Na łamach portalu e-teatr został opublikowany 29. już „Subiektywny spis aktorów teatralnych”. W sezonie 2020/2021 uznany krytyk zauważył czworo aktorów z Pomorza, a konkretniej z Gdańska i Gdyni.

Subiektywny spis aktorów teatralnych. Edycja dwudziesta dziewiąta

Mirosław Baka [mistrzostwo]

Jego spotkanie z Radosławem Stępniem przed dwoma laty przy Śmierci komiwojażera dało świetny spektakl i świetną rolę, tym większe nadzieje łączyły się z ich kolejną wspólną pracą w gdańskim Wybrzeżu, nie byle jak zakrojoną: nad Faustem. Co wyszło? Zafrasowana twarz, ciepły, niski głos mówiący wierszowany tekst. I powściągliwość prowadząca niemal do wycofania; długimi chwilami odnosi się wrażenie, że jedna z emblematycznych person europejskiej kultury staje się tu postacią drugoplanową. Dobrze, Faust jest tekstem w teatrze niewdzięcznym; wywracali się na nim najwięksi. Ale czy jest sens sprowadzania interpretacji tego konstytutywnego mitu naszej kultury do kwestii pogubienia człowieka w czasie pandemicznej zawieruchy ze szczególnym uwzględnieniem osobistej kondycji twórców teatru? Och, jak ja kocham tę narcystyczną przyjemność babrania się w artystowskim „ja”, trzeba czy nie trzeba. W pięknie, klarownie, muzycznie wypowiadanych przez aktora strofach wtrącony kawałek niejasnych polemik środowiskowych brzmi jak dziwaczny fałsz. Johann Wolfgang von Goethe nie znał słowa „Garbaczewski”, nie było mu potrzebne.

Beata Buczek-Żarnecka [mistrzostwo]

Cóż może być milszego w ciepły letni wieczór niż patrzeć na piękną, dojrzałą, inteligentną i profesjonalnie bezbłędną aktorkę w szpalerze eleganckich panów na tle oświetlanego zachodzącym słońcem morza? Że to rozrywka tylko? Ale któż do diaska każe nam się wstydzić tego rodzaju odwiecznych przecież w teatrze przyjemności? Spektakl o Marlenie Dietrich na Scenie Letniej Teatru Miejskiego im. Gombrowicza w Gdyni jest jej benefisem: śpiewa, tańczy, fika salta, a przy tym czasami się jawnie zgrywa, czasami jest naturalnie wyniosła, czasami jest prywatna, czasami sceniczna w prywatnej sytuacji. I każe nam zgadywać, z którego porządku jest ta minka, to burknięcie, ta inwektywa. Trzeba dużej samoświadomości aktorskiej, żeby tak się bawić formą. Miała w sezonie ciekawy epizod w innej pracy Jacka Bały, w Prawieku Olgi Tokarczuk jako dziedziczka Popielska. A u Krzysztofa Babickiego w Arszeniku i starych koronkach z upodobaniem drobi starcze kroczki w siwej peruce, postarzając się widowiskowo o jakieś sto lat.

Katarzyna Figura [mistrzostwo]

Człowiekowi brakuje cierpliwości na własną zgubę. Nie przekonywała mnie swoimi rolami w gdańskim Wybrzeżu, zyskującymi uznanie i nagrody; tłumaczyłem się jak niepyszny ze swojego dystansu na tym miejscu przed dwoma laty. A trzeba było chwilę poczekać i dziś z pełną wiarą pisałbym czołobitnie o jej najnowszych scenicznych poczynaniach. O Sędzinie w Balkonie (u Geneta jest sędzia; to Jan Klata zmienił mu płeć) wciskającej się w togę i związane z nią rytuały jurydycznej władzy, jakby to była namiętność erotyczna, niekiełznane pożądanie, orgazm psychiczny (czy my nie znamy takich przykładów z realu?). A z innej beczki o Teresce, emigrantce, harującej niewolniczo w Brukseli „dla dzieci” pozostałych w kraju, jadącej na dno poniżenia, broniącej się przed nim szorstkością i wódą. Ubrana w precyzyjną formę groteska i czysty realizm, dwa zadania z różnych biegunów, zrobione perfekt, bez fałszywego tonu. Radość patrzeć.

Adam Turczyk [nadzieje]

Patrzę z szacunkiem, jak gdański Teatr Wybrzeże uzupełnia zespół, rozciąga jego wielopokoleniowość, odmładza obsady. Widziałem go dotąd w małych rólkach, większe zadanie dostał w Inteligentach Marka Modzelewskiego. Gra tam potomka inteligenckiej rodziny (tata dziennikarz, mama redaktorka, ciotka bogobojna katoliczka), który niezauważalnie dla zajętych sobą starszych zasmakował w nacjonalizmie i ksenofobii, co wychodzi na jaw, gdy uczestniczy w pobiciu czarnoskórego rówieśnika. Młody reżyser, Radosław B. Maciąg, mieszkanko jajogłowców oddzielił od widowni czerwonym łańcuszkiem jak gabloty w muzeach; buntownik łańcuszek ten przekracza, sunie wyzywający monolog wprost widzom w pysk. Miało to pewnie być prowokacyjnie trzeźwiące, co nie do końca wyszło, bo inteligencka menażeria jest tu trochę nazbyt karykaturalna, żeby ktoś jej kompromitacje wziął do siebie. Niemniej jego łamiąca komediowość tyrada, jego drwiące spojrzenie, gdy mówi – nam, nie rodzicom – że chcieliśmy, iżby myślał niezależnie i samodzielnie, więc właśnie to robi, jednak drobne ciareczki na plecach wywołuje. Powodzenia w następnych rolach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj