Wczytywanie Wydarzenia

« Wszystkie Wydarzenia

  • wydarzenie już minęło.

Rzeczy, których nie wyrzuciłem / Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

13 kwietnia 2020 @ 19:25 - 21:30

Komunikat Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie

Spektakle Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie w Twoim domu!!!

Od 12.04 (Wielka Niedziela) chcemy zaproponować wszystkim Widzom możliwość bezpłatnego oglądania online naszych spektakli.
Nie będzie to jednorazowe udostępnienie. Przyjęliśmy innowacyjną formę przekazu.
Chcemy, aby do końca kwietnia funkcjonował e-repertuar, gdzie tak samo, jak w normalnych, zwykłych czasach nasi Widzowie mają opcję wybrania tytułu i dnia.
Jak zarezerwować bezpłatny wstęp do naszego e-Teatru?
Wejdź na stronę https://teatr.olsztyn.pl/teatr/online
1. Wybierz spektakl i termin (liczba miejsc jest ograniczona),
2. Na Twój adres mailowy zostanie wysłany link aktywacyjny,
3. Link będzie aktywny przez 6 godzin od chwili rozpoczęcia transmisji.
Życzymy udanej wizyty w naszym e-Teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie

Dzisiaj wieczorem (19:25) następna, premierowa emisja online :”Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy w reżyserii Łukasza Barczyka.

Nim zacznie się spektakl – zapraszamy do lektury kolejnego tekstu Juliusza Tyszki.

Wyrzucamy? Nie wyrzucamy?

Starsze pokolenie odchodzi. Najpierw zapominają o tym, co było wczoraj, dzieląc się za to z nami tym, co przeżywali dawno temu – istotnym i nieistotnym, dla nas często uciążliwym. Potem zaczynają nas pytać, co aktualnie robią krewni, którzy dawno zmarli. Czasem mylą nas z naszymi rodzicami – jedno pokolenie w tę, jedno we w tę, co za różnica… Pamięć im się lasuje, mieląc i wyrzucając na wierzch splątane i pomylone daty, fakty, imiona, uczucia, emocje… Chwile przebłysków, momenty kontaktu z realnym światem stają się coraz rzadsze. Oddech naszych dziadków, babć, a potem naszych mam, ojców, cioć, wujków staje się coraz płytszy, gwałtowniejszy, wzrok coraz bardziej pogrążony gdzieś tam, w sferze bytu-niebytu. Na koniec, w ostatniej chwili przebłysku, wyrzucając z siebie gwałtownie powietrze, czynią nad nami znak krzyża, w ich oku pojawia się łza… Cudownie, jeśli możemy ich wtedy trzymać za rękę i szeptać słowa kojące ból i smutek ostatecznego rozstania.
A potem zostajemy sami – wymęczeni, obezwładnieni traumą, przeżywający na nowo naszą wściekłość i bezradność w niedawnych, wciąż nas uwierających kontaktach z bezosobową rutyną szpitala czy domu opieki. Przed nami kolejne porcje stresu: organizacja pogrzebu (to jeszcze najmniejszy problem), a potem uprzątnięcie mieszkania pełnego wspomnień, lecz również tajemnic, które nie zawsze są dla nas miłe. Odkrywamy bliżej nam nieznaną młodość naszych minionych bliskich, ich ambicje, dążenia, zwycięstwa, momenty chwały, ale także porażki, a nawet zdrady i przeniewierstwa, które starannie przed nami ukrywali. Od dawna docierała do nas krok po kroku, stopniowo, raczej łagodnie świadomość, że są tylko ludźmi – że bywali omylni, moralnie ułomni, a czasem wręcz podli. Teraz, przeglądając ich legitymacje, świadectwa, dyplomy, podania, oświadczenia, umowy-zlecenia, listy, jeszcze raz, dobitniej, czarno na białym się o tym przekonujemy.
No i pozostają jeszcze przedmioty – cała masa rzeczy, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Zlecić pozbycie się ich wyspecjalizowanej firmie? Oddać w bezosobowe, pazerne łapska obcych ludzi materialną przeszłość nie tylko naszych przodków, ale i nas samych – młodych, „niedorobionych”? Bo przecież ślady tej naszej niezdarnej, niedorosłej, głupio-mądrej egzystencji gdzieś tu się czają w tych papierach, listach, meblach, masach książek, zwałach ubrań, dywanach, wykładzinach, wazach, talerzach, widelcach, nożach…
Spektakl „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, zrealizowany w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie przez Łukasza Barczyka na podstawie książki Marcina Wichy, emanuje wrażliwością i empatią, nie oszczędzając nam jednak niczego: znajdziemy w nim też ból, rozpacz, gniew i poczucie bezsilności. Znajdziemy też wyjątkową odmianę ludzkiego losu, narażoną na nieustającą konfrontację z nienawistnym otoczeniem, na nieuchronne mierzenie się z kolejnymi falami okrucieństwa, zbydlęcenia i zrodzonej z nich przemocy.
To spektakl niełatwy i nieprzyjemny, lecz dający nam rodzaj „męczącej satysfakcji” zrodzonej z poczucia, że obcujemy z czymś dojmująco prawdziwym, zgodnym z naszymi najintymniejszymi doznaniami, które tutaj – na deskach teatru zostają przed nami na nowo odkryte, uporządkowane i nareszcie, w końcu porządnie przepracowane.

Szczegóły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj