Przed nami jedyna na dekadę okazja do jasnego i, w jakimś sensie, wiążącego zadeklarowania własnej przynależności. Spis Powszechny zawsze budzi środowiska kaszubskie i jest powodem wysiłków na rzecz zachęcania do zaznaczania narodowości i języka. Do czego właściwie nam to jest potrzebne?

Zanim odpowiemy na to pytanie, zastanówmy się, do czego nam Spis NIE jest potrzebny. Nie powinien być argumentem na rzecz słuszności któregoś z wyborów tożsamościowych Kaszubów. „Większość czuje się jednocześnie Polakami i Kaszubami” albo z drugiej strony: „Coraz więcej jest takich, co czują się tylko Kaszubami” – nie rozstrzygają, która z opcji jest słuszna. Można postawić pytanie, czy w ogóle chodzi o słuszność? Może słuszny wybór to taki, który jest zgodny z własnym sumieniem? Jako osoba deklarująca narodowość kaszubską jako jedyną nie uważam, że będziemy bardziej narodem, kiedy będzie nas więcej, a mniej narodem, kiedy wynik będzie gorszy. Jesteśmy nim, czy chcemy to przyznać, czy nie. Spis przesądzi jedynie o kondycji tego narodu.

Do czego posłużyć może wynik Spisu? Może ukazać dynamikę pewnych procesów i pozwolić określić skalę działań, które należy podjąć. Jeśli okaże się, że naród kaszubski liczy dużo więcej świadomych przedstawicieli, trzeba pomyśleć, jak ten potencjał wykorzystać. Jeśli będzie nas mało – musimy zastanowić się, co jest źródłem niskiej samoświadomości naszych rodaków. Cenna będzie też wiedza o strukturze wieku, miejsca zamieszkania czy wykształcenia świadomych własnej odrębności Kaszubów. Dobry rezultat Spisu może wreszcie być pokazaniem, że jesteśmy siłą, z którą należy się liczyć.

Czy akcje promowania takich czy innych deklaracji mają sens? I tak, i nie. Nie – bo tożsamość należy kształtować cały czas, a nie na okazję Spisu. Nie powinno być naszym celem zachęcanie do wpisania czegoś raz na dziesięć lat, przy jednoczesnym marazmie przez cały okres pomiędzy Spisami. Tak – gdyż chodzi o to, by skanalizować działania podejmowane przez całą dekadę. Migracje do innych krajów pozwalające zauważyć, że mniejszości narodowe nie są anomalią, tylko normą; rosnąca wiedza na temat własnej historii; „mentalna dekomunizacja”, dzięki której nie boimy się własnej odrębności – to wszystko buduje coraz mocniejsze poczucie odrębności. Wiele osób musi jednak otrzymać impuls, dowiedzieć się, że to, co czują może znaleźć odzwierciedlenie w ich deklaracji. W skrócie – chodzi o powiązanie tego, co się czuje z tym, co się może zadeklarować, zrozumienie, że w tej bezdusznej rubryczce jest miejsce właśnie na to, co odczuwamy.

Spis Powszechny jest ważny, może bowiem stanowić wiatr w żagle na kolejne lata. Tak było z deklaracjami w 2011 roku – duży wzrost deklaracji narodowości kaszubskiej stanowił motywację i dodał odwagi. Dziesięć lat to dużo, warto o tym pamiętać i nie odkładać decyzji o przyznaniu się do bycia Kaszubą na potem. W 2031 roku świat będzie zupełnie inny, tak jak inny był świat w 2011. Wielu wspaniałych ludzi odejdzie, dojdą nam nowe dzieciaki, a dzisiejsze osoby zależne od woli rodziców zaczną same podejmować życiowe decyzje. Piszę o tym, by uzmysłowić, że zaniechanie wyboru kaszubskiej drogi teraz nie jest odłożeniem go na później. Później inni będą decydować o naszym losie, będzie to ich los. Czekam więc niecierpliwie na formularz, w którym na pytanie o narodowość zaznaczę „inna” i wpiszę – kaszubska. Jeżeli chcemy uratować nasz naród przed zdmuchnięciem z mapy świata, mamy na to czas od kwietnia do września.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj