Gdynia jest miastem młodym. Wydawałoby się więc, że pamiątki przeszłości, wszelkiego rodzaju zabytki, powinny być w niej pod szczególną ochroną. M.in. dlatego, że niewiele jest miejsc na ziemi, które mogą opowiedzieć swoją historię ze szczegółami od początku po dzisiaj. Nie zawsze się jednak tak dzieje. Dlaczego? Podam dziś tylko jeden przykład: pałacyk w parku orłowskim, między Wrocławską, a Inżynierską.

Znam go od dziecka, tam się wychowałem i pamiętam, że jako dzieci byliśmy karmieni opowieściami o „pałacu królowej Marysieńki”. Potem, kiedy już sami mogliśmy dochodzić wiedzy historycznej, okazało się to nieprawdą, ale urok tego miejsca nadal działał. Jeśli zatem nie Marysieńka, to kto był w przeszłości właścicielem pałacyku?
Szukając odpowiedzi, należy pamiętać, że obecna Gdynia to zlepek niegdysiejszych wsi, dziś przekształconych w dzielnice, z których każda ma swoją własną historię, nierzadko całkiem odmienną od innych. Pałacyk, dziś w Orłowie, był w przeszłości (do 1935 roku) centrum dawnego majątku ziemskiego Mały Kack. Przy okazji – ciekawe mogą być rozważania na temat samej nazwy majątku. Co ona oznacza? Szczerze? Nic. Jest nazwą sztuczną, wytworzoną w procesie przemian historyczno – językowych.
Gdynianie: Pomożecie? Zbieramy na książkę o Gdyni!
Rzadko kiedy zastanawiamy się nad zmianami, jakie zachodziły w niemieckim nazewnictwie obszaru Pomorza i nad ich przyczynami. A historia pokazuje, że o ile Krzyżacy w swoich dokumentach używali nazw dawnych, miejscowych, przystosowanych do niemieckiej wymowy, o tyle Prusacy już od pierwszego zaboru zmieniali te nazwy na niemieckie tak, by oznaczały one coś zrozumiałego w tym języku. Dokumenty wystawiane przez komtura gdańskiego w XIV wieku mówią o wsi Małe Kaczko, co niedwuznacznie sugeruje pochodzenie nazwy. Okolice wsi do dziś są miejscem lęgowym łysek uważanych niegdyś za gatunek kaczek, stąd wiele miejscowych nazw się do nich odnosiło. Krzyżacy przyjęli to „z dobrodziejstwem inwentarza” i tak bywało to zapisywane w ich dokumentach.
Po I rozbiorze Prusacy zmienili nazwę z Małe Kaczko, która nic w języku niemieckim nie znaczyła, na Klein Katz – Mały Kot. Czyli zasadnicza zmiana znaczeniowa i gatunkowa. Nie będę się zajmował dywagacjami na temat związków kaczki z kotem, ponieważ nie mówimy tu o współczesnej polityce, interesuje nas historia. Po I wojnie w ramach repolonizacji nazw miejscowych postąpiono „po krzyżacku” i nie tłumacząc dostosowano nazwę do polskiej wymowy. Majątek Mały Kack po wojnie trzynastoletniej był w posiadaniu mieszczan gdańskich (głównie rodziny Rosenbergów), co samo w sobie naprowadza nas na kolejną, historyczną ciekawostkę. Z lekcji historii wiemy, że w dawnej Polsce tylko szlachta miała prawo do posiadania majątków ziemskich. Tak, w Polsce, ale nie na Pomorzu. To jedna z tych prawnych odrębności pomorskich, którymi nie „zamęcza się” uczniów w szkołach. Mieszkańcy np. Redłowa też nie zawsze wiedzą, że w podobny sposób jego niegdysiejszymi właścicielami była rodzina gdańskich patrycjuszy – Heymów. Itd., itd.
Z czasem pałacyk w Małym Kacku wraz z majątkiem (ok. 700 ha wg obecnych miar) stał się własnością rodziny von Parpart. I tu kolejna ciekawostka – nie byli to rdzenni Niemcy, ale zniemczona rodzina kaszubska, na co wskazuje samo nazwisko – po kaszubsku – paprotka. W XIX wieku potomkini tych „paprotek” wyszła za mąż za kolejną „ciekawostkę historyczną” – Karla von Brauchitch, robiącego karierę w państwie pruskim. Ciekawostkę dlatego, że jego ród przeszedł mniej więcej podobną drogę co von Parpartowie. Do dziś na pałacyku od strony parku widnieje herb rodziny von Brauchitch. Heraldyk bez trudu zauważy, że jest on identyczny z … polskim herbem Brochwicz. Ciekawą postacią był także ich syn – Georg urodzony w tym pałacyku w 1885 r. – archeolog klasyczny, swego czasu najlepszy niemiecki specjalista od amfor greckich.
Po I wojnie, kiedy teren Małego Kacka przypadł Polsce, wielu Niemców, nie chcąc mieszkać w nowym państwie, wyprzedawało swe majątki i przenosiło się do Niemiec albo Wolnego Miasta Gdańska. Właścicielka Małego Kacka usiłowała wprawdzie oszukać komisję aliancką, sugerując, że tutejsza ludność to „wyłącznie Niemcy”, ale poniosła klęskę. Sprzedała więc majątek gdańskiemu bankowi Hollandia, od którego z kolei kupił go gdański przedsiębiorca drzewny Julius Jewelowski.
Ten nie zamierzał mieszkać w pałacyku, jego zamiarem było jedynie „zrobienie interesu” na parcelacji, której ślady znajdziemy w prasowych ogłoszeniach z początku lat 30-tych. Parcelacja spowodowała powstanie nowych ulic – Inżynierskiej, Wrocławskiej, Architektów, Technicznej i in. Sam pałacyk dostał się w ręce Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych na zasadach do dziś niejasnych, w każdym razie nigdy nie był jego hipoteczną własnością, nie mówiąc już o tym, że nie był to ten sam związek, co dzisiejsze ZNP. Po II wojnie oddano go wprawdzie do użytku ZNP, ale nie chce mi się wierzyć, że komunistyczna władza dała coś komuś na własność hipoteczną, dowodów na to nie ma żadnych.

A jednak to ten związek w niejasnych okolicznościach sprzedał pałacyk deweloperowi i dziś jest znowu własnością prywatną. Za czyjąś zgodą przebito średniowieczne fundamenty, by zrobić, niezbędne przecież, wejście do pubu z zewnątrz, ścięto głazy wystające ze ścian na poziomie parteru i dokonano jeszcze kilku „zmian”, którymi jakoś nie zainteresował się prokurator.
I jeszcze jedna uwaga. Na całym świecie podobne obiekty traktuje się jako całość – tzw. zespoły parkowo-pałacowe. Tymczasem w Gdyni oddzielono teren pałacu od innej części zespołu, na którym stoi zabytkowa bażantarnia. Stoi, ale już chyba niedługo, bo chodzą słuchy, że teren, na którym jest postawiona, wziął na cel kolejny deweloper.

W ten sposób zniknie i stara obora (przerobiona po wojnie na lokale mieszkalne dla pracowników) i ostatni ślad po zasypanym w latach 60-tych stawku będącym częścią unikalnego systemu wodnego istniejącego na terenie obiektu. Jego unikalność polegała m.in. na tym, że potrafiono w parku uruchomić kilka fontann bez użycia jakiejkolwiek pompy.
I na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Dzisiejszy cmentarz na ul. Spokojnej to dawna owczarnia von Brauchitchów. Po wojnie tzw. Oddział Zaopatrzenia Robotniczego urządził tam świniarnię, która zaopatrywała robotników portu Gdynia w mięso do zup regeneracyjnych.
Co krok, to historia. Czy jest komuś potrzebna? Jak dotąd nie zauważyłem.




![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)
Ciekawe informacje.Mnie interesują WSZYSTKIE informacje dotyczace Małego i Wielkiego Kacka oraz sąsiednich.Gdzie była położona ta WIEŚ Mały Kack ?
Tam, gdzie ma pan dziś dzielnicę Mały Kack tyle, że wieś była większa. Prawy brzeg rzeki kaczej aż do morza, od południa Potok Kolibkowski i wzgórza z Kapellenbergiem na czele, od zachodu dopływ Kaczej rozdzielający Mały i Wielki Kack – to w przybliżeniu dawne granice wsi.
Były korekty już od XVI wieku aż do 1935 roku kiedy część od ul. Wrocławskiej na wschód przyłączono do gminy Orłowo Morskie i razem do miasta Gdynia jako dzielnicę Orłowo.