanotował: „wiersze [Jerzego Stachury] były jak dotąd wychodzone na niezliczonych bezdrożach i zakamarkach świata, by później, gdy z wiekiem siły już tego niestrudzonego globtrotera opuściły, ograniczyć się do ścieżki wiodącej do baru »Baryłka«”[6]. Niech te trzy cytaty staną się wstępem do próby przyjrzenia się wątkom alkoholowym w poezji autora z Gdyni.
Trunek to składnik organiczny życia i twórczości wielu pisarzy, swoista ambrozja kojąca skołatane dusze nadwrażliwców, którzy odważyli się wyjść naprzeciw losowi, by go opisać w tekstach, bo literatura jest właśnie niekończącym się raportem z pola walki „ja” z rzeczywistością. O łagodzącym działaniu wódki mówił Jan Himilsbach w ostatnim swoim wywiadzie:
To pani słyszała? Stoję kiedyś na ulicy, w centrum Warszawy, z butelką. Idą znajomi, popatrzyli i pytają: „Jasiu, a co ty robisz tu z gorzałką?” Ja też popatrzyłem, rozumie pani, i im odpowiadam, że zamierzam w szarą rzeczywistość wprowadzić element baśniowy[7].
Ten baśniowy „eter” koi nerwy, unosi serce, rozjaśnia spojrzenie, wygładza fałdy wątpliwości, rozcieńcza smutek i żal. W wierszu Lot i kara czytamy: „już tylko sny alkoholowe / przypinają mi skrzydła” (Lot i kara – L49), gdzie indziej: „Przeganiam myśli / butelką piwa i kijem” (***(Przeganiam myśli) – Ś13).
Zasugerowany na początku niniejszych rozważań wątek wędrówki nomen omen wiedzie nas do anturażu wódczanego. Ukochana dzielnica poety, gdyński Grabówek[8], może pysznić się swoim szlakiem alkoholowym: „Wzdłuż ulicy Morskiej / (od Przylądka Cyryla / do Zatoki Kalksztajnów) / prowadzi szlak – / Spotkasz na nim rozbitków / z którymi niedawno / piłeś słodzoną herbatę” (***(Wzdłuż ulic Morskiej) – A63). Warto przywołać też podobny szlak stołeczny, o którym mówił jego bywalec poeta Waldemar M. Gaiński:
napisałem powieść. To znaczy, ja ją ciągle, ciągle szlifuję. Nazywa się to Na Szlaku. […] Piszę, siedzę nad tym już kilka lat. To jest współczesna powieść o takich chłopakach, którzy albo są artystami, albo próbują być. Na Szlaku to się w Warszawie nazywa ten kawałek: Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, do Alei Ujazdowskich. Tam było mnóstwo knajp, „U Hopfera”, „Staropolska”, „Harenda”… Jak się wyszło na Szlak, to się zawsze kogoś spotkało, pogadało…[9].
Aleksander Przybylski, autor znakomitego Literackiego almanachu alkoholowego, dostrzegł:
Prawie każde duże miasto ma swoją knajpianą marszrutę, znaczoną kolejnymi kolejkami i upadlającymi upadkami. Wystarczy wspomnieć krakowskie dżiro czy warszawski szlak orlich gniazd. Zazwyczaj jest to pięć, no, może sześć knajp, z których pierwsza bywa zarazem ostatnią, a w ogóle to pół nocy spędza się w trzeciej, czekając na znajomych, aż wreszcie robi się jasno i trzeba zadzwonić po taksówkę[10].
Literacką egzemplifikację powyższej prawdy badacz odnalazł m.in. w powieści Bohumila Hrabala Zbyt głośna samotność:
zaczniemy od jednego piwa u Hofmanów, a potem przejedziemy przez bramkę Na Vlachovce, a potem Na Rożku, potem elegancko w dół na Stracony Posterunek, a potem przejedziemy przez bramkę u Milerów, potem pod Herb i wszędzie strzelimy sobie tylko po jednym dużym piwie, żeby mieć dosyć czasu na przejazd przez bramkę u Jarolímków, a potem jedno piwo u Ládi i zaraz skręt do Karla Czwartego, a potem szusem na dół do baru Świat, a potem już w wolniejszym tempie przejechać bramkę u Hausmanów i Pod Browarem, potem przez tory do Króla Wacława, a potem przejechać bramkę u Pudilów czy też u Kroftów, a potem możemy jeszcze przejechać bramkę u Doudów i Pod Merkurym i dojechać do mety na równi na Palmovce albo w barze u Schollerów i ewentualnie, jeżeli starczy czasu, cały ten slalom zakończyć albo u Horkich, albo Pod Miastem Rokycany[11].
Podmiot liryczny Jerzego Stachury określa się mianem włóczęgi, „wiecznego wędrowcy / bachusowego cygana”: „Jużem się włóczył i tu i ówdzie / już zobaczyłem i to i owo / […] / ja, wieczny wędrowiec – / bachusowy cygan” (***(Jużem się włóczył i tu i ówdzie) – A35) czy nawet chuligana: „moje chuligańskie kolana” (***(Nie dam się zabić jednym kopniakiem) – P33). Z kolei pełzanie najlepiej oddaje trud skacowanego snucia się ulicami: „Pełzam jak lawa po mieście / i nie wiem już od kogo / pożyczyć pieniądze” (***(Jeszcze tyle dnia zostało) – A60). Cytowany już Zbigniew Radosław Szymański użył określenia „dreptanie”: „dreptać wciąż wokół tego samego dzielnicowego epicentrum – piwiarni »Baryłka«”[12]. Pochód podmiotu lirycznego zaułkami miasta to swoista autobiografia autora Pióra z esperalem.
Na Grabówku alkohol spożywa się w różnych miejscach, wszakże Jerzy Stachura jest poetą z miasta i poetą miasta. Przyznaje też, że jego wiersze rodziły się z zapachu ulic, melin, podwórek i bram: „już przez dno butelki / nie podziwiam słońca / a na melinach nie szukam poezji” (Sukces – W31). Obozy przyjmowania „elementu baśniowego” to:
- bramy: „Wieczorami spotkania autorskie / w bramie u Kwaśniaka” (***(Już niewielu nas zostało – Ś17);
- knajpy, meliny[13]: „w łunach knajp paliłem głowę” (***(Jużem się włóczył i tu i ówdzie) – A35), „cmentarze knajp i melin” (***(Jak się odnaleźć w nowym życiu) – CN14), „O świcie wyszedłem z meliny” (***(O świcie wyszedłem z meliny) – P47), „sami swoi – / przeważnie znajomi z meliny” (***(To była pijalnia piwa) – C7);
- puby, bary piwne, pijalnie piwa: „ulico Świętojańska […] / zamknęłaś przede mną / swoje puby i bary” (Gdyński akcent – P49), „pod ladą piwnego baru / pożółkłe kartki zeszytu / wciąż czekają / na dłużników” (Z dzielnicy – W23), „To była pijalnia piwa / w niej gości co niemiara” (***(To była pijalnia piwa) – C7);
- tawerny: „W portowych tawernach kradnę ma- / rzenia / poławiaczy skarbów i pereł” (***(Zniewoliła mnie ta rzeczywistość – W9);
- „pod sklepem”: „w obrębie sklepu sieci Zatoka – / piję piwo” (***(W szczęśliwym kraju nad Wisłą) – P28).
Osobno należy przywołać rzeczywistą, już wzmiankowaną kilkukrotnie w tym tekście, piwiarnię „Baryłka”, w której w 2011 roku odbył się mityng autorski z Jerzym Stachurą. Prowadzący spotkanie, Piotr Wyszomirski (redaktor naczelny „Gazety Świętojańskiej”) powiedział m.in., że „Baryłka” (zwana też „Baryłą”) to „najprawdziwsze miejsce dla Grabówka, a także dla ciekawego, niełatwego życiorysu naszego bohatera”[14]. W trakcie owego wieczoru Jerzy Stachura wykonał piosenkę Kumpel z Grabówka (tekst Adam Potrykus), gdzie pojawia się postać barmanki, pani Geni:
wstajesz radosny
nad kuflem piwa w niedzielę rano.
Mój kumplu z Grabówka, bądź pochwalony.
Niech sobie dzwonią w kościele dzwony.
Nic się nie zmienia, troski te same
[…]
A pani Genia serdeczna i hojna
za barem na Komandorskiej piwo rozlewa[15].
Marcin Poliński, autor bloga Gdyński folklor, w omówieniu gdyńskich piwiarni ocenił też „Baryłkę”:
Przy ul. Komandorskiej działa […] pijalnia Grabówka – kultowy bar starej generacji Baryłka. Powstał on w 1968 roku i od razu zyskał ogromną popularność wśród mieszkańców dzielnicy. W ostatnich latach, w barze organizowane były […] koncerty m.in. […] artysty z Grabówka Jerzego Stachury. W takie dni lokal pękał w szwach. […]. W środku zastać można elegancki i dobrze dobrany wystrój z kaszubskimi wzorami wyciosanymi w drewnie pod sufitem. Czas umilać może gra w rzutki, a w uroczym kąciku znajduje się też stół bilardowy. W środku panuje kulturalna atmosfera. Klientami tego lokalu są ludzie starsi ze sznytem uwielbiający gry w karty kreujący nostalgiczny klimat. W barze spotykają się ze sobą miejscowi Kaszubi, przyjezdni robotnicy oraz lokalni artyści[16].
Zaznaczmy niepowtarzalną aurę „Baryłki”: „kultowy bar starej generacji”, „nostalgiczny klimat”.
Warto również zacytować fragment Ballady Sampowej, oddający ducha alkoholowego Grabówka:
Przy Mireckiego
przystań, kolego,
może coś złapiesz na krzywy ryj.
Albo u Zdzicha
walnij kielicha,
w jego zeszycie
jest twoje życie
Przy Mireckiego
przystań, kolego,
może coś złapiesz na krzywy ryj[17].
Knajpy – jak kościoły – to współczesne centra zdrowia psychicznego, świątynie niedzielnych kultów, przestrzenie, gdzie sprawowane są rytuały: „jest niedziela / kościoły i knajpy pootwierane” (***(Powinienem dzisiaj wyjść z domu) – P28). Chociaż bohater uważa się za „gorszego katolika z Grabówka” (Moja parafia – P76), pierwszy dzień tygodnia wypełnia tylko czynnościami najważniejszymi, na inne szkoda czasu i energii: „Słucham w radiu niedzielnej mszy – // Palę papierosa / Piję piwo / Piszę wiersz – – // Nie ma mnie dla nikogo” (***(Słucham w radiu niedzielnej mszy – P68).

W wierszach Jerzego Stachury pije się przede wszystkim wódkę i piwo, rzadko kiedy wino czy rum. W poczet biesiadników zaliczymy rozbitków życiowych, mitycznych już „chłopaków z Grabówka”, stających się: „bohaterami podwórek / królami bram i ulic” (Z dzielnicy – W23), „pięknymi poetami z Grabówka” (***(Już niewielu nas zostało – Ś17), „samymi swoimi – / przeważnie znajomymi z meliny” (***(To była pijalnia piwa) – C7). W kolędzie alkoholowej, zaczynającej się od słów „Tak mało świątecznie” (w tomie Grabówek wierszem malowany tekst nosi tytuł Wigilia 2001), obserwujemy „chłopaków z Grabówka”, którzy „już rano przełamali się chmielem” (***(Tak mało świątecznie) – P30). Piwo staje się wierszem i chlebem powszednim. Do takiego wniosku dochodzimy, zestawiając powyższy fragment z wyimkiem wziętym z Mojej parafii: „wierszem się łamię / jak chlebem powszednim // A za pokutę / zbieram z trawników / puszki po piwie” (Moja parafia – P74).
Konsumpcja wódki posiada cechy komunii metafizycznej, wspomnienia dawnych czasów i zmarłych przyjaciół, jak w rozrachunkowym wierszu Za pamięci:
Niczego nie żałuję
i nie płaczę nad rozlanym piwem
Czasami tylko wspomnę chłopaków z Grabówka –
znicz zapalę pod drzewem
i na kilka łyków
zatrzymam wiersz w butelce
(Za pamięci – P75).
O kompanach i towarzyszach od kielicha tak się wypowiadał Jan Himilsbach:
Wie pani, ja lubię towarzystwo, ale dobre. Od tych, z którymi siedzę przy kielichu oczekuję przede wszystkim lojalności, inteligencji, uczciwości. Tego wszystkiego, o czym, już dawno ludzie zapomnieli. Każdy w tej chwili jest tak zajęty sobą, lataniem za własnym ogonem, że na drugiego człowieka brakuje mu czasu. I to jest smutne, naprawdę, cholernie smutne… Że coś się zmieni? Nie mam już złudzeń…[18].
Roman Śliwonik swój kapitalny tom wspomnień Portrety z bufetem w tle otworzył krótkim wstępem Wsparci o bar, gdzie znalazły się szczególnie istotne w kontekście naszych rozważań słowa:
Mężczyźni wsparci o bar są inni niż ci sami mężczyźni na co dzień.
Mężczyźni wsparci o bar są silni, mądrzy, opanowani, chłodni, trochę piękni, chłopięcy i męscy, jak z kadru westernu, a przede wszystkim pewni siebie, zdobywczy i wiedzący na pewno, że wszystko, co zamierzą, osiągną[19].
Picie „funkcjonuje” poprzez naczynie, przede wszystkim butelki: „dno butelki”, „z butelek i kwiatów robiłem sekrety” (***(Nie składałem przysięgi) – C15), „oglądając tyle razy dno butelki” (***(Coraz trudniej stworzyć coś nowego) – P34). Zacytujmy wyznanie: „słońce miało kształt butelki / i było Bogiem” (Przed zimą – L19). Wątek solarny (słońce, poranek, świt) odznacza się w tej poezji zauważalną frekwencyjnością w sytuacjach alkoholowych: „O świcie wyszedłem z meliny / Przeżegnałem się / i ucałowałem kawałek słońca” (***(O świcie wyszedłem z meliny) – P47), „piję piwo // Niby żadne wydarzenie / Ale słońce wyszło zza chmury” (***(W szczęśliwym kraju nad Wisłą) – P28), „pamięć postradać / i wrócić do domu o przyzwoitej porze // A tu już świta / droga się kończy” (***(Która to jeszcze ze mną) – C28). Z czasem „nabożeństwo” porannego kaca, wyjścia z bram i melin, staje się uciążliwe: „przez całą noc tonąłem w melodii piwa / a gdy około świtu wyłowiłem się / to byłem cały sfermentowany” (***(To była pijalnia piwa) – C7). Powroty do domu mają coraz mniej wspólnego z prawdziwym życiem, będąc udręką dla „ja”. Bohater pyta samego siebie: „które słowa / zostawię sobie w sercu / jak kawałki szkła / z rozbitej butelki” (Pusta noc – L35), w „rozbitej butelce” chcę widzieć pragnienie zerwania z nałogiem. Etap pośredni cechuje balansowanie: „Jeszcze w zachwycie / ale już przez dno butelki / nie podziwiam słońca” (Sukces – W31), moje przypuszczenie o „wyjściu z U” przeradza się w pewnik: „Odwróciłem kieliszek / a potem wzrok / od butelki” (Uczta – CN13).
Cytowany już Waldemar M. Gaiński pisze: „ja moja krew / roztwór osocza / alkoholu / moczu”[20]. Fraza świadczy, iż trunek stał się płynem ustrojowym tego częstochowskiego poety, niezbędnym elementem nie tylko diety, lecz bytu: „chcę się kochać tak jak piję wódkę”[21], „jest jeszcze Breughel Gombrowicz jazz alkohol”[22].
W przemyśleniach nad wódką i życiową włóczęgą nie mogło zabraknąć odwołań (apostrof) poety do twórczości Wieniedikta Jerofiejewa i jego arcydzieła, poematu Moskwa-Pietuszki. Odniesienia takie pozwalają na wprowadzenie w obręb działań metaforyzujących realizmu motywów kolejowych. Życie to bowiem wielkie oczekiwanie nie tyle na dworcu, w ciepłej poczekalni, ale co „piątym peronie”, zapewne zimnym i wietrznym. Podmiot liryczny początkowo nie wie, jaki jest jego środek transportu i cel podróży: „czy czekam na ekspres z Warszawy / czy osobowy z Pietuszek” (***(Siedzę na piątym peronie) – P52), chwilę później zna odpowiedź, bo przy jego torze: „nie zatrzymują się / dalekobieżne pociągi / a tylko towarowy do Pietuszek” (***(Znów siedzę na piątym peronie) – P60). „Osobowy” pociąg staje się „towarowym”, co nie oznacza rezygnacji z marzeń, ale sugeruje poznanie własnego przeznaczenia, które, mimo determinizmu, należy kształtować według serca.
Bohater wpadł w nałóg, uzależnił się od picia. Jedną z przyczyn nałogu był brak miłości: „Gdybym wiedział / co to miłość / […] // słońca bym nie przesłaniał / dnem butelki” (Gdybym wiedział – Ś47). Wyzwaniem dla duszy i ciała stało się zerwanie ze starym życiem, które „wciąż jeszcze błądzi / po cmentarzach knajp i melin // I jak każdy zły duch / chwali Bachusa —” (***(Jak się odnaleźć w nowym życiu) – CN14). Podmiot liryczny notuje w dzienniku podróży wrażenia z mityngu anonimowych alkoholików:
Byłem na spotkaniu –
Chorzy faceci
wypruwali swoje życiorysy
z opuchniętej wątroby – –
W parafialnej salce
krążyła śmierć
lista obecności
i papierowy samolocik
(***(Byłem na spotkaniu – P37).
W powyższej scenie dominuje nerwowość, pulsowanie krwi w mózgu, nawet jakieś zniechęcenie i frustracja, to pewnie efekt odstawienia alkoholu. Rzeczywistość przypomina „sen trzeźwiejącego alkoholika”: „Wraca lęk / jak sen trzeźwiejącego alkoholika” (***(Wraca lęk) – W18).
Skup butelek jawi się jako drogowskaz, punkt orientacyjny. Położony jest co prawda daleko, „na drugim końcu miasta” (***(Nie mogę sobie przypomnieć) – P42), ale oddanie pustego szkła należy do ważnych czynności codziennych, stąd jej wpisanie w plan życia czy nawet w egzystencję: „To się jakoś ułoży – / umyję się uczeszę / zmienię bieliznę i skarpetki / oddam butelki do skupu / zagram na gitarze zagwiżdżę” (Dziesięć linijek – P29). Z kolei „niezdane do skupu butelki” to, obok wierszy, spadek podmiotu lirycznego dla potomnych: „niewiele po sobie zostawię – / siatkę poezji / i niezdane do skupu butelki” (Reinkarnacja – P53).
Podmiot liryczny zna smak wódki, wie, czym jest kac, i zdaje sobie sprawę, jak trudno powrócić do trzeźwego istnienia. Wiersze Jerzego Stachury są świadectwem zmagań „ja” z demonem alkoholu. Liryki stają się w pewnym sensie poetyckimi egzorcyzmami, które autor odprawia nad swoim życiem.
[1] Cytując wiersze i wypowiedzi Jerzego Stachury pomieszczone w jego książkach lirycznych, używam skrótów (cyfra arabska oznacza stronę przywołania): C – Czy będę sam czy tylko ten pierwszy, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1987; A – Akacje z Grabowej (wybór wierszy), In gremio, Gdynia 2011; L – Listy, których nie ma do kogo wysłać, In gremio, Gdynia 2012; P – Poezje, C&T, Toruń 2014; CN – Czyż nie pożycza się kwiatów, Wąbrzeskie Zakłady Graficzne, Gdynia-Wąbrzeźno 2018; W – Wiersze, które zapomniałem napisać, Wąbrzeskie Zakłady Graficzne, Gdynia-Wąbrzeźno 2019; Ś – Ślepy justunek, Wąbrzeskie Zakłady Graficzne, Gdynia-Wąbrzeźno 2020.
[2] Nic we mnie nie jest miłością. Jerzy Stachura w Stacji Kultura w Rumi (data publikacji 13 czerwca 2016 roku) [relacja ze spotkania promującego zbiór wierszy Jerzego Stachury O jedną miłość za daleko], [w:] https://www.pomyslodalnia.pl/literatura/nic-we-mnie-nie-jest-miloscia-jerzy-stachura-w-stacji-kultura-w-rumi/ – dostęp 24 października 2020 roku.
[3] Krzysztof Wiśniewski, Jerzy Stachura przeszedł poważną operację (data publikacji 13 czerwca 2019 roku), [w:] http://stachuriada.pl/index.php/item/395-jerzy-stachura-przeszedl-powazna-operacje – dostęp 10 października 2020 roku.
[4] Zbigniew Radosław Szymański, Niestrudzony sadownik [rec. J. Stachura, Akacje z Grabowej], Miesięcznik Literacki „Akant” 2012, nr 6, s. 33.
[5] Zbigniew Radosław Szymański, „Listy, których nie ma do kogo wysłać”. Dość opieszałości Poczty Polskiej. Czytajmy wiersze Jerzego Stachury, [w:] Jerzy Stachura, Listy, których nie ma do kogo wysłać, s. 7.
[6] Zbigniew Radosław Szymański, Poszerzenie pola walki [rec. J. Stachura, O jedną miłość za daleko], Miesięcznik Literacki „Akant” 2016, nr 8, s. 35.
[7] „Nie mam już złudzeń” (Ostatnia rozmowa z Janem Himilsbachem), rozmawiała Marzena Wiśniewska-Tomaszkiewicz (październik 1988), [w:] Jan Himilsbach, Moja oszałamiająca kariera, Wydawnictwo: vis-à-vis/Etiuda, Kraków 2004, s. 148.
[8] Grabówek jako ojczyzna mentalna, psychiczna poety powraca we wspominkach poprzez obrazy podwórka, symbolizującego młodość i zasady: „Gdzie ten chłopak z Grabówka / ze scyzorykiem w ręku / którym bronił podwórka” (Ballada – L18), „błądzę po podwórkach / jakbym szukał chłopaków / do wspomnień” (Słabszy dzień – CN15).
[9] 30 lat pracy twórczej. Chciałem być perkusistą. Rozmowa z Waldemarem M. Gaińskim, poetą, rozmawiał Marian P. Rawinis, Kwartalnik Kulturalny Częstochowy „Aleje 3” nr 49, styczeń-marzec 2005, s. 21.
[10] Aleksander Przybylski, Slalom Hrabala, [w:] tegoż, Literacki almanach alkoholowy, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2016, s. 358.
[11] Bohumil Hrabal, Zbyt głośna samotność, przeł. Piotr Godlewski, Świat Literacki, Izabelin 2003, s. 113-114. Cytuję za: Aleksander Przybylski, Slalom Hrabala, s. 359.
[12] Zbigniew Radosław Szymański, Niestrudzony sadownik.
[13] Jerzy Stachura jest autorem obrazu olejnego pt. Ulica dobrych melin, którego reprodukcja znajduje się w albumie Grabówek wierszem malowany (G24).
[14] Jerzy Stachura w Baryłce na Grabówku [materiał określono jako: „Zapis spotkania w kultowej piwiarni grabówczańskiej”] (data publikacji 24 września 2011 roku), [w:] https://www.youtube.com/watch?v=pX6BG2gZyz8 – dostęp 3 listopada 2020 roku.
[15] Kumpel z Grabówka [piosenka, tekst Adam Potrykus, muzyka i wykonanie Jerzy Stachura], cytuję za: Jerzy Stachura w Baryłce na Grabówku.
[16] Marcin Poliński, Rajd po gdyńskich pijalniach (data publikacji 17 stycznia 2018 roku), [w:] https://gdynskifolklor.blogspot.com/2018/01/gastronomia-wielkiego-kacka.html – dostęp 3 listopada 2020 roku. W tekście pojawiła się niepokojąca dla bywalców „Baryłki” informacja, że „po śmierci właściciela obiektu, budynek baru został wystawiony na sprzedaż. Przez kilka lat nad wejściem wciąż działającego baru wisiał baner »lokal na sprzedaż«. W końcu teren kupił deweloper i planuje w miejscu pijalni postawić blok”.
[17] Ballada Sampowa [piosenka, tekst, muzyka i wykonanie Jerzy Stachura], cytuję za: Jerzy Stachura w Baryłce na Grabówku. Pieśń spotkała się z niezwykle żywiołową reakcją publiczności, co zaowocowało ponownym wykonaniem ballady w części bisowej.
[18] „Nie mam już złudzeń” (Ostatnia rozmowa z Janem Himilsbachem).
[19] R. Śliwonik, Wsparci o bar, [w:] tegoż, Portrety z bufetem w tle, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2001, s. 7.
[20] Waldemar M. Gaiński, Poemat uliczny [wiersz], [w:] tegoż, Poemat uliczny, Zarząd Warszawski Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, Warszawa 1977, seria: „Premiery”, s. 3.
[21] Tenże, Łatwopalne wiersze [wiersz], [w:] tegoż, Wiersze ostatnie, redakcja Tadeusz Piersiak i Olga Wiewióra, Towarzystwo Galeria Literacka, Częstochowa 2016, s. 31.
[22] Tenże, Zamiast snu [wiersz], [w:] tegoż, Asfaltowy blues, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1981, s. 38.



![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)