Multimedialna recenzja i relacja z najnowszej premiery w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni (dalej: Muzyk).
Kiedy świat rozpadł się raz kolejny, Brahma, bóg – bogów, postanowił stworzyć go na nowo. Spłodził więc Wisznu i powierzył mu owe dzieło. Koniecznym do tego okazały się Wedy czyli księgi tajemne, które leżały na dnie niezmierzonych głębin. Wtedy obrońca i strażnik kosmosu Wisznu wcielił się w wieloryba i święte księgi uratował
Herman Melville, Moby Dick
Kościelniak jak Duplantis
Wojciech Kościelniak śrubuje wynik niczym szwedzki tyczkarz. Konkurencje różne, ale osiągi podobne. Kościelniak „robi” w musicalu, wytrwale kroczy swoją „trzecią drogą”, pokonując kolejne wyzwania i udowadniając, że dla musicalu nie ma granic ani ograniczeń, gdy wyobraźnia i talent idą w parze. Tym razem sięgnął po pozycję nieprzekładalną na język sceniczny – tak przynajmniej wydawało się przed gdyńską premierą. „Moby Dick” Hermana Melville’a z 1851 r. należy do kanonu nie tylko literatury amerykańskiej i anglojęzycznej, ale we wszystkich poważnych zestawieniach literatury światowej plasuje się bardzo wysoko.
zobacz także: [wideo] Sho[r]t: Wyjaśnienie uspokajające ws. pokazu spektaklu „Moby Dick” w Gdyni
Wprawdzie na początku lat 90. minionego wieku powstał musical inspirowany arcy powieścią Melville’a, a w 2019 r. miała premierę kolejna próba, to kroniki nie wspominają o sukcesie, podobnie jak w przypadku opery z 2010 r. Choć, kto wie, może w dobie postironicznego teatru artystowskiego miłośnicy serialowej „Lalki” entuzjastycznie przyjęliby pierwszą propozycję, która umieszcza akcję „MD” w basenie szkoły, której dyrektorem i Ahabem zarazem jest drag queen.
Spontaniczność w regule
Szukając nowego określenia dla strategii artystycznej reżysera „Lalki”, sięgnąłem tym razem do nauk Wschodu. Regułą u Kościelniaka jest rama, jaką wyznacza uniwersum zakreślone przez autora, które przepisuje w jednej osobie reżyser i scenarzysta, a od dłuższego czasu także autor słów piosenek, co w musicalu jest niezwykle istotne. Co ciekawe, motyw ramy jest często obecny u reżysera dosłownie, w postaci pustej ramy obrazu, co nastąpiło także w „MD”. Parafrazy kościelniakowe są hołdem dla autorów, których przepisuje, ale już interpretacja i kategoryzacja sensów są domeną kierownika projektu. Nie ma potrzeby dopisywania i przeinaczania faktów, znajdowanie ekwiwalentów formalnych i emocjonalnych dla oddania własnej wizji dzieła klasycznego jest wyzwaniem a zarazem przygodą znacznie ciekawszą i trudniejszą. Dlatego tak cenię spektakle Wojciecha Kościelniaka, mam niezwykły szacunek dla jego użyteczności i skromności oraz… odpowiedzialności: przed widzem, przed zespołem, przed teatrem, w którym pracuje. Szczególnie objawia się to w Muzyku, dla którego każde spotkanie z reżyserem wrocławskiej „Opery za trzy grosze” jest świętem.

Więcej zdjęć Lucyny Suwiczak tutaj
Spektakl a powieść
Gdyńska inscenizacja jest oczywiście wyborem fragmentów z powieści, ale wyborem bardzo reprezentatywnym, wiernie oddającym przebieg wydarzeń, więc nie grozi nam „Moby Dick 2, 3” itd. To nie „Szczęki”, nie będzie sharksploitation.
Z Nantucket, miasta, które w XVIII i XIX w. było ważnym ośrodkiem wielorybniczym, wyrusza statek Pequod dowodzony przez tajemniczego kapitana Ahaba. Członkowie załogi pochodzą z wielu miejsc i z kilku kontynentów, Pequod to taka mała, pływająca wieża Babel. Ahab szybko wyjawia cel rejsu, a zachętą dla śmiałków, którzy jeszcze nie wiedzą, że są śmiałkami, jest obietnica wzbogacenia się, którą symbolizuje złoty dublon o wartości tysiąca kubańskich cygar. (Figura dublona to częsty motyw w kulturze anglosaskiej, stał się nawet podstawą do analiz psychologicznych, w których służy do objaśniania mechanizmu działania ludzkiego umysłu i uważany jest za prototyp testu projekcyjnego). Mroczna charyzma Ahaba trzyma w ryzach załogę, a gdy rodzi się wreszcie bunt, szalony kapitan posługuje się sztuczką, wykorzystując efekt ogni św. Elma. Los wyprawy jest już jednak przesądzony.
Moby Dick w Teatrze Muzycznym w Gdyni: mówi Wojciech Kościelniak
Opowiedz mi o białym wielorybie, a powiem ci, kim jesteś
Biały wieloryb jest symbolem. Pogoń za nim najczęściej definiowana jest pejoratywnie jako zło, obsesja, dążenie do celu bez względu na koszty osobiste i ogólne. W takim rozumieniu za Ahaba możemy podstawić współczesnych dyktatorów, którzy jednak wykorzystują inne mechanizmy niż jednonogi szaleniec. Literacki dyktator mami ułudą bogactwa i zwycięstwa, współcześni Ahabowie manipulują naszym strachem i słabością. Sam wieloryb jest symbolem Losu, Natury, Przeznaczenia, ale można przecież potraktować go bezinwazyjnie jako cel, przezwyciężenie trudności a nawet marzenie. Każdy ma swojego białego wieloryba…
Moby Dick w Teatrze Muzycznym w Gdyni: fragment spektaklu 1/2
Bez miłości, a jednak musical!
„Moby Dick” to od 800 małą czcionką do ponad 1 000 stron w zależności od wydania pisanych w pierwszej osobie przez Izmaela. Już na początku 20 stron w rozdziale „Etymologia” przywołującym dziesiątki adresów literackich i historycznych – to prawie powieść encyklopedyczna (narrator wspomina nawet rozbiór Polski!). Mało dialogów, mnóstwo opisów i rozważań wręcz filozoficznych, niewiele fabuły – powieść Melville’a nie tylko ciężko się czyta, a co dopiero, kiedy ma posłużyć za materiał na scenariusz spektaklu! Poza tym nie ma wątku miłosnego, a bez tego przecież ani rusz w musicalu (śmiech). Dramaturgicznie też dość monotonnie, perypetie, napięcia zdarzają się rzadko – jak więc opowiadać przez trzy godziny i nie zanudzić?
Zrobić musical! Opowiadać i przekazywać emocje muzyką, ruchem i symbolem. „Dobra piosenka może powiedzieć więcej niż tysiąc słów”, a dobrych piosenek w „MD” jest dużo. Wśród 21 numerów szczególne wrażenie zrobiły „Maska” w wykonaniu Rafała Ostrowskiego i „Modlitewny taniec Queequega” wsparty potężną choreografią Eweliny Adamskiej-Porczyk inspirowaną tańcem haka. To, mimo że na Nowej Scenie, klasyczny „kościelniak”, więc pojawiają się odniesienia/postaci metafizyczne – tym razem ogrywana jest figura maski i dwóch demonów?/Oceanów, które niczym ying i yang stanowią i składają się na wszystko, co w nas i dokoła. Lubię te rozszerzenia, ale wyżej stawiam Śpiewaka podwórzowego, Magazyniera i Anioła.
Najwyższej próby składniki musicalowe wzbogacone szlachectwem odniesień i skojarzeń budują „kościelniaki”: absolutnie, biorąc pod uwagę liczbę i jakość realizacji, endemiczne ujawnienie w światowym musicalu. Obserwując autorskie realizacje Kościelniaka w Muzyku od 27 lat („Hair” już z pieczątką WK, ale jeszcze nieklasyczny „kościelniak”) i w miarę możliwości „zewnętrzne” (uśmiech) zauważam pewną tendencję, której nie jestem zagorzałym fanem: mniej jest mroku, mniej tajemnicy, spektakle są bardziej… familijne.
Statek szaleńca czy szaleńców?
Nie ma szaleństwa zwierzęcia na ziemi, którego nie przewyższyłoby szaleństwo człowieka.
Herman Melville, Mody Dick
Załogę Pequoda tworzą kaskaderzy losu. Książkowy Ahab ma żonę i nawet dziecko, ale ten wątek nie jest eksponowany, chyba nawet niedobrze, że o tym wiemy. Wszystkie postaci „MD”, choć pochodzą z wielu kultur, są jakby wykorzenione. Tasztego, ostatni Indianin ze swego plemienia, płynie po zemstę, Queequeg z wyspy kanibali płynie, by poznać świat, wszyscy, może poza Izmaelem, są owładnięci jakimiś obsesjami, którymi manipuluje dowódca. To statek szaleńców prowadzony przez szaleńca.
Ryzykowna tematyka
Zabijanie wielorybów dzisiaj, i to w tak brutalny sposób jak kiedyś, może nie być dla wszystkich zachętą do odwiedzenia Muzyka, dlatego sceny polowania są zmiękczone, a nie naturalistyczne. Ostatecznie zwycięża Natura, bo bardzo czytelną metaforą jest postać tytułowej osoby nieludzkiej. Tępe okrucieństwo jest ukarane, biały wieloryb jest przestrogą dla kolejnych śmiałków. Nie zapominajmy jednak, że Islandia, którą tak uwielbiamy (wznowiła połowy w 2026 r.), Japonia i Norwegia oficjalnie uprawiają proceder komercyjnych polowań, dlatego:
Yes, Don’t kill the whale
Morska baśń wielokulturowa
Scenicznego „MD” można odbierać jako morską baśń. Tytułowy wieloryb, biała mątwa, przesądy, przepowiednie, proroctwa, legendy tworzą aurę niesamowitości podkarmianej lękiem przed nieznanym. Liczne adresy biblijne, począwszy od imion (Izmael – Bóg wysłuchał, Ahab – rozwijał kult pogańskiego Baala), po przywoływanie przypowieści (przede wszystkim o Jonaszu), wzbogacone są innymi wierzeniami (na płachcie kurtyny adresy hinduskie). Postaci nie kierują się racjonalizmem, może z wyjątkiem Starbucsa, u którego ostatecznie jednak zwycięża podporządkowanie hierarchii. Wyborami ludzkimi rządzą czynniki irracjonalne: strach, chciwość, głupota.
Casting, czyli Dream Team
Praca z Kościelniakiem oznacza święto dla aktorów Muzyka, którzy dla niego wszystko i zawsze:
Ja wam zawsze wszystko wyśpiewam – fragment filmu Miś
Reżyser ma, niczym hollywoodzki maverick prawo do final cut, komfort wyboru, dyrektor nie narzuca mu obsady, jak się zdarza gdzieniegdzie. Wewnętrzny casting przyniósł w efekcie zaproszenie do Dream Teamu: wszyscy bez wyjątku uczestnicy operacji „MD” zasługują na laury. Spotkanie liderów pokoleniowych (Badurka, Ostrowski), większe i zasłużone zauważenie doświadczonych (Perski, Gregor), rosnące talenty (Gierach, Muranowski i Teodorowicz), międzypokoleniowi (Wojciechowski, Kowalski, Słabowski) i „rodzynka” (Witkowska) tworzą najlepszą „jedenastkę”, która zwyciężyłaby na musicalowym Mundialu i w Lidze Mistrzów. Katarzyna Witkowska (Pip) wzbogaca męskie granie lekkością i dziewczęcością, Krzysztof Wojciechowski (Stubb) zakupił chyba do fajki w promocji jakiś turbo dopalacz, bo energia go roznosi, Krzysztof Kowalski (Biały marynarz i nie tylko) jest kontrapunktem dla mroku pozostałych, Marcin Słabowski (Flask) po raz kolejny udowadnia jak ważnym jest aktorem dla Teatru; po raz pierwszy wpisałem do kajeciku zauważeń Igora Teodorowicza (Daggoo), Jędrzej Gierach (Tasztego) pokazuje się udanie w jakże odmiennej roli od Carmen Yoli w „Producentach”, co świadczy o jego rozpiętości aktorskiej. Paweł Muranowski (Queequeg) zdobył szczególne uznanie i był chyba najczęściej przywoływaną postacią w kuluarach – sprawić, by mówiono z sympatią o kanibalu, to zdecydowanie rzadki skill (uśmiech). Cieszy w roli I oficera Starbuca obecność Tomasza Gregora, który jako jedyny indywidualnie stawia się przeciwko szaleńcowi, ale ostatecznie ustępuje – warto pogłębić tę postać, bo napięć dramaturgicznych nie ma za wiele. Odczarowany dla mnie scenicznie został Aleksy Perski (Demon, Fedallah). Już samo pojawianie się wróżbity wprowadza wartość, oszczędność głosowa znanego przecież z niezwykle wyrazistej artykulacji aktora wprowadza tajemniczość – powiedzieć wiele, mówiąc z rzadka i oszczędnie to przykład najwyższej dojrzałości scenicznej i poproszę więcej miejsca dla Perskiego w następnych realizacjach (uśmiech). Wymienieni tworzą zespół, na którego antypodach funkcjonują Izmael (Jakub Badurka) i Ahab (Rafał Ostrowski). Na ich barkach zawieszona jest całość, to opowieść Izmaela, ale najważniejszą postacią jest Ahab, postać ikoniczna, przywoływana w nauce i popkulturze. Song Ahaba („Maski”) wybrzmiał potężnie niczym dzwon w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Śródmieściu Gdyni, którego głośność została właśnie oprotestowana przez sąsiadów, którzy skarżą się, gdzie można, na hałas.
Sprawność fizyczna wszystkich dwunogich wykonawców budzi mój podziw a prywatnie jeszcze zazdrość i wprowadza w stan suicydalny. Wytańczyła ich mistrzowsko Ewelina Adamska-Porczyk, przygotowując wiele układów indywidualnych i zbiorowych, szukając odpowiedników dla muzyki oraz charakterystyki postaci i wykorzystując niezwykłą sprawność wykonawców (Pip we wiadrze!).
Z Mariuszem Obijalskim odbyliśmy muzyczną podróż dookoła świata. Czegóż tam nie ma: dźwięki steel guitar, banjo, harmonijki czy didgeridoo, nie wspominając o klasycznych instrumentacjach. Bogactwo audiosfery jest jednym z największych atutów tego spektaklu.
Moby Dick w Teatrze Muzycznym w Gdyni: fragment spektaklu 2/2
Genialny w swej prostocie jest pomysł scenografki Martyny Kander. Centralną część Nowej Sceny wypełnia jeden, główny element, który z jednej strony odwzorowuje ożebrowanie statku, a z drugiej szkielet wieloryba. Do tego kurtyna jako zwijany i rozwijany żagiel i dziób zagospodarowany przez wizualizacje, które wzmacniają podwójność głównej konstrukcji: raz widzimy bukszpryt, raz tylko ocean; raz jest to statek, za innym razem widzimy ocean z perspektywy Moby Dicka.
Najbardziej podoba mi się kostium Queequega (uśmiech), może w drugim akcie warto „postarzyć” kostiumy pozostałych a od początku zapanować nad stepowym dźwiękiem w nodze Ahaba? „Moby Dick” to mój faworyt we wszystkich możliwych konkursach na Pomorzu w kategorii „Teatr”.
Na najwyższym poziomie jest także program do spektaklu. Okładka obłożona płótnem niczym ściągnięta z żaglowca goniącego za wielorybem, edytorska staranność, artystyczne ilustracje, umiejętnie dobrane treści oddają w nasze ręce wydawnicze cacko.
Iść czy nie iść na „MD”?
To źle postawione pytanie, właściwe brzmi: ile razy (uśmiech). Może nie aż tyle, co niektórzy moi znajomi, którzy byli już ponad 30 razy na jednym tytule (m.in. „Quo vadis”, co częściowo rozumiem, i „Notre Dame de Paris” – tego już nie pojmuję), ale dwa razy co najmniej: raz jako widz „zerowy”, który chłonie organiczną materię musicalu i drugi raz po researchu, lekturze i ukontekstowieniu, by zadziałały wszystkie smaki i przyprawy. A w międzyczasie warto pójść na kawę do… Starbucsa. Nazwa tej sieciówki pochodzi od nazwiska pierwszego oficera Pequoda.
Oby ten statek szaleńców pływał jak najdłużej przy Placu Grunwaldzkim w Gdyni, bo opowieść o nim jest arcydzielna. Udane spotkanie z nieprzekładalnym, wydawało się, „Moby Dickiem” uruchamia pytania o następne wyzwania. A może tak w „Poszukiwaniu straconego czasu”? A może „Proces” A może „Ulisses”? Spokojnie, mamy morze i na razie popływajmy z załogą Ahaba…
Moby Dick w Teatrze Muzycznym w Gdyni: premierowe oklaski i ukłony
Moby Dick. Wg powieści Hermana Melville’a, Adaptacja, słowa piosenek i reżyseria: Wojciech Kościelniak. Muzyka: Mariusz Obijalski. Premiera: 2 października 2026 r., Scena Nowa Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni, czas trwania: 3 h z przerwą. Pełna informacja tutaj.


![[wideo, foto] 60 lat minęło jak jeden dzień…](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/10/SAM_3232-218x150.jpg)
![[wideo] Sho[r]t: Wyjaśnienie uspokajające ws. pokazu spektaklu „Moby Dick” w Gdyni](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/10/wieloryb_n-218x150.jpeg)
![[foto] Świat jak zielnik. Natura w sztuce od XVII do XXI w. CKZ w Poznaniu](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/09/swiat-jak-zielnik-b24-218x150.jpg)


![[wideo, foto] Męskie granie, czyli można bez miłości](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/10/DSC05287-kopia-218x150.jpg)
![[foto] Koncert „Diamentowa Scena – 60 lat Studium Baduszkowej”](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/10/SAM_3682-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Wernisaż wystawy „Baw się abstrakcją” w Poznaniu](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/09/2-218x150.jpg)
![[wideo, foto] Partytura słyszalności, czyli „Zakonnica w przebraniu” w Gdyni](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/09/zak1-218x150.jpg)

![[wideo] BAZAR Inicjatyw Społecznych: Polskie Stowarzyszenie Pasjonatów Kowalstwa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/kowale-218x150.jpg)
![[wideo] BAZAR Inicjatyw Społecznych: mówi Cyprian „Cypis” Ożóg-Orzegowski](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/orzegowskimale-218x150.jpg)


![[foto] No limits](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/SAM_6474-218x150.jpg)
