Ostatnia część komentarza powyborczego.

Miejskie kung-fu: Powyborcze portrety – część trzecia

Nie jestem dobrej myśli. Nowa kadencja Sejmu (IX) i Senatu (X) będzie należała do najtrudniejszych do zniesienia dla obywateli i obywatelek Rzeczpospolitej w jej poprzełomowych dziejach. Niestety, pomorscy parlamentarzyści nie zapiszą się jakoś szczególnie lepiej na tle toczących nieustanne boje kolegów i koleżanek z pozostałych regionów Polski.

Stanu rzeczy nie poprawi obecność w ławach sejmowych nowych, nieskażonych jeszcze wirusem publicznej naparzanki, parlamentarzystów. Oni szybko nabiorą złych nawyków. W owych ławach zasiądzie kilka debiutujących osób, jak choćby Kacper Płażyński czy Michał Urbaniak. Zasiądą też nieco starsi od tej dwójki, ale również debiutujący w parlamencie, Beata Maciejewska i Marek Rutka. Kiedy jednak przyjrzymy się liście wybranych, dojdziemy do wniosku, że o wielkiej zmianie pokoleniowej wśród przedstawicieli Pomorza w Sejmie i Senacie mowy nie ma. O wprowadzeniu do polityki krajowej nowych nazwisk też możemy mówić w ograniczonym zakresie, bo pewnie Ryszard Świlski nowym nazwiskiem na Wiejskiej będzie, ale tak naprawdę to stary polityczny wyjadacz, który na szczeblu wojewódzkim opanował partyjną grę do perfekcji.

No i tu jest sedno! Czy bowiem pomorscy parlamentarzyści będą robić w Warszawie cokolwiek więcej, niż politykę partyjną? Doświadczenie lat minionych pokazuje, że przeciwne frakcje polityczne łączą siły dla Pomorza niezwykle rzadko. Adwersarzy nie połączy i teraz sprawa przekopu przez Mierzeję Wiślaną. Tak jak nie połączy ich polityka historyczna. A właśnie nią chce m.in. zajmować się debiutujący poseł Piotr Adamowicz z Koalicji Obywatelskiej. Kacper Płażyński z PiS z pewnością nie pozostanie wobec tego zagadnienia bierny. Czy panowie dojdą w tej materii do porozumienia? Nie sądzę. Opozycyjnym posłom nie będzie dobrze współpracowało się z krytykowanym przez nich w przeszłości wojewodą pomorskim Dariuszem Drelichem. Za to marszałkowi województwa Mieczysławowi Strukowi z Platformy Obywatelskiej, nie będzie po drodze z parlamentarzystami PiS czy Konfederacji.

Linie podziałów będą biegły jeszcze dalej, a nowa kadencja parlamentu to dla Pomorza będzie czas kolejnych sporów. Szerszych i pewnie bardziej zaciekłych, bo do gry weszli ludzie z dwóch przeciwległych obozów ideologicznych – Lewicy i Konfederacji. Tak, tak, wiem – jest jeszcze Marek Biernacki z PSL…

A marzy mi się coś prostego. Choćby nieformalny, „pomorski klub parlamentarny”. Klub parlamentarzystów związanych z regionem i na rzecz regionu dogadujących się wzajemnie. Spotykających się, dyskutujących, wyznaczających nie tyle linie podziału, ile punkty styczne. W kwestii kanału żeglugowego na Zalew Wiślany partie – i ich pomorscy przedstawiciele – pozostaną niewzruszone (przynajmniej do czasu zakończenia inwestycji), ale w dziesiątkach innych kwestii wspólne działania podejmowane przez posłów regionalnych są możliwe i na pewno przyniosłyby dobry skutek.

Ale cóż, naiwny nie jestem. Wiem, że są granice małych ojczyzn, za którymi zaczyna się ta większa – partia (nie mylić z patria).

Obrazek wyróźniający: Adrian Grycuk – Praca własna CC BY-SA 3.0 pl za wikipedia.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj