Nasze, jak nazywa je Adam Hebel, „batalie”, są niestety rzucaniem grochem o ścianę, bo mówimy różnymi językami. Niby to język polski, ale jak zdążyłem się zorientować, Pan Hebel i ja wypowiedzianym słowom przypasowujemy inne desygnaty. To pokazuje, jak wielką szkodą była megalomania budowniczych wieży Babel, za którą to, poirytowany Stwórca pomieszał ludzkie języki.
Pan jest zwolennikiem konserwowania takiego stanu rzeczy, ja niekoniecznie. Jako człowiek wygodny i leniwy, któremu nie chce się uczyć języków, nie miałbym nic przeciwko temu, by wszyscy mówili jednym językiem. Może nim być nawet etnolekt kaszubski. Lubię jego melodię. Niestety, wieże Babel powstają nadal, więc nie ma szans. Żeby się jakoś porozumieć, musimy wpierw poczynić kilka ustaleń. Zacznijmy od słowa „kultura”. Jeżeli piszę, że nie ma kultury kaszubskiej, to mam na myśli kulturę jako sztukę – a ta, chociaż próbuje się ją etykietować, jest uniwersalna i nie zna granic. Nie jest więc kaszubska, nie jest polska, jest, mówiąc górnolotnie, ogólnoludzka. Czy pierwotny człowiek płaskorzeźbiąc w ścianie groty Lascaux tworzył sztukę francuską, włoską? Nie, on tworzył sztukę, kulturę człowieka pierwotnego. Czy Bogdan Czapiewski, grając mazurki Chopina, tworzy sztukę kaszubską czy mazurską? Słowo kultura rozumiane jest bardzo szeroko, mój więc błąd, że na początku naszej „batalii”, która, jak widzimy, przerodziła się w serial, nie uściśliłem różnic w rozumienia tego pojęcia. Z pewnością jest kultura kaszubska materialna, kultura dnia codziennego i codziennej mowy. Dlaczego czynię takie rozróżnienie? Dlatego, że właśnie przez kulturę, rozumianą jako sztukę, stałem się Kaszubem i dzisiaj przy ognisku nie śpiewam: „lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń”, ale: „My kaszebści lud roboczy i do tuńca też ochoczy”, którą to pieśń śpiewałem wycinając hołubce w szkolnym, licealnym chórze (Liceum nr 2, lata sześćdziesiąte). Hołubca już, niestety, nie dam rady wyciąć.
Z racji miejsca urodzenia (Gdynia) i faktu, że jestem synem Kaszuby znad Wilii, członka ZK-P, byłem Kaszubą od urodzenia, ale dopiero zauroczenie tym, co stworzył Największy z Twórców, Kaszubami zaraziłem się na dobre. Na stałe, można tak powiedzieć, zacumowała mnie na nieszczęście Pana Hebla sztuka, głównie literatura, chociaż niestety nie ta pisana w języku (etnolektcie?) kaszubskim. Z jednym wyjątkiem: „Życie i przygody Remusa” poznałem po polsku i w oryginale i do dzisiaj uważam za najlepszą książkę związaną z naszym regionem. Może jestem nieobiektywny, ale mieszkam o rzut beretem od miejsca, gdzie się urodził Remus. W mojej kaszubskiej tożsamości umocniły mnie książki Stefana Żeromskiego (Wiatr od morza), książki Franciszka Fenikowskiego, Augustyna Necla, Bolesława Faca, G. Grassa, Pawła Huelle, Kresowiaka zakorzenionego w kaszubszczyźnie Zbigniewa Żakiewicza, a „Wyspę” Róży Ostrowskiej miałem okazję słuchać czytaną przez autorkę we Wdzydzach, w kaszubskiej checzy sióstr Ostrowskich, gdzie pisarka mieszkała. Sporo wiedzy o mojej małej ojczyźnie zdobyłem czytając i słuchając podczas przyjacielskich spotkań Lecha Bądkowskiego z moim Tatą. Myślę, że młode pokolenie Kaszubów związane z Jednotą, mogłoby się wiele nauczyć z mądrości Pana Lecha, pisarza, społecznika i rozsądnego, pragmatycznego polityka, zamiast kierować się hasłem „wszystko albo nic”
Uczyłem się też kochać moją ziemię z poezji Wojciecha Wencla (fakt, że z tej wcześniejszej). Czy któraś z wymienionych osób uważała się za twórcę kaszubskiego? Wszyscy oni tworzyli i tworzą nadal (Huelle, Wencel) sztukę, literaturę umownie etykietowaną literaturą polską. Może i literaturą kaszubską, jeśli już się bardzo uprzemy, tylko po co to rozróżnienie? Czy literatura będzie od tego lepsza? Jestem przeciwnikiem dzielenia, wiedząc, że to kara za megalomanię budowniczych wieży Babel.
Zostaje jeszcze uściślenie słowa, które budzi Pana szczególną irytację: „separatyzm”. Ma ono co najmniej kilkanaście synonimów, często wzajemnie wykluczających się, jest więc szczególnie niejasne i może stanowić broń przeciwko adwersarzowi. Ja nie używam jego w rozumieniu „secesjonizm”, ale jako alienację. Nie jestem tak naiwny, by wierzyć, za biegającą z paintballem po kaszubskich lasach młodzieżą, że to przyszli secesjoniści. Większość z nich dorośnie i znajdzie swoje Kaszuby gdzieś w szerokim świecie.
Moim zdaniem, Pan za wszelką cenę stara się podkreślać inność nas, Kaszubów, zamiast wzorem mądrych poprzedników wpierw znajdować to, co łączy nas z resztą Polaków czy ogólnie ludzi. To już nie jest miłość do swojej małej ojczyzny, ale polityka, a tej bardzo nie lubię. Nie chcę, by mi ktoś pokazywał, z której strony muru jest miejsce właściwe i nie pozwolę sobie na nazywanie mnie człowiekiem wykorzenionym. Pan bez przerwy w swych felietonach czyni rozróżnienie My-Wy, a takiego podziału nie ma. Czytając Pana, znajduję wieczne pretensje do Wy-Polacy. Po co to pomniejszanie własnego znaczenia? Ma Pan pretensje, że „Wy” Kaszubom coś zabierają, krzywdzą nas, eliminują w urzędach. A owi „Wy” najczęściej nie mają pojęcia, że coś takiego jak „My” istnieje. Dlatego, gdy Pan pisze, że ma gdzieś promocję Kaszub, to wyrządza naszemu regionowi krzywdę. Też bym chciał, by tą promocją nie było disco kaszubo czy dowcipaski o naszym płaskim czole, odstających uszach, czy czarnym podniebieniu, ale, niestety, takie są realia. Taka promocja trafia do ludzi. Pracujmy razem, by była ona na wyższym poziomie.
Kiedy jadę szosą Wejherowo-Władysławowo, mijam dwie sąsiadujące miejscowości, przedzielone jedynie asfaltem: Jęczewo i Płaczewo. Nazwy wzięły się, jak głosi miejscowa klechda, od dwóch mieszkańców tego miejsca, starozakonnych, z których jeden w Płaczewie prowadził gospodę, a drugi w Jęczewie trudnił się lichwą – dzisiaj byśmy powiedzieli: usługami bankowymi. Gdy oberżystę przydusił kryzys, bo zeszycik z nazwiskami tych, którzy wypili „na krechę” pęczniał, to z płaczem udawał się do brata w wierze po drugiej stronie drogi, by zaciągnąć pożyczkę. Wtedy zaczynało się jęczenie, że czasy ciężkie, pieniędzy nie ma skąd brać, więc procenty od lichwy trzeba wyśrubować. Takie wydają mi się też Kaszuby, gdy czytam Pana felietony. Nieustanne Jęczewo i Płaczewo, zamiast mądrej, żmudnej pracy od podstaw, wzorowanej na działalności wybitnych kaszubskich i nie kaszubskich, lecz temu regionowi oddanych, społeczników.
Jak już wspomniałem w komentarzu do Pana „batalii”, nie jestem w stanie moich spostrzeżeń udokumentować, bo znajduję w Gazecie tylko niektóre pańskie wcześniejsze felietony. Może, jak zdążę, to kiedyś do tematu wrócę. (wystarczy kliknąć w ramkę „Więcej od autora”, która znajduje się pod wizytówką każdego, naszego Autora – przyp. Red.)
Pozostaje jeszcze wyjaśnić sobie, czy istnieje język kaszubski. Pan podpiera się opiniami i pracami naukowymi wybitnych lingwistów. Ja mógłbym przytoczyć opinie równie wybitnych lingwistów, którzy mają zdanie przeciwne. Tu Pan zapewne wytoczy działo w postaci ustawy sejmowej z 2005 r. Ustawy, która niby jest, ale tak nie do końca, bo prezydent Duda jej kolejną, uszczegółowiającą wersję, zawetował w 2015 r. Ta ustawa z 2005 r. była szczególnym powodem do dumy dla wielu Kaszubów. Spójrzmy jednak, przez kogo i po co, została uchwalona. Uchwalono ją pod sam koniec kadencji parlamentu, w którym większość stanowiły, dużo ich jak na niedobitki,sieroty po komunie. Ci sami, którzy ćwierć wieku wcześniej sprzedali Polskę Sowietom, zmieniając Konstytucję. Zrobili to, bo przeczuwali swoją przyszłą klęskę w wyborach i chcieli Polaków podzielić, by odwrócić uwagę od własnych zbrodni i krętactw. Z całym szacunkiem więc dla etnolektu (moim zdaniem), języka (pańskim zdaniem), nie przechwalajmy się zanadto tym parlamentarnym bublem i czekajmy, co w przyszłości przyniosą badania naukowe.
Jako postanowienie adwentowe, podziwiając Pana za swoje (no, no, ja bym chyba z głodu umarł) obiecałem sobie i Najwyższemu, że już w tym roku do tematu naszych „batalii” nie wrócę. Życzę Panu, Rodzinie, a szczególnie Córce, zdrowia i by nie zabrakło Panu energii do dalszej pracy dla naszego, pięknego regionu. Godowech Swiat!
Zbigniew Radosław Szymanscczi.

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]T: Dłoń King Konga i mrugnięcie braci Marx, czyli jak Faruga z Borkowską chcieli odświeżyć ramotkę](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/kawaler-218x150.jpg)










![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Mikołaje na motocyklach 2025](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2025/12/DSC00090-Copy-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)


![[wideo, foto] Narodziny hipopotamka karłowatego w Gdańskim Ogrodzie Zoologicznym](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/03/hipopotamek-karlowaty-fot.-Anna-Zylko-ZooGdansk-218x150.jpg)
