Strona główna Mechanizm pomorski Kaszubszczyzna Odpowiadam panu naszej kolonii

Odpowiadam panu naszej kolonii

0

Hebel odpowiada Szymańskiemu.

Odpowiadam panu naszej kolonii

Zbigniew Radosław Szymański, Czy Adam Hebel odkupi Alaskę?

Życie w czasach internetu wymaga znajomości definicji Prawa Poego. Te czasy dały nam również błogosławioną Wikipedię, która szybko nam wyjaśnia: „bez użycia ewidentnej formy humoru nie można stworzyć żadnej parodii ekstremizmu czy fundamentalizmu w taki sposób, aby ktoś nie wziął tego za prawdziwy ekstremizm”. Krótko mówiąc, jeśli ktoś coś w internecie napisze, to nie da się sprawdzić, czy serio taki jest, czy może parodiuje. Tak jest w przypadku tekstu Zbigniewa Radosława Szymańskiego.

Przykro mi zaczynać polemikę od wytknięcia błędu, ale 225 tysięcy osób deklarujących narodowość kaszubską to moje marzenie, jednak w rzeczywistości takich deklaracji jest dużo mniej. Najprawdopodobniej autor nie ma pojęcia na temat rozróżnienia naszej tożsamości i możliwości wykazywania kaszubskości na różnych, nie tylko narodowym, poziomach. Podobnie tok myślenia “Kaszuby są tam, gdzie jest choć jeden Kaszuba” – co da się wywnioskować po słowach o rozrzuceniu po całym kraju jest tak absurdalny, że mam przeczucie graniczące z pewnością, że Pan Szymański jako przyjaciel Kaszubów, mówiąc kolokwialnie, toczy bekę z ludzi nierespektujących naszych praw, udając jednego z nich w przerysowany sposób.

Mogę na tym skończyć, przybić piątkę Szanownemu Autorowi oraz pogratulować żartu. Załóżmy jednak, że tekst napisano bez przymrużenia oka. Proszę zatem się nie obrażać, że będę teraz wchodził w polemikę – jeśli tekst był żartem, to ja proponuję jego kontynuację, jeśli nie, wówczas moje słowa napisane są z całą powagą.

Polemika napisana jest z typowym dla narodu stanowiącego większość poczuciem wyższości kulturowej. Macie obowiązek mówić jak my, wasz język jest mniej ważny od naszego i nie ma dyskusji. Podobnie jak kolonie brytyjskie zmuszone były korzystać z dobrodziejstw kultury anglosaskiej. Dzisiaj ostatnie “kolonie” niegdysiejszego imperium, Szkocja i Walia, mają te same problemy. Pada argument o czytelności dwujęzycznych zapisów. Jakimś dziwnym trafem najbardziej powszechny język zawsze na takich tablicach występuje w określonym miejscu i trzeba mieć dużo złej woli, aby go nie zauważać i winę za swoje gapiostwo zrzucać na tekst znajdujący się poniżej. W północnej Serbii są tablice z nazwami zapisanymi łącznie w pięciu językach i naprawdę da się je odczytać.

Co do Łemków – oni zabiegają o dwujęzyczność z nie mniejszą determinacją niż my. I kibicuję im w tym, aby ich język obecny był na tablicach z nazwą miejscowości, w szkołach i mediach. Już w pewnym stopniu to mają. Nie mam też nic przeciwko obecności ich języka na naszej bytowszczyźnie, gdzie urodziła się moja koleżanka Łemkini.

Odnoszenie się do narodowości etruskiej i ogólnie narodów, które były tu przed VI wiekiem n.e. z pewnością jest żartem i, mimo pracy komika, nie mam akurat żadnej puenty przebijającej ten dowcip. Zostawiam więc tę uwagę bez komentarza, jednocześnie gratulując poczucia humoru.

Wreszcie jednak autor kończy śmieszkowanie (no, chyba, że to ironia grubszego kalibru – w takim razie podziwiam odwagę i cieszę się, że ktoś w sposób satyryczny krytykuje takie postawy) i dzieli się uwagą co do naszej winy za sprzedanie ojcowizny! Po cholerę sprzedawaliście, teraz się męczcie z ludźmi nieszanującymi waszej odrębności! Jak to jednak z tym sprzedaniem było? Czy nie było tak, że ziemie od najdawniejszych czasów były zagarniane, ludność przesiedlana, właścicielami była szlachta, która “użyczała” pola chłopstwu? A może panował wtedy wolny rynek i ludność napływowa zachęcona była plakatami drukowanymi przez kaszubskich właścicieli gruntów? Poza tym, co ma fakt posiadania przez kogoś ziemi do jej tożsamości? Tu właśnie wychodzi mentalna przepaść między mną, a Autorem (bądź jego prześmiewczym alter ego). Ja, kiedy wyjadę do Walii, będę szanował język walijski, kiedy zamieszkam w Barcelonie, nie będę żądał usuwania katalońskiego na rzecz hiszpańskiego, a kiedy jakimś cudem otrzymam pozwolenie na mieszkanie w rezerwacie Indian Navaho to będę szanował język Indian Navaho. Dla kulturalnego człowieka to proste i bezdyskusyjne. Pan Szymański, lub wykreowana przez niego postać “pana kolonii”, wystawia sobie świadectwo własnego człowieczeństwa słowami o gospodarzach ziemi, na której przyszło mu żyć.

Jestem za dwujęzycznością na Kaszubach, jestem za dwujęzycznością w Wilamowicach (kilkunastu żywych użytkowników języka), na terenach Karaimów (120 użytkowników na terenie 3 państw) i każdej innej grupy, która jest u siebie, nawet jeśli próbuje jej się wmówić, że “roztrwoniła” swoją własność. Nie wyobrażam sobie innego podejścia wobec czyjejś kultury, tak jak nie wyobrażam sobie obrażania czyjejś matki, sprawiania bólu zwierzętom, bycia rasistą, czy kradzieży. Wolę nie wyobrażać sobie, do czego zdolny może być człowiek, który wyobraża sobie, a nawet publicznie ogłasza poparcie dla któregoś z tych czynów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj