Zbigniew Zakiewicz i Maciej Żakiewicz.

1 września 1971

Jak niemożliwe jest cofnięcie czasu, tak niemożliwy jest również powrót historii. I to, co może nam wydawać się powrotem, jest dalszym rozwinięciem historii, ujawnieniem nieznanego nam, bo utajonego w półmroku, oblicza.  Historia nie powraca – ale historia się spełnia, historia dojrzewa wraz z czasem, aby dzieci mogły spożywać owoce z drzewa, które zasadzili ojcowie.

Są jednak takie momenty w życiu narodu, gdy naocznie widzi się owe dojrzewanie historii, gdy historia dotyka nas swym tajemnym palcem, wskazując nieoczekiwane perspektywy albo też zamykając zdarzenia w pewną całość, podsumowując je niby niezmordowany referent wielkiego, bo toczącego się przez lata zebrania.

Właśnie w te dni, gdy prochy majora Henryka Sucharskiego zamknęły symbolicznie drogę żołnierza, na którą wstąpił on 1 września 1939 roku o godz. 4.45 rano – raz po raz historia wskazywała palcem na to, co się spełniło przez te trzydzieści dwa lata. Raz po raz zdarzenia deptały sobie po piętach; chodząc po tych samych ulicach i placach, ale już nie te same, gdyż dziejące się w trzydzieści dwa lata później, spełniające to, co wówczas było zasiane .

Bo czyż nie było ostatecznym podsumowaniem historii przybycie Majora na lotnisko we Wrzeszczu? Na to samo lotnisko, na którym w 1939 roku wylądował Hitler, uważając się za zwycięzcę Sucharskiego i setek tysięcy polskich żołnierzy. A przecież w te wrześniowe dni ‘39 roku Hitler wkraczał na drogę swej rychłej klęski!

Potem szlak Majora skrzyżował się z pamiętną drogą, którą kroczył on we wrześniu ‘39 roku na czele kolumny obandażowanych, znużonych siedmiodniową walką żołnierzy. Właśnie dzisiejszą aleją Kościuszki Westerplatczycy szli do niewoli. Jakie myśli snuły się wówczas w głowie dowódcy obrony Westerplatte? I czy wierzył w to, że powróci i że za ileś lat droga wiodąca do niewoli będzie drogą triumfalnego powrotu?

I jeśli major Sucharski nie dożył tych dni, których miał prawo oczekiwać, reszty dokonała historia. Mała urna z prochami, która przejechała ulicami Gdańska, była właśnie owym namacalnym dotknięciem historii; palcem swym wymierzonym w przyszłość historia wskazywała koniec drogi rozpoczętej pamiętnego września o wczesnej, rannej godzinie.

Była później długa, ponad godzinna pielgrzymka do prochów Majora złożonych w Dworze Artusa. Byłem tam. Widziałem spokój, powagę i prostotę uroczystości. I te tysiące ludzi, którzy samorzutnie, całymi rodzinami przychodzili, niosąc wiązanki biało-czerwonych goździków, że po godzinie przed urną wyrósł mur ciętych kwiatów.

Tu też krzyżowały się dwie drogi: niemiecka, rozkrzyczana w histerycznych przemówieniach, zatopiona w powodzi faszystowskich flag droga 1939 roku i droga dzisiejsza – uderzająca skromnością obrządku i tym, że wszyscy byli codzienni, ludzcy, niewrzeszczący o tysiącleciach państwa i o wielkości narodu, a przecież przez to silni i pewni.

I to, że prochy Majora spoczęły na tym małym skrawku ziemi, która miała stać się świadkiem końca naszej historii, a stała się tylko zakrętem w dziejach narodu – jest najlepszym zadośćuczynieniem i jest też najgłębszym znakiem historii.

Zbigniew Żakiewicz, Półgłosem. Dotknięcie historii, Dziennik Bałtycki, 5-6 września 1971 r.

Cały film Westerplatte po rekonstrukcji cyfrowej. . Reżyser: Stanisław Różewicz Rok produkcji: 1967 Muzyka: Wojciech Kilar Obsada: Zygmunt Hübner, Arkadiusz Bazak, Tadeusz Schmidt, Józef Nowak, Tadeusz Pluciński, Bogusz Bilewski, Lech Grzmociński, Ryszard Piekarski, Lech Ordon, Mieczysław Milecki, Bohdan Ejmont, Mat Bernard Rygielski, Roman Wilhelmi, Andrzej Zaorski, Piotr Fronczewski, Marian Opania, Stefan Friedmann, Marian Glinka, Janusz Paluszkiewicz

Wybrzeże w żałobie i prochy Henryka Sucharskiego

Upadek Gomułki i objęcie funkcji I sekretarza KC PZPR przez Edwarda Gierka zapoczątkowały trwający przez cały 1971 rok proces kształtowania się nowej ekipy. Najważniejszym zadaniem było odsunięcie od wpływów Mieczysława Moczara, który od 1964 roku był prezesem Zarządu Głównego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, skupiającą tak kombatantów wojennych, jak i tych, którzy walczyli o „utrwalenie władzy ludowej”. W marcu 1968 r. przyczynił się do rozpętania antysemickiej i antyinteligenckiej nagonki. Już w połowie grudnia 1970 r. zasugerowano Piotrowi Jaroszewiczowi, związanemu od 1944 roku z przemysłem zbrojeniowym ZSRR, że trzeba dokonać zmiany na stanowisku I sekretarza, ale nie może to być Moczar. Zdaniem premiera ZSRR Aleksieja Kosygina „czołowym pretendentem do przejęcia władzy w PZPR (…) jest Moczar. Jest to przewrotny i głęboko zdemoralizowany człowiek. Antysemita, dwulicowiec, mający nieskrywane skłonności dyktatorskie. Otacza się często ludźmi z pogranicza politycznych szumowin”. W kwietniu 1971 roku Moczarowi odebrano nadzór nad aparatem bezpieczeństwa i przekazano Stanisławowi Kani. Ostatecznie w maju na spotkaniu w Olsztynie, a następnie w czerwcu 1971 roku, E. Gierek zdołał zneutralizować i odwołać ze stanowiska sekretarza KC PZPR M. Moczara.

W Gdańsku, po grudniu 1970 roku, podjęto zamysł sprowadzenia prochów Henryka Sucharskiego. Nową ekipę reprezentował m.in. przybyły z Tczewa Tadeusz Fiszbach. Z jego inicjatywy, za pośrednictwem Łukasza Balcera, wiceprzewodniczącego Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku, w maju 1971 roku do Warszawy na rozmowy z Januszem Wieczorkiem – Przewodniczącym Rady Ochrony Pomników Walk i Męczeństwa Narodu Polskiego, pojechał Tadeusz Matusiak, dyrektor Muzeum Stuthoff.

W Warszawie Tadeusz Fiszbach rozmawiał wcześniej z Edwardem Gierkiem, informując go o inicjatywie. Z końcem czerwca 1971 roku Warszawa wydała zgodę. Tadeusz Matusiak pojechał powtórnie do Warszawy, tym razem na rozmowy z Przewodniczącym Rady Państwa.Po powrocie do Gdańska spotkał się z major Stanisławą Górnikiewicz – kombatantką armii Berlinga, reprezentującą ZBOWiD, która od 1964 roku sprawowała „opiekę” nad westerplatczykami. Decydowała o tym, który z westerplattczyków wystąpi na państwowych uroczystościach i co będzie mówił. Uzgodniono wówczas, że aby sprowadzić prochy majora Henryka Sucharskiego, wniosek do Włoch może złożyć najbliższa rodzina. Górnikiewicz udostępniła dane personalne rodziny. Po napisaniu listu przez porucznika Leona Pająka, dawnego podkomendnego Henryka Sucharskiego, listu do rodziny Majora, na początku lipca do miejscowości Gręboszowa, okolice Tarnowa, gdzie mieszkała siostra H. Sucharskiego, pojechała delegacja w składzie Tadeusz Matusiak oraz Aleksander Arendt, reprezentujący gdański ZBOWiD; powiadomiony został również miejscowy oddział ZBOWiD-u w Tarnowie .

Do miejscowości przyjechano w niedzielę, służbową czarną wołgą i skierowano się do kościoła Wniebowstąpienia NMP i proboszcza ks. Stanisława Kurka. Rozmowa z siostrą Anną miała miejsce na plebanii. Przygotowano wcześniej odpowiednie pismo, które podpisała siostra a poświadczył proboszcz. Pismo z Warszawy dotarło szybko do ambasady PRL w Rzymie. Przy ekshumacji 21 sierpnia był obecny salezjanin ks. płk Jan Merta, kapelan II korpusu Andersa, który dokonał ostatniego namaszczenia i wyspowiadał umierającego w dniu 30 sierpnia 1946 roku Henryka Sucharskiego. W dniu 1 września 1946 pochował jego ciało na Polskim Cmentarzu Wojskowym w Casamassima w prowincji Bari.

Do Warszawy urna przyleciała samolotem rejsowym PLL LOT w dniu 27 sierpnia 1971 r. i razem z pasażerami wylądowała na lotnisku wojskowym. Na płycie w Warszawie pojawiła się kompania honorowa oraz grupa westerplatczyków przywiezionych przez oddział kielecki ZBOWiD-u. Urnę witała siostra Anna z pozostałą rodziną oraz wielu mieszkańców rodzinnego Gręboszowa. Następnie samolotem wojskowym odleciała do Gdańska. Po uroczystym przywitaniu na płycie wrzeszczańskiego lotniska, została zawieziono do koszar przy ulicy Słowackiego.

Urnę wystawiono w Dworze Artusa w dniach 31 sierpnia i 1 września 1971 roku. Uroczystość w Dworze Artusa miała charakter świecki. Ludzie przyszli tysiącami samorzutnie, ale nie była to „bierna masa”. „Droga dzisiejsza – uderzająca skromnością obrządku i tym, że wszyscy byli codzienni, ludzcy, niewrzeszczący o tysiącleciach państwa i o wielkości narodu, a przecież przez to silni i pewni”, jak napisał mój Ojciec w Dzienniku Bałtyckim. Nie było to zatem powtórzenie buńczucznych gomułkowskich obchodów tysiąclecia państwa polskiego z 1966 roku.

Wśród przewijającego się z naręczami kwiatów skromnego, ale mnogiego tłumu, samotnie przy urnie swojego brata w Dworze Artusa stała siostra Anna. Zdjęcia z tej uroczystości pozostawił w swoim archiwum Stefan Figlarowicz, gdański fotograf. Co wówczas myślała siostra Majora, będąc na Wybrzeżu, gdzie kilka miesięcy wcześniej strzelano do robotników? Henryk Sucharski, pochodzący z wielodzietnej, głęboko religijnej, patriotycznej chłopskiej rodziny, był posiadaczem srebrnego Krzyża Virtuti Militari oraz dwóch Krzyży Zasługi za wojnę roku 1920 oraz nadanego przez władzę w walczącej Warszawie w dwa tygodnie po kapitulacji Westerplatte drugiego Krzyża Virtuti Militari.

Uroczystości na Westerplatte nabrały charakteru państwowego, urnę w ceremoniale wojskowym umieszczono pod marmurową płytą przy pomniku czołgu sowieckiego oficera Aleksandra Sawina, który zastąpił w czasie kryzysu kubańskiego w 1962 roku krzyż umieszczony tam w 1946 roku. Wystąpił  minister obrony narodowej gen. Wojciech Jaruzelski, mówiący „o nierozerwalnym sojuszu z ZSRR”. Tymczasem w rodzinnej wsi majora Henryka Sucharskiego mszę świętą za jego duszę odprawił kardynał krakowski Karol Wojtyła.

Foto: Stefan Figlarowicz

Przy uroczystościach przy grobie majora Henryka Sucharskiego obecny był, ubrany po cywilnemu, przybyły z Włoch ks. Jan Merta, który mógł tylko dyskretnie poświęcić grób po zakończeniu uroczystości. W tych dniach dyrekcja Stoczni Gdańskiej im. Lenina zatrzymała stoczniowców dłużej w zakładzie pracy.

Maciej Żakiewicz, półgłosem, 1 września 2019 r.

Stefan Figlarowicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj