Juliusz Słowacki niezależnie od tego, że „wielkim poetą był”, życiorys miał nader ciekawy. Niektóre jego fragmenty się powtarzały. Tak było np. z chrztem. Tak, Juliusza chrzczono dwa razy! Raz po urodzeniu odbył się chrzest „z wody”, jak wtedy mówiono, co spowodowane było słabą kondycją noworodka i obawą, że nie dotrwa do uroczystości kościelnej. Pełny chrzest z zachowaniem wszelkich kościelnych procedur odbył się, kiedy Juliusz miał lat… 17!

Wówczas pewnie nikt nie przypuszczał, że taka „powtórka” u początków jego życia przydarzy się ponownie u jego kresu. A jednak – Juliusz Słowacki miał także dwa pogrzeby! W tym drugim właśnie miała swój udział Gdynia. Wielki poeta romantyczny zmarł w 1849 r. w Paryżu i został pochowany na cmentarzu Montmartre.

Czytaj artykuły z działu Gdyńskie, arcygdyńskie

Już kilka lat po jego śmierci wśród emigracji polskiej pojawiały się pomysły sprowadzenia jego szczątków do kraju. Nasilenie tych inicjatyw miało miejsce w setną rocznicę urodzin w roku 1909. W Krakowie powstał nawet Komitet Obywatelski, który usiłował doprowadzić tę inicjatywę do końca. Nie udało się to z wielu względów, także takich, że komitet sam nie potrafił dogadać się co do ostatecznego miejsca pochówku poety. Wśród ewentualności wymieniano nawet… Giewont! Ten absurdalny pomysł utrącił rzeczowymi argumentami Witkacy.

Problem z miejscem pochówku Słowackiego ciągnął się 18 lat, a to ze względu na sprzeciw Kościoła, który nie chciał się zgodzić na złożenie jego zwłok na Wawelu. Przełamał ten opór J. Piłsudski w 1927 r. i dopiero wtedy rozpoczęto przygotowania. Rzadko kiedy widzi się taką „pompę” przy jakiejkolwiek okazji. Zdecydowano, że prochy poety zostaną sprowadzone drogą morską. Dlaczego?

Odrodzona Polska miała wiele powodów, by sprowadzenie prochów wieszcza obchodzić niezwykle uroczyście. Słowacki był jednym z tych poetów, którzy mieli ogromny wpływ na świadomość Polaków w najcięższych okresach niewoli. Dziś trudno nawet ten wpływ sobie wyobrazić, żyjąc w zupełnie innych warunkach, gdy postać poety zwykliśmy przyjmować jedynie w kontekście jego dokonań literackich.

Również budująca się Gdynia znalazła w tym swoje miejsce, gdyż jej powstanie dla wielu było symbolem, a nie zwykłą inwestycją gospodarczą. Połączenie tych dwóch kierunków myślenia spowodowało, że uroczystości zaplanowano z niezwykłym rozmachem. Fakt, że prochy narodowego wieszcza wracają do Ojczyzny właśnie przez Gdynię, sam w sobie stawał się symboliczny. Ekshumacji w Paryżu towarzyszyli tamtejsi oficjele oraz warty honorowe.

Trumnę załadowano na statek „Wilia” w porcie w Cherbourgu.

Zaś po wpłynięciu na Bałtyk towarzyszyły jej jednostki polskie.

„Gdynia, 17.6. – (Tel.wł. „Kur. Por.”). – Dwie kanonierki polskie, odbywające obecnie manewry na Bałtyku, wyjechały na pełne morze naprzeciw statku „Wilja” wiozącego trumnę Słowackiego. Na granicy wód terytorialnych Polski „Wilja”  wraz z eskortą honorową przywitana zostanie przez starostę morskiego gen. Zaruskiego, który wyjedzie na powitanie prochów wieszcza na pokładzie torpedowca „Mazur”.

Tak pisał w czerwcu 1927 r. warszawski „Kurier Poranny” o przedsięwzięciu, którym żyła cała, nie tylko kulturalna, Polska.

Po wpłynięciu na Zatokę Gdańską do „Wilii” dołączyły dwa trawlery oraz liczne prywatne jachty i żaglówki. W takiej oprawie wpłynęła „Wilia” do Gdyni, gdzie na nabrzeżu czekała zgromadzona licznie publiczność. Przerodziło się to w prawdziwą manifestację narodową.

Okazję wykorzystano nawet do zorganizowania zbiórki dobroczynnej.

Orkiestra Marynarki Wojennej odegrała marsz żałobny Chopina. Trumnę powitał gen. Zaruski oraz przedstawiciele rządu RP oraz duchowieństwo. Przemawiający dr Skowroński podkreślał w swej mowie znaczenie, jakie dla Polski mają Pomorze i port w Gdyni oraz wskazywał na nieprzypadkową drogę, jaką Juliusz Słowacki wracał do Ojczyzny. Na koniec wszyscy razem odśpiewali „Boże coś Polskę”.

Po uroczystości trumnę przewieziono do Gdańska, by Wisłą przetransportować ją do Warszawy (stamtąd do Krakowa pojechała koleją). Niezamierzonym, a może i niezauważonym „zgrzytem” było to, że w Gdańsku załadowano trumnę na statek rzeczny „Mickiewicz”, podczas gdy wiadomo było, że za życia obaj poeci nie przepadali za sobą.

Cała ta historia pokazuje, czym przed wojną dla Polaków była Gdynia. To był symbol, wielki symbol prawdziwej niezależności, otwarcia na świat, swobody w wybieraniu celów i dróg do nich prowadzących. Dziś tak często o tym zapominamy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj