Rozmowa z muzykiem Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku.

Co można powiedzieć o skutkach decyzji związanej z pandemią dla Twojej aktywności?

Decyzja o wprowadzeniu najpierw stanu zagrożenia epidemią, potem stanu epidemii w Polsce pociągnęła dla nas artystów bardzo poważne konsekwencje. W zasadzie z dnia na dzień nasze instytucje stanęły. Jeszcze w pierwszych dniach, kiedy już było jasne, że koncerty nie będą się odbywały przez jakiś czas, można było jednak w miarę swobodnie przemieszczać się i korzystać z sal do ćwiczenia w Filharmonii. Jeździłem tam w związku z tym codziennie, bo przecież miałem zagrać koncert solowy z orkiestrą, mam też zaproszenie do Kijowa żeby zagrać z Solistami Kijowskimi… Potem, kiedy zaostrzono rygory, także zabroniono nam ćwiczyć w budynku. Pozostało ćwiczenie w domu. To nie jest łatwe ani dla mnie ani dla sąsiadów – w bloku wszystko się niesie, fagot nie jest cichym instrumentem, a na dodatek ćwiczenie ma też swoje prawa – wielokrotnie powtarza się pewne fragmenty, szuka się wygodnych rozwiązań… To może być uciążliwe dla osób postronnych. Dlatego staram się to ograniczyć do minimum i przede wszystkim podtrzymywać kondycję i to, co udało się wypracować wcześniej.

Jestem też nauczycielem w Szkole Muzycznej w Olsztynie i adiunktem w Akademii Muzycznej w Gdańsku, a edukacja to kolejne dziedzina, która musiała bardzo szybko i elastycznie odpowiedzieć na nową sytuację. Starałem się jednak praktycznie od razu przejść na nauczanie zdalne. Oczywiście jest to dość niekomfortowe i nieraz skomplikowane. Uczniowie w szkole są na początku swojej drogi – dopiero w tym roku odtwarzam bowiem klasę fagotu w olsztyńskiej szkole po blisko 8 letniej przerwie – dlatego najlepiej byłoby mieć nad nimi pieczę „na żywo”. Ale na szczęście młodzież, z którą pracuję, jest bardzo odpowiedzialna i zaangażowana. Starają się ze wszystkich sił, aby nawet w takiej rzeczywistości stracić jak najmniej. Zasadniczo korzystne jest to, że w przypadku nauki gry na instrumencie zajęcia mają charakter indywidualny, co znacznie ułatwia pracę i kontakt. Nieco gorzej jest np. w przypadku kameralistyki, której dużo uczę w Akademii. Podstawą jest w tym przypadku granie razem, a tego typu aktywność trudno kształcić przez internet. Dlatego pozostaje nam np. śledzenie jak studenci opanowują swoje partie. Ja dodatkowo zadaję im lektury do czytania, proszę o małe prace pisemne, odnośnie utworów, które grają, dzięki czemu muszą poszukać wiadomości, zlecam słuchanie nagrań. To wszystko ma ich przygotować do sprawnej pracy po powrocie na uczelnię, abyśmy mogli jak najszybciej potem wszystko poskładać.

Osobnym problemem jest to, że do tego typu kształcenia byliśmy kiepsko przygotowani technologicznie. Nawet jeśli ja mam dobry laptop z niezłym mikrofonem i kamerą, już uczniowie czy studenci wcale takie sprzętu mieć nie muszą. Z drugiej strony nawet jeśli mamy dobry sprzęt – to jego ustawienia nie są dobre do nauczania muzyki. Problemem jest także sama jakość połączeń internetowych: nie każdy mieszka w dużym mieście, a jak okazuje się w rzeczywistości, postęp cyfryzacyjny i pokrycie sygnałem szerokopasmowego Internetu w Polsce jest często pustym sloganem. 

Staram się nie tracić z oczu swojej innej działalności. Mimo okoliczności zupełnie niesprzyjających podróżom, staram się pisać i publikować o tym tekst. Teraz „popyt” jest na to mały, ale kiedyś wróci. Poza tym jest to też dla mnie ważna odskocznia od zamknięcia w domu – przynajmniej we wspomnieniach można wrócić do lepszych dni.

Zasadniczo, mam wrażenie, że większość z nas znalazła się w stanie pewnego kompromisu. Musimy godzić się na określone ograniczenia (niekoniecznie tylko te wynikające z zaleceń przeciwepidemicznych) i nadal wykonywać naszą pracę najlepiej jak potrafimy.

Co jest dla Ciebie największą stratą?

Każdy muzyk chce koncertować. Oczywiście brak kontaktu z żywą muzyką jest dla wielu z nas samą w sobie dużą stratą. Osobiście przeżywam także to, że koncert, do którego przygotowywałem się już długi czas i długo na niego czekałem – nie odbędzie się (koncert miał uświetnić galę Pomorskich Nagród Artystycznych 23 kwietnia – przyp. red.). Oczywiście staram się to sobie racjonalizować, ale to zawsze wielki zawód, bo przygotowanie tak wielkiej kompozycji, jaką jest Koncert na fagot, smyczki, fortepian i harfę Andrea Joliveta wymaga nie tylko ogromnej pracy, ale także wysiłku intelektualnego i olbrzymiego wkładu emocjonalnego.

Nade wszystko brakuje mi jednak takiego rzeczywistego kontaktu z uczniami i studentami. W codziennym życiu kontakt z młodzieżą daje mi wiele radości i energii. Przez kontakty wirtualne, wiele ucieka.

Zasadniczo stan zawieszenia, w jakim znalazła się kultura zorganizowana, bardzo źle wpływa na pracowników tego sektora. Świadomie używam takiego sformułowania, bo nie tylko chodzi o artystów, ale także wszystkich tych, którzy obsługują wydarzenia. A te są odwoływane czasem z dnia na dzień albo – w najlepszym przypadku – przekładane. Niektórzy organizatorzy potracili sponsorów. Inni nie wiedzą, jak długo taka sytuacja potrwa. Dużym znakiem zapytania jest także to, jaki będzie popyt na różnego typu imprezy po zniesieniu ograniczeń – nie wiadomo bowiem jak zareaguje publiczność, czy nie wygra obawa o własne zdrowie i strach przed dużymi skupiskami ludzi. Nie wiadomo także, na ile będzie ludzi stać – już teraz jasne jest bowiem, że znacznie zwiększy się bezrobocie, dochody ludzi spadną. Nasza branża nie znosi takich sytuacji.

Jestem tym szczęśliwcem, który nie ma jednego źródła utrzymania, więc jakoś sobie radzę, chociaż jak obecnie wszyscy obawiam się skutków nadchodzącego kryzys i tego, do czego może on doprowadzić (np. redukcji zatrudnienia). Wciąż także wykonuję swoją pracę – na tyle na ile mogę. Dużo gorzej mają tzw. wolni strzelcy, oni często potracili swoje wszystkie źródła dochodów.  

Jaka pomoc mogłaby dać nadzieję/poprawić sytuację?

Jak wcześniej mówiłem, kultura zorganizowana nie znosi zawieszenia. Oczywiście nie wiemy, kiedy pandemia się skończy – już nawet nie mam ochoty czytać prognoz, bo można się w tym nie tylko pogubić, ale zupełnie zatracić. Z takim stanem rzeczy trzeba się jednak pogodzić – to niezależne od nas. Ja jednak dotąd nie poznałem jednoznacznego planu: co będzie po pandemii? Jaki jest pomysł na przywracanie nas do normalnego życia?

W ogóle kultura to jest taka przestrzeń, którą często traktuje się po macoszemu, a na dodatek jest pierwszą gałęzią, której tnie się finansowanie. Osobiście chciałbym, aby przede wszystkim zagwarantowano, iż finansowanie kultury nie zostanie nagle uszczuplone.

Patrząc na rozwiązania innych krajów – w tym przede wszystkim Niemiec – nie jest niemożliwe wprowadzenie wsparcia artystów, szczególnie freelancerów. Dużym wsparciem są ogłaszane lokalnie programy stypendialne. Potrzeba jednak uregulowań na większą skalę, a tych zdecydowanie brakuje.

Nasza działalność przenosi się teraz do sieci. To zjawisko dotąd stanowiło margines tzw. kultury wysokiej, charakterystyczne było dla blogerów czy twórczości rozrywkowej. Z jednej strony bardzo to cieszy – bo szukamy nowych możliwości dotarcia do odbiorców. Wciąż jednak skala tego zjawiska jest niewielka. Warto się zastanowić, jak można promować taką twórczość i jak ją wspierać.

 Jak wygląda dzisiaj Twoja praca? Jakie środki zaradcze zastosowałaś do tej pory i jakie mogą nastąpić w przypadku przedłużenia lub pogorszenia bieżącego stanu rzeczy?

Moja działalność pedagogiczna prowadzona jest teraz z domu. W tym miejscu chciałem także podkreślić, że wielkie wsparcie płynie od władz mojej Uczelni i Szkoły. Każda z tych instytucji stara się pomóc i wspierać swoją kadrę i młodzież, często inwestując dodatkowe środki czy podsuwając dodatkowe rozwiązania.

Tak jak pisałem w domu – chociaż w ograniczonym zakresie – staram się także ćwiczyć. Tak pewnie pozostanie w przypadku przedłużającego się stanu rzeczy. Staram się nie tracić kontaktów z organizatorami wydarzeń, które odwołano, a w których miałem uczestniczyć. Wspólnie szukamy nowych terminów.

Czy robisz coś dla innych?

Aktualnie na tyle, na ile mogę wspieram finansowo zbiórki np. na sprzęt medyczny dla szpitali walczących z pandemią. Regularnie przekazuję także 1 proc. podatku na wybrane NGO-sy, do czego zachęcam także wszystkich innych. Od lat wspólnie z Parafią Chrystusa Króla w Gdańsku organizuję koncerty, które odbywają się w kościele przy ul. Rogaczewskiego 55. Czy w tym roku uda się tam spotkać? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Mam nadzieję, że znajdą się na to fundusze, jak również sytuacja epidemiczna na tyle się unormuje, że będziemy mogli grać i słuchać muzyki wspólnie, w jednym miejscu.

Zdjęcia: Fotis/Ireneusz Skąpski

Mirosław Pachowicz

Z wyróżnieniem ukończył w gdańskiej Akademii Muzycznej fagot i teorię muzyki. Pierwszy fagocista Filharmonii Bałtyckiej, adiunkt-doktor w Alma Mater. W 2019 r. wskrzesił klasę fagotu w Szkole Muzycznej w Olsztynie. Członek Gdańskiego Tria Stroikowego, z którym zdobył nagrody na konkursach na Malcie (2014) i w Barlettcie (Włochy, 2015). Z zespołem regularnie koncertuje (w 2018 r. – m.in. w Wilnie, w 2019 – prawykonanie „In Namen…” B. Witkowskiego na festiwalu „Muzyka naszych czasów” w EFM im. K. Pendereckiego w Lusławicach). W ostatnich latach dokonał nagrań płytowych (m.in. tria stroikowe kompozytorów gdańskich, utwory nagrodzone na II Kwidzyńskiej Wiośnie Muzycznej, kompozycje R. de Boisdeffre i Sz. Laksa). Koncertuje także jako solista. W ubiegłym roku po 20 latach od gdańskiej premiery ponownie zagrał w Gdańsku „Koncert na fagot i małą orkiestrę” A. Pafunika dedykowany pamięci ks. J. Popiełuszki i wystąpił w cyklu Skalholt Concerts w Islandii prawykonując napisane dla niego „Scherzo” B. Witkowskiego.  Od 2013 r. dyrektor artystyczny i koordynator cyklu „Muzyka Europy w kościele gdańskiej Polonii”.

Jego wielką pasją są podróże i lotnictwo. Regularnie publikuje w portalu Pasazer.com, jest autorem artykułów dla miesięcznika „Poznaj Świat”, prowadzi bloga Wloczykij-vagabond.pl. Wielokrotnie brał udział w audycjach „Nie śpij zwiedzaj z Radiem Gdańsk” prowadzonych przez red. Beatę Szewczyk.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj