Emocje opadają przed kolejnym wzlotem 12 listopada, czas najlepszy więc na komentarze powyborcze.

Miejskie kung-fu: Powyborcze portrety – część pierwsza

Czas powyborczych podsumowań i przewidywań w pełni. Ja także pokusiłem się o takie résumé, choć ma ono nieco inny, może bardziej osobisty format. Podzieliłem je na kilka części. Podział wynika ze względów praktycznych – nikt nie chciałby czytać na ekranie przydługiego wywodu, bo to źle działa na wzrok, a i skoncentrować się na takiej czynności dziś trudniej, niż na czytaniu gazety kilkadziesiąt lat temu. Drugi powód jest prywatny. Wszystkie „osoby dramatu”, które w tych powyborczych tekstach opiszę, znam do dziś osobiście lub miałem okazję znać w przeszłości. Nie chciałbym ich zbyć depeszowym, publicystycznym podsumowaniem okraszonym jedynie słusznymi wnioskami. A działaniom bohaterki „pierwszego odcinka” kibicowałem niegdyś bardzo mocno i właśnie dlatego poświęcam jej nieco więcej uwagi niż pozostałym zwycięzcom i przegranym wyborów parlamentarnych roku 2019 na Pomorzu.

***

Zobacz także: Miejskie kung-fu: Powyborcze portrety – część druga

Są takie zdjęcia z okresu kampanii wyborczej do parlamentu, na których uwieczniono stojące obok siebie prezydent Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz i poseł .Nowoczesnej Ewę Lieder. Dziś ta pierwsza wciąż sprawuje urząd, a ta druga żegna się z Sejmem i z wyborcami.

Na swoim profilu społecznościowym Ewa Lieder napisała kilka dni temu tak:

 „Kochani, bardzo dziękuję za Wasze głosy i pomoc w kampanii. Niestety tym razem się nie udało, ale przynajmniej zebrałam trochę śmieci w lasach wrzeszczańskich i na Suchaninie. I zasadziłam z Agą Pomaską trochę dębów i poprzytulałam wiele cudownych Pomorzanek. Dziękuję za te 4 lata. Nie przestanę działać na rzecz ochrony przyrody i zwierząt. Nie przestane działać na rzecz praw człowieka i na niejednym proteście mnie spotkacie! Nie przestanę też wspierać gdańskiego i pomorskiego samorządu – Nie damy się #gdańsk. Gratulacje dla nowo wybranych posłów i posłanek. Trzymam za Was kciuki!”

No właśnie. Wszystko, jak należy i pełna kultura, a mnie jednak coś zgrzyta.

Ale zacznijmy od mniej więcej początku… Zanim Ewa Lieder trafiła na Wiejską, była przewodniczącą rady dzielnicy we Wrzeszczu Dolnym, miejską aktywistką i szefową ruchu miejskiego Gdańsk Obywatelski. Czym był Gdańsk Obywatelski? Jeśli ktoś nie wie, to wyjaśniam, że oddolnym zrzeszeniem ludzi, którzy chcieli zmieniać Gdańsk na lepsze. Którzy chcieli także i tego, by to miasto było dla ludzi, a nie dla władzy i deweloperów. Jednym ze sposobów na przybliżenie do tego celu był start Ewy Lieder w wyborach prezydenckich w roku 2014 przeciwko urzędującemu prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi. Aktywistka nie zdobyła ratusza, ale uzyskała wysoki, trzeci rezultat po prezydencie miasta i po kandydacie Prawa i Sprawiedliwości Andrzeju Jaworskim. To był sukces na tyle zauważalny w skali kraju, że tworzący wówczas partię i zespół kandydatów do wyborów parlamentarnych w roku 2015 Ryszard Petru złożył Ewie Lieder propozycję przystąpienia do jego ekipy. Propozycja została przyjęta, Ewa dostała „1”.

Od tego czasu zmieniło się bardzo wiele. W tragicznych okolicznościach życie stracił prezydent Paweł Adamowicz, a kontynuatorką jego polityki w mieście została dotychczasowa pierwsza zastępczyni Aleksandra Dulkiewicz. Ze swoją partią pożegnał się Ryszard Petru, a przy okazji kolejnych wyborów parlamentarnych wszelkie dawne waśnie w obozie anty-PiS zostały zatarte w ramach hiperkoalicji. Zatarły się też dość płynnie i bezboleśnie różnice między dawną aktywistką sprzeciwiającą się polityce ratusza, a samym ratuszem. Teraz, w okresie kampanii, Ewa Lieder szła ramię w ramię z niegdysiejszymi przeciwnikami. Nie miała innego wyjścia, bo tak posterowała nią wielkopolityczna, partyjna logika gestów i czynów.

I tu wracamy do jej pożegnalnego wpisu w Internecie. Co z nim nie tak? Jedna rzecz – zwróćcie uwagę na to, jakie działania w nowym, postparlamentarnym wcieleniu zapowiada Ewa Lieder. Pisze coś o poprawie funkcjonowania Gdańska, o poprawie jakości życia w mieście, o kontrolowaniu lokalnej władzy, o walce z samowolą deweloperów lub urzędniczą indolencją? No właśnie… ani słowa…

Nie pisze, bo i nie może. Trudno zaatakować kogoś z własnego obozu politycznego, do którego przystąpiło się w roli politycznej neofitki. Trudno zaatakować kogoś, z kim kroczyło się w tych samych pochodach, stało ramię w ramię na tych samych wiecach, toczyło wspólny bój o lepsze jutro, wolne sądy, konstytucję i demokrację. I co – teraz miałyby się panie kłócić o nierówne chodniki i niepunktualną komunikację miejską? No gdzie tam! Lepiej już zająć się sprawami wielkimi. Ewa Lieder zapowiada działania „na rzecz ochrony przyrody i zwierząt”. No i to jeszcze, że nie przestanie działać „na rzecz praw człowieka” i że spotkamy ją „na niejednym proteście”. Jak się należy domyślać, nie będzie to protest, dotyczący tego, z czym nie radzą sobie władze Gdańska.

Swoją drogą, ciekaw jestem, w ramach jakich struktur Ewa Lieder będzie realizować swoje deklaracje. W jakiejś oddolnej organizacji? To będzie fundacja, stowarzyszenie? A może wręcz przeciwnie – zbiurokratyzowana, urzędnicza instytucja? Ogólnopolska, czy lokalna? Czas pokaże.

Obrazek wyróżniający: Adrian Grycuk  za wikipedia.pl CC BY-SA 3.0 pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj