Część druga recenzji dzieła niezwykle ważnego nie tylko dla Kaszubów.

Historia Kaszubów w dziejach Pomorza (tomy III-V) – refleksje kaszubskiego czytelnika 1/5

Historia Kaszubów w dziejach Pomorza (tomy III-V) – refleksje kaszubskiego czytelnika 2/5

II. Kaszubskie żywioły i emocje

            Przy lekturze tomu III początkowo odczuwalne jest podążanie autora za tą myślą przewodnią. Mamy tu bogate w źródła opracowania dotyczące sytuacji Kaszubów w latach 1815-1920. Na wstępie autor – prof. Józef Borzyszkowski, przybliża zarys społeczeństwa kaszubskiego na początku XIX wieku, czyli przed Wiosną Ludów i przebudzeniem narodowym Kaszubów (rozumianym tu na kilka sposobów, wynikających z powyższego podziału na trzy najistotniejsze żywioły, wszak XIX-wieczne przebudzenie narodowe dotyczyło niemal wszystkich narodów ówczesnej Europy). Opowieść zaczyna się po wycofaniu wojsk napoleońskich i rosyjskich z Pomorza i upadku (pierwszego) Wolnego Miasta Gdańsk (1807–1814), w rzeczywistości ukształtowanej przez Kongres Wiedeński. Czytelnik może zapoznać się tu z działaniami duchownych (katolickich, ewangelickich, a nawet z wpływami śląskich księży na Kaszubach) i historią ośrodków szkolnictwa na Pomorzu Wschodnim: gimnazja w Chojnicach, Chełmnie i Wejherowie. Niestety, nie poznamy tu historii XIX-wiecznego szkolnictwa w Gdańsku, ani w zachodniej części Pomorza, np. w Słupsku – a za tym, nie dowiemy się o wielu ciekawych postaciach, które tworzyły ówczesną historię Kaszub i Pomorza (w szerokim rozumieniu), jak np. o H. von Stephanie – reformatorze systemu pocztowego w Prusach, wynalazcy pocztówki, budowniczego ponad 2000 budynków pocztowych, w tym. m. in. istniejącego do dziś budynku poczty w jego rodzimym Słupsku.

Rewers bonu seryjnego (pieniądza zastępczego) miasta Słupsk z 1922 r. o nominale 1,50 marki.
Oprócz postaci Henricha von Stephana zawierał napis: „Wo kommen deñ all die Kaschuben her – Es gibt so viel wie Sand am Meer? Aus Stolp, aus Stolp, aus Stolp.” („Skąd pochodzą Ci wszyscy Kaszubi – Jest ich tak wielu, jak piasku nad morzem? Ze Słupska, ze Słupska, ze Słupska”)

            Ponadto autorowi w tej części nie udaje się uniknąć nietrafnych moim zdaniem interpretacji tekstów źródłowych. Przykładem niech będzie fragment książki ks. A. Hildebrandta, „Wiadomości niektóre o dawniejszym archidyakonacie pomorskim a teraz znacznej części diecezji chełmińskiej” z 1862 r.:

(…) Kaszubi rozumieją zawsze czystą mowę polską, jeżeli się do nich wyraźnie i powoli przemawia. Książek do nabożeństwa używają wyłącznie w poprawnym języku polskim ułożonych i również miewają tu kapłani kazania tylko w poprawnym języku polskim. A nikt sprawiedliwie myślący nie odmówi szacunku duchownych troszczącym się szczerze o pielęgnowanie i zachowanie języka ojczystego swych parafian.

            Pomijam już tu fakt istnienia kaszubskojęzycznych książeczek do nabożeństw w kościołach ewangelickich oraz relacje niekaszubojęzycznych przybyszy z Polski na Kaszuby, którzy zwracali uwagę na problemy w komunikacji z Kaszubami ze względu na różnice językowe (logika mówienia po polsku głoś-no, po-wo-li i wy-raź-nie w celu bycia zrozumianym przez osobę niepolskojęzyczną nadal cieszy się w Polsce niesłychaną popularnością), o czym autor nie wspomina. Natomiast zdaniem prof. Borzyszkowskiego, mamy tu do czynienia z przykładem myślenia dominującego wśród księży katolickich pracujących na Kaszubach podczas zaborów, a wspomniany przez kapłana „język ojczysty” interpretuje autor w sposób następujący: „Sądzę, iż miał na myśli także język kaszubski, utożsamiany, nie tylko przezeń, z polskim”. Moim zdaniem wielokrotne zwracanie uwagi na „poprawny język polski” świadczy jednak o czymś innym – to właśnie ów „poprawny język polski” był celem działań polskich księży-filomatów (z całego tekstu wynika wręcz, że było to ważniejsze od kształtowania wiary Kaszubów, bo tę kaszubskie rodziny przekazują sobie od wieków wraz z obyczajami ojców). Powyższy tekst jest więc swego rodzaju usprawiedliwieniem (pisanym przez księdza-Kaszubę!) dla księży, którzy „troszczą się szczerze” o wspomniany, „poprawny język polski”, kosztem „różniącego się w niektórych wyrazach i sposobie wymawiania” „narzecza”. Niestety, mamy tu więc do czynienia z praktyką usprawiedliwiania przez autora niniejszego tomu (we własnych komentarzach do tekstów źródłowych) działań dążących do polonizacji Kaszubów. Działań, z którymi od wielu lat wciąż się borykamy.

Budynek Królewskiego Gimnazjum w Wejherowie – dziś SP nr 9 im. J. Wybickiego.
W miejscu budynku po prawej stornie znajduje się dziś rondo św. Leona Wielkiego (patrona parafii, do której należy znajdujący się w pobliżu poewangelicki kościół) (archiwa).

            W podobny sposób autor podszedł do opisywania historii wspomnianych wcześniej gimnazjów. Za przykład wezmę Gimnazjum Królewskie w Wejherowie. Prof. Borzyszkowski przytacza mnóstwo kaszubskich nazwisk absolwentów tej szkoły, wskazuje kaszubskie miejscowości, z których pochodzili, jednak skupia się wyłącznie na kilku osobach, które związały się z żywiołem polskim (głównie mowa tu o późniejszych księżach katolickich). Samą placówkę określa mianem: „ośrodek propagandy pruskiej”, co rodzi negatywne odczucia i skojarzenia u czytelnika w odniesieniu do niemieckiego żywiołu, który miał zostać zaprezentowany na równi z żywiołem polskim i żywiołem kaszubskim. Należy pamiętać, że była to pruska szkoła państwowa, funkcjonująca w mieście, które przez niemal 150 lat znajdowało się w niemieckich granicach, od początku w większości zamieszkiwanego przez Niemców i przez Niemców zarządzanego (urzędy, rada miasta, żandarmeria), a dodatkowo vis-à-vis szkoły mieściła się główna siedziba okręgu kościelnego Ewangelickiego Kościoła Unii Staropruskiej (późniejszej superintendentury [diecezji] wejherowskiej Ewangelickiego Kościoła Unijnego). Rodzi się więc pytanie: jakie inne postawy miałaby w tamtym czasie kształtować ta placówka? Gdyby dzisiejszego kontynuatora i spadkobiercę dawnego Königliche Gymnasium Neustadt in Westpreußen – I LO im. Jana III Sobieskiego w Wejherowie, rozpatrywać w kategoriach kształtowania postaw patriotycznych, moglibyśmy śmiało mówić o ośrodku propagandy polskiej, z którego (cytując za autorem) „cudem (…) wyszło aż tyle ciekawych postaci, mocnego ducha narodowego i kaszubskiego”, przykładowo inicjator „Historii Kaszubów w dziejach Pomorza”, prof. Gerard Labuda. Nadto, całkowicie pominięto tu absolwentów wejherowskiego Gimnazjum, którzy związali się właśnie z żywiołem kaszubskim lub niemieckim. Przykładem może być postać Paula Nipkowa, zgermanizowanego Kaszuba pochodzącego z Lęborka, który zasłynął na całym świecie, jako Ojciec Telewizji (a właściwie jako wynalazca tarczy Nipkowa, służącej do przesyłania obrazu na odległość, co po latach pozwoliło na uruchomienie pierwszej telewizyjnej stacji nadawczej w Berlinie). Nipkow we własnych wspomnieniach opisywał posługiwanie się językiem kaszubskim w dzieciństwie (zabawy z innymi dziećmi w Lęborku i śpiewanie kaszubskich piosenek) – odsyłam tu do wspomnień wynalazcy i jego rodziny zebranych przez (również pochodzącego z przedwojennego Lęborka) historyka Clausa-Dietriecha Schmidta w książce „Paul Nipkow – Erfinder des Fernsehens (1860-1940), Sein Leben für technischen Fortschritt” (Lębork 2009). Jest to jedna z ciekawszych postaci w historii Kaszubów, którą powinniśmy się chwalić, niestety pominięta przez autora, prawdopodobnie ze względu na możliwość powiązania go z niemieckim żywiołem.

Paul Nipkow i schemat tarczy Nipkowa na pamiątkowym znaczku pocztowym wydanym w Berlinie w setną rocznicę opatentowania maszyny (z prawej) (archiwa).

            Swoistym podsumowaniem wprowadzenia (rozciągniętego na cztery rozdziały) jest podrozdział poświęcony identyfikacji Kaszubów – często opartej na własnym języku i mowie, przed rozpoczęciem działań Floriana Ceynowy. Budzicielowi Kaszubów i ojcowi kaszubskiej myśli narodowej poświęcono oddzielny rozdział, jednak czytelnik chcący przybliżyć sobie wyłącznie historię tej postaci, sięgnąć będzie musiał także do poprzednich czterech rozdziałów, gdzie co jakiś czas pojawiają się kolejne fragmenty przybliżające pierwszą połowę jego życia – do momentu uwolnienia z Moabitu (gdzie oczekiwał na wykonanie wyroku kary śmierci, na którą został skazany za organizację nieudanego powstania na Pomorzu). Rozdział poświęcony Ceynowie skupia się na jego późniejszej pracy lekarskiej, życiu poza Kaszubami, a także na najistotniejszych publikacjach, dzięki którym udało mu się zwrócić uwagę świata nauki na język i kulturę Kaszubów. Autor koncentruje się na kwestiach sporów wokół statusu kaszubszczyzny, niemal nie zwraca uwagi na kwestie kaszubskiej identyfikacji (poza wizją wpisującą się w panslawizm), która dla Ceynowy także była istotna. Rozdział ten poprzedza jednak część poświęcona rozwojowi polskiej myśli narodowej na Pomorzu w czasach Wiosny Ludów – szczególnie w polskiej prasie i kościołach, a wszystko to niejako umniejsza początkom historii żywiołu kaszubskiego zapoczątkowanego przez Ceynowę. Kolejny i zarazem ostatni rozdział pierwszej części III tomu „Historii Kaszubów w dziejach Pomorza”, poświęcony jest sytuacji społeczno-gospodarczej w II połowie XIX wieku na Pomorzu Wschodnim, będącej przyczyną licznych migracji ludności kaszubskiej poza Pomorze. Niestety brakuje tu informacji o Pomorzu Zachodnim. Poszczególne podrozdziały skrótowo opisują historię pierwszych osadników pochodzących z Kaszub w Kanadzie i USA, historię Seminarium Duchownego w Pelplinie oraz udziału Kaszubów w powstaniu styczniowym. W całej pierwszej części III tomu „Historii Kaszubów w dziejach Pomorza” brak więc równego opisania trzech żywiołów od czasów Wiosny Ludów do 1870 roku. Szczególnie odczuwalny jest brak poświęcenia dostatecznej uwagi żywiołowi niemieckiemu, który jako czytelnik szczerze miałem ochotę poznać.

            Drugą część III tomu rozpoczyna opowieść o zjednoczeniu Niemiec w 1870 roku i historia Kulturkampfu. Szczególnie zastanawiającym w kontekście kaszubskości (i trzech żywiołów) „Historii Kaszubów w dziejach Pomorza” jest podrozdział: „Polityka Prus i Rzeszy Niemieckiej wobec Polaków po Kulturkampfie.” Znajdziemy tu także dłuższą opowieść poświęconą kaszubskiej migracji do obu Ameryk i w inne zakątki świata, opowiedzianą przez pryzmat kościoła katolickiego, a za tym – związanej z polskim żywiołem. Niestety temat migracji Kaszubów do 1920 roku rozbito w sumie na trzy różne rozdziały, rozsiane w obu książkach III tomu. Poznamy tu nazwiska wielu kaszubskich i polskich kapłanów, którzy przyczynili się do podtrzymywania ducha polskości, bądź kaszubskości w USA i Kanadzie. Często czynnikiem decydującym była liczebność wiernych – gdy wśród migrantów dominowali Kaszubi, zachowywano kaszubskie tradycje, a w niektórych miejscach nawet język kaszubski. W tego typu parafiach w Kanadzie kaszubizacji ulegali nie tylko osadnicy z Polski, ale także m. in.: Irlandczycy i autochtoni z plemienia Kri. Brakuje tu jednak wspomnień samych kaszubskich osadników, które byłyby tego dowodem. Księża z „pierwszej polskiej parafii w Kanadzie” opisywani są przez autora jako „wspaniali” duchowni, podczas gdy żyjący tam Kaszubi wyrażają się o nich zgoła inaczej. Do dziś zachował się w zbiorowej pamięci obraz surowego proboszcza pochodzącego z litewskiego Wilna, który swoich kaszubsko-kanadyjskich parafian zmuszał do odpracowywania dziesięciny na roli, a opieszałych w owych obowiązkach okładał własnoręcznie wykonaną pałką z kości udowej sarny. Za sprawą jego nacisków dokonano także zmiany nazwy największej kaszubskiej osady w Kanadzie na Wilno (przypomnę, że ów ksiądz pochodził z litewskiego Wilna). Pierwotnie osada ta nosiła nazwę Princetown/Prince’s Corner, na cześć jednego z pierwszych osadników, pochodzącego z podkościerskiego Kalisza, Adama Princa, który otworzył pierwszy sklep i prowadził urząd pocztowy w późniejszym kanadyjskim centrum kaszubskiej migracji (odsyłam tu do lektury książki Davida Shulista: Discovering Kashubia Europe – The Fatherland of my Kashubian ancestors, Ottawa 2018).

Budynek pierwszego sklepu i urzędu pocztowego w Princetown/Prince’s Corner – dziś kaszubska tawerna w Wilnie, Ontario. (fot. D. Shulist)

            Trzeci rozdział poświęcony jest „własnej podmiotowości” Kaszubów i rozpoczyna go pełna historia postaci Hieronima Derdowskiego. Opisana została zbiorczo w jednym miejscu, czym różni się od porozrzucanej historii Budziciela Kaszubów, Floriana Ceynowy, czy np. historii kaszubskiej emigracji. Jest to więc zabieg, który w dużym stopniu ułatwia czytelnikom poznanie tego konkretnego tematu, ale utrudnia poznawanie innych, niepowiązanych z polskim żywiołem. Zastanawiać może też to, że rozdział o „własnej podmiotowości” Kaszubów rozpoczyna Derdowski, będący przeciwnikiem traktowania Kaszubów czy języka kaszubskiego, jako odrębnych podmiotów, a nie – Ceynowa, który był zwolennikiem tych idei. Autor, poza opisaniem życia Derdowskiego (na Kaszubach i w Ameryce), koncentruje się na jego twórczości – przypomina tu także jego zapomniane dzieła, mające silny antysemicki charakter i zauważa, że stosunek samego pisarza do mowy Kaszubów był zbyt prześmiewczy. Niestety, prof. Borzyszkowski nie powstrzymał się tu od prywaty i mało eleganckich wyrażeń skierowanych do dzisiejszych działaczy kaszubskich, którzy do postaci Derdowskiego podchodzą w sposób krytyczny. To, czy „Historia Kaszubów w dziejach Pomorza” jest odpowiednim do tego miejscem i czy historyk chcący opisać każdy z kaszubskich żywiołów w sposób uczciwy, powinien dopuszczać się takich praktyk, pozostawiam do oceny czytelnikom. Odpowiedzią autora na wspomnianą (lecz niedookreśloną) krytykę twórczości Derdowskiego (cytując zgodnie z zapisem, zawierającym błędy językowe): „są słowa m. in. J. Karnowskiego, zawarte w jego tomiku Nowotne spiéwé, Poznań 1910, gdzie (…) czytamy:

Sąm léno rychtych jem Kaszeba,
rodowy z pucciego krejsu!
Osle të, skórę môsz lwa!
Zdrôdzo cę zmniéczonô mowa!”

Zasięg języka kaszubskiego na początku XX wieku, mapa opracowana na podstawie badań F. Lorentza (wikimedia)

           Kolejna część III tomu dotyczy krajoznawców z Niemiec i Polski, którzy badali kaszubską kulturę na przełomie XIX i XX wieku. Dalsze rozdziały poświęcone są polskim filomatom na Pomorzu i ruchowi Młodokaszubów. Temu ostatniemu poświęcony jest niemal cały rozdział piąty: „Odrodzenie Kaszubów i kaszubszczyzny na początku XX wieku„. Zastanawia mnie tu sens użytego określenia „odrodzenie”, bowiem nie zostaje ono wyjaśnione przez autora, a na początku XX wieku kaszubszczyzna miała się zdecydowanie lepiej, niż w chwili obecnej i nie było wcześniej takiego momentu, który wpłynąłby na przerwanie naturalnego przekazu naszego języka i kultury wśród Kaszubów (co nastąpiło pod koniec XX wieku). Mimo, że już wcześniejsze rozdziały poświęcone były polskim i niemieckim kaszubologom – niniejszy rozdział rozpoczyna przybliżenie osoby F. Lorentza (najwybitniejszego, niemieckiego badacza języka i kultury Kaszubów, żyjącego w Sopocie). To kolejny przykład na rozbijanie przez autora na wiele podrozdziałów, zdawać by się mogło, że naturalnie nierozerwalnych tematów, co utrudnia poznawanie poszczególnych elementów naszych dziejów. Dalej prof. Borzyszkowski przybliża Towarzystwo Młodokaszubów prezentując najistotniejsze działania skupionych w nim działaczy, rozpatrując pokrótce oba nurty ideowe – polonofilski i kaszubocentryczny, które Młodokaszubi próbowali łączyć, szukając w obu możliwości rozwoju kaszubskiej kultury i języka przed 1920 rokiem.

Cdn.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj